Ukraińskie elity uciekają w politykę pamięci przed problemami korupcyjnymi — Iwański w „Szkicach Wschodnich”

Tadeusz Iwański, ekspert do spraw Ukrainy i kierownik zespołu Białorusi, Ukrainy i Mołdawii w Ośrodku Studiów Wschodnich, był gościem Tomasza Piechala w programie „Szkice Wschodnie”. Rozmowa, przeprowadzona w 35. rocznicę ukraińskiej niepodległości, dotyczyła procesu kształtowania się nowej tożsamości narodowej Ukrainy od 1991 roku, przyczyn narastania kultu UPA i Bandery, motywacji politycznych prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, bieżących kryzysów korupcyjnych oraz ryzyka, jakie dla relacji polsko-ukraińskich niesie budowanie nowych mitów wojennych.

Bieżąca sytuacja Ukrainy w 35. rocznicę niepodległości

Piechal otworzył rozmowę pytaniem o to, jak w tak trudnych okolicznościach — pod permanentnymi nalotami i ostrzałami — może wyglądać obchodzenie rocznicy niepodległości. Iwański ocenił, że im trudniejsze są okoliczności, tym mocniej temat będzie rezonował, ponieważ obecna wojna toczy się właśnie o niepodległość, w zupełnie innej sytuacji niż w 1991 roku — dziś Ukraina musi tę niepodległość wywalczyć i płaci za to ogromną daninę krwi. Wskazał na kilka bieżących wyzwań: nadchodzącą, zapowiadaną jako bardzo trudną zimę, coraz większe trudności ze sprzedażą płodów rolnych przez Morze Czarne z powodu odnowionej rosyjskiej blokady, brak pocisków do systemów Patriot komplikujący obronę przeciwlotniczą, a także trwający kolejny poważny kryzys korupcyjny i związane z nim wewnętrzne przetasowania polityczne.

Mit niepodległości „z przypadku” i płynność tożsamości w 1991 roku

Piechal zapytał, czy prawdziwy jest funkcjonujący od dawna mit, że ukraińska niepodległość była w istocie przypadkowym produktem gry frakcji komunistycznej nomenklatury, a nie efektem świadomego wyboru społeczeństwa. Iwański odpowiedział, że sytuacja nie była czarno-biała: istniał realny czynnik społeczny, widoczny choćby w tzw. rewolucji na granicie z 1990 roku, pierwszej z trzech ukraińskich rewolucji (po niej nastąpiły pomarańczowa w 2004–2005 i godności w 2013–2014) — studenckim proteście na ówczesnym placu Październikowym w Kijowie, skierowanym przeciwko nowej umowie związkowej proponowanej przez Michaiła Gorbaczowa oraz przeciwko udziałowi Ukraińców w misjach wojskowych poza granicami, w kontekście wojny w Afganistanie. Przywołał też tzw. żywy łańcuch ze stycznia 1990 roku, łączący symbolicznie Kijów i Lwów dla upamiętnienia aktu zjednoczenia Zachodnioukraińskiej i Ukraińskiej Republiki Ludowej z 1919 roku, a także aktywność ruchu ludowego kierowanego m.in. przez Wiaczesława Czornowiła. Zaznaczył jednak, że równolegle toczyła się gra nomenklaturowa — wewnątrz ukraińskiej Partii Komunistycznej i wobec centrum władzy związkowej, obejmująca interesy gospodarcze, partyjne i często korupcyjne — a punktem przełomowym okazało się fiasko puczu Janajewa w sierpniu 1991 roku, które przekonało większość aktorów politycznych, że Związek Radziecki nie ma przyszłości, i skłoniło do ogłoszenia niepodległości zaledwie kilka dni później.

Iwański zwrócił uwagę na uderzającą zmianę nastrojów w ciągu zaledwie ośmiu miesięcy 1991 roku: w marcowym referendum ogólnozwiązkowym 70 procent Ukraińców opowiedziało się za utrzymaniem odnowionego związku republik, a już w grudniowym referendum niepodległościowym za pełną niepodległością zagłosowało 90 procent — co jego zdaniem pokazuje, jak płynna, niepewna i niejednoznaczna była wówczas ukraińska tożsamość. Piechal dodał do tego obrazu strajki górników Donbasu, którzy — kierując się hasłami w rodzaju „karmiliśmy Związek Radziecki zbożem i węglem” — również opowiadali się wtedy za oddzieleniem od centrum, choć później wielu z nich miało tego żałować.

