Zagrożenie ze strony Rosji nie rośnie, a politycy, którzy straszą wojną, nie wierzą w siłę NATO — Miller w „Gościu Radia ZET”
Leszek Miller, były premier, był gościem Bogdana Rymanowskiego w programie „Gość Radia ZET”. Rozmowa w dużej części dotyczyła Ukrainy: Miller domagał się ostrzejszej reakcji polskich władz na ukraińską politykę historyczną, wstrzymania dotacji do Starlinków oraz śledztwa i przeprosin w sprawie Przewodowa. Ocenił też szanse na pokój, rolę Donalda Trumpa i zagrożenie ze strony Rosji. Rozmówcy poruszyli ponadto odejście Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz z rządu, spór o Trybunał Konstytucyjny, relacje z USA i kryzys w Europie Zachodniej.
Lwowska Rada Obwodowa, uchwała Rady Najwyższej i postulaty wobec polskiego rządu
Rymanowski zapytał, czy sejmik województwa lubelskiego powinien zerwać współpracę z obwodową radą Lwowa. Miller odpowiedział, że tak, i pogratulował samorządowcom z Lublina, że to zrobili. Gdy prowadzący zauważył, że decyzji jeszcze nie podjęli, powiedział, że w takim razie trzyma kciuki, żeby ją podjęli. Na pytanie, czy nie chce eskalować napięć między Polską a Ukrainą, odparł, że chce, aby Polska zachowywała się jak mężczyzna, a nie jak rozmemłana baba, a jego zdaniem zachowuje się właśnie w ten sposób. Za winnych uznał polskie władze, które nie potrafią zdobyć się na poważny ton i tolerują wszystko, co robi Kijów.
Miller wyjaśnił, że decyzja Lwowskiej Rady Obwodowej wynika z uchwały Rady Najwyższej z grudnia 2025 roku. Parlament Ukrainy ma zwyczaj, a nawet powinność, tworzenia listy najważniejszych uroczystości na kolejny rok, a w tej uchwale wymieniono Romana Szuchewycza jako godnego najwyższych zaszczytów. Lwowska Rada zrobiła więc to, co nakazał jej parlament, i Miller pytał, kto to teraz cofnie, skoro cofnąć musiałaby to sama Rada Najwyższa. Rymanowski zasugerował, że może Ukraińcy sami się wycofają i warto dać im szansę. Miller odpowiedział, że pyta polską dyplomację, dlaczego nie zauważyła takiej listy, bo nie ma na niej tylko Szuchewycza, lecz mnóstwo działaczy OUN i UPA. Jego zdaniem duża ich część to ordynarni mordercy, którzy zabijali Polaków.
Zapytany, co powinien zrobić rząd i czy powinien wstrzymać pomoc dla Ukrainy, odpowiedział, że powinien wyraźnie powiedzieć, że Polska nie będzie tego tolerować. Polska ma rozmaite możliwości, żeby pokazać swoją siłę. Gdy Zełenski nazwał jedną z jednostek wojskowych imieniem bohaterów UPA, Polska powinna była zrezygnować z dotacji do Starlinków. Rymanowski zapytał, czy chce pozbawić Ukraińców możliwości reagowania na ataki Rosjan. Miller odparł, że niech wykombinują jakąś inną, podobną usługę, ale Polska nie będzie za to płacić. Chodzi bowiem nie tylko o to, że usługą zawiaduje Elon Musk, lecz o to, że to Polska ją opłaca, i Miller pytał, dlaczego miałaby to robić.
Rosyjskie wojska przy granicy, plany pokojowe i przyszły kształt Ukrainy
Rymanowski stwierdził, że dobrze jest trzymać wojska rosyjskie z dala od granicy wschodniej. Miller zauważył, że przecież już stoją na tej granicy, a prowadzący sprecyzował, że chodzi mu o granicę z Ukrainą, a nie o Kaliningrad i Białoruś. Na pytanie, czy chciałby wojsk rosyjskich na całej wschodniej granicy, odpowiedział, że nie i że tak nie będzie. Rymanowski zastrzegł, że tak będzie, jeśli Ukraina przegra wojnę. Miller odparł, że nie będzie, bo w żadnym planie pokojowym nie ma jakiejkolwiek sugestii, że Ukraina znika i Rosja przejmuje kontrolę nad całym jej terytorium.
