Stepan Bandera: od terroryzmu do ludobójstwa. Historia twórcy OUN-B i cień zbrodni wołyńskiej
Stepan Bandera pozostaje jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci XX-wiecznej historii Europy Środkowo-Wschodniej – dla części Ukraińców bohaterem narodowym, dla Polaków symbolem terroru i ludobójstwa. Historię jego życia, od dzieciństwa w galicyjskiej wsi po zamach KGB w Monachium w 1959 roku, przedstawia w swoim podcaście kanał Szepty Przeszłości, opierając się na ustaleniach Instytutu Pamięci Narodowej oraz pracach niezależnych historyków.
Dzieciństwo i młodość w Galicji Wschodniej
Stepan Andrijowycz Bandera urodził się 1 stycznia 1909 roku we wsi Uhrynów Stary, w powiecie kałuskim województwa stanisławowskiego, wówczas w Galicji Wschodniej należącej do Cesarstwa Austro-Węgierskiego. Jego ojciec, Andrij Bandera, był księdzem grecko-katolickim i działaczem ukraińskiego ruchu narodowego. Matka, Myrosława Głodzińska, zmarła, gdy Stepan miał 12 lat. Rodzina była religijna, ale przede wszystkim silnie świadoma narodowo, co w tamtym okresie nie było oczywiste – ukraiński ruch narodowy dopiero się kształtował.
Dzieciństwo Bandery przypadło na okres wielkich przemian geopolitycznych: upadek Austro-Węgier, krótkotrwałe istnienie Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej, wojnę polsko-ukraińską o Lwów i Galicję Wschodnią, wreszcie włączenie tych ziem do odrodzonej Rzeczypospolitej. W 1919 roku rozpoczął naukę w gimnazjum w Stryju, gdzie nauczanie odbywało się po polsku – element ówczesnej polityki państwowej wobec ziem wschodnich, który głęboko go drażnił. Rysował w zeszytach ukraińskie trójzęby, śpiewał ukraińskie pieśni i prowokował nauczycieli; według niektórych relacji już jako jedenastolatek miał zostać pobity przez polskich policjantów za narysowanie trójzębu.
W gimnazjum działał w organizacjach młodzieżowych o charakterze narodowym i paramilitarnym – w skautowskim Płaście oraz w towarzystwie gimnastycznym „Sokił”. Jego biografowie podkreślają, że już wtedy wyróżniał się fanatyzmem i bezkompromisowością, otwarcie pogardzając rówieśnikami niezaangażowanymi w działalność niepodległościową. Duże wrażenie zrobiła na nim historia Olgi Basarab, łączniczki Jewhena Konowalca, zmarłej w wyniku tortur polskiej policji, nie zdradzając tajemnic organizacji – epizod ten, gdy Bandera miał 14 lat, miał utwierdzić go w przekonaniu, że sprawa narodowa wymaga bezwzględnego poświęcenia.
Wstąpienie do konspiracji i powstanie OUN
W 1927 roku, mając 18 lat, Bandera wstąpił do Ukraińskiej Organizacji Wojskowej (UWO) – konspiracyjnej struktury prowadzącej działania dywersyjne i wywiadowcze przeciwko państwu polskiemu. Rok później rozpoczął studia na Wydziale Rolniczo-Leśnym Politechniki Lwowskiej, których nigdy formalnie nie ukończył – uzyskał absolutorium, ale z powodu aresztowań i działalności podziemnej nie obronił dyplomu.
W lutym 1929 roku w Wiedniu, z inicjatywy środowisk emigracyjnych i UWO, powstała Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) pod przywództwem Jewhena Konowalca, weterana ukraińskich formacji zbrojnych z okresu wojny o Ukrainę. Bandera niemal natychmiast związał się z nową organizacją. Był wielokrotnie aresztowany: po raz pierwszy w listopadzie 1928 roku za nielegalne obchody rocznicy powstania Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej, następnie w 1930 roku wraz z bratem Andrijem, a w latach 1932–1933 aż sześciokrotnie, w tym trzy miesiące (marzec–czerwiec 1932) w areszcie w związku ze śledztwem dotyczącym zabójstwa policjanta Emiliana Czechowskiego.
Fundamentem programowym OUN był tzw. nacjonalizm integralny, sformułowany przez ukraińskiego publicystę Dmytra Doncowa w wydanej w 1926 roku pracy „Nacjonalizm”. Doncow, pochodzący z terenów należących w okresie międzywojennym do Polski, korzystał z przyzwolenia polskich władz bezpieczeństwa na legalną działalność publicystyczną w zamian za powstrzymywanie się od bezpośrednich ataków na państwo polskie. Głosił, że najwyższą wartością jest naród, a jedynym akceptowalnym ustrojem przyszłego państwa ukraińskiego jest dyktatura narodowa sprawowana przez jeden ponadpartyjny ruch z wodzem na czele. Doktryna ta, formalnie przyjęta na I Kongresie Ukraińskich Nacjonalistów w 1929 roku, nie przewidywała miejsca dla demokracji parlamentarnej, opierała się na elementach społecznego darwinizmu i systematycznie utrwalała w młodym pokoleniu Ukraińców nienawiść wobec narodów uznawanych za wrogów – w pierwszej kolejności Rosjan, ale w praktyce działania terenowego również Polaków i Żydów. Część historyków badających genezę ludobójstwa na Wołyniu wskazuje na doktrynę Doncowa jako czynnik, który – choć sam autor nigdy nie wzywał wprost do mordowania Polaków – przyczynił się do wykształcenia u całego pokolenia działaczy OUN gotowości do bezwzględnej przemocy.