Punkt wejścia Ukrainy w niepodległość na tle Polski

Piechal zapytał wprost, czy Ukraina rzeczywiście wchodziła w niepodległość z lepszej pozycji startowej niż inne republiki związkowe, w tym Polska — porównanie to, jak zauważył, wciąż funkcjonuje na Ukrainie, czasem wypowiadane z dumą, a czasem z nutą zazdrości, co ma znaczenie także dla współczesnych sporów. Iwański przyznał, że pod względem wskaźników gospodarczych — produkcji stali, produkcji rolnej, poziomu wykształcenia wyższego — Ukraina rzeczywiście plasowała się wysoko, zastrzegając pytanie o realną jakość tych wskaźników. Zwrócił jednak uwagę na czynnik często pomijany: te wyniki były osiągane w ramach Związku Radzieckiego i uprzywilejowanej wymiany gospodarczej bez ceł i taryf, a po rozpadzie ZSRR Ukraina musiała budować nowe relacje handlowe z sąsiadami od zera — mechanizm analogiczny, choć w mniejszej skali, dotyczył też PRL-u w relacjach z ZSRR. Kluczową różnicą między Polską a Ukrainą było jednak, jego zdaniem, znacznie silniej sformowana polska tożsamość narodowa i tradycja państwowości — podczas gdy Ukraina, mimo krótkotrwałego istnienia Ukraińskiej Republiki Ludowej po I wojnie światowej i wcześniejszych emanacji państwowości kozackiej, nie miała porównywalnego zaplecza, co znalazło odzwierciedlenie choćby w tym, że pierwsza wersja deklaracji z 24 sierpnia 1991 roku mówiła o „odnowieniu” ukraińskiej państwowości, a nie jej „ogłoszeniu”. W Polsce, w przeciwieństwie do Ukrainy, istniał też od początku jasny cel — powrót do Europy jako w pełni suwerenne państwo zachodnie.

Mit Czornowiła i hybrydowa tożsamość lat 90.

Piechal przywołał postać Wiaczesława Czornowiła — lidera ruchu ludowego, który w 1991 roku wniósł ukraińską flagę do sali posiedzeń Rady Najwyższej i zdobył w wyborach prezydenckich nieco ponad 20 procent głosów, przegrywając z Leonidem Krawczukiem, a w 1999 roku zginął w wypadku samochodowym — oraz towarzyszący jego postaci mit, że gdyby to on został prezydentem, historia Ukrainy potoczyłaby się inaczej. Iwański ocenił, że rzeczywiście prawdopodobnie potoczyłaby się inaczej, choć nie sposób przesądzić w jakim kierunku, zaznaczając, że owe 20 procent głosów dla Czornowiła odzwierciedlało realny, ale mniejszościowy odsetek społeczeństwa o wyraźnie proukraińskiej, prozachodniej i antyrosyjskiej orientacji. Opisał pierwsze lata niepodległej Ukrainy jako swoistą hybrydę: z jednej strony państwo zdominowane przez postkomunistyczną nomenklaturę — sam Krawczuk wywodził się z Partii Komunistycznej, a jego następca Leonid Kuczma, zanim w 1994 roku został prezydentem, kierował strategicznym zakładem zbrojeniowym w zamkniętym mieście Dniepropietrowsk, z bezpośrednią linią telefoniczną na Kreml — z drugiej strony państwo, w którym język ukraiński stał się jedynym oficjalnym, przyjęto flagę i herb nawiązujące do własnej tradycji, a mit walki o niepodległość znalazł miejsce w oficjalnej narracji. Efektem był podział między bogate regiony wschodnie i południowe, budujące nowe elity w postaci polityczno-oligarchicznych klanów (donieckiego, dniepropietrowskiego, częściowo kijowskiego), a biedniejszą, ale dysponującą własnym mitem narodowym i bardziej „gotowym” na niepodległość językiem Galicją.

