Nie kradli tyle co my — dr Adamski o tym, dlaczego Ukraińcy podziwiają Polskę, w „Szkicach Wschodnich”
Dr Łukasz Adamski, historyk i wicedyrektor Centrum Dialogu im. Juliusza Mieroszewskiego, ekspert do spraw stosunków polsko-ukraińskich, był gościem Tomasza Piechala w programie „Szkice Wschodnie”. Rozmowa dotyczyła przyczyn ochłodzenia relacji polsko-ukraińskich, wzajemnego postrzegania się przez oba narody, różnic regionalnych na Ukrainie w stosunku do Polski, kultu UPA i Bandery oraz tego, jak spór o politykę pamięci może się dalej rozwijać.
Naturalny proces ochłodzenia po fali sympatii z 2022 roku
Piechal otworzył rozmowę pytaniem, czy gwałtowny spadek wzajemnej sympatii polsko-ukraińskiej względem poziomu z 2022 roku jest procesem naturalnym, czy wynikiem konkretnych błędów. Adamski odpowiedział, że mimo popełnionych błędów skłania się ku tezie o naturalności tego procesu — sam, obserwując relacje polsko-ukraińskie od ponad 200 lat jako historyk, był zaskoczony skalą fali pomocy i solidarności Polaków wobec Ukraińców w 2022 roku, a także niebywałą polonofilią, z jaką spotkała się ta pomoc na Ukrainie. Porównał tę dynamikę do relacji międzyludzkich — etapu zakochania, po którym nieuchronnie następuje dostrzeganie wad partnera — i ocenił jako naiwne oczekiwanie, że tak pozytywne emocje utrzymają się dłużej niż kilka miesięcy. Zaznaczył jednak, że część błędów wynikała z realnych przyczyn: niższego poziomu znajomości Polski wśród ukraińskich elit niż odwrotnie, a przede wszystkim odmiennego położenia obu narodów — inna musi być perspektywa kraju walczącego codziennie o przetrwanie i bombardowanego, a inna kraju żyjącego we względnym bezpieczeństwie i większym dobrobycie. Do tego doszły nierozwiązane kwestie historyczne oraz błędy komunikacyjne.
Jak Polacy i Ukraińcy postrzegają się nawzajem
Piechal przywołał badania Centrum Mieroszewskiego pokazujące, że ze słowem „Ukrainiec” Polacy kojarzą dziś takie pojęcia jak niewdzięczność, roszczeniowość i cwaniactwo, obok bardziej pozytywnych jak pracowitość. Adamski zwrócił uwagę na istotny problem metodologiczny sondaży: gdy pyta się Ukraińców o stosunek do Polaków, odpowiadają w większości ludzie niemający bezpośredniego kontaktu z Polską i opierający opinię na mediach lub relacjach znajomych, podczas gdy Polacy pytani o Ukraińców z reguły nie myślą o narodzie ukraińskim jako takim, lecz konkretnie o ukraińskich uchodźcach obecnych w Polsce. Ocenił, że stosunek Polaków do Ukraińców jest w praktyce stosunkiem do tej właśnie grupy, mającej czasem odmienne kody kulturowe, co przy population sięgającej około półtora miliona osób — istotnego, zauważalnego segmentu polskiego społeczeństwa — samo w sobie generuje emocje. Podkreślił jednak stanowczo, że na Ukrainie nigdy nie spotkał się z wrogością wobec Polaków — w 2022 roku dostrzegał ogromne przejawy wdzięczności i solidarności, zarówno we Lwowie, jak i w Kijowie, choć z czasem, jak wynika też z ukraińskich badań socjologicznych, znaczna część Ukraińców zobojętniała: nadal dostrzegają rolę Polski jako lidera wsparcia, ale bez dawnej emocjonalnej polonofilii, a część zaczęła postrzegać Polskę jako kraj, który wprawdzie pomaga, ale i „się trzepie” — blokując granice i podobne działania.