Terroryzm w II Rzeczypospolitej
W strukturach OUN Bandera awansował błyskawicznie, korzystając z predyspozycji organizacyjnych oraz zmiany pokoleniowej – starszych, umiarkowanych działaczy zastępowali coraz młodsi radykałowie. W 1931 roku został kierownikiem referatu propagandy krajowej egzekutywy OUN, a w 1933 roku, mając 24 lata, jej przywódcą (prowidnykiem). Nadał wówczas działalności OUN na ziemiach polskich nowy, znacznie bardziej krwawy kierunek – indywidualny terror wymierzony w przedstawicieli polskiej administracji oraz w Ukraińców uznawanych za kolaborantów. Osobiście dobierał wykonawców zamachów spośród młodych, zaprzysiężonych członków organizacji.
W 1933 roku OUN dokonała zamachu na konsulat sowiecki we Lwowie. 15 czerwca 1934 roku w Warszawie ludzie Bandery zastrzelili Bronisława Pierackiego, wicepremiera i ministra spraw wewnętrznych II Rzeczypospolitej, prowadzącego politykę tzw. normalizacji stosunków polsko-ukraińskich – co, paradoksalnie, mogło być właśnie powodem zamachu, ponieważ jego działania groziły osłabieniem radykalizmu młodych nacjonalistów. Zabójstwo wykonał Hryhorij Maciejko, ale całą operację koordynował Bandera. Wcześniej w 1934 roku ofiarą OUN padł także Iwan Babij, dyrektor gimnazjum we Lwowie, zamordowany za rzekomą kolaborację z władzami polskimi. Po tym zabójstwie grecko-katolicki metropolita lwowski Andrzej Szeptycki publicznie potępił działalność ukraińskich terrorystów jako moralnie naganną – jego głos nie powstrzymał jednak radykalizacji, a uwięziony wkrótce Bandera zyskiwał w oczach młodych członków organizacji na autorytecie.
Na procesie lwowskim, w mowie końcowej, Bandera wypowiedział słowa cytowane później jako kwintesencja jego światopoglądu: idea, w którą wierzy, jest tak wielka, że dla jej realizacji trzeba poświęcić nie jednostki czy setki, lecz miliony ofiar. Sąd skazał go na karę śmierci, zamienioną następnie na dożywotnie więzienie; podobny wyrok zapadł w niezależnym od lwowskiego procesie warszawskim, dotyczącym zabójstwa Pierackiego. Do wybuchu wojny w 1939 roku Bandera przebywał w kolejnych polskich więzieniach – na Świętym Krzyżu, w Rawiczu, we Wronkach, a także w obozie odosobnienia w Berezie Kartuskiej.
Rozłam w OUN i wybuch wojny
We wrześniu 1939 roku, wraz z agresją niemiecką na Polskę, Bandera – przetrzymywany wówczas w więzieniu w Brześciu – wyszedł na wolność 13 września 1939 roku. Niemal natychmiast podjął próbę przejęcia pełni władzy nad OUN, której formalnym przywódcą po zamordowaniu Konowalca w 1938 roku przez sowieckiego agenta był Andrij Melnyk, działacz starszego, mniej radykalnego pokolenia. W 1940 roku doszło do formalnego rozłamu organizacji: frakcję umiarkowaną (OUN-M) kierował Melnyk, radykalną (OUN-B) – Bandera. To rozróżnienie jest kluczowe, ponieważ to właśnie struktury OUN-B i podporządkowana im UPA odpowiadają za późniejsze ludobójstwo ludności polskiej na Wołyniu.
Na drugim zjeździe OUN w Krakowie (marzec–kwiecień 1941) Bandera, posługujący się pseudonimem „Szary”, został wybrany przewodniczącym swojej frakcji. W maju 1941 roku wraz ze współpracownikami opracował dokument programowy „Walka i działalność OUN w czasie wojny”, w którym zapisano wprost konieczność unieszkodliwienia elementów uznanych za wrogie ukraińskiej sprawie narodowej – Rosjan, Żydów i Polaków, formułując zasadę: „Nasza władza będzie straszliwa dla naszych przeciwników. Terror dla wrogich obcych i naszych zdrajców”.
Po ataku Niemiec na Związek Sowiecki 22 czerwca 1941 roku banderowcy uruchomili wcześniej przygotowany plan. Utworzone jeszcze przed wojną formacje – batalion Nachtigall i batalion Roland – działały u boku Wehrmachtu. Równolegle na tereny opuszczane przez wycofujące się wojska sowieckie wysłano tzw. grupy pochodne, przejmujące lokalną władzę i organizujące ukraińską administrację oraz policję pomocniczą. Grupy te zorganizowały też szereg pogromów ludności żydowskiej w zachodniej Ukrainie, w tym głośny pogrom lwowski, podczas którego skandowano hasła sławiące jednocześnie Hitlera i Banderę, a wzywające do śmierci Żydów i komunistów.