Rewolucja Godności jako punkt zwrotny i polemika z tezą „Putin stworzył naród ukraiński”

Iwański, pytany o kluczowy moment przyspieszający proces prozachodniej i antyrosyjskiej emancypacji Ukrainy, wskazał na Rewolucję Godności z 2013–2014 roku jako punkt zwrotny — moment symbolicznego wyboru przez aktywną część społeczeństwa kierunku rozwoju w stronę Europy, choć zastrzegł, że emancypacja od Rosji w praktyce trwała od samego początku niepodległości, choć nie zawsze w sposób intencjonalny politycznie, a raczej jako proces układania na nowo relacji gospodarczych i biznesowych, często o podłożu korupcyjnym. Wskazał też na wcześniejszy, przedmajdanowy ruch „Ukraina bez Kuczmy”, który — choć skierowany formalnie przeciwko korupcji ówczesnej władzy — miał już wtedy wymiar wartości, wyrażając sprzeciw społeczeństwa wobec samego sposobu rządzenia krajem. Przypomniał przebieg wydarzeń z listopada 2013 roku: odmowę podpisania przez Wiktora Janukowycza umowy stowarzyszeniowej z UE na szczycie w Wilnie, wezwanie dziennikarza Mustafy Najema na Facebooku, by ludzie wzięli termosy i wyszli na plac Niepodległości, ucieczkę Janukowycza w lutym 2014 roku oraz niemal natychmiastową rosyjską aneksję Krymu na przełomie lutego i marca. W tym kontekście Iwański zdecydowanie zakwestionował popularną tezę, że to Władimir Putin „stworzył naród ukraiński” — ocenił, że rosyjska agresja z 2014 roku niewątpliwie pomogła skonsolidować tożsamość ukraińską, wywołując falę wydarzeń symbolicznych takich jak dekomunizacja, obalanie pomników Lenina, zmiana nazw ulic i malowanie płotów w barwy narodowe (co reporterko uchwycił Ziemowit Szczerek w książce „Tatuaż z tryzubem”), ale stanowczo zaprzeczył, by Rosja tę tożsamość faktycznie stworzyła — Ukraińcy, jego zdaniem, dysponują podmiotowością (ang. agency), czego dowodzą kolejne rewolucje kończące się realnym zwycięstwem społeczeństwa: pomarańczowa doprowadziła do trzeciej tury wyborów wygranej przez Wiktora Juszczenkę, a Rewolucja Godności zakończyła się ucieczką Janukowycza.

Ewolucja Zełenskiego i parada niepodległości z 2021 roku bez UPA

Piechal zwrócił uwagę na obchody Dnia Niepodległości z 2021 roku, zorganizowane przez ekipę prezydenta Zełenskiego, w tym pokaz „DNA Ukrainy” — widowisko historyczne, w którym dziewczynka uosabiająca Ukrainę przechodziła przez kolejne epoki: Ruś kijowską, Kozaczyznę, Hetmańszczyznę, Czarnobyl, aż po Rewolucję Godności i wojnę na Donbasie — zaznaczając, że w tej narracji nie pojawiły się wówczas ani UPA, ani kontrowersyjna postać hetmana Iwana Mazepy, dziś ponownie wynoszona na piedestał. Iwański odpowiedział, że tamte obchody, w porównaniu z bardziej pompatyczną i nasyconą symboliką nacjonalistyczną erą prezydentury Petra Poroszenki (z hasłem „armia, język, wiara” i ustawami historycznymi z 2015 roku), były stosunkowo stonowane — bez wielkiej parady wojskowej i wielkich haseł — ponieważ Zełenski doszedł do władzy na fali zmęczenia taką polityką, dając głos marginalizowanym dotąd, rosyjskojęzycznym Ukraińcom wychowanym w kulturze rosyjskiej i głosząc, że język, jakim się mówi, nie decyduje o pełnoprawnym obywatelstwie ukraińskim. Piechal przypomniał w tym kontekście przedpolityczną karierę Zełenskiego — jego protest przeciwko zakazowi emisji rosyjskojęzycznego serialu „Swaty”, który sam produkował — jako dowód, jak daleką drogę przeszedł prezydent od swoich wcześniejszych pozycji do obecnego zwrotu w stronę symboliki nacjonalistycznej. Obaj rozmówcy przypomnieli też, że u progu prezydentury Zełenski celowo szukał sposobów na pojednanie skonfliktowanych grup społecznych — nie mógł jednoznacznie opowiedzieć się po żadnej ze stron przy obchodach sowieckiego Dnia Zwycięstwa, więc dzień wcześniej rozpoczynał własne, oddzielne uroczystości upamiętniające ofiary wojny, przywołując przy tym fakt, że w Armii Czerwonej służyli również przodkowie wielu dzisiejszych Ukraińców.