Błędy komunikacyjne strony ukraińskiej
Piechal zwrócił uwagę na rosnący w polskich sondażach odsetek przeciwników wejścia Ukrainy do NATO i malejące poparcie dla dalszej pomocy wojskowej, czemu towarzyszy poczucie rozżalenia z powodu postrzeganej niewdzięczności Ukrainy. Adamski wskazał na konkretny katalog błędów komunikacyjnych władz ukraińskich, które jego zdaniem to poczucie nakręcały. Pierwszym była sprawa Przewodowa — ukraińskiej rakiety wystrzelonej w celu zestrzelenia rosyjskiego pocisku, która omyłkowo spadła na terytorium Polski, zabijając dwie osoby: zdaniem Adamskiego, gdyby Ukraina od razu przeprosiła i przyznała się do błędu, ukrainosceptycy w Polsce straciliby argumenty, natomiast próby prezydenta Zełenskiego przekonania polskich władz, że była to rakieta rosyjska, naruszyły zasady rzetelnej komunikacji i wywołały nieufność, zwłaszcza że Polacy nie chcą zostać wciągnięci w bezpośrednie działania wojenne. Kolejnymi punktami tej listy były: mataczenie w sprawie Przewodowa, spóźniona decyzja o zniesieniu zakazu ekshumacji, brak jednoznacznego potępienia działań UPA przez Zełenskiego w 80. rocznicę Rzezi Wołyńskiej oraz jego wyjście z nabożeństwa odprawianego wspólnie z prezydentem Andrzejem Dudą. Adamski wspomniał też mniej znaną sprawę ukraińskich samochodów poruszających się w Polsce bez ważnych badań technicznych — zniesionych na Ukrainie jeszcze za prezydentury Wiktora Janukowycza w 2011 roku — jako przykład realnej nierówności w traktowaniu, która mimo to nie stała się przedmiotem szerszej debaty publicznej. Zaznaczył, że tego typu błędy były dodatkowo wzmacniane przez rosyjską propagandę i trolling — z przerażeniem zauważył, że po ostatnim ataku rosyjskich dronów na Polskę aż 38 procent komentarzy w polskim internecie wskazywało jako sprawców Ukraińców, co pokazuje skalę dezinformacji.
Efekt kryzysu zbożowego po stronie ukraińskiej
Adamski opisał też, jak silnie zmieniła się postawa Ukraińców wobec Polaków w ciągu zaledwie trzech miesięcy między październikiem 2023 a styczniem 2024 roku, w reakcji na protesty polskich rolników, blokady granicy i wysypywanie ukraińskiego zboża. Ocenił tłumaczenie Ukraińcom, że wysypywanie zboża wpisuje się w polską tradycję protestów rolniczych — przywołując analogiczne działania Andrzeja Leppera sprzed dwudziestu kilku lat — jako syzyfową pracę, ponieważ w ukraińskiej percepcji zestawienie to zderzało się z obrazem ukraińskich rolników ryzykujących życie, by zbierać plony na zaminowanych polach.