30 czerwca 1941 roku, około godziny 20 we Lwowie, ogłoszono Akt Odnowienia Państwowości Ukraińskiej, na czele którego stanął Jarosław Stećko, najbliższy współpracownik Bandery. Niemcy, nieplanujący utworzenia niepodległego państwa ukraińskiego, zareagowali natychmiast i negatywnie – samodzielna inicjatywa polityczna banderowców trwała zaledwie kilka dni. Latem 1941 roku Bandera został aresztowany przez władze niemieckie, a w styczniu 1942 roku trafił do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, do oddziału dla więźniów specjalnych (Sonderbau) – tego samego, w którym przetrzymywano m.in. gen. Stefana Roweckiego, pierwszego dowódcę Armii Krajowej. Fakt ten ma kluczowe znaczenie dla oceny osobistej odpowiedzialności Bandery za wydarzenia z 1943 roku – w czasie najkrwawszych mordów na Wołyniu fizycznie przebywał w niemieckim obozie koncentracyjnym, odizolowany od bieżącego kierowania organizacją.
Powstanie UPA
Po aresztowaniu Bandery kierownictwo OUN-B przeszło w ręce Mykoły Łebedia, a struktury organizacji przystąpiły do budowy własnej siły zbrojnej. W 1942 roku zaczęto formować oddziały, które z czasem przyjęły nazwę Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) – nazwa i pierwsze oddziały funkcjonowały już wcześniej w powiązaniu z inną frakcją podziemia, jednak to OUN-B przejęła ją, systematycznie podporządkowując sobie lub eliminując konkurencyjne ugrupowania partyzanckie.
Ideologicznym fundamentem UPA pozostawał program OUN – dążenie do zbudowania niepodległego, jednolitego narodowo państwa ukraińskiego poprzez całkowite usunięcie wszystkich „okupantów” z ziem ukraińskich. Za okupantów uznawano Niemców, ale przede wszystkim, na terenach dawnego województwa wołyńskiego, Polaków, traktowanych jako element niepożądany, a także tzw. Moskali po wschodniej stronie przedwojennej granicy. Bandera osobiście nie brał udziału w tworzeniu UPA, przez pewien czas nawet sprzeciwiał się jej powstaniu, opowiadając się za inną strategią – ukraiński historyk Jarosław Hrycak wskazuje, że po aresztowaniu Bandera był izolowany i nie orientował się w pełni w sytuacji na Ukrainie. Nie zmienia to jednak faktu, że to frakcja OUN-B, której formalnym liderem pozostawał, wydawała rozkazy odpowiedzialne za ludobójstwo na Wołyniu, a jej terenowi dowódcy działali w duchu jego wcześniejszych deklaracji programowych.
Struktura UPA nie była chaotyczną, żywiołową partyzantką. Główne dowództwo, na czele którego od listopada 1943 roku stał ppłk Roman Szuchewycz (ps. Taras Czuprynka), podzieliło teren działania na kraje wojskowe: UPA-Zachód (Galicja Wschodnia, Bukowina, Ukraina Zakarpacka, południowo-wschodnia Polska), UPA-Północ (odpowiedzialna za Wołyń i Polesie) oraz UPA-Wschód, która nigdy nie rozwinęła realnej działalności. Kraje dzieliły się na okręgi wojskowe i odcinki taktyczne. Podstawową jednostką operacyjną była sotnia (odpowiednik kompanii, licząca 60–200 ludzi, uzbrojona m.in. w karabiny maszynowe, pistolety maszynowe, a czasem rusznice przeciwpancerne i moździerze); kilka sotni tworzyło kureń (odpowiednik batalionu), choć sotnie często działały samodzielnie. Każdej sotni etatowo służyła grupa żandarmerii polowej, zajmująca się m.in. likwidowaniem jeńców i osób uznanych za niewygodne. Lokalną ludność ukraińską mobilizowano dodatkowo do tworzonych we wsiach oddziałów kuszczowych (samoobrony), których członkowie – określani czasem przez ocalałych jako „siekiernicy” – brali bezpośredni udział w mordach na sąsiadach, posługując się siekierami, kosami i widłami.
Osobnym, choć ściśle powiązanym rozdziałem historii jest 14. Ochotnicza Dywizja Grenadierów SS, znana jako SS-Galizien (Hałyczyna), utworzona w kwietniu 1943 roku z inicjatywy niemieckiego gubernatora dystryktu Galicja, Otto Wächtera. W przeciwieństwie do UPA dywizja formalnie powstała pod patronatem konkurencyjnej wobec Bandery frakcji melnykowskiej oraz Ukraińskiego Centralnego Komitetu, a jej kapelanów pobłogosławił sam metropolita Andrzej Szeptycki. W ciągu pierwszych dwóch miesięcy zgłosiło się do niej nawet 80 tys. ochotników, z czego do służby wcielono kilkanaście tysięcy. Część jej pierwszych pułków policyjnych (IV i V Pułk Policji SS) wzięła udział w akcjach przeciwpartyzanckich na terenie Galicji Wschodniej, w trakcie których dochodziło również do mordów na ludności polskiej, m.in. w klasztorze w Podkamieniu oraz w miejscowości Huta Pieniacka, gdzie z ponad tysięcznej wsi ocalało jedynie ok. 160 mieszkańców. Śledztwa IPN potwierdzają, że współpraca operacyjna między żołnierzami SS-Galizien i lokalnymi strukturami UPA na terenie Galicji Wschodniej była realna, a po klęsce dywizji w bitwie pod Brodami w lipcu 1944 roku część jej oficerów, w tym Hryhorij Hołasz (ps. Bej), przeszła bezpośrednio do UPA, gdzie jeden z nich objął nawet funkcję zastępcy samego Szuchewycza.
