Widział więcej niż inni — Stanisław Żuławski o Adolfie Bocheńskim i jego proroctwach w podcaście „Międzywojnie”

Stanisław Żuławski i Jarosław Korna, prowadzący podcastu „Międzywojnie”, poświęcili odcinek postaci Adolfa Bocheńskiego — jednego z najwybitniejszych publicystów geopolitycznych II Rzeczpospolitej, orędownika niepodległej Ukrainy i twórcy realizmu politycznego, którego przedwojenne analizy stały się później fundamentem powojennej doktryny ULB Jerzego Giedroycia. Rozmowa objęła dzieciństwo Bocheńskiego w rodzinnym majątku Ponikwa, jego studia w Paryżu i pierwszą książkę „Ustrój a racja stanu”, udział w środowisku „Buntu Młodych”, profetyczne przewidywania zawarte w książce „Między Niemcami a Rosją” z 1937 roku, jego wojenną drogę od Narwiku po Tobruk, tragiczną śmierć pod Ankoną w 1944 roku oraz wpływ jego myśli na powojenną polską politykę wschodnią.

Dzieciństwo w Ponikwie: dom pełen dyskusji i wczesny geniusz

Żuławski rozpoczął od opisu rodzinnego domu Bocheńskich w Ponikwie koło Brodów, w ówczesnej Małopolsce Wschodniej, gdzie dorastał młody Adolf, pieszczotliwie nazywany w rodzinie Adziem. Dom ten łączył tradycyjny katolicyzm, głęboki patriotyzm i surowy rygor intelektualny — ojciec, Józef Adolf, doktor ekonomii ukończonej na uniwersytecie w Getyndze, wpajał dzieciom etos pracy, miłość do ziemi i poczucie obywatelskiej odpowiedzialności, natomiast matka, Maria z Dunin-Borkowskich, autorka dzieł religijnych, była osobą wymagającą i zasadniczą. W tym środowisku wyrosło wybitne rodzeństwo: brat Józef Maria został później ojcem Innocentym, światowej sławy dominikaninem i filozofem, brat Aleksander stał się wpływowym i kontrowersyjnym publicystą, a siostra Olga oddaną katechetką i społeczniczką. Żuławski opisał Ponikwę jako nieustanne forum dyskusyjne, gdzie rodzeństwo przechodziło kolejne fazy fascynacji — od religijnej przez techniczną, wojskową po prawniczą — a zamiast bawić się w chowanego, dzieci pisały „kodeks praw mamusi” i prowadziły symulacje debat parlamentarnych. Adolf od najmłodszych lat jawił się jako klasyczny wunderkind — jako pięciolatek zamiast bajek czytał monumentalne dzieło Mariana Kukiela o opozycji ponapoleońskiej, pasjonował się traktatem Carla von Clausewitza o wojnie, a w wieku zaledwie piętnastu lat napisał wraz z bratem Aleksandrem swoją pierwszą, niezwykle krytyczną wobec polskich wad narodowych broszurę pt. „Tendencje samobójcze narodu polskiego”.

Żuławski podkreślił, że kluczowe dla późniejszego realizmu politycznego Bocheńskiego było brutalne naznaczenie jego dzieciństwa przez historię — pożoga I wojny światowej zmusiła rodzinę do tułaczki przez Lwów, Budapeszt, Kijów aż po Petersburg, a doświadczenia te, zwieńczone krwawym konfliktem polsko-ukraińskim, zaszczepiły w nim przekonanie, że suwerenność i bezpieczeństwo nie są dane raz na zawsze, a geopolityka nie wybacza słabości. Zaznaczył, że punktem wyjścia dla młodego konserwatysty nie był ślepy tradycjonalizm, lecz twarda analiza sił własnego państwa — wychowany w duchu krakowskiej szkoły historycznej, obwiniającej za upadek dawnej Rzeczpospolitej przede wszystkim błędy wewnętrzne i anarchię ustrojową, Adolf zaczął budować swój realizm na kulcie silnej władzy wykonawczej i racji stanu. Z tym intelektualnym bagażem, jako niespełna siedemnastolatek, wyruszył na studia do Paryża.

Paryż i „Ustrój a racja stanu”

Korna zapytał, jak paryski pobyt w Ecole Libre des Sciences Politiques i zderzenie z francuską myślą polityczną ukształtowały spojrzenie Bocheńskiego na siłę państwa oraz co stało się bezpośrednią inspiracją dla jego pierwszej książki. Żuławski opisał Bocheńskiego jako osiemnastoletniego chłopaka z Kresów, z małej miejscowości Ponikwy, który nagle trafił do ówczesnej stolicy światowej kultury i dyplomacji. Studiował na Wydziale Dyplomatycznym Szkoły Nauk Politycznych w latach 1927–1930, kończąc uczelnię ze złotym medalem i zajmując trzecie miejsce w ogólnej klasyfikacji wśród studentów z ponad dwudziestu państw. W Paryżu chłonął wiedzę od najwybitniejszych umysłów, między innymi słuchał wykładów André Siegfrieda, od którego uczył się analizy struktur społecznych i obrony kulturowego pluralizmu przed nowoczesną standaryzacją — jednak formacyjny charakter miało dla niego przede wszystkim zderzenie z francuską prawicą, zwłaszcza kręgiem Action Française. Kluczową inspiracją stał się historyk i publicysta Jacques Bainville, od którego Bocheński przejął przekonanie o relatywności potęgi w polityce międzynarodowej, streszczające się w formule, że silne państwo stara się mieć słabych sąsiadów, a słabe nieuchronnie graniczy z silnymi; Bainville uważał też, że skuteczna polityka zagraniczna musi być całkowicie uniezależniona od demagogii i kaprysów opinii publicznej. Z kolei myśl Charlesa Maurrasa, teoretyka nacjonalizmu integralnego, zaszczepiła w Bocheńskim silny sceptycyzm wobec klasycznej demokracji parlamentarnej — choć w przeciwieństwie do francuskich nacjonalistów Bocheński zawsze na pierwszym miejscu stawiał państwo, tzw. imperializm państwowy, a nie etniczny naród.

Żuławski podkreślił, że te paryskie przemyślenia stały się bezpośrednim paliwem dla pierwszej ważnej książki Bocheńskiego, „Ustrój a racja stanu”, wydanej we Lwowie w 1928 roku, gdy autor miał zaledwie dziewiętnaście lat. Główna teza dzieła głosiła, że ustrój wewnętrzny państwa ma wartość drugorzędną wobec jego bezpieczeństwa zewnętrznego — instytucje państwowe muszą być bezwzględnie podporządkowane przetrwaniu i potędze państwa na arenie międzynarodowej. Bocheński argumentował, że polityka zagraniczna to domena elit, która nie może być zakładnikiem sejmowych kłótni, emocji tłumu czy wyborczego populizmu, opowiadając się w tym okresie za silną, wręcz autorytarną władzą wykonawczą, izolującą kluczowe decyzje strategiczne od gry partyjnej. Żuławski zaznaczył, że choć w późniejszych latach poglądy Bocheńskiego ewoluowały w kierunku tzw. ustroju mieszanego, to właśnie w tej pierwszej książce sformułował fundament swojego realizmu: państwo silne na zewnątrz musi posiadać stabilny, trwały ośrodek decyzyjny wewnątrz — bez czego, jak pokazał przykład zarówno pierwszej, jak i drugiej Rzeczpospolitej, staje się jedynie bezbronnym łupem dla potężniejszych sąsiadów.