Pozytywny stosunek zwykłych Ukraińców i kompleks elit
Piechal przywołał tekst piosenki nieżyjącego już ukraińskiego artysty Kuźmy Skrjabina „Ruina”, w którym pojawia się fraza o Polakach mających Warszawę, bigos, żurek i Marię Curie, kończąca się zaskoczeniem, że „łapiesz się na myśli, że ich szanujesz” — jako ilustrację ewolucji ukraińskiego postrzegania Polski. Adamski potwierdził, że wszystkie sondaże pokazują, iż stosunek Ukraińców do Polaków jest z reguły znacznie bardziej pozytywny niż odwrotnie, co określił jako pewien stały wzorzec. Wskazał przy tym na paradoks: podczas gdy w Polsce większość elit jest wyraźnie proukraińska — czasem, jego zdaniem, do tego stopnia, że szkodzi to relacjom, jak w przypadku masowego przejścia polskich redakcji na formę „w Ukrainie” zamiast tradycyjnej „na Ukrainie”, co część ukraińskich uchodźców, przez fałszywą analogię z językiem rosyjskim, odebrała jako przejaw polskiego kolonializmu — zwykli Polacy, zwłaszcza we wschodniej Polsce z żywą pamięcią o Rzezi Wołyńskiej, są znacznie bardziej sceptyczni. Na Ukrainie zachodzi odwrotna zależność: zwykli ludzie są często wyraźnie propolscy, częściowo dzięki więziom rodzinnym — jak wskazał, według badań Centrum Mieroszewskiego około 30 procent mieszkańców dawnej Galicji Wschodniej i 17–18 procent na Ukrainie prawobrzeżnej deklaruje dalszą rodzinę w Polsce lub polskich przodków — a częściowo dlatego, że Polska jest postrzegana jako „swoi ludzie, którym się udało”, ponieważ, jak to ujął, „nie kradli tyle co my”. Wskazał też na podziw dla polskiej transformacji ustrojowej — możliwości leczenia się czy studiowania bez łapówek — a Piechal dodał kontekst, że Ukraina startowała z transformacją z podobnego, a według niektórych Ukraińców nawet lepszego punktu wyjścia gospodarczego.
Adamski opisał ukraiński „kompleks polski” jako zjawisko silnie zakorzenione wśród elit, wywodzące się częściowo z tradycyjnej narracji historycznej o polonizacji ukraińskich elit i pańszczyźnianym wyzysku chłopstwa, a częściowo z obecnego poczucia protekcjonalizmu ze strony Polski, będącej dziś członkiem UE i NATO. Jako przykład podał publikację w Ukraińskiej Prawdzie z tytułem sugerującym, że Polska prowadzi wojnę przeciwko europejskiej przyszłości Ukrainy — ocenił ją jako efekt narastających emocji wokół sprawy zboża i błędną diagnozę sytuacji, wynikającą z niewielkiej liczby osób na Ukrainie faktycznie zajmujących się Polską: we Lwowie są to głównie liberalni intelektualiści niezorientowani w polskim konserwatyzmie albo twardzi nacjonaliści, a w Kijowie panuje albo niska wiedza o Polsce, albo przekonanie, że relacje z Warszawą nie wymagają szczególnej troski, bo Polska i tak będzie wspierać Ukrainę z powodu własnego bezpieczeństwa. Piechal zauważył w tym kontekście funkcjonowanie podobnego mechanizmu fałszywej generalizacji w Polsce — przywołując przykład koncertu Maxa Korża, gdzie pojedyncze flagi banderowskie na widowni przedstawiano w mediach społecznościowych jako stadion „wypełniony banderowskimi flagami” — na co Adamski odpowiedział, że tego typu przekłamania w Polsce ograniczają się głównie do mediów społecznościowych i clickbaitowych portali, podczas gdy media opiniotwórcze zachowują redakcyjne filtry, czego brakuje na bardziej zależnym od reklam i właścicieli ukraińskim rynku medialnym.