Eskalacja napięć na Wołyniu
Przez cały 1942 rok sytuacja na Wołyniu systematycznie się zaostrzała. Bezwzględna polityka okupacyjna władz niemieckich – wysokie kontyngenty żywnościowe, rabunkowa gospodarka, publiczne egzekucje, wywózki na roboty przymusowe do Rzeszy – doprowadziła do żywiołowego rozwoju ruchu partyzanckiego, zarówno sowieckiego, jak i ukraińskiego. Do czerwca 1943 roku z samego Wołynia wywieziono na roboty przymusowe ok. 134 tys. osób, w tym 25 tys. Polaków i 109 tys. Ukraińców. Przedwojenne województwo wołyńskie było obszarem wielonarodowym, zamieszkanym przez Ukraińców stanowiących większość, a także Polaków, Żydów i przedstawicieli innych narodowości. Dla OUN-B ziemie te stanowiły integralną część przyszłego państwa ukraińskiego, a obecność kilkutysięcznej mniejszości polskiej – osadników wojskowych, urzędników, ale też ludności zamieszkującej te tereny od pokoleń – postrzegana była jako przeszkoda w budowie państwa jednolitego narodowo.
Już od wiosny 1943 roku przez polskie wsie zaczęły przechodzić patrole UPA, penetrujące teren, poszukujące broni, wypytujące o struktury Armii Krajowej, przy okazji rabujące gospodarstwa. Dochodziło do pobić i ostrzeliwania zabudowań; miejscowi księża zaczęli unikać nocowania na plebaniach. Mieszkańcy wielu polskich osiedli, nie mając broni ani realnej możliwości obrony, starali się nie prowokować UPA, licząc, że incydenty pozostaną odosobnione.
Krwawa Niedziela i eksterminacja 1943 roku
Symboliczną datą początku ludobójstwa jest 9 lutego 1943 roku, gdy oddział UPA dowodzony przez Hryhorija Perehijniaka (ps. Dowbeszka-Korobka) zaatakował polską kolonię Parośla w powiecie sarneńskim – osadę złożoną z 26 zagród. Napastnicy, podający się początkowo za partyzantkę sowiecką, zgromadzili mieszkańców rzekomo w celu ich ochrony, po czym dokonali masakry – zginęło wówczas ok. 150 Polaków.
W marcu 1943 roku fala napadów objęła przede wszystkim powiaty kostopolski i sarneński oraz część powiatu łuckiego; ofiarami byli głównie pojedynczy Polacy zatrudnieni w niemieckiej administracji rolnej i leśnej. Stopniowo przemoc zaczęła obejmować całą ludność wiejską niezależnie od pełnionych funkcji. W kwietniu wzrosła liczba napadów w powiecie krzemienieckim, w maju fala mordów przetoczyła się przez powiaty dubieński i zdołbunowski, w czerwcu najwięcej ofiar odnotowano w powiecie łuckim i zdołbunowskim. W marcu i kwietniu 1943 roku UPA znacząco wzmocniła się personalnie dzięki masowym dezercjom z Ukraińskiej Policji Pomocniczej, której funkcjonariusze przechodzili na stronę partyzantki wraz z bronią i wyszkoleniem zdobytym w służbie okupanta.
Śledztwo IPN wskazuje trzy osoby z wołyńskiego kierownictwa OUN-B jako najprawdopodobniej odpowiedzialne za decyzję o ludobójstwie: Dmytra Klaczkiwśkiego (ps. Kłym Sawur), dowódcę Okręgu UPA-Północ; Wasyla Iwachiwa, referenta wojskowego OUN-B; oraz Iwana Łytwynczuka, dowodzącego siłami UPA w północno-wschodniej części Wołynia, uznawanego według zeznań świadków za najaktywniejszego inicjatora i organizatora mordów. Między marcem a majem 1943 roku, po śmierci Iwachiwa, pełnia władzy nad wołyńskimi strukturami OUN-B przeszła w ręce Klaczkiwśkiego, który samodzielnie zadecydował o rozpoczęciu czystki etnicznej obejmującej cały Wołyń. W czerwcu 1943 roku wydał podległym dowódcom tajną dyrektywę nakazującą przeprowadzenie „wielkiej akcji likwidacji polskiego elementu”, wykorzystując moment odejścia wojsk niemieckich, tak by zlikwidować całą ludność męską w wieku od 16 do 60 lat, a leśne wsie oraz wioski położone obok leśnych masywów miały „zniknąć z powierzchni ziemi” – ponieważ, jak napisano, tej walki nie wolno przegrać.
