Dziennikarz polityczny Rzeczpospolitej Michał Kolanko był gościem podcastu Rzecz w Tym, gdzie w rozmowie z Marzeną Tabor-Olszewską analizował polityczne skutki kryzysu polsko-ukraińskiego — dla Nawrockiego, dla Tuska i dla samego Zełenskiego.
Dlaczego Nawrocki czekał tyle tygodni
Kolanko wyjaśnił, że opóźnienie między rekomendacją kapituły z 8 czerwca a ogłoszeniem decyzji działało na trzech poziomach. Po pierwsze, dawało Zełenskiemu realny czas na zmianę decyzji w sprawie nazwy jednostki. Po drugie, stwarzało ukraińskiej stronie przestrzeń do wycofania się z twarzą — gdyby Zełenski zmienił nazwę po kilku tygodniach, mógł to przedstawić jako efekt własnych przemyśleń, a nie polskiej presji. Po trzecie, sygnalizowało sojusznikom, że Nawrocki nie działa pochopnie. Zmiana nazwy jednostki była warunkiem sine qua non dla zmiany kursu polskiego prezydenta — i z tych kuluarowych informacji wynika, że Zełenski nie miał ochoty tego zrobić.
Nastroje po stronie polskiej — jednoznaczne
Kolanko przywołał sondaż United Surveys z 12-14 czerwca, przeprowadzony jeszcze przed eskalacją weekendową: 51% respondentów popierało odebranie orderu, 35% było przeciwnych. Co istotne, nawet w elektoracie koalicji rządzącej opinia była podzielona — większość sprzeciwiała się decyzji, ale blisko 30% ją popierało. Po demonstracyjnym odesłaniu orderu kurierem i słowach Zełenskiego porównujących Nawrockiego do Orbana, nastroje wobec ukraińskiego prezydenta — jak ocenił dziennikarz — są prawdopodobnie jeszcze gorsze.
Tusk między młotem a kowadłem
Premier Tusk znalazł się pod krzyżowym ogniem — część opiniotwórczych elit naciskała, by nie podpisywał kontrasygnaty, a nastroje społeczne były jednoznacznie po stronie Nawrockiego. Odesłanie orderu przez Zełenskiego paradoksalnie rozwiązało mu ten problem: minister Siemoniak stwierdził w poniedziałek rano, że sprawa kontrasygnaty stała się bezprzedmiotowa. Kolanko ocenił jednak, że Tusk ma teraz kolejny problem — konferencję odbudowy Ukrainy w Gdańsku. Jego zdaniem ewentualna obecność Zełenskiego w Gdańsku u boku Tuska byłaby dla premiera dziś kłopotem, nie zyskiem, ze względu na nastroje społeczne.
Zełenski się przeliczył — efekt Streisand
Najciekawsza teza Kolanki dotyczy globalnego odbioru kryzysu. Dziennikarz wskazał, że w tle wszystkich tekstów o sporze o order pojawiały się informacje o tym, czym była UPA i jakich zbrodni dokonywała. Zełenski prawdopodobnie nie skalkulował, jak bardzo ta sprawa się rozniesie — zadziałał efekt Streisand. Nawet Jordan Bardella pokłócił się na platformie X z francuskim politykiem i przy okazji przypomniał o zbrodniach UPA. Świat dowiedział się o historii, której dotychczas nie znał.
Kolanko zastrzegł jednak, że nie należy się tym uspokajać. Eksplozja tekstów o UPA przy okazji jednego kryzysu nie zastąpi proaktywnej polskiej polityki historycznej. Polska powinna dbać o to, żeby świat poznawał tę historię z faktycznych, a nie cudzych narracji — a nie liczyć na to, że kolejny kryzys znów wywoła podobną falę zainteresowania.
Zełenski myślał o własnych wyborach
Kolanko przedstawił też teorię krążącą w kuluarach: Zełenski nie skorzystał z drogi wyjścia z kryzysu, bo ma w głowie przyszłe wybory na Ukrainie — które mogą się odbyć szybciej niż polskie, jeśli dojdzie do zawieszenia broni. Radykalne środowiska nacjonalistyczne są częścią jego elektoratu i wycofanie się z nazwy jednostki byłoby dla nich sygnałem słabości.
Dziennikarz ocenił też, że Zełenski słusznie skalkulował jedno: podział w polskiej klasie politycznej wobec decyzji Nawrockiego. Tu się nie pomylił — jedności nie ma. Pomylił się natomiast w ocenie skali, w jakiej sprawa wyjdzie poza Polskę i Ukrainę.
Kampania wyborcza 2027
Kolanko prognozuje, że temat relacji polsko-ukraińskich i warunków akcesji Ukrainy do UE wróci w kampanii przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku. Konfederacja z pewnością będzie go podnosić, ale jej sufit poparcia pozostaje ograniczony demograficznie — starsi wyborcy prawicowi to elektorat PiS-u, a do nich Konfederacja nie sięga. Decydujące dla wyborców będą zdaniem dziennikarza kwestie zdrowia, demografii, pracy i podatków oraz mieszkalnictwa — a nie osie kulturowe. Zagrożeniem dla koalicji rządzącej jest przede wszystkim afera szpitala południowego, nie kryzys z Ukrainą.