Różnice regionalne w postrzeganiu Polski
Piechal zwrócił uwagę, że polska percepcja Ukrainy koncentruje się selektywnie na dawnych ziemiach II Rzeczpospolitej, pomijając resztę kraju. Adamski przywołał badanie Centrum Mieroszewskiego pokazujące, że na zachodniej Ukrainie najczęściej rozpoznawanymi Polakami są Adam Mickiewicz i Jan Paweł II, podczas gdy na wschodzie i południu — Daniel Olbrychski, znany głównie z sowieckich filmów, co dobrze ilustruje różnicę w kontakcie z polską kulturą. Zachodnia Ukraina miała historycznie więcej kontaktów z Polską — wyjazdy do pracy, na studia, znajomość języka polskiego sięgająca według badań kilkunastu procent mieszkańców Galicji — i w pamięci zbiorowej zachowały się tam też negatywne wątki, jak pacyfikacja z 1936 roku. Wschodnia Ukraina nie miała bezpośredniego kontaktu z polską obecnością i budowała obraz Polski wyłącznie na podstawie sowieckiej edukacji i propagandy. Adamski zaznaczył, że ta różnica ma dziś praktyczne znaczenie, bo znaczna część fali uchodźców w Polsce pochodzi właśnie ze wschodniej Ukrainy i posługuje się rosyjskim, co dodatkowo obciąża relacje — jak wskazał, powołując się na badania, około czterdziestu kilku procent Polaków deklaruje negatywne emocje na dźwięk języka rosyjskiego, dwukrotnie więcej niż w przypadku ukraińskiego, mimo że mniej więcej połowa ankietowanych nie potrafi w ogóle rozróżnić obu języków ze słuchu.
Kult UPA i pamięć o Wołyniu jako stosunkowo nowe zjawisko
Piechal i Adamski zgodnie ocenili, że kult UPA i Bandery na poziomie ogólnokrajowym, a nie tylko regionalnym, jest zjawiskiem stosunkowo nowym, które nasiliło się dopiero po Majdanie i Rewolucji Godności za sprawą celowej polityki historycznej, w tym działań ukraińskiego IPN-u. Piechal ocenił, że w budowaniu nowej, antyrosyjskiej tożsamości narodowej „na ołtarzu tego mitu złożone zostały” relacje z Polską, na co Adamski odpowiedział, zastrzegając się jako wieloletni krytyk kultu Bandery na samej Ukrainie, że nie było to jego zdaniem celowe działanie, lecz raczej zbagatelizowanie ryzyka dla stosunków z Polską i przekonanie, że wybór własnych bohaterów narodowych to wewnętrzna sprawa Ukrainy — przekonanie, które ukraińskie elity, jego zdaniem, zaczęły rewidować dopiero w ostatnich miesiącach, czego dowodem są obecne naciski ukraińskiej dyplomacji na wznowienie dialogu historycznego i propozycje wspólnego forum historyków. Wskazał też na decyzję z 2024 roku o zniesieniu moratorium na ekshumacje jako częściowo wynik świadomości radykalizujących się nastrojów w Polsce, zastrzegając niepewność, czy w praktyce oznacza to pełne odblokowanie, czy jedynie symboliczne otwarcie kilku miejsc.
Adamski przedstawił własną tezę, że decydujące znaczenie miało pochodzenie samych ukraińskich elit — prezydent Zełenski, wychowany w rosyjskojęzycznym Krzywym Rogu, nauczył się języka ukraińskiego dopiero w wieku dojrzałym i przed Majdanem regularnie występował ze swoim kabaretem w Rosji. Ocenił, że dla takiego polityka Polska mentalnie znaczyła tyle, co dla przeciętnego Polaka Algieria — odległy kraj, podczas gdy Ukrainę traktował jako część Europy, nie mając Polski na swojej mentalnej mapie sąsiedztwa, w przeciwieństwie do zachodniej Ukrainy i kijowskiej inteligencji. Przestrzegł jednocześnie przed polską skłonnością do doszukiwania się celowego planu tam, gdzie w grze są raczej niefrasobliwość, niewiedza czy odmienna perspektywa.