Kulminacja nadeszła latem 1943 roku. Polskie podziemie, w tym Armia Krajowa, dysponowało już wówczas fragmentarycznymi informacjami o planowanej akcji zaczepnej UPA, błędnie ustalając jej termin na 20 lipca – na 15 lipca zaplanowano wyprzedzające uderzenie w lokalnych aktywistów OUN-B. Ukraińcy jednak wyprzedzili te plany. O świcie, ok. godziny 3 nad ranem, 11 lipca 1943 roku, oddziały UPA przeprowadziły skoordynowany atak jednocześnie na blisko 100 polskich miejscowości w trzech powiatach: kowelskim, horochowskim i włodzimierskim, działając pod hasłem „Śmierć Lachom”. Wsie były wcześniej okrążane, by uniemożliwić mieszkańcom ucieczkę, po czym oddziały wkraczały do środka, mordując wszystkich napotkanych, bez względu na wiek i płeć. Dzień ten, nazwany później Krwawą Niedzielą, stał się symbolem całej zbrodni, choć w rzeczywistości mordy trwały nieprzerwanie przez cały lipiec, sierpień i kolejne miesiące 1943 roku, obejmując setki kolejnych miejscowości.
Metody stosowane przez sprawców były wyjątkowo brutalne. Historyk Aleksander Korman z IPN zidentyfikował na podstawie zebranych relacji i dokumentów aż 362 różne sposoby torturowania i zabijania ofiar – ludzi zarąbywano siekierami, przecinano piłami do drewna, wyłupywano oczy, palono żywcem, często w zamkniętych budynkach mieszkalnych lub w kościołach, do których wierni schodzili się na niedzielną mszę. W miejscowości Poryck (obecnie Pawliwka) oddział UPA wdarł się do świątyni w trakcie nabożeństwa i dokonał masakry zgromadzonych tam wiernych. Zwłoki wrzucano do studni, grzebano w bezimiennych masowych dołach, a zabudowania puszczano z dymem, niekiedy razem z zamkniętymi w środku mieszkańcami. Analiza dokumentów wskazuje na istotną różnicę w charakterze przemocy w zależności od sprawców: tam, gdzie mordów dokonywały regularne oddziały UPA, dominowała broń biała, a spora część ofiar ginęła żywcem spalona; tam, gdzie w mordach uczestniczyły oddziały ukraińskiej policji działającej wcześniej w służbie niemieckiej oraz żołnierze dywizji SS-Galizien, przeważało użycie broni palnej, choć odsetek ofiar palonych żywcem był w tych przypadkach jeszcze większy – co wskazuje na postępującą brutalizację metod zabijania.
Wśród setek zaatakowanych miejscowości szczególne miejsce w pamięci ofiar zajmuje Huta Stepańska w powiecie kostopolskim, gdzie zginęło co najmniej 817 osób, a spalonych zostało 37 polskich osiedli w powiecie kostopolskim i pięć w powiecie sarneńskim; razem z zabudowaniami spłonęły dwa kościoły – w samej Hucie Stepańskiej i w pobliskiej Wyrce. Na przełomie 30 i 31 lipca UPA zaatakowała skupisko polskich osiedli w gminach Antonówka i Włodzimierzec w powiecie sarneńskim, doprowadzając do ich całkowitej likwidacji. Według stanu badań łączna liczba udokumentowanych Polaków zamordowanych na Wołyniu w samym lipcu 1943 roku sięga co najmniej 11 407 osób – liczba niepełna, ponieważ część miejscowości została zrównana z ziemią razem z całą ludnością.
10 lipca 1943 roku, dzień przed Krwawą Niedzielą, oddział UPA schwytał i rozerwał końmi Zygmunta Rumla, poetę i emisariusza Polskiego Państwa Podziemnego, wysłanego na rozmowy pokojowe z ukraińskim podziemiem – mord ten pokazuje, że strona ukraińska nie miała już wówczas zamiaru prowadzić negocjacji.
Fala przemocy nie ustała wraz z końcem lata – w okresie Świąt Bożego Narodzenia 1943 roku doszło do nowej fali ataków w powiatach rówieńskim, łuckim, kowelskim i włodzimierskim. Wiosną 1944 roku, w miarę przesuwania się frontu sowiecko-niemieckiego na zachód, ciężar działań UPA przeniósł się na tereny ziemi lwowskiej i Podola, gdzie mieszkało jeszcze więcej Polaków niż na Wołyniu, a wraz z nim rozszerzyła się fala mordów (osobno omówiona w innym odcinku podcastu jest masakra w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej – największa pojedyncza masakra tego okresu).
