Wicemarszałek Sejmu i lider Konfederacji Krzysztof Bosak był gościem Szymona Adamusa w Studiu PAP, gdzie odniósł się do kryzysu polsko-ukraińskiego, pozycji Polski w przyszłych negocjacjach pokojowych, konferencji odbudowy Ukrainy w Gdańsku oraz relacji z USA i Francją.
Odebranie orderu — gest symboliczny, ale uzasadniony
Bosak ocenił decyzję Nawrockiego jako politykę zbieżną z polską racją stanu. Jego zdaniem bierność w polityce międzynarodowej prowadzi do pomniejszenia pozycji państwa i ignorowania jego oczekiwań. Odebranie orderu to wyrazisty, ale jednak symboliczny gest — który sugeruje, że mogą nastąpić też działania z zakresu polityki realnej. Na razie Polska wysłała mocny sygnał, który ukraińska klasa polityczna musi sobie przetrawić.
Wicemarszałek nie dramatyzował reakcji Kijowa. Wypowiedzi Zełenskiego i ukraińskich ministrów ocenił jako próbę zagadania sytuacji i przesunięcia winy — zgodnie z doktryną ukraińskiej dyplomacji, która stara się podzielić odpowiedzialność na zasadzie: wy zabijaliście nas, my zabijaliśmy was, wszyscy byli źli, jesteśmy kwita. Nic konkretnego ukraińska strona nie zapowiedziała, więc nie ma podstaw do dramatyzowania.
Spór ma potencjał do pogłębienia
Bosak ostrzegł jednak, że konflikt ma realne podstawy do eskalacji — bo strona ukraińska jest uparta w blokowaniu polskich ekshumacji i honorowaniu sprawców ludobójstwa. Trudno wyobrazić sobie ostrzejszą sytuację niż blokowanie komuś pochowania zmarłych i honorowanie ludobójców — ale sam spór coraz bardziej upublicznia się na arenie międzynarodowej, co ma swoje znaczenie.
Zwrócił też uwagę, że kult założycieli OUN i UPA na Ukrainie to nie tylko kwestia historyczna — ta ideologia może promieniować na teraźniejszość. Część ukraińskich środowisk zaangażowanych w marsze na rzecz Szuchewycza doskonale wie, co robiła UPA, i po prostu to akceptuje. Część żołnierzy przykleja sobie naszywki o neonazistowskim wydźwięku. Bosak zaznaczył, że nie należy traktować ukraińskiej strony jako nieświadomej tego, co robi.
Polska izolowana od negocjacji
Na pytanie o udział Polski w przyszłych rozmowach pokojowych Bosak był jednoznaczny: Ukraińcy starają się Polskę od tych rozmów izolować i ten proces właśnie następuje. Zasiadanie przy stole negocjacyjnym nie jest wartością samą w sobie — wartością jest narzucanie własnej agendy i realizowanie swoich interesów. Jeżeli interesy Polski będą się różnić od interesów Kijowa, Ukraińcy będą dążyć do jej izolowania.
Polska powinna wzmocnić reprezentację dyplomatyczną, wywiadowczą i handlową na Ukrainie — bo to, co jest teraz, jest małe i nieprofesjonalne w porównaniu z reprezentacją niemiecką, brytyjską czy francuską. Wysyłani są ludzie bez znajomości języków, bez właściwej ochrony ze strony służb specjalnych. To musi się zmienić — bo buduje prestiż państwa polskiego, a nie to, czy Zełenski przyjedzie do Gdańska.
Konferencja w Gdańsku — ani zysk, ani strata
Pytany o konferencję odbudowy Ukrainy Bosak ocenił, że Polska na niej ani nic nie zyska, ani nic nie straci. Wszystkie takie konferencje nie mają w tej chwili wielkiego znaczenia, bo proces odbudowy nie jest postanowiony, nie ma finansowania i się nie zaczął. To, co realnie trwa, to finansowanie bieżące ukraińskiej gospodarki i państwa, gdzie koszty są jednostronnie po stronie Polski i krajów UE, oraz bieżące reperowanie ukraińskiej infrastruktury i produkcji zbrojeniowej — i to wszystko dzieje się bez żadnych konferencji.
Spekulując o przyjeździe Zełenskiego, wicemarszałek wyraził przypuszczenie, że ukraiński prezydent raczej przyjedzie — bo nie będzie chciał bardziej upubliczniać konfliktu z Polską i będzie chciał pokazać dobrą wolę. Na jego miejscu Bosak by przyjechał i zrobił dobrą minę do złej gry.
Relacje z USA — chłodne, ale nie decydujące
Bosak ocenił relacje rządu Tuska z Waszyngtonem krytycznie — mogłyby być lepsze. Jego zdaniem premier podczas wizyty w USA zredukował program spotkań do absolutnego minimum i nie był to pierwszy raz. Nie ma chemii, jest napięcie i wzajemna obojętność. Pozytywnie natomiast ocenił relację prezydenta Nawrockiego z Trumpem, którą porównał do piorunochronu chroniącego przed skutkami napięcia między rządem a Białym Domem.
Jeśli chodzi o stałą bazę wojskową USA w Polsce — Bosak zaapelował o rozróżnianie słów od czynów. Jedynym faktem jest wstrzymanie rotacji ciężkiej brygady, która stacjonowała w Polsce. Wszystko inne to medialne zapowiedzi bez potwierdzenia w faktach. Wstrzymanie rotacji to zły sygnał, ale nie ma co spekulować o tym, czego jeszcze nie ma.
Wicemarszałek zastrzegł też, że nie należy demonizować wpływów Stanów Zjednoczonych na polską scenę polityczną. Ameryka jest strategicznym sojusznikiem w obszarze bezpieczeństwa i obronności, ale nie od niej zależy, kto z kim w Polsce tworzy rząd. Kaczyński jest jednym z najbardziej nieprzewidywalnych polityków w Polsce i jego deklaracje o wykluczeniu koalicji z Braunem Bosak ocenił jako bezwartościowe — w jego przekonaniu prezes PiS będzie gotów zawrzeć koalicję z każdym, kto da mu większość.
Bardella w Polsce — budowanie relacji na przyszłość
Bosak odniósł się też do wizyty Jordana Bardelli w Polsce — pierwszej w historii. Jego zdaniem to nie tylko poznawanie polskich instytucji, ale budowanie relacji z polską prawicą na przyszłość. Bardella był w Sejmie, w Belwederze, odwiedził siedzibę Frontexu i granicę polsko-białoruską — i wykorzystał te doświadczenia w debacie francuskiej o ochronie granic. Dzięki tej wizycie zna fakty i wie, jak interpretować spór polsko-ukraiński — co widać było po jego polemice z politykiem Attalem, w której zdecydowanie bronił Polski. Jeżeli Zjednoczenie Narodowe obejmie władzę we Francji, te relacje mogą mieć realne znaczenie.