Bunt Młodych i koncepcja mocarstwowości

Korna zapytał o rolę, jaką Bocheński odegrał po powrocie do kraju w środowisku „Buntu Młodych” pod wodzą Jerzego Giedroycia, oraz o to, co wyróżniało tę grupę na tle spolaryzowanej sceny politycznej lat trzydziestych. Żuławski opisał ten moment jako zderzenie paryskiej teorii z polską praktyką codziennego życia politycznego — Bocheński błyskawicznie stał się głównym intelektualnym silnikiem i czołowym piórem środowiska, które nie mieściło się w żadnym z ówczesnych politycznych szablonów. Przywołał określenie Stefana Kisielewskiego, opisującego charakter tego środowiska jako „intelektualistyczno-rewolwerowy” — polegające na bezkompromisowym mówieniu prawd niewygodnych dla wszystkich stron politycznej barykady, bez ulegania oficjalnemu optymizmowi czy opozycyjnemu narzekaniu. Z jednej strony środowisko odrzucało, jak sami uważali, jałowy, etniczny nacjonalizm endecji, w tym sprowadzanie polskości do kategorii religijnych czy antysemityzmu, uznając to za ślepą uliczkę osłabiającą państwo od wewnątrz; z drugiej strony, choć wywodzili się z obozu piłsudczykowskiego i szanowali postać marszałka, byli bezlitosnymi krytykami rządów sanacyjnych po jego śmierci w 1935 roku, piętnując brak programu gospodarczego, biurokrację i korupcję — za co regularnie płacili konfiskatami nakładu przez cenzurę, przy czym artykuły samego Bocheńskiego były absolutnymi rekordzistami pod względem liczby takich konfiskat.

Żuławski podkreślił, że Bocheński odegrał rolę głównego architekta myśli geopolitycznej tego środowiska, nadając realną treść jego naczelnemu hasłu — mocarstwowości, która dla niego nie była megalomańskim sloganem, lecz twardym programem opartym na dwóch filarach. Pierwszym była rewolucyjna jak na polską prawicę koncepcja polityki narodowościowej — Bocheński był jednym z najgłośniejszych orędowników porozumienia z Ukraińcami i wspierania ich dążeń do niepodległości, głosząc, że suwerenna Ukraina jest kluczem do powstrzymania rosyjskiego imperializmu; postulat ten stał się bezpośrednim fundamentem powojennej doktryny ULB (Ukraina, Litwa, Białoruś), tworzonej później przez Jerzego Giedroycia, z którym dziś ta koncepcja jest przede wszystkim kojarzona. Drugim filarem był skrajny realizm w polityce zagranicznej — całkowite odizolowanie jej od oceny moralnej czy kulturowej, przestroga przed opieraniem bezpieczeństwa na iluzorycznych, egzotycznych sojuszach z Zachodem oraz domaganie się budowy realnej siły militarnej i twardej konsolidacji wewnętrznej. Żuławski podsumował, że w ten sposób środowisko Bocheńskiego próbowało stworzyć nowoczesną syntezę — konserwatywną w przywiązaniu do silnego państwa, w dużym stopniu liberalną gospodarczo, a zarazem imperialną w pozytywnym, jagiellońskim znaczeniu tego słowa, czyli inkluzywnego imperializmu.