Rymanowski zauważył, że w takim razie powstałoby państwo kadłubowe. Miller odpowiedział, że to też nie jest w interesie Polski, ale 20 proc. terytorium to wciąż 80 proc. Ukrainy. Prowadzący wątpił, czy Ukraina straciłaby rzeczywiście tylko 20 proc., bo wszystkie linie demarkacyjne biegną wzdłuż obecnego frontu.
Przewodów, umiędzynarodowienie konfliktu i rola Trumpa w zakończeniu wojny
Miller przypomniał rakietę, która uderzyła w Przewodowie i zabiła dwóch obywateli polskich, i uznał, że najwyższy czas, by Ukraińcy pozwolili na śledztwo i przeprosili rodziny, które poniosły taką ofiarę. Rymanowski przypomniał, że były prezydent Andrzej Duda mówił, że gdy doszło do wypadku w Przewodowie, rozmawiał z Zełenskim, a ten namawiał go, żeby wbrew faktom powiedział, że to rosyjska rakieta. Dodał, że Duda miał wrażenie, iż Ukraina chce wciągnąć Polskę do wojny. Miller odpowiedział, że oczywiście tak, bo jest to w interesie każdego kraju na wojnie, i gdyby Polska była w takiej samej sytuacji, też pewnie chciałaby kogoś wciągnąć. Celem Ukraińców jest umiędzynarodowienie konfliktu, to proste jak drut, a Polska nie powinna być w stanie wojny. Dlatego, jak powiedział, trzeba robić wszystko, żeby jak najszybciej ludzie na Ukrainie przestali się zabijać, i Ukraińcy, i Rosjanie, bo szkoda tych chłopaków.
Rymanowski stwierdził, że wszystko jest w rękach Putina, bo to on zaczął wojnę i mógłby ją zakończyć jedną decyzją. Miller uważa, że nie tylko Putina, i że o wiele więcej zależy od Trumpa. Przypomniał też, że wojna o mało nie skończyła się jednym z porozumień, które było bardzo blisko, czyli stambulskim. Według różnych źródeł premier Boris Johnson doradził Zełenskiemu, żeby go nie podpisywał. Zapytany, czy Trump ma instrumenty, by doprowadzić do porozumienia, odpowiedział, że tak, i że wciąż wierzy w jego zdolności negocjacyjne. Układ dotyczący diesla, który pozwolił Rosjanom eksportować własną ropę, ocenił jako sprawę, którą trzeba oceniać po czasie, bo dziś nie wiadomo, jakie przyniesie skutki.
Zagrożenie ze strony Rosji, siła NATO i spór o nową Jałtę
Rymanowski przytoczył słowa marszałka Czarzastego do prezydenta Nawrockiego, że nie ma prawa usypiać narodu, że zagrożenie ze strony Rosji nie rośnie. Miller zgodził się w tej sprawie z prezydentem i uważa, że nie rośnie. Gdy prowadzący przypomniał, że minister Radosław Sikorski pyta, kto podpowiada Nawrockiemu, że zagrożenie rosyjskie to ściema, Miller zaproponował, by Sikorski zapytał o to prezydenta. Dodał, że w Europie nie brakuje polityków, którzy straszą Rosją, bo rządy, które czują się słabo, lubią straszyć obywateli. Rymanowski zauważył, że widać, co Rosjanie robią z infrastrukturą krytyczną na Ukrainie, że chodzi im o katastrofę energetyczną tej zimy, by mieszkańcy Odessy, Charkowa i Kijowa ruszyli na zachód. Dodał, że Ukraińcy mają prawo do życia w pokoju, ale dają też popalić Rosjanom, a Rosjanie zaatakowali pierwsi. Miller odparł, że to wojna i pytanie, czy jedna strona ma używać swojego potencjału, a druga nie.
Rymanowski przywołał słowa brytyjskiego ministra obrony Wesa Streetinga, że Wielka Brytania musi być przygotowana na konflikt zbrojny w ciągu niespełna trzech lat, bo Rosja nasila wojnę hybrydową, a NATO ma czas do 2030 roku, żeby przygotować się do walki. Miller odpowiedział, że słyszy kolejne daty i że dla niego niepojęte jest, iż można chcieć wojny. Nie mówi o Ukraińcach, tylko o Brytyjczykach, i uważa, że nie rozważają tego poważnie, tylko liczą, że opowiadanie o bliskim zagrożeniu da efekt flagi i skupi społeczeństwo wokół władzy. Razi go to, bo poddaje w wątpliwość sens istnienia Paktu Północnoatlantyckiego, a mówią to politycy, którzy nie wierzą w siłę jego odstraszania. Rymanowski przypomniał, że generał Alexus Grynkewich mówił niedawno w Polsce, że NATO jest przygotowane na wojnę z Rosją. Miller powiedział wprost, że każdy, kto opowiada takie bzdury o tym, że Rosjanie zaraz zajmą tę część Europy, nie wierzy w siłę Paktu. Ponieważ jest przekonany, że ta siła jest tak ogromna, że Rosjanie nigdy nie odważą się uderzyć na żaden kraj NATO, mówi to, co mówi. Rymanowski wskazał, że Rosja uderza jednak w sposób hybrydowy: sabotażami, podpaleniami, dronami i rakietą, która przeleciała kilkadziesiąt kilometrów i uderzyła w pole pod Lublinem.
Zapytany, czy nie boi się nowej Jałty i zapowiedzianego w listopadzie spotkania Trumpa, Putina i Xi Jinpinga, Miller odparł, że nie, bo to nie ma nic wspólnego z Jałtą. W czasie Jałty Armia Czerwona stała na Odrze i zajmowała wielką przestrzeń, a dziś Rosjanie zajmują 20 proc. Ukrainy i Krym, więc to kwestia porównania. Przesunięcie Polski na Zachód, które zaoferowała Wielka Trójka w Jałcie, Poczdamie i wcześniej w Teheranie, okazało się dla polskich interesów korzystne. Rymanowski zauważył, że straciliśmy całe Kresy Wschodnie i staliśmy się krajem niesuwerennym. Miller odparł, że byliśmy pod okupacją radziecką, straciliśmy zacofaną część Polski, a uzyskaliśmy jedną z najbardziej rozwiniętych stref Niemiec, i pytał, co powiedzą Niemcy wyrzuceni z Polski. Rymanowski zwrócił uwagę, że trudno mówić o tym w imieniu Polaków, którzy stracili dobytek na Kresach.
Polityka transakcyjna wobec Kijowa, pomoc socjalna dla Ukraińców i poparcie Millera dla Muska
W serii krótkich pytań słuchaczy Miller zapytany, jaką politykę prowadziłby wobec Ukrainy, gdyby był dziś premierem, odpowiedział krótko: transakcyjną. Do pytania o miliardy oszczędności i dalszą pomoc socjalną dla gości z Ukrainy powiedział, że oszczędności trzeba szukać w rozdętej biurokracji i zcentralizowanym, przekontrolowanym systemie, a pomocy socjalnej udzielać wybiórczo, tym, którzy na nią zasługują, a nie tym, którzy ją wyłudzają. Rymanowski podkreślił, że to margines, a Miller odpowiedział, że są tacy i tacy.
Rymanowski zapytał też o wicepremiera Gawkowskiego, który powiedział w Radiu RMF, że jeśli platforma X będzie zagrażać bezpieczeństwu Polski i siać dezinformację, Polska ma możliwości, by ją zamknąć. Miller nie wie, czy takie możliwości istnieją, ale jeśli tak, to jeśli Gawkowski chce zmierzyć się z Elonem Muskiem, proszę bardzo. Wynik pojedynku uważa za przesądzony. Jest pełen podziwu dla Muska za jego pomysły i wkład w rozwój najnowocześniejszych technologii i zgadza się ze wszystkim, co Musk mówi, także z jego krytyką Zełenskiego, którego Musk nazwał niemal podżegaczem wojennym. Nie wyobraża sobie takiej decyzji polskiego rządu, a jedynym człowiekiem, który to sobie wyobraża, jest jego zdaniem Gawkowski.
Odejście Pełczyńskiej-Nałęcz i miejsce Polski 2050 w koalicji Tuska
Rymanowski zaczął rozmowę od pytania, czy Tusk ma problem z utrzymaniem jedności koalicji. Miller odpowiedział, że nie, bo odejście jednej osoby nie powoduje zamieszania. W sondzie słuchaczy 40 proc. odpowiedziało twierdząco, a 60 proc. przecząco, czyli zgodnie z gościem programu. Pełczyńska-Nałęcz tłumaczyła, że nie chce być w rządzie marazmu, a ideologia ciepłej wody w kranie zabija koalicję i wkrótce zabije Polskę. Miller uważa, że nie ma racji. Jego zdaniem odeszła z powodów osobistych: strzeliła focha, bo nie zostanie wicepremierem, a w dodatku jej dawny rywal przejął partię, więc uznała, że to dobry moment, by trzasnąć drzwiami. Jej tłumaczenie, że chodzi o zasady i wartości, a reszta koalicji trzyma się stołków, skwitował, że tak mówi się zawsze w takiej sytuacji, i zapewnił, że jej nie wierzy. Na pytanie, czy jest egocentrykiem, odparł, że jest humorzasta. Rymanowski wątpił, czy tak można mówić o kobiecie, na co Miller zapytał, dlaczego nie, skoro jest politykiem.
Tusk zapowiedział, że ma dwie kandydatki na jej miejsce. Miller typuje, że będą to kandydatki premiera, a wśród nich wymienił Magdalenę Sobkowiak-Czarnecką, zastrzegając, że nie jest tego pewien. Na pytanie, czy Polska 2050 nie ma nic do powiedzenia, odpowiedział, że partia z 2 proc. poparcia nie ma wiele do powiedzenia. Przypomniał, że co najmniej 15–16 osób z tej partii zajmuje stanowiska w rządzie, między innymi wiceministrów, więc nie odejdą z gabinetu i będą trzymać się Tuska do końca. Rymanowski przytoczył zapowiedź Szymona Hołowni, że jeśli Tusk nie weźmie pod uwagę kandydatów Polski 2050, wszyscy jej ministrowie opuszczą rząd. Miller uznał to za śmieszne, bo mieliby stracić stanowiska, gabinety i całą infrastrukturę, żeby poprzeć Hołownię. Według niego Hołownia ma zaplecze tylko dopóty, dopóki nie stawia kolegów i koleżanek w rządzie przed takimi wyzwaniami.
Zarząd Polski 2050 usunął Pełczyńską-Nałęcz z partii, a telewizja wPolsce24 ujawniła nagrania, na których mówi ona, że Hołownia wielokrotnie spotykał się z Tuskiem i zabiegał o zastąpienie jej w rządzie. Zapytany, czy takie spotkania za plecami przewodniczących są normalne w polityce, Miller odpowiedział, że absolutnie tak. Dodał, że wobec niego też tak robiono, a on sam nie musiał tego robić, bo miał tak mocną pozycję, że nie musiał jej udowadniać. Według niego, gdy w partii nie ma jasno określonej siły, która nią kieruje, ludzie sięgają po takie metody. Co do dalszych losów koalicji do wyborów w przyszłym roku, przewiduje, że będzie trwać, ale nie będzie podejmować ważnych decyzji, zwłaszcza dotyczących ochrony zdrowia, tylko czekać na głosowanie.
Jedna lista koalicji, Konfederacja, Braun i Orbán
Na pytanie o listy wyborcze w październiku przyszłego roku Miller uznał za bardzo możliwe, że koalicja wystartuje z jednej listy, bo potencjalni koalicjanci Tuska czują się mało pewnie. Niektórzy są w ogóle poniżej progu 5 proc., a inni, jak Lewica Włodzimierza Czarzastego, chwieją się na tym poziomie. Rymanowski zauważył, że Lewica ma 7, a czasem 8 proc. i jej sytuacja jest inna niż PSL czy Polski 2050. Miller przyznał, że te dwie partie są poniżej progu, a Lewica jeszcze powyżej niego, ale im bliżej wyborów, tym sytuacja będzie trudniejsza. Uważa, że Czarzasty pójdzie na jednych listach z Tuskiem i Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, bo dla nich wszystkich wypadnięcie z Sejmu jest myślą tak przerażającą, że pewnie budzą się w nocy zlani potem. Sam też bywał zlany potem