Nazwy ulic: nacjonalistyczna tradycja obecna, ale nie dominująca

Iwański przedstawił wyniki badania przeprowadzonego w OSW, sprawdzającego, komu nadawane są nowe nazwy ulic na Ukrainie. Potwierdził, że nazwiska związane z tradycją nacjonalistyczną są obecne i w silnym trendzie — w praktyce w każdym ukraińskim mieście poza Charkowem (stolicą obwodu) istnieją dziś ulice Szuchewycza i Bandery, a w Winnicy nawet dwie ulice noszące imię Bandery — ale zastrzegł, że w ujęciu ilościowym to nie one dominują. Znacznie liczniejsze są nazwy apolityczne oraz nazwiska związane z walką z Rosją niezwiązane bezpośrednio z UPA, Banderą, Szuchewyczem czy Konowalcem, w tym ukraińscy kosmonauci — jego zdaniem najczęściej wybierany patron nowych ulic — a także bohaterowie obecnej i pierwszej wojny z Rosją.

„Milcząca Ukraina” i przypadek Oli Polakowej

Iwański podkreślił, że w dyskusjach o ukraińskiej tożsamości i nacjonalizmie bardzo często pomija się istnienie „milczącej części” społeczeństwa — ludzi określanych niekiedy pogardliwie jako „żduny”, czyli czekających na koniec wojny lub wręcz na Rosję — którzy historycznie byli raczej pasywni niż aktywni i wymagali odgórnej, a nie oddolnej organizacji, w przeciwieństwie do uczestników Majdanu; podobna, zorganizowana odgórnie przez Partię Regionów grupa stanowiła tzw. anty-Majdan. To właśnie w dużej mierze głosami tej milczącej części społeczeństwa Zełenski doszedł do władzy w 2019 roku. Jako przykład momentu, w którym ta grupa nagle zyskuje głos, Piechal przywołał szeroko komentowany na Ukrainie, choć niemal niezauważony w Polsce, wywiad gwiazdy ukraińskiej estrady Oli Polakowej, która wypowiadała się w duchu przekonania, że z Rosją można jednak jakoś rozmawiać — co dla środowisk bardziej antyrosyjskich i patriotycznych było kontrowersyjne, ale zdaniem obu rozmówców pokazało, że tego typu poglądy w społeczeństwie realnie istnieją.

Reakcja influencerów na atak na szpital dziecięcy w Kijowie

Iwański przywołał inny przykład ujawnienia się „milczącej” części opinii publicznej: po zbrodniczym rosyjskim ataku na szpital dziecięcy w Kijowie, wywołującym powszechne oburzenie, głos zabrali nie politycy czy eksperci, na których zwykle skupiona jest uwaga polskich i zachodnich analityków, lecz tzw. blogerzy-milionerzy — twórcy związani z kulturą popularną, muzyką i modą — którzy w mediach społecznościowych wzywali do jakiegokolwiek pokoju, argumentując, że tak dalej być nie może. Zderzyło się to z dominującą narracją, że każda kolejna ofiara jedynie utwardza opór i sprawia, że Ukraińcy stają się bardziej nieprzejednani, co jak dotąd Rosji rzeczywiście się nie udało przełamać. Iwański zaznaczył, że wielkość tej „milczącej” grupy jest trudna do oszacowania — mogą to być zarówno 30, jak i 10 procent społeczeństwa — a pytanie, jak zostanie ona zagospodarowana politycznie po wojnie, pozostaje otwarte. Piechal przypomniał w tym kontekście również wcześniejszy precedens sukcesu społecznej mobilizacji: kartonowe protesty sprzed roku, zorganizowane w obronie niezależności instytucji antykorupcyjnych, które zakończyły się powodzeniem — w przeciwieństwie do obecnych protestów wokół sprawy Fedorowa, których skutek pozostawał w momencie rozmowy niepewny.