Skala zbrodni i jej kwalifikacja prawna
Ustalenie dokładnej liczby ofiar pozostaje zadaniem niezwykle trudnym, częściowo wręcz niewykonalnym, ponieważ wiele zaatakowanych miejscowości zostało zrównanych z ziemią razem z całą ludnością. Historycy szacują, że w latach 1943–1945 na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej (Galicji Wschodniej, gdzie przemoc rozszerzyła się w 1944 roku) ukraińscy nacjonaliści zamordowali od 80 do 120 tys. Polaków. Ostrożniejsze, poparte materiałem dowodowym szacunki mówią o 40–60 tys. ofiar na samym Wołyniu i 30–40 tys. w Galicji Wschodniej, przy czym łączny bilans całej zbrodni, obejmujący też tereny dzisiejszej Polski (głównie Lubelszczyznę i Podkarpacie, gdzie starcia trwały aż do 1947 roku), dochodzi do ok. 100 tys. zamordowanych. W odwecie za te mordy w akcjach polskiej samoobrony i podziemia śmierć poniosło od dwóch do kilkunastu tysięcy Ukraińców – liczby te są znacznie bardziej niepewne, ale zgodnie oceniane przez historyków jako niewspółmiernie mniejsze, co potwierdza asymetryczny, jednostronnie ludobójczy charakter konfliktu w jego najbardziej intensywnej fazie z 1943 roku. Odwet ze strony polskiej, choć realny i również okrutny, był reakcją następującą już po rozpoczęciu masowej eksterminacji, a nie jej przyczyną.
Instytut Pamięci Narodowej po wieloletnim śledztwie stwierdził, że planowość, organizacja, rozmiar, zasięg terytorialny oraz motywy akcji uprawniają do stwierdzenia, iż na Wołyniu doszło do zbrodni ludobójstwa w rozumieniu prawa międzynarodowego. Ten sam wniosek podziela wielu niezależnych historyków, choć część środowisk ukraińskich do dziś kwestionuje użycie tego terminu, wskazując na kontekst wojny i działań polskiego podziemia. Kluczowa różnica polega jednak na tym, że działania OUN-UPA miały charakter zaplanowanej z góry, systemowej eksterminacji całej grupy narodowej niezależnie od wieku i płci, udokumentowanej m.in. dyrektywą Klaczkiwśkiego, podczas gdy reakcja polska była w przeważającej mierze odpowiedzią następczą.
Amerykański historyk Timothy Snyder w swoich badaniach jednoznacznie kwalifikuje wydarzenia z 1943 roku jako czystkę etniczną o charakterze ludobójczym, podkreślając, że kluczowym elementem odróżniającym je od typowych działań partyzanckich było systematyczne mordowanie kobiet i dzieci, a nie tylko mężczyzn zdolnych do noszenia broni. Podobne wnioski, choć niekiedy z zastrzeżeniami dotyczącymi terminologii prawnej, formułuje polski historyk Grzegorz Motyka, autor monografii „Ukraińska partyzantka 1942–1960″. Sejm RP w uchwale przyjętej w 70. rocznicę zbrodni w 2013 roku użył sformułowania „czystka etniczna o charakterze ludobójstwa”. Ukraińscy historycy i politycy rzadko kwestionują sam fakt masowych mordów, częściej sprzeciwiają się jednak użyciu terminu „ludobójstwo”, wskazując, że UPA – w przeciwieństwie do nazistowskiego państwa – nie dysponowała scentralizowanym aparatem administracyjnym ani obozami koncentracyjnymi. Różnica ta jest realna, jednak – jak podkreśla większość badaczy – nie zmienia faktu, że akcja przeciwko ludności polskiej miała charakter zaplanowany i systemowy, co wystarcza do wypełnienia prawnej definicji ludobójstwa w rozumieniu konwencji ONZ.
Reakcja polskiego podziemia i zakończenie konfliktu
Polskie struktury konspiracyjne, w tym Armia Krajowa, podjęły zorganizowaną walkę zbrojną przeciwko UPA dopiero po największej fali mordów z lipca 1943 roku – wcześniej dysponowały zbyt słabymi siłami i niepełnym rozeznaniem w skali zagrożenia. Historycy szacują, że dzięki działaniom samoobrony oraz AK udało się uratować ok. dwóch trzecich polskiej ludności pozostającej wówczas na Wołyniu; tworzono ufortyfikowane bazy samoobrony oraz organizowano grupy zbrojne zdolne do ewakuowania zagrożonej ludności.
Zbrodnie, starcia zbrojne oraz akcje odwetowe i prewencyjne rozgorzały z nową siłą w 1944 roku na terenie województw tarnopolskiego, lwowskiego, stanisławowskiego i lubelskiego, w miarę przesuwania się frontu na zachód. Po zakończeniu wojny zwalczanie pozostałości podziemia banderowskiego w regionie rzeszowskim i lubelskim kontynuowały jednostki odrodzonego Wojska Polskiego oraz Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Ostatnim symbolicznym akordem konfliktu było przeprowadzone w 1947 roku przesiedlenie w ramach Akcji „Wisła” ok. 150 tys. osób narodowości ukraińskiej z terenów południowo-wschodniej Polski na ziemie zachodnie i północne. Za oficjalną datę zakończenia zbrodni wołyńskiej przyjmuje się 18 maja 1945 roku – dzień ostatniego dużego mordu w miejscowości Brodzica w województwie lubelskim.
Emigracja Bandery i śmierć z rąk KGB
W czasie, gdy na Wołyniu trwała eksterminacja ludności polskiej, sam Bandera pozostawał uwięziony w niemieckim obozie koncentracyjnym. Niemcy zwolnili go dopiero 27 września 1944 roku na mocy nieformalnego porozumienia dotyczącego dywersyjno-wywiadowczej współpracy UPA przeciwko zbliżającej się Armii Czerwonej – w tym momencie wojny Niemcy, przegrywający na froncie wschodnim, byli zainteresowani wykorzystaniem ukraińskiego podziemia jako narzędzia walki z Sowietami. Po wyjściu z obozu Bandera nie wrócił bezpośrednio do dowodzenia UPA w terenie – zaproponowano mu rolę polityczną, reorganizację struktur OUN oraz udział w tworzeniu Ukraińskiej Głównej Rady Wyzwoleńczej.
Po klęsce Niemiec Bandera zamieszkał w Monachium, w amerykańskiej strefie okupacyjnej, ukrywając się pod fałszywym nazwiskiem Stefan Popiel, zmieniając miejsca zamieszkania i korzystając z ochrony w obawie przed zamachem ze strony sowieckiego wywiadu. Już w 1945 roku otrzymał on zadanie zlikwidowania Bandery, jednak Stany Zjednoczone odmówiły jego wydania, prowadząc wobec niego jednocześnie własną inwigilację – w dokumentach z 1947 roku amerykański kontrwywiad oceniał go jako osobę wyjątkowo niebezpieczną, stale zmieniającą miejsce pobytu i posługującą się przebraniami.
W 1946 roku Bandera włączył się w działalność nowo utworzonego Antybolszewickiego Bloku Narodów, zrzeszającego przedstawicieli ruchów narodowych z Europy Środkowo-Wschodniej sprzeciwiających się sowieckiej dominacji. Kierował też zagranicznymi formacjami OUN, głównej organizacji politycznej ukraińskiej diaspory na Zachodzie. W okresie zimnej wojny utrzymywał kontakty z zachodnimi służbami wywiadowczymi – od 1948 roku istniała stała współpraca z wywiadem brytyjskim, który pomagał w przerzucaniu do Ukrainy kurierów i niewielkich grup zbrojnych w zamian za informacje o sytuacji wewnątrz ZSRR. Część działaczy OUN powiązanych z rywalizującym z Banderą Mykołą Łebediem współpracowała z kolei z wywiadem amerykańskim. Mimo to zachodnie służby nigdy w pełni mu nie zaufały, obawiając się m.in., że rzekomo cenna sieć jego informatorów na Ukrainie, w Czechach i w Polsce w znacznej mierze nie istniała naprawdę lub była już dawno rozpracowana przez sowiecki kontrwywiad. Sowiecka gra wywiadowcza skutecznie podtrzymywała złudzenia Bandery i współpracujących z nim Niemców z zachodnioniemieckiego wywiadu BND o istnieniu na Ukrainie silnego, wciąż aktywnego podziemia zbrojnego – w rzeczywistości struktury UPA na terenie sowieckiej Ukrainy zostały już w dużej mierze rozbite przez NKWD i KGB w pierwszych latach powojennych, a wysyłani z Zachodu kurierzy nierzadko trafiali prosto w ręce sowieckiego kontrwywiadu.
Życie Bandery na emigracji naznaczone było nie tylko strachem przed sowieckim zamachem, lecz również nieustannymi konfliktami wewnątrz ukraińskiej diaspory politycznej, która nigdy w pełni się wokół niego nie zjednoczyła. Jego dawny rywal Mykoła Łebed, stojący na czele frakcji tzw. dwójkarzy, konsekwentnie budował własne, niezależne od Bandery kontakty z amerykańskim wywiadem, przekonując Amerykanów, że reprezentuje bardziej umiarkowaną, republikańską wizję przyszłej Ukrainy. Także wewnątrz kierowanych przez Banderę formacji OUN dochodziło do kolejnych rozłamów i odejść działaczy niezadowolonych z jego stylu przywództwa, wciąż opartego na zasadach bezwzględnej dyscypliny i kultu wodza. Te wewnętrzne spory ograniczały jego realny wpływ na Zachodzie.
Dla władz sowieckich Bandera, mimo utraty realnego wpływu na sytuację wewnątrz Ukrainy, pozostawał politycznie niewygodnym symbolem oporu. Od końca lat 40. NKWD, a następnie przekształcone z niego KGB, prowadziły przeciwko niemu kolejne operacje mające na celu porwanie lub fizyczną likwidację; w 1954 roku próby te przybrały bardziej zdecydowany charakter. W 1957 roku Nikita Chruszczow osobiście wydał rozkaz zlikwidowania dwóch czołowych postaci emigracyjnego ruchu ukraińskiego: Lwa Rebeta, działacza konkurencyjnej frakcji OUN, oraz samego Bandery. Wykonanie obu zadań powierzono Bogdanowi Staszyńskiemu, młodemu oficerowi KGB urodzonemu w 1931 roku pod Lwowem, zwerbowanemu przez sowiecki wywiad jeszcze podczas studiów, w wieku 19 lat – co znamienne, jego starsze siostry działały w czasie wojny jako łączniczki w szeregach UPA.