Piechal dodał, że sama pamięć o Rzezi Wołyńskiej na Ukrainie ma stosunkowo świeżą genezę — jego zdaniem upowszechniła się w formie internetowego mema dopiero w okolicach Majdanu, po głośnej wymianie zdań między dziennikarzem Ołehem Skrypinem a prorosyjskim politykiem Ołehem Cariowem, po czym temat zyskał na sile wraz z odbiorem filmu Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń” — Adamski uzupełnił, że film ten był w praktyce zablokowany na Ukrainie: planowany pokaz w jednym z czołowych kijowskich kin przesunięto w 2016 roku ze względów bezpieczeństwa i nigdy go ostatecznie nie pokazano. Adamski podał też konkretne dane liczbowe ilustrujące skalę zmiany: w 2013 roku negatywny stosunek do Bandery i UPA miało jedynie 3–4 procent Ukraińców, obecnie — około 80 procent ma stosunek pozytywny. Tłumaczył to mechanizmem, w którym niska wiedza historyczna społeczeństwa łączy się z odruchem nieufności wobec wszystkiego, co mówi Rosja — skoro Rosja oskarża Banderę o terroryzm, a wiadomo, że Rosja kłamie i mówi też, że w Buczy była prowokacja ukraińska, przeciętny Ukrainiec zakłada, że prawda musi być odwrotna. Zaznaczył też, że większość ukraińskich historyków zajmujących się UPA ma poglądy bliskie nacjonalizmowi i ocenia rolę tej formacji pozytywnie, co ułatwia Ukraińcom przyjmowanie takiej narracji jako bardziej wiarygodnej niż stanowisko „obcego kraju” — Piechal dodał, że w tej narracji UPA bywa przedstawiana jako ukraiński odpowiednik AK.
Symetrie i asymetrie w polskiej i ukraińskiej polityce historycznej
Adamski przywołał własne zastrzeżenia wobec polskich prób symetryzowania historii — wskazał na przykład Romualda „Burego” Rajsa, żołnierza wyklętego oskarżonego przez prokuraturę IPN w 2005 roku o ludobójstwo za pacyfikację białoruskich wsi, którego działania IPN w komunikacie z 2018 lub 2019 roku zaczął relatywizować, sugerując, że mógł spalić więcej wsi, a tego nie zrobił, więc niekoniecznie chodziło o motywy narodowościowe. Piechal odniósł się też do akcji Wisła, przywoływanej przez stronę ukraińską jako rzekomy odpowiednik Rzezi Wołyńskiej — Adamski stanowczo to zdementował, oceniając Rzeź Wołyńską pod względem prawnym jako ludobójstwo i zorganizowaną czystkę etniczną wymierzoną w Polaków na Wołyniu i w Galicji, podczas gdy akcję Wisła zakwalifikował najwyżej jako przymusową deportację, klasyfikowalną jako zbrodnię przeciwko ludzkości, ale bez elementu fizycznej eksterminacji — z ofiarami liczonymi w dziesiątkach, a nie w dziesiątkach czy stu tysiącach. Podkreślił jednak, że skoro w Polsce istnieją środowiska relatywizujące działania Burego, odpowiedzialnego za około osiemdziesiąt ofiar, trudno konsekwentnie żądać od Ukrainy natychmiastowego i jednoznacznego potępienia Romana Szuchewycza, odpowiedzialnego moralnie za dziesiątki tysięcy ofiar — i że Polska, domagając się prawdy historycznej od Ukrainy, powinna zachować zdolność do krytycznego rozliczania własnej historii, by nie powielać mechanizmu ukraińskich gloryfikatorów UPA.
Zapowiadany zakaz symboliki banderowskiej i możliwa reakcja Kijowa
Piechal zapytał o możliwe konsekwencje planowanego w Polsce zakazu propagowania symboliki i ideologii banderowskiej, wskazując, że najprawdopodobniej znajdzie on poparcie większości sił politycznych. Adamski ocenił, że najbardziej prawdopodobną reakcją Ukrainy byłoby faktyczne zablokowanie prac ekshumacyjnych, co ponownie uczyniłoby kwestię Wołynia zakładnikiem bieżących relacji politycznych. Zaznaczył, że rozumie potrzebę regulacji zakazujących eksponowania symboliki kojarzonej z ruchem banderowskim — w tym barw czerwono-czarnych, choć zastrzegł, że były one używane szerzej niż tylko przez UPA — wskazując przy tym na konkretny, według niego bulwersujący przykład: możliwość swobodnego robienia sobie zdjęć w tych barwach przez ukraińskich nacjonalistycznych historyków w miejscu zamordowania ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego w 1934 roku, czemu obecny stan prawny w Polsce w praktyce nie zapobiega. Ostrzegł jednak, że postawienie ideologii banderowskiej na równi z komunizmem i nazizmem wywołałoby, jego zdaniem, ogromne oburzenie na Ukrainie, odbierane jako dodatkowa stygmatyzacja. Zaproponował rozwiązanie kompromisowe: zamiast punktowego zakazu „banderyzmu”, trudnego zresztą do prawnego zdefiniowania, wprowadzenie ogólnej regulacji zakazującej pochwały wszelkich ruchów dopuszczających masowe zbrodnie w realizacji celów politycznych — obejmującej równolegle litewskich i węgierskich strzałokrzyżowców, chorwackich ustaszy oraz, jego zdaniem, również polski Obóz Narodowo-Radykalny — połączonej z szerszą edukacją historyczną Polaków o podobnych ruchach w innych krajach.
Co Polska ma do zyskania i stracenia
Adamski postawił pytanie o cele, jakie Polska chce faktycznie osiągnąć w relacjach z powojenną Ukrainą — w kontekście przyszłej odbudowy kraju, potężnych kontraktów gospodarczych i presji na przyspieszoną integrację europejską, a być może i natowską, ze strony Zachodu. Ostrzegł, że nadmierne skupienie polskiej polityki wobec Ukrainy wyłącznie na kwestiach historycznych i potępieniu Bandery grozi przegraniem konkurencji gospodarczej z krajami niemającymi podobnych obciążeń historycznych. Piechal skontrował to danymi z badań Centrum Mieroszewskiego, według których jedynie kilkanaście procent Polaków w ogóle dostrzega pole wspólnych interesów gospodarczych z Ukrainą, a większość ma trudność ze wskazaniem takiego pola — co, jego zdaniem, utrudnia budowanie poparcia dla pragmatycznego podejścia. Adamski przyznał, że gdy pyta się Polaków o priorytety w relacjach z Ukrainą, na pierwszym miejscu plasują się kwestie tożsamościowe — ekshumacje oraz zmiana ukraińskiej polityki pamięci, ex aequo z pomocą w walce z Rosją — co jego zdaniem, paradoksalnie, czyni dziś Ukrainę stroną bardziej gotową na kompromis niż Polskę, w której narosły pokłady nieufności i wzrosła siła środowisk ukrainosceptycznych, utrudniające podejmowanie decyzji.
Dysproporcja znaczeń w cieniu wojny
Na zakończenie Piechal zapytał, czy Ukraina, znajdująca się w stanie wojny i codziennie mierząca się z bieżącą, „wielką historią”, jest w ogóle zdolna skoncentrować się na sporach historycznych sprzed osiemdziesięciu lat. Adamski odpowiedział obrazowym przykładem: mieszkańcy 150–200-tysięcznego miasta jak Biała Cerkiew, kilkadziesiąt kilometrów od Kijowa, codziennie atakowanego dronami przy słabej obronie przeciwlotniczej, zarabiający po kilka tysięcy złotych miesięcznie na utrzymanie rodziny, myślą przede wszystkim o zakończeniu wojny i niesprawiedliwości ataków — a wieść, że Polska warunkuje wsparcie dla członkostwa Ukrainy w NATO sprawami sprzed 80 lat, jest dla nich nie do wytłumaczenia i spotyka się z niezrozumieniem, a czasem żywiołową niechęcią czy wręcz wrogością.
Rozmowę przeprowadził Tomasz Piechal w programie „Szkice Wschodnie”. Materiał pt. „Ukraiński kompleks Polski? Dr Łukasz Adamski o tym, co Ukraińcy myślą o Polakach” opublikowany został na kanale „Tomasz Piechal – Szkice Wschodnie” 14 października 2025.