Dlaczego Zełenski zwraca się teraz ku symbolice nacjonalistycznej

Piechal zapytał wprost, czy zwrot Zełenskiego w stronę Panteonu Narodowego, uroczystych pogrzebów działaczy takich jak Andrij Melnyk czy Jewhen Konowalec, oraz nadania jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA jest wyrachowaną, cyniczną kalkulacją polityczną, czy szczerym przekonaniem, i czemu ma służyć — ucieczce od problemów wewnętrznych? Iwański odpowiedział, że kwestia szczerości przekonań współczesnych polityków jest w jego ocenie drugorzędna wobec elementu kalkulacji — polityka Zełenskiego odzwierciedla realne przesunięcie nastrojów społecznych, obserwowane od 2014 roku i wzmacniane przez działania ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, w ramach którego mit UPA jako formacji walczącej przede wszystkim ze Związkiem Radzieckim — z pominięciem czystek etnicznych na Wołyniu i w Galicji Wschodniej oraz współpracy z Wehrmachtem — stopniowo rozprzestrzenił się poza swój pierwotny, galicyjski matecznik na cały kraj. Ocenił, że każdy polityk dbający o popularność podłapuje takie trendy społeczne, co czyni ten zwrot w dużej mierze kwestią technologii politycznej i kalkulacji, a nie ideowego przekonania. Piechal zapytał następnie, czy Zełenski przewidział skalę oburzenia, jakie wywoła to w Polsce, czy raczej zareagował spontanicznie na rozwijający się kryzys — Iwański, deklarując nieufność wobec teorii wielkich planów politycznych, ocenił, że bardziej prawdopodobne jest sprawne reagowanie na kryzysy w miarę ich powstawania niż z góry zaplanowany efekt.

Kryzysy korupcyjne i osłabiająca się pozycja Zełenskiego

Iwański przedstawił szeroki obraz wewnętrznych trudności osłabiających pozycję prezydenta. Wskazał na kontrowersyjną dymisję Mychajła Fedorowa, ministra ds. transformacji cyfrowej kojarzonego z realnymi sukcesami i wolnego od skandali korupcyjnych, dokonaną w ramach lipcowej rekonstrukcji rządu — decyzję, dla której, jego zdaniem, brakowało racjonalnego uzasadnienia, zwłaszcza że wcześniejszym argumentem za usunięciem Fedorowa był jego konflikt z głównodowodzącym Ołeksandrem Syrskim, a mimo dymisji samego Syrskiego Fedorow nie został przywrócony, co sugeruje, iż rzeczywistym powodem mogły być schematy korupcyjne, które miał łamać. Opisał następstwa tej decyzji: uliczne protesty w trakcie pełnoskalowej inwazji, oraz późniejsze specyficzne wystąpienie samego Fedorowa w formie dziesięciominutowego nagrania opublikowanego w mediach społecznościowych po tym, jak Rada Najwyższa zatwierdziła na stanowisku ministra obrony nowego kandydata — nagranie zawierające trafną, zdaniem Iwańskiego, diagnozę „zgniłego państwa” i skorumpowanych elit, połączoną jednak z kontrowersyjnym postulatem przeprowadzenia wyborów w czasie wojny, co dało przeciwnikom Fedorowa i zwolennikom Zełenskiego łatwy pretekst do krytyki. Do tego doszła kolejna odsłona afery korupcyjnej związanej z nazwiskiem Tymura Mindicza (w materiale określana jako „afera Midasa”) — tym razem dotycząca zdymisjonowanej wiceszefowej Biura Prezydenta, oskarżonej o legalizację środków w znacjonalizowanym wcześniej rosyjskim banku w celu zebrania kaucji dla wcześniej aresztowanego, kluczowego dla śledztwa figuranta, grożącego ujawnieniem informacji obciążających najwyższe kręgi władzy. Iwański podsumował, że wojna sprzyja nieprzejrzystości władzy, zwłaszcza w obszarze wydatków zbrojeniowych, które stanowią największą i najmniej kontrolowaną społecznie część budżetu.

Nowe mity wojenne: armia broniąca Europy, mesjanizm i zależność finansowa od Zachodu

Piechal zwrócił uwagę na budowane obecnie nowe mity wojennej tożsamości Ukrainy — przywołał wpis szefa MSZ Andrija Sybihy z okazji rocznicy Chrztu Rusi, sugerujący, że to od Ukrainy chrześcijaństwo dotarło na wschód Europy, jako przykład narastającego myślenia mocarstwowego, oraz mit Ukrainy jako nowego przedmurza (antemurale) Europy, swoistego nowego mesjanizmu. Iwański potwierdził istnienie także innych podobnych narracji, w tym mitu armii broniącej całej Europy przed Rosją, przemilczającego fakt, że ukraińska armia broni przede wszystkim samej Ukrainy — ocenił, że narracje te służą przede wszystkim mobilizowaniu zachodniego wsparcia, ponieważ ukraińskie władze doskonale zdają sobie sprawę, że bez pomocy militarnej i finansowej Zachodu państwo by nie przetrwało: aż 60 procent ukraińskiego budżetu pochodzi ze środków przekazywanych przez zachodnich partnerów. Ocenił, że część ukraińskiego społeczeństwa w te mity rzeczywiście wierzy, co przejawia się w prywatnych rozmowach z ukraińskimi znajomymi i kolegami, powielających argumenty z oficjalnej komunikacji strategicznej państwa — zaznaczył przy tym, że Ukraina dysponuje rozbudowaną, sformalizowaną strategią komunikacji publicznej. Piechal dodał do tego przykład wypowiedzi generała Wałerija Załużnego, że NATO jest „za stare” na przyjęcie nowoczesnej ukraińskiej armii — odczytanej jako element podobnego poczucia wyższości i pozycjonowania politycznego przed przyszłymi wyborami.

Ryzyko resentymentu i obwiniania Zachodu oraz Polski

Piechal wyraził niepokój, że budowana tożsamość wojenna Ukrainy opiera się na fundamentach poczucia skrzywdzenia i możliwej zdrady w razie zakończenia wojny bez pełnego zwycięstwa — z zachowaniem niepodległości, ale przy terytorialnych stratach i powojenną biedą po ustaniu obecnego wsparcia finansowego — co jego zdaniem tworzy podglebie dla destrukcyjnych emocji społecznych, w tym rosnącej tendencji do obsadzania Polski w roli „hamulcowego unijnego” i „złego sąsiada”. Iwański w pełni podzielił tę obawę, zaznaczając, że kapitał moralny bezsprzecznie leży po stronie Ukrainy jako ofiary agresji, która przez 4,5 roku skutecznie powstrzymywała Rosję — ale ten sukces stał się swoistą walutą polityczną, wykorzystywaną przez władze i liderów opinii do mobilizowania Zachodu oraz uprawiania asertywnej, „bijącej powyżej swojej wagi” polityki zagranicznej, czego przykładem była m.in. ostatnia wizyta Zełenskiego w Serbii, odebrana w Kosowie jako dowód cynicznego pragmatyzmu ukraińskiej dyplomacji. Ostrzegł, że skoro Ukraina nie wygra wojny w takiej skali, w jakiej społeczeństwo tego oczekuje — ani nie stanie się szybko członkiem Unii Europejskiej, mimo wcześniejszych zapowiedzi Zełenskiego o członkostwie już w 2027 roku, co uznał za całkowicie wykluczone — powstanie podatny grunt dla polittechnologów gotowych zbudować narrację, że brak ostatecznego sukcesu to wina zachodnich partnerów, którzy nie dostarczyli obiecanych rakiet Patriot czy Taurus, ani wystarczających środków finansowych. Jako dowód rosnącej pewności siebie ukraińskich elit przywołał logikę „dealu bezpieczeństwa” — przekonanie, że bez ukraińskich zdolności obronnych, zwłaszcza dronowych, Zachód nie obroni się sam, co uzasadnia oczekiwanie stałego wsparcia w zamian.

Piechal zakończył rozmowę zastrzeżeniem, że dyskusje o Ukrainie w Polsce zbyt często rozszerzają myślenie i działania wąskiej grupy elit na cały naród, pomijając istnienie odmiennie myślących, protestujących środowisk, które mogłyby zaproponować inny kierunek rozwoju tożsamości ukraińskiej — bardziej sprzyjający przyszłemu dialogowi z Polską.


Rozmowę przeprowadził Tomasz Piechal w programie „Szkice Wschodnie”. Materiał pt. „Ukraina: wojna, nacjonalizm i tożsamość w czasie wojny. Co dalej? Tadeusz Iwański” opublikowany został na kanale „Tomasz Piechal – Szkice Wschodnie” (24,8 tys. subskrybentów) 25 sierpnia 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *