Operacja Vivaldi rozbija rosyjskie plany zimowej ofensywy — płk Maciej Korowaj, Raport Specjalny (Martinn)

Operacja Vivaldi uderza w rosyjskie przygotowania do zimowej ofensywy w Donbasie, zmuszając Rosjan do zużywania zasobów na odzyskiwanie pozycji wyjściowych — ocenia płk Maciej Korowaj, analityk zajmujący się armią rosyjską. W rozmowie z autorem kanału Martinn w „Raporcie Specjalnym” wyjaśnił, dlaczego dwie rosyjskie dywizje pod Łymanem utraciły zdolność prowadzenia ofensywy, jak zmienia się charakter walki na „przezroczystym polu walki” i gdzie Rosjanie mogą uderzyć jesienią i zimą.

Rosyjskie komentarze do Vivaldi i punkt wyjścia rozmowy

Prowadzący otworzył rozmowę pytaniem, jak Rosjanie widzą sytuację na froncie. Po rosyjskiej stronie pojawiają się sugestie, że ofensywa wiosenno-letnia nie do końca się powiodła, a także komentarze do samej operacji Vivaldi. Prowadzący przywołał też wypowiedź dowódcy 1. Korpusu Azow Denysa Prokopenki, według którego Rosjanie przygotowują siły pancerne i zmechanizowane do uderzeń jesiennych, z dużym nasyceniem systemami antydronowymi.

Korowaj zaznaczył, że nie ujawni taktyki ukraińskiego 3. Korpusu. Operacja trwa, więc zachowuje „higienę operacyjną” i skupia się na tym, co mówią i robią Rosjanie. Wspomniał o kontaktach z przedstawicielami 3. Korpusu, którzy byli gośćmi konferencji na Uniwersytecie w Białymstoku, zorganizowanej wspólnie z klastrem dual-tech Macieja Lisowskiego.

Wojna na przezroczystym polu walki: liczą się straty, nie teren

Korowaj podkreślił, że na polu walki nasyconym dronami zmienia się doktryna. Nie zdobywa się już terenu, lecz zadaje straty, bo teren i tak przypadnie tej stronie, której przeciwnik nie będzie w stanie utrzymać. Dlatego wiele map i analityków traktuje obszar walk jako szarą strefę, która zmieni przeznaczenie, gdy jednej ze stron zabraknie zasobów. Kilometry kwadratowe, którymi ekscytują się komentatorzy, nie są według niego istotą operacji.

Przypomniał, że część komentatorów mówiła wcześniej o wielkiej ofensywie, załamaniu i przerwaniu frontu. 3. Korpus tymczasem systematycznie, przez wiele tygodni, likwidował wcześniejszy rosyjski wyłom. Całość przypomina „operacyjne slow motion”.

Struktura rosyjskiego dowodzenia

Korowaj wyjaśnił, że odcinkami frontu dowodzą dywizje. Nawet jeśli działa tam brygada, tworzy ona grupę zadaniową wykonującą zadania na rzecz dywizji. Armie, jak 3. czy 51., wymieniają się takimi brygadowymi grupami. Dodał, że brygad na tym kierunku jest więcej, niż przewidywałaby dawna doktryna, a rachuje się je dziś w batalionach.

Dwie dywizje rozbite na styku odpowiedzialności

Według Korowaja rosyjskie uderzenie w kierunku Łymanu zaplanowano na dwie dywizje (w rozmowie padły numery 144 i 67), które miały równolegle rozszerzać wyłom. Miało to być „podwójne wiertło”, zdolne okrążyć od północy ostatnie aglomeracje w Donbasie. Za nimi stały kolejne dywizje, m.in. 3. Dywizja, zabezpieczająca zawias i dosyłająca pułki.

Rosjanom szło dobrze do czasu, gdy do walki włączył się 3. Korpus, opisany przez Korowaja jako „miecz uderzeniowy”, skonfigurowany do konkretnych zadań, a nie do obrony. Wcześniej korpus likwidował inny rosyjski wyłom, został częściowo wycofany i już w trakcie wycofania przygotowywano go do nowej operacji. Uderzył na styku odpowiedzialności obu dywizji, bo gdy na jednym kierunku działają dwa dowództwa, synchronizacja zawsze rodzi bezwładność. Korpus bił je oddzielnie, a porażka jednej uniemożliwiała wykonanie zadania drugiej.

Korowaj zwrócił uwagę na czynnik ludzki. Niektórzy rosyjscy dowódcy „poczuli krew”, uznali, że wojna zmierza do końca, i chcieli zostać bohaterami. Obaj chcieli być ważni, więc kierunek podzielono na dwa. Dowódcy obu dywizji, jego zdaniem, nie darzyli się przy tym sympatią, co przywołało skojarzenie z wyścigiem Żukowa i Koniewa do Berlina, podsycanym przez Stalina. Ukraińcy zrobili coś odwrotnego: jeden dowódca korpusu odpowiada u nich za jeden kierunek i sam wybiera, którego przeciwnika bije.

Degradacja dowodzenia zamiast zdobywania terenu

Dywizje, zdaniem Korowaja, nie zostały wycofane z powodu samej liczby zabitych żołnierzy, lecz dlatego, że straciły zbyt wielu dowódców zdolnych koordynować operację. 3. Korpus mocno uderzał w sztaby i zginęło wielu oficerów sztabowych. Zniszczenie stanowiska dowodzenia pułku redukuje zdolności całego systemu dowodzenia dywizji, bo część zasobów dywizji (koordynacja uderzeń lotniczych, artylerii, dronów) jest delegowana do stanowisk pułkowych. Korowaj odesłał w tym miejscu do wcześniejszej rozmowy z innym twórcą, w której omawiał rosyjski system dowodzenia.

Zastrzegł, że dywizje nie utraciły całkowitej zdolności bojowej. Mogą prowadzić obronę aktywną i ograniczone działania zaczepne, ale nie taką ofensywę jak wcześniej. Ponieważ nadal mają dużo żołnierzy, walki o ten obszar mogą według niego trwać miesiącami, a korpus będzie „utylizował” ludzi z obu dywizji. Rosjanie łatają problem, wysyłając elementy 3. Dywizji i brygad (padły m.in. 164. i 139. Brygada Szturmowa).

Rozmówcy zwrócili uwagę na skalę uderzeń w głębi. Według dowódcy 3. Korpusu izolacja pola walki sięgała najpierw 50 km, a potem 120 km. Ze składu 144. Dywizji miały wynikać informacje, że część oddziałów tyłowych wycofano nawet za granicę rosyjską. Prowadzący wskazał też na problemy rosyjskiej logistyki na podejściach do rzeki Żerebeć. Korowaj dodał, że wygrywa ten, kto utrzyma zaopatrzenie i może nasycać przezroczyste pole walki żołnierzami, sprzętem i środkami ogniowymi.

Ukraińska logistyka: podziemne magazyny i luki w izolacji

Korowaj wyjaśnił, że Ukraińcy przed Vivaldi zgromadzili w podziemnych magazynach zapasy pozwalające działać w okresach, gdy dostawy w terenie są niemożliwe. Ukraińska logistyka potrafi też manewrować w lukach między oddziaływaniem środków izolujących pole walki. Rosjanie regularnie uderzają w rejon rozmieszczenia 3. Korpusu Iskanderami, szukając magazynów. Ukraińcy odpowiadają uderzeniami dronów na głębokość 150, a nawet 300 km. Rosyjskie bomby lotnicze (FAB) spadają na wykrywane pozycje ukraińskie z różnym skutkiem, a ukraińska taktyka zakłada unikanie takich uderzeń.

Korowaj zwrócił uwagę, że Vivaldi prowadzone jest w rejonie najbardziej narażonym na rosyjskie lotnictwo, choć z dobrym pokryciem obrony powietrznej. Według niepotwierdzonych informacji, które do niego dotarły, Rosjanie mieli tam stracić co najmniej dwa samoloty i jeden śmigłowiec. Brak dokumentacji tłumaczył ukraińską higieną informacyjną.

Wspomniał też o rosyjskiej kontrofensywie w ostatnich dniach. Według niego Ukraińcy się jej spodziewali, bo założeniem ich dowództwa było, że Rosjanie za wszelką cenę spróbują utrzymać ten kierunek, choćby częściowo, aby zachować pozycje wyjściowe.

Rosyjskie wnioski z Vivaldi i próby manewru

Prowadzący przytoczył wnioski rosyjskich blogerów: Vivaldi pokazuje, że nawet w środowisku nasyconym dronami można prowadzić działania ofensywne, w tym zmechanizowane, pod osłoną dronów. Rosjanie zaczęli więc mocniej atakować ukraińskie zaplecze, by odciąć zaopatrzenie oddziałów na linii. Wspomniał też o filmie z ukraińskimi ciężkimi dronami przenoszącymi drony lądowe na tyły rosyjskich zgrupowań.

Korowaj wyjaśnił, dlaczego Rosjanom trudno przejść do manewru. Mają technikę (osłony na czołgach), ale nie mają systemu spiętego od żołnierza po dowództwo armii, zdolnego chronić manewrową operację przed dronami, bronią przeciwpancerną i artylerią. Po drugiej stronie są też Javeliny, czołgi i inna broń przeciwpancerna, więc Rosjanie wracają do „ustawień fabrycznych” działań taktycznych. Według jego szacunków dawniej do wyłączenia czołgu potrzeba było około 10 dronów, a przy pełnym systemie obronnym potrzeba ich około 100, czyli w przeliczeniu 10 do 1. Oznacza to, że jedna kompania może nie przejść, ale kolejne trzy mogą, zwłaszcza że pozycje obronne nie są już tak gęsto obsadzone.

Dlaczego zima i co Vivaldi zmienia w rosyjskich planach

Korowaj ocenił, że Rosjanie szykują ofensywę na zimę, bo w przeszłości właśnie zimą odnosili największe sukcesy. Zima utrudnia logistykę i zwiększa koszt utrzymania żołnierza w terenie, drony mają wtedy mniejszą żywotność w niskich temperaturach, a utwardzona ziemia umożliwia operacje zmechanizowane. Prowadzący dodał żartobliwie, że najpierw przyjdzie „generał Błoto”, ale w zimie może przyjść mróz, który skuje ziemię. Rosjanie liczą, że do tego czasu zakończą testy i spięty system antydronowy będzie gotowy.

Wiosenna ofensywa miała przygotować pozycje wyjściowe, a Vivaldi „uderza w kalendarz” rosyjskiej ofensywy, jak panowie ustalili już w poprzedniej rozmowie. Korowaj tłumaczył to obrazowo, przyznając, że liczby podaje „z głowy”. Wcześniej do uderzenia z gotowych pozycji wystarczyłoby około 10 pułków, teraz, bez pozycji, a z koniecznością wcześniejszego dojścia do nich, trzeba by zużyć około 40 pułków. Te siły trzeba skądś wziąć, co kosztuje czas i pieniądze. Ukraińcy robią to teraz, bo później musieliby użyć więcej środków, by powstrzymać skoncentrowane pułki. Sukces rosyjski ogranicza się według Korowaja do jednego skrzydła i centrum, które aktywizuje się głównie po to, by odciążyć to skrzydło.

Ostatnie ramię: kierunek pokrowsko-dobropolski

Prowadzący przywołał analizy Konstantego Maszowca. Według prowadzącego Rosjanie są wyeliminowani z działań zaczepnych w rejonie Łymania, ich nacisk na Słowiańsk i Kramatorsk rośnie, są też uwikłani w walki o Konstantynówkę, a jedynym kierunkiem zdolnym do wyprowadzenia uderzenia pozostaje kierunek Pokrowsk–Dobropole i uderzenie na tyły.

Korowaj ocenił go jako najbardziej wydajny logistycznie dla Rosjan. Są tam blisko miejscowości, w których można ukryć sprzęt, ogrzać go i naładować akumulatory (Donieck leży około 50 km dalej). Na południu wysunięta jest 20. Dywizja, a reszta sił, w tym zestawienie trzech armii rosyjskich, czeka na ofensywę jesienną lub zimową. Zauważył jednak, że ten kierunek jest dla Ukraińców na razie „przezroczysty”, bo ich systemy bezzałogowe są w dużej mierze skoncentrowane na wspieraniu Vivaldi. Wyraził podejrzenie, że Ukraińcy celowo ustawiają Rosjan pod ten kierunek. Porównał to do Awdijiwki, gdzie zostawiono jedną drogę ewakuacji, którą kontrolowali Rosjanie. Tym razem tylko jedno ramię manewru jest „piłowane”, a drugie zostało. Może to być dla Rosjan śmiertelna pułapka, bo lepiej samemu wybrać miejsce, w które wpuszcza się silnego przeciwnika. Ukraińcy mogą też zmusić Rosjan do szybszego kalendarza ofensywy, czyli ataku w okresie błot zamiast zimą. Korowaj wyraził przekonanie, że za kilka miesięcy będzie się rozmawiać o tym, jak Vivaldi ukształtowało pole bitwy.

Prowadzący zauważył, że zaskoczenia operacyjnego po rosyjskiej stronie nie będzie, a Ukraińcy nie zaskoczą Rosjan samym atakiem, lecz skalą środków użytych do jego odparcia. Korowaj potwierdził, wskazując tu w szczególności zwalczanie dronów.

Wskazał też, że kierunek południowy jest dla Ukraińców korzystny, bo daje oparcie o rzekę Doniec Siewierski i możliwość obrony w razie zaciętych walk. Vivaldi odcina rosyjskie ramię, by zyskać przestrzeń operacyjną do obrony na południu, gdzie do zaciętych walk dojdzie, według Korowaja, stosunkowo niedługo.

Dowódcy: Drapatyj i Prokopenko

Korowaj dostrzegł w Vivaldi rękę generała Mychajły Drapatego, opisanego jako bardzo zdolny i systematyczny dowódca, który w „slow motion” pola walki sprawdza się lepiej niż dowódcy z „gorącą głową”. Zwrócił uwagę, że młody Drapatyj, kojarzony ze słynnym rajdem, mógłby wyglądać na taką „gorącą głowę”, ale po analizie okazuje się poukładanym oficerem, który z porażek wyciągał wnioski. Według Korowaja wśród żołnierzy nie ma chyba bardziej poważanego oficera frontowego. Drapatyj postawił na czele działań dwóch doświadczonych generałów, mających za sobą ciężkie straty i traktujących wojnę z powagą. Prowadzący przypomniał drogę Prokopenki od Mariupola, przez niewolę i pobyt w Turcji, do dowodzenia 1. Korpusem Azow. Zauważył też, że Ukraińcy stworzyli dwa zgrupowania zbliżone do armijnych.

Ocena polityczna i perspektywy

Korowaj ocenił, że operacja wojskowa nie prowadzi do osiągnięcia celów politycznych Rosji. Zdobycie miast Donbasu to symbol, który Putin mógłby sprzedać jako zwycięstwo, ale wojsko go nie dowozi. Armia dostała zasoby na zdobycie Donbasu, nie na pokonanie Ukrainy, a Vivaldi pokazuje, że są one za małe.

Obawia się, że Rosja spróbuje zdobyć Donbas zimą, nawet jednym ramieniem, co może się dla niej skończyć tragicznie, jeśli system obrony przed dronami nie zadziała. Mobilizacja mogłaby zmienić sytuację, ale jej wpływ na pole walki wymaga co najmniej pół roku. W połowie przyszłego roku Rosjanie mogliby więc znowu prowadzić duże operacje, o ile system antydronowy zadziała i przejdą do manewru. Bez tego, zdaniem Korowaja, nie osiągną w tym roku sukcesów, bo Ukraińcy mimo mniejszych zasobów potrafią degradować rosyjską przewagę ilościową.

Na zakończenie prowadzący podziękował gościowi, nazywając go najlepszym specjalistą od armii rosyjskiej w polskiej infosferze, i zachęcił do czytania jego analiz na platformie X.


Materiał „Raport Specjalny, Rosjanie zmienili sposób walki. Gość: Płk Maciej Korowaj” ukazał się na kanale Martinn (57,2 tys. subskrybentów) 25 września 2026 roku. Rozmowę prowadził autor kanału, gościem był płk Maciej Korowaj.


You may also like

Strona 2 z 5
Strona 2 z 5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *