Komentator Krzysztof Wojczal opublikował na swoim kanale materiał, w którym wycofał wcześniejszą krytykę decyzji prezydenta Nawrockiego o odebraniu orderu Orła Białego Zełenskiemu — i wyjaśnił dlaczego.
Pomyliłem się — spodziewałem się pogardy, dostaliśmy eskalację
Wojczal przyznał wprost, że oceniał decyzję Nawrockiego jako objaw słabości państwa polskiego. Spodziewał się, że Ukraina zignoruje gest, pokaże, że się nim nie przejmuje, a Polska wyjdzie na bezsilną. Stało się odwrotnie — Ukraina eskalowała w sposób, który zadziwiał skalą i intensywnością. Zwroty orderów przez całą świtę ukraińskich polityków, odesłanie kurierem, buńczuczne wypowiedzi Kijowa — wszystko to pokazało, że gest Nawrockiego trafił w czuły punkt. Efekt jest odwrotny do zamierzonego przez Ukraińców — zamiast pokazać, że Polska jest bez znaczenia, pokazali jak bardzo ta decyzja ich dotknęła.
Świat dowiedział się o Wołyniu i UPA w kilkudziesięciu krajach
Wojczal wskazał, że jako nieoczekiwana korzyść tego kryzysu temat rzezi wołyńskiej i tego, czym była UPA, obiegł media w kilkudziesięciu państwach — niektórzy doliczyli się osiemdziesięciu. Temat pojawił się w mediach anglosaskich, francuskich i niemieckich. Ukraińcy swoją eskalacją sami nagłośnili historię, którą chcieliby przemilczeć.
Zełenski — najlepszy lektor polskiego realizmu politycznego
Komentator stwierdził ironicznie, że Zełenski zasługuje na order — bo bardziej niż ktokolwiek inny nauczył polskie społeczeństwo cynizmu i realizmu w polityce. Ukraińskie komentarze w mediach społecznościowych — pełne resentymentu i złośliwości wobec Polski — pokazały, że poziom ukraińskiej niechęci do Polaków był przez lata skrywany i jest znacznie wyższy niż sądzono. Gdy Ukraina potrzebowała pomocy, te resentymenty schowano. Teraz wyszły.
Ukraina będzie od nas zależna — nie odwrotnie
Wojczal przedstawił swoją analizę geopolityczną pozycji obu państw. Polska jest dla Ukrainy rywalem i problemem numer dwa — zaraz za Rosją. Ukraińcy boją się polonizacji, obawiają się polskich wpływów kulturowych i gospodarczych, nie wierzą w szczerość polskich intencji i szukają przeciwwagi w Berlinie. To błąd strategiczny — bo Niemcy zawsze przedłożą interesy z Rosją nad interesy z Ukrainą, a za 15-20 lat mogą być tak pochłonięte własnymi problemami wewnętrznymi, że o Kijowie zapomnią.
Tymczasem Polska buduje potencjał — gospodarczo jest już dziesięciokrotnie większą gospodarką od Ukrainy, zbrojeniowo realizuje programy modernizacyjne, które za 5-10 lat dadzą realne narzędzie polityczne. Po wojnie Ukraina nie będzie w stanie utrzymać obecnej armii bez zewnętrznego finansowania. Będzie petentem — nie mocarstwem. I to Polska będzie decydować o warunkach akcesji Ukrainy do UE, o środkach na odbudowę, o warunkach wejścia do NATO, o tym, czy i na jakich zasadach udzieli wsparcia gdy Niemcy się wycofają.
Ukraińcy walczą ze wszystkimi — to ich słabość
Wojczal ocenił, że ukraińskie elity polityczne potrafią walczyć, ale nie potrafią prowadzić dyplomacji ani myśleć strategicznie. Otwierają kolejne fronty — z Polską, z Białorusią — zamiast skupić się na tym, co kluczowe. Eskalacja konfliktu z Polską w momencie, gdy są całkowicie zależni od europejskiego wsparcia, jest w jego ocenie błędem, który sami będą musieli naprawić — przychodząc do Warszawy z prośbą o pomoc.
Spokojnie — rachunki wystawimy później
Wojczal zakończył apelem o spokój. Polska nie musi teraz drzeć szat ani wystawiać natychmiastowych rachunków. Mamy całe dekady, żeby to zrobić. Ukraińcy muszą się obronić przed Rosją — to leży w polskim interesie — ale każdą inną wojnę, którą otwierają, mogą przegrać. I to Polska będzie miała narzędzia, żeby o tej przyszłości decydować.