Do zabójstwa Rebeta doszło 12 października 1957 roku w Monachium – Staszyński użył specjalnie skonstruowanej broni przypominającej cygaro lub wieczne pióro, wewnątrz której umieszczono ampułkę z kwasem pruskim; po naciśnięciu spustu ampułka pękała, uwalniając w twarz ofiary obłok trującego gazu, powodujący natychmiastowy zgon o objawach przypominających atak serca, bez widocznych śladów w badaniu pośmiertnym. Dokładnie dwa lata później, 15 października 1959 roku, ten sam zamachowiec, posługujący się wówczas fałszywą tożsamością Józefa Lehmana, wykonał drugie zlecenie. Śledził Banderę od tygodni; po południu tego dnia Bandera zaparkował swojego opla przed kamienicą przy Kreittmayrstraße, z siatkami zakupów w rękach wszedł do klatki schodowej, gdzie na półpiętrze stanął naprzeciwko niego Staszyński, który rozpylił mu w twarz truciznę. Śmierć nastąpiła niemal natychmiast; krwawiący z nosa i uszu Bandera zdołał jeszcze doczołgać się kawałek dalej, gdzie znaleźli go zaalarmowani sąsiedzi. Wezwany na miejsce lekarz nie stwierdził żadnych obrażeń wskazujących na przestępstwo, zapisując zawał serca.
Śledztwo zachodnioniemieckiej policji przez dwa lata nie przyniosło rezultatów – nie udało się ustalić ani przyczyny zgonu, ani tropu sprawcy czy motywu. Pojawiały się nawet spekulacje łączące zabójstwo z Theodorem Oberländerem, ministrem w rządzie kanclerza Konrada Adenauera, oskarżanym w tym czasie o zbrodnie wojenne popełnione we Lwowie – wersję tę chętnie podtrzymywała sowiecka propaganda. Prawda wyszła na jaw dopiero 12 sierpnia 1961 roku, gdy na posterunku policji w Berlinie Zachodnim zgłosił się 30-letni mężczyzna żądający kontaktu z amerykańskim wywiadem. Przedstawił się jako Bogdan Staszyński, oficer KGB, i przyznał się do obu zabójstw – Rebeta i Bandery – podając tak szczegółowe informacje o użytej broni i przebiegu obu akcji, że nie sposób było uznać jego zeznań za wymysł. Za wykonanie zadania władze sowieckie odznaczyły go wcześniej Orderem Czerwonego Sztandaru, wręczonym osobiście przez ówczesnego przewodniczącego KGB Aleksandra Szelepina.
Ucieczka i zeznania Staszyńskiego wywołały na Kremlu poważny wstrząs – w ich następstwie stanowisko utracił sam Szelepin, zastąpiony przez Władimira Siemiczastnego, a władze sowieckie oficjalnie zadeklarowały odtąd rezygnację z fizycznej likwidacji przeciwników politycznych za granicą. Proces Staszyńskiego przed sądem zachodnioniemieckim odbył się w 1962 roku – zapadł wyrok ośmiu lat pozbawienia wolności, z którego zamachowiec odsiedział jednak zaledwie kilka lat, po czym otrzymał nową tożsamość i wyjechał na Zachód, najpierw do Stanów Zjednoczonych, a w 1984 roku do Republiki Południowej Afryki.
Stepana Banderę pochowano na cmentarzu leśnym w Monachium; jego grób do dziś pozostaje miejscem pielgrzymek ukraińskich środowisk narodowych.
Spór historyczny trwa do dziś
Historia Stepana Bandery i UPA pozostaje przedmiotem sporów historycznych i politycznych, nabierając dziś, w cieniu wojny rosyjsko-ukraińskiej, nowego, bolesnego wymiaru propagandowego po obu stronach frontu informacyjnego. Autor podcastu podkreśla, że rzetelne opowiedzenie tej historii wymaga jednoczesnego nazwania zbrodni wołyńskiej po imieniu – bez eufemizmów i rozmywania odpowiedzialności w abstrakcyjnym „konflikcie” – oraz uczciwego odnotowania, że wśród samych Ukraińców znajdowali się ludzie zdolni do sprzeciwu wobec terroru, że sam Bandera w krytycznym momencie przebywał w niemieckim więzieniu, a odpowiedzialność za konkretne rozkazy i ich wykonanie da się przypisać konkretnym, znanym z imienia i nazwiska dowódcom, takim jak Dmytro Klaczkiwśkyj czy Iwan Łytwynczuk, a nie całemu narodowi ukraińskiemu jako takiemu.
Rozmówca zwraca uwagę, że we współczesnej Ukrainie coraz głośniej przypomina się historię Bandery jako bohatera narodowego, kwestionując zasadność takiej narracji w świetle przedstawionych faktów.
Materiał opracował twórca kanału Szepty Przeszłości, opierając się na ustaleniach Instytutu Pamięci Narodowej oraz pracach niezależnych historyków, w tym Timothy’ego Snydera i Grzegorza Motyki. Podcast dostępny na kanale Szepty Przeszłości na YouTube, liczącym 9,37 tys. subskrybentów. Opublikowany 5 lipca 2026.