„Między Niemcami a Rosją”: proroctwo sprzed dwóch lat

Korna zwrócił uwagę, że naturalną konsekwencją tych przemyśleń stała się najsłynniejsza książka Bocheńskiego, „Między Niemcami a Rosją” z 1937 roku, i zapytał o jej główne, niezwykle profetyczne założenia oraz powody, dla których jednoczesny konflikt z oboma sąsiadami Bocheński uważał za absolutną katastrofę. Żuławski określił tę wydaną dwa lata przed wybuchem II wojny światowej książkę jako arcydzieło polskiej myśli geopolitycznej, uderzające do dziś swoją przenikliwością. Głównym, najbardziej profetycznym założeniem dzieła było ostrzeżenie przed czymś, co wydawało się ówczesnym elitom sanacyjnym kompletnie niemożliwe — koalicją Berlina i Moskwy. Polskie elity, przywiązujące dużą wagę do ideowych deklaracji budowania z jednej strony osi faszystowskiej, a z drugiej antyfaszystowskiej, uznawały taki sojusz za wykluczony, lecz ostatecznie zwyciężyła chłodna kalkulacja polityczna i geopolimka — Bocheński, na dwa lata przed podpisaniem paktu Ribbentrop-Mołotow, niemal bezbłędnie przewidział ten taktyczny sojusz dwóch totalitarnych potęg. Co więcej, w tej samej książce zapowiedział rozpad Czechosłowacji oraz, w dłuższej perspektywie, rozpad Związku Sowieckiego na samodzielne państwa narodowe, wśród których kluczową rolę miała odegrać niepodległa Ukraina, trwale odpychająca rosyjski imperializm na wschód. Żuławski przypomniał w tym kontekście, że dekady później amerykański geopolityk polskiego pochodzenia Zbigniew Brzeziński stwierdził, iż dla mocarstwowej pozycji Rosji kluczowe znaczenie ma Ukraina — Rosja z Ukrainą jest naturalnym mocarstwem zdolnym dominować w przestrzeni Międzymorza, podczas gdy Rosja bez Ukrainy traci pozycję imperialną, stając się jedynie lokalnym mocarstwem.

Odpowiadając na pytanie o katastrofalność jednoczesnego konfliktu z dwoma sąsiadami, Żuławski przywołał dwa żelazne prawa polityki międzynarodowej sformułowane przez Bocheńskiego. Pierwszym było prawo relatywizmu politycznego, żartobliwie nazwane później przez publicystę Stanisława Cat-Mackiewicza „Lex Bocheński” — głosiło ono, że potęga państwa nie jest wartością stałą ani bezwzględną, lecz relatywną, bezpośrednio uzależnioną i odwrotnie proporcjonalną do siły państw, z którymi toczy się aktywne spory. Drugim była zasada koncentracji na jednym przeciwniku — Bocheński dowodził, że Polska nie dysponuje i nie będzie dysponować potencjałem pozwalającym na jednoczesną walkę z dwoma potężnymi sąsiadami, a podjęcie takiego wyzwania oznaczałoby sprowadzenie polskiej siły relatywnej do zera i nieuchronny rozbiór kraju. Stąd Bocheński postulował, by polska dyplomacja pozostawała elastyczna i za wszelką cenę dążyła do eliminacji sporu na jednym z frontów, nawet kosztem trudnych, bolesnych koncesji — metodę tę nazwał „polityką ofiar”: w razie kryzysu Polska musiała porozumieć się z jednym z sąsiadów, by móc skutecznie przeciwdziałać drugiemu. Żuławski zaznaczył, że Bocheński uważał obronę granic ustalonych w Rydze i Wersalu za świętość, ale ostrzegał, że bezmyślne trzymanie się dogmatu o dwóch wrogach i równym dystansie wobec obu — którego zwolennikiem był sam Piłsudski — doprowadzi do tragedii. Niestety sanacyjne elity nie posłuchały wówczas zaledwie dwudziestoośmioletniego wizjonera, co we wrześniu 1939 roku skończyło się dokładnie tak, jak przewidział.

Wkupił się do wojska: droga od Ponikwy do Narviku

Korna zauważył, że mimo słabego zdrowia i odrzucenia przez komisje poborowe, gabinetowy dotąd myśliciel bez wahania zdecydował się na czynną walkę, i zapytał, jak Bocheńskiemu udało się sforsować biurokratyczne przeszkody oraz jak wyglądał jego chrzest bojowy we wrześniu 1939 roku. Żuławski podkreślił rzadką w tym środowisku spójność myśli i czynu — Bocheński jako pisarz głęboko wierzył, że skoro wzywał do walki o mocarstwowość, ma moralny obowiązek potwierdzić swoje słowa z bronią w ręku, gdy wybuchła wojna, konsekwentnie odrzucał bezpieczne posady w dyplomacji czy prasie wojskowej, które ze względu na jego pozycję społeczną były na wyciągnięcie ręki, chcąc być po prostu żołnierzem. Na przeszkodzie stanęło jednak jego własne, chorowite od dziecka ciało — wojskowe komisje odrzucały jego kandydaturę. Bocheński, jak opisał Żuławski, nie należał do ludzi łatwo się poddających i uruchomił wszystkie możliwe znajomości oraz protekcję, decydując się przy tym na gest niezwykle pragmatyczny, a zarazem hojny — dosłownie wkupił się do wojska, ofiarowując armii swój prywatny samochód osobowy, który przekazał szwadronowi zapasowemu 22 Pułku Ułanów Podkarpackich, stacjonującemu w niedalekich Brodach. Pod wpływem tego nietypowego podarunku oraz nacisków przyjaciół dowództwo ostatecznie skapitulowało, a Bocheński został przyjęty jako ochotnik — nie jako oficer, lecz zwykły szeregowy ułan.

Żuławski opisał chrzest bojowy Bocheńskiego jako pozbawiony romantycznej legendy, którą później zaczęto wokół niego budować — zamiast szarż i spektakularnych zwycięstw była to brutalna, przygnębiająca lekcja odwrotu, w której mistrz pióra musiał odnaleźć się w roli prostego żołnierza: czyścić konie, maszerować w pyle i znosić chaos odwrotu. Dla Bocheńskiego było to doświadczenie podwójnie bolesne, ponieważ na własne oczy widział, jak na mapie realizuje się jego najczarniejszy scenariusz — jednoczesny cios ze strony Niemiec i Związku Sowieckiego. Gdy 17 września Armia Czerwona uderzyła na Polskę, szwadron zapasowy 22 Pułku Ułanów wycofał się na południe, ostatecznie przekraczając granicę węgierską — Bocheński nie złożył jednak broni, a przejście na Węgry stało się dla niego jedynie pierwszym etapem dalszej wojennej drogi, która rzuciła go kolejno na front norweski i afrykański.

Od Narviku po Tobruk: legenda żołnierza o szaleńczej odwadze

Korna zapowiedział, że wojenny szlak Bocheńskiego prowadził od mroźnego Narviku aż po rozpalony słońcem Tobruk, i zapytał, jak myśliciel zyskał opinię żołnierza o szaleńczej odwadze oraz jakimi konkretnymi czynami zapracował na tę legendę. Żuławski opisał, że po ucieczce z Węgier Bocheński trafił do Francji, gdzie ukończył podchorążówkę, a stamtąd jako żołnierz Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich wyruszył pod Narvik, gdzie zdobył swój pierwszy Krzyż Walecznych, wykazując odwagę pod ogniem. Po klęsce Francji nie złożył broni — najpierw pomagał organizować przerzuty polskich żołnierzy przez Pireneje, a następnie przedostał się na Bliski Wschód, wstępując do Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich. To właśnie w piaskach Tobruku narodziła się legenda Bocheńskiego jako żołnierza o szaleńczej odwadze — stał się jednym z najbardziej nieustraszonych dowódców patroli i wybitnym saperem, słynnym z absolutnego lekceważenia śmierci, regularnie zgłaszającym się na najtrudniejsze misje nocne, przekradając się przez pola minowe i zasieki wprost pod włoskie i niemieckie pozycje.

Żuławski przywołał krążące o nim anegdoty — podczas jednego z patroli pod Tobrukiem, gdy towarzysze szeptali, że tuż obok czają się Włosi, mający fatalny wzrok Bocheński parł niewzruszenie naprzód; dopiero gdy z ciemności poleciały granaty i wróg rzucił się do ucieczki, wybuchnął śmiechem, krzycząc za nimi „Arrivederci italiani!” — bo jednak naprawdę tam siedzieli. Z kolei przed bitwą o Monte Cassino wrócił z patrolu głęboko za liniami niemieckimi na zboczach Monte Cairo z dziewięcioma przestrzelinami w mundurze, sam nie odnosząc ani jednego zadrapania. Żuławski podkreślił, że towarzyszy broni najbardziej uderzał kontrast między surowym rzemiosłem wojennym Bocheńskiego a jego nieustającą pracą intelektualną — potrafił wrócić z niebezpiecznego wypadu, po czym leżąc w zasypanym piaskiem okopie, pisać artykuły do frontowej gazetki lub brać udział w dyskusjach o niemieckich filozofach; gdy pod Tobrukiem ranił go odłamek granatu, pierwszą rzeczą, jaką kupił po przewiezieniu do szpitala w Aleksandrii, było wielotomowe dzieło o historii papiestwa. Za swoje czyny został odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari oraz trzykrotnie Krzyżem Walecznych.

Śmierć pod Ankoną: świadomy wybór czy nieszczęśliwy wypadek

Korna zapytał, jak doszło do tragicznej śmierci Bocheńskiego 18 lipca 1944 roku pod Ankoną, oraz na ile prawdziwe są opinie, że przeczuwając powojenny los Polski, szukał na froncie godnego ujścia dla swojego zawalonego świata. Żuławski zrelacjonował, że Bocheński, służący wówczas jako saper w pułku ułanów karpackich, kilka dni wcześniej został ranny i z ręką w temblaku leżał w szpitalu — jednak na wieść o zbliżającej się bitwie o Ankonę uciekł z placówki medycznej, by dołączyć do swoich ułanów. 18 lipca, na drodze między Camerano a Poggio di Ancona, zauważył niemieckie miny talerzowe; choć rozbrajanie ich jedną sprawną ręką było skrajnie niebezpieczne, podjął się tego zadania — chwilę później nastąpiła eksplozja, która zabiła trzydziestopięcioletniego wówczas mężczyznę.

Żuławski zaznaczył, że kwestia, czy Bocheński świadomie szukał śmierci, dzieli badaczy. Z jednej strony istnieją silne dowody na to, że cierpiał na głęboki kryzys egzystencjalny wywołany katastrofą polityczną Polski — po konferencji w Teheranie stało się jasne, że alianci oddadzą kraj w sowiecką strefę wpływów, a jego ukochana Ponikwa i Lwów zostaną bezpowrotnie utracone. Na krótko przed śmiercią wyznał koledze z podchorążówki, dyplomacie Józefowi Lipskiemu: „Mój świat się zawalił, trzeba go opuścić z godnością”. Przyjaciele tacy jak Józef Czapski czy Jan Mejsztowicz pisali wprost, że Bocheński zginął, szukając śmierci — wybierając walkę do końca zamiast powojennego statusu bezbronnego emigranta czy świadka sowietyzacji kraju — widząc w tym gest tragicznego bohatera romantycznego. Z drugiej strony bardziej pragmatyczni badacze, w tym brat Aleksander Bocheński, który sam poszedł na współpracę z komunistami, podkreślali, że nie był to ślepy pęd ku samobójstwu — Adolf uważał po prostu, że autorytet publicysty i przywódcy intelektualnego musi być uwiarygodniony absolutną bezkompromisowością na polu bitwy; dla niego jako realisty honor i wierność żołnierskiej przysiędze świadczyły o podłożu tożsamości narodowej, więc walczył z otwartą przyłbicą, akceptując ryzyko.

Żuławski ocenił śmierć Bocheńskiego pod Ankoną jako niepowetowaną stratę dla polskiej kultury politycznej, przywołując słynne słowa Stanisława Cat-Mackiewicza: „Gdyby selekcja ludzi działała w Polsce tak, jak działać powinna, ten młody człowiek powinien być naszym ministrem spraw zagranicznych, a nie ginąć jako podporucznik pod Ankoną”. Bocheński został pochowany na polskim cmentarzu wojennym w Loreto.

Dziedzictwo: fundament doktryny ULB

Na zakończenie Korna zapytał, jak wizje i koncepcje Bocheńskiego, zwłaszcza postulat niepodległej Ukrainy, wpłynęły na ukształtowanie się słynnej doktryny Ukraina-Litwa-Białoruś, definiującej przez dekady polskie myślenie o geopolityce. Żuławski podkreślił, że choć Bocheński zginął przedwcześnie i nie dożył narodzin paryskiej „Kultury” Jerzego Giedroycia, jego przedwojenne analizy stały się fundamentem, na którym Giedroyc i Juliusz Mieroszewski wznieśli po wojnie doktrynę ULB — zręby tej koncepcji wyklarowały się już w ich wspólnej pracy w środowisku Buntu Młodych. Wskazał na trzy filary tego dziedzictwa. Pierwszym było odrzucenie sentymentalizmu na rzecz twardego realizmu — mimo sporów z Ukrainą i mimo że niepodległa Ukraina bywała w praktyce nastawiona antypolsko, nie chodziło o kwestię sympatii czy braterstwa, lecz o pragmatyczny nakaz polskiej racji stanu, budowę bufora wobec większego mocarstwa; Bocheński twierdził nawet, że nawet gdyby przyszła Ukraina nie była polskim sojusznikiem, samo jej istnienie jako suwerennego państwa stanowiłoby zaporę przed rosyjskim imperializmem i parciem na zachód — stąd wyrosła słynna, choć niekiedy opacznie interpretowana myśl Giedroycia, że bez niepodległej Ukrainy nie ma niepodległej Polski. Drugim filarem była koncepcja polityki ofiary, zarysowana przez Bocheńskiego w „Między Niemcami a Rosją”, zakładająca konieczność ponoszenia trudnych koncesji terytorialnych i politycznych dla osiągnięcia nadrzędnych celów strategicznych — na emigracji idea ta zmaterializowała się w najbardziej bolesnym, ale i przełomowym postulacie „Kultury”: ostatecznym uznaniu powojennej granicy wschodniej i zrzeczeniu się przez Polskę roszczeń do Lwowa i Wilna, ponieważ Giedroyc i Mieroszewski rozumieli, tak jak wcześniej Bocheński, że bez tego aktu historycznego pojednania jakiekolwiek budowanie relacji z Ukraińcami czy Litwinami byłoby niemożliwe, a Moskwa zawsze wykorzystywałaby te spory przeciwko Polsce. Trzecim filarem było przewartościowanie idei jagiellońskiej — przed wojną Bocheński, choć pisał o polskim imperializmie, odrzucał narodową dominację i asymilację mniejszości, a „Kultura” rozwinęła tę myśl w bardziej partnerską doktrynę ULB, w której nie chodziło już o odrodzenie dawnej Rzeczpospolitej pod przywództwem Warszawy, lecz o stworzenie bloku suwerennych, w pełni demokratycznych i równorzędnych państw, wspólnie zabezpieczających region Międzymorza przed imperializmami ze wschodu i zachodu. Żuławski podsumował, że doktryna ULB, ukształtowana po 1989 roku, stała się oficjalnym drogowskazem III RP w polityce zagranicznej niezależnie od tego, które ugrupowanie sprawuje władzę — a więc przedwojenne prognozy Bocheńskiego, przynajmniej w warstwie podstawowych założeń geopolitycznych, ostatecznie przebiły się do świadomości politycznej, choć sam jego pełny realizm polityczny już w takim stopniu — nie.


Podcast „Międzywojnie” prowadzą Jarosław Korna i Stanisław Żuławski. Materiał pt. „Widział więcej niż inni. Adolf Bocheński, Ukraina i polski realizm polityczny” opublikowany został na kanale Międzywojnie (18,4 tys. subskrybentów) 23 sierpnia 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *