Prof. Hieronim Grala, historyk i dyplomata, znawca dziejów Rusi, był gościem Michała Przeperskiego w podcaście Muzeum Historii Polski. Rozmowa, nagrana w dziewiątym dniu pełnoskalowej rosyjskiej agresji na Ukrainę, dotyczyła średniowiecznych i nowożytnych dziejów Rusi, relacji między Kijowem a Moskwą oraz roli państwa polsko-litewskiego w kształtowaniu tożsamości ziem ruskich.
Czy Ruś Kijowska i Ruś Moskiewska to dwa odrębne byty
Przeperski zapytał wprost, czy prawdziwe jest stwierdzenie, że Ruś Kijowska i Ruś Moskiewska stanowią dwa zupełnie odrębne byty historyczne. Grala ocenił to jako zbyt daleko idące uproszczenie. Wyjaśnił, że w najstarszej wschodniosłowiańskiej kronice, tzw. Powieści lat minionych przypisywanej Nestorowi, fraza mówiąca o pochodzeniu ziemi ruskiej odnosi się nie do Kijowa czy Moskwy, lecz do Nowogrodu nad jeziorem Ilmen — miasta, które później wielokrotnie padało ofiarą moskiewskiej ekspansji, a mimo to również stanowi część dziedzictwa ruskiego. To właśnie z Nowogrodu, jak przypomniał Grala, przybyli Waregowie mieli wyruszyć wzdłuż Dniepru, by budować wielkie państwo ze stolicą w Kijowie. Zaznaczył, że pojęcie Rusi nie jest więc wyłączną własnością ani Kijowa, ani Ukrainy — nie mieści się w nim też narracja białoruska, o czym świadczą trzy najstarsze cerkwie ruskie wzorowane na konstantynopolitańskiej Hagia Sophia: w Kijowie, Nowogrodzie i Połocku. Podkreślił przy tym, że nie istnieje analogiczna Sofia moskiewska, ponieważ Moskwa jako ośrodek polityczny wykształciła się dopiero około 300 lat po przybyciu Ruryka.
Grala przedstawił uproszczoną chronologię: teoretyczny początek państwowości ruskiej datuje się na rok 862, związany z przybyciem skandynawskiego wodza, którego pochodzenie wciąż budzi spory naukowe, jednak Kijów stał się rdzeniem tej państwowości dopiero kilkadziesiąt lat później, wraz z pochodem księcia Olega wzdłuż Dniepru i zjednoczeniem wcześniej rozproszonych ośrodków waregskich. Podkreślił jednoznacznie, że Ukraina ma niezbywalne prawo do wielkiego dziedzictwa politycznego i cywilizacyjnego Rusi, a jej stolica przez tysiąc lat była przez wszystkie ludy wschodniosłowiańskie określana mianem „macierzy grodów ruskich” — fakt, że dziś spadają na to miasto bomby, jego zdaniem jedynie wzmacnia prawo Ukrainy do tej tradycji.
Rywalizacja Kijowa z ośrodkami północno-wschodnimi
Grala wyjaśnił, że Moskwa jest w istocie personifikacją tzw. Rusi Zaleskiej, czyli północno-wschodniej, choć samo pojęcie „Moskwy” jako centrum politycznego jest anachronicznym uproszczeniem projektowanym wstecz z perspektywy XV–XVI wieku — wcześniej rolę wiodących ośrodków tego regionu pełniły Włodzimierz, Suzdal i Rostów, rywalizujące z Kijowem na długo przed powstaniem Moskwy. Przypomniał, że pierwszą wielką katastrofą osłabiającą znaczenie Kijowa był najazd księcia włodzimierskiego Andrzeja Bogolubskiego, który wpuścił do miasta sprzymierzone hordy koczowników połowieckich, powodując zniszczenia porównywane przez kronikarzy do płonących niczym świece cerkwi. Wskazał również na późniejszy, katastrofalny najazd tatarski chana Mengli Gireja z czasów jagiellońskich, sprowokowany, jego zdaniem, przez Moskwę, która spuściła na ruski ośrodek zaprzyjaźnione czambuły tatarskie — zjawisko, które porównał wprost do dzisiejszych oddziałów kadyrowców. W wyniku tego najazdu Kijów pozostawał w ruinie przez około 150 lat, aż do odbudowy za czasów metropolity Piotra Mohyły w pierwszej połowie XVII wieku.
Grala zaznaczył jednocześnie, że Kijów odgrywał istotną rolę w wyobraźni politycznej władców moskiewskich jeszcze przed carską koronacją Iwana Groźnego — sam Wasyl III, jego ojciec, rozważał podobno wyprawę na Kijów w celu koronowania się tam na cara, ponieważ status „macierzy grodów ruskich” miał nadawać sakralną legitymizację władcy jednoczącemu ziemie ruskie. Przeperski podsumował ten wątek jako pewną ambiwalencję w relacji moskiewsko-kijowskiej — z jednej strony Kijów jako symboliczne źródło godności, z drugiej dążenie władców Moskwy do utrzymania faktycznego ciężaru politycznego we własnej stolicy. Grala przyznał mu rację, dodając jednak zastrzeżenie: doktryna imperialna państwa moskiewskiego dążyła w istocie do przejęcia sukcesji i tradycji Kijowa, lecz bez samej ludności ruskiej — bez Rusinów, bez Ukraińców, traktując to pojęcie jako pusty konstrukt. Podkreślił w tym kontekście, że przez znaczną część historii to właśnie Ruś stanowiła miecz i tarczę państwa polsko-litewskiego, a następnie Rzeczypospolitej. Wspomniał przy tym, że dzień wcześniej sam uczestniczył w publicznym sporze dotyczącym tego, czy należy zakazać lub ograniczyć używanie języka rosyjskiego, i zwrócił wówczas uwagę na absurdalność takiej argumentacji, przywołując udokumentowany źródłowo fakt, że książę Konstanty Ostrogski, dowodząc wojskami pod Orszą przeciwko armii moskiewskiej, wydawał komendy w języku ruskim. Zauważył również, że mechanizm ten nie zniknął — znaczna część dzisiejszych obrońców Kijowa i większość obrońców Charkowa posługuje się na co dzień językiem rosyjskim, będąc przy tym, jego zdaniem, duchowo Ukraińcami, niezależnie od wielowiekowej rosyjskiej kolonizacji językowej.
Rola państwa polsko-litewskiego w kształtowaniu tożsamości ruskich elit
Przeperski zapytał o ocenę uproszczonego schematu, według którego elity ruskie pod wpływem polskiej kultury politycznej zwróciły się ku wolności, w przeciwieństwie do opresyjnego modelu moskiewskiego. Grala ocenił taki schemat jako daleko idące uproszczenie z perspektywy polonocentrycznej. Wyjaśnił, że Ruś Halicka, opierając się częściowo na sojuszach z Piastami i węgierskimi Arpadami, zdołała wywalczyć sobie znaczący margines niezależności od Złotej Ordy jeszcze przed wejściem w skład państwa polskiego, a tradycje demokratyczne — w tym instytucja wiecu — były znane na ziemiach ruskich na długo przed unią z Polską, nie tylko w Nowogrodzie. Podkreślił, że już Kazimierz Wielki, wyprawiając się na Ruś Halicką, traktował tamtejszych kniaziów i bojarów jako pełnoprawnych, nowych obywateli państwa, wstawiając się za ich swobodą religijną — także wobec zachodniego, łacińskiego kościoła — i zabiegając w Konstantynopolu o przywrócenie niezależnej, autokefalicznej metropolii halickiej. Zwrócił uwagę, że Ruś Halicka funkcjonowała w istocie jako państwo środkowoeuropejskie, o czym świadczy m.in. łacińska koronacja księcia Daniela Romanowicza oraz łacińska sfragistyka i kancelaria jego następców, silnie związana zarazem z bizantyjskim dziedzictwem prawosławia.
Grala przywołał rolę elit ruskich w kluczowych wydarzeniach historii Rzeczypospolitej, wskazując, że to właśnie one — a nie polscy senatorowie, którzy się temu sprzeciwiali — wymusiły podczas Sejmu Lubelskiego w 1569 roku rozszerzenie unii na tereny kijowskie. Przywołał postać kniazia Konstantego Wasyla Ostrogskiego, syna zwycięzcy spod Orszy, który po wygaśnięciu dynastii Jagiellonów odrzucił namowy Litwinów do zerwania unii, uznając powrót pod litewskie zwierzchnictwo za coś niedopuszczalnego. Zaznaczył przy tym, że ruska szlachta przyjęła polski model sejmikowy i prawny bez większych wstrząsów, ponieważ dysponowała już dojrzałą, własną kulturą polityczną.
Spór Zygmunta Augusta z Moskwą o tytuł „władcy Rusi”
Grala ocenił, że szczególnej politycznej mądrości dowiódł niegdyś Zygmunt August, spierając się z moskiewskim antagonistą o prawo do tytułu władcy ziem ruskich — argumentując, że władcą Rusi jest ten, kto włada Kijowem, a Kijów pozostawał wówczas w polskich rękach. Ocenił, że ta wypowiedź doskonale oddaje istotę ówczesnego sporu między katolikami z Krakowa a prawosławnymi z Moskwy, znajdującego odzwierciedlenie w fakcie, że mieszkańcy Rusi podlegającej państwu polsko-litewskiemu określali siebie mianem „Rusi”, a mieszkańców państwa moskiewskiego nazywali po prostu „Moskwą”. Zauważył przy tym, że mimo późniejszej rosyjskiej polityki historycznej — od czasów historiografa Mikołaja Karamzina po współczesnych ideologów — dążącej do przedstawiania wspólnoty religijnej i etnicznej Rusi i Rosji jako oczywistości, w praktyce dokumenty kancelarii kozackiej wymagały w Moskwie tłumaczenia z języka ruskiego na rosyjski, a prawosławnym uciekinierom z Ukrainy nakazywano powtórny chrzest, ponieważ ich sakrament nie był w Moskwie uznawany za ważny.
Dlaczego nie powstała Rzeczpospolita Trojga Narodów
Przeperski zapytał, dlaczego mimo licznych podobieństw kulturowych i politycznych między Rusinami a mieszkańcami Korony nigdy nie doszło do realnego powstania Rzeczypospolitej Trojga Narodów. Grala odpowiedział, przywołując dawną refleksję pisarza Juliana Ursyna Niemcewicza, który winą za wzburzenie Kozaczyzny obarczał błędy i ucisk ze strony samej Rzeczypospolitej — świadomość tę mieli, jego zdaniem, już wcześni obserwatorzy epoki, czego wyrazem jest znana z powieści „Ogniem i mieczem” refleksja starego Zaćwilichowskiego, ruskiego i prawosławnego patrioty Rzeczypospolitej, wypowiedziana w przededniu powstania Chmielnickiego. Grala przywołał tu barwną anegdotę przypisywaną Zaćwilichowskiemu: gdy pod Chocimiem husaria pod dowództwem Lubomirskiego szarżowała na janczarów, kozacy mieli zeskakiwać z wozów i wołać do hetmana Sahajdacznego, by pozwolił im dołączyć do walki z Turkami u boku Polaków — a starzec, wspominając ten moment jeszcze niedawnej wspólnoty broni, z żalem konstatował, jak bardzo zmieniły się czasy w przededniu powstania Chmielnickiego. Grala podkreślił, że choć intryga moskiewska rzeczywiście istniała, to nie ona przesądziła o niepowodzeniu unii trójstronnej, lecz brak otwartości polskiego społeczeństwa i państwa na liczną, choć odmienną etnicznie i wyznaniowo mniejszość ruską.
Przywołał postać Stanisława Bieniewskiego, architekta nieudanej ugody hadziackiej z 1658 roku, próbującej ponownie włączyć Ukrainę do Rzeczypospolitej po rozłamie — Bieniewski miał przekonywać Ukraińców, że choć Rzeczpospolita bywała dla nich złą matką, pozostawała matką prawdziwą, w przeciwieństwie do fałszywej macochy. Grala ocenił tę wypowiedź jako godną uznania za polityczny testament Rzeczypospolitej wobec kolejnych pokoleń polskich polityków. Zaznaczył, że sytuacja szybko się pogorszyła, a z rozpaczy zrodziła się nawet trzecia droga — hetman Petro Doroszenko próbował w latach 60. XVII wieku ułożyć się z Turkami. Zwrócił uwagę na charakterystyczną różnicę mentalną, widoczną już w momencie zawierania ugody perejasławskiej z Moskwą w 1654 roku: strona ukraińska złożyła przysięgę wierności carowi Aleksemu Michajłowiczowi na wzór przysięgi królowi polskiemu, jednak rosyjski wojewoda Wasilij Buturlin odmówił złożenia analogicznej przysięgi w drugą stronę, argumentując, że nie do pomyślenia jest, by car przysięgał własnym poddanym. Grala żartobliwie przywołał przy tym znany obraz z czasów socrealizmu, przedstawiający scenę ugody perejasławskiej pod hasłem „Do Moskwy chcemy” — zauważając, że już po zaledwie pięciu latach ci sami pułkownicy kozaccy, a nawet zwykli Kozacy, głośno domagali się w Hadziaczu powrotu pod Rzeczpospolitą. Ocenił, że ta różnica w rozumieniu wzajemnych zobowiązań politycznych zaowocowała szybkim rozczarowaniem i próbą powrotu pod Rzeczpospolitą w ramach ugody hadziackiej.
Okres „Ruiny” i jego echo we współczesnej pamięci ukraińskiej
Grala przywołał pracę rosyjskiej historyczki z Petersburga, Tatiany Tairowej, poświęconą tzw. okresowi Ruiny — ćwierćwieczu chaosu, najazdów, rzezi i bratobójczych wojen na Ukrainie od powstania Chmielnickiego aż do lat 70. XVII wieku, obecnie zaangażowanej, jak zaznaczył, w obronę Ukrainy i odczuwającej z tego powodu naciski ze strony rosyjskich instytucji rządowych. Ocenił, że jako badacz XVII wieku dostrzega w obecnej wojnie bolesne echa tamtych wydarzeń — morze przelanej krwi, zniszczenie kijowskich świątyń, zrównanie z ziemią Baturyna Iwana Mazepy przez wojska Piotra I, zniszczenie Siczy Zaporoskiej — wszystko to, jego zdaniem, wpisuje się w zbiorową pamięć Ukraińców i tłumaczy, dlaczego identyfikują się oni jako potomkowie Rusinów, będący jednoznacznie Ukraińcami, a nie Rosjanami.
Podsumowując rozmowę, Grala sformułował główną tezę: choć Ukraina nie ma wyłącznego prawa do sukcesji i spuścizny ruskiej — być może posiada do niej prawo największe spośród wszystkich narodów wschodniosłowiańskich — to Rosja nie ma do Ukrainy żadnych praw.
Materiał „Co znaczy Ukraina? Kijów, Moskwa, Rzeczpospolita” opublikowany został w ramach Podcastów Muzeum Historii Polski na YouTube, na kanale liczącym 97,7 tys. subskrybentów, 10 marca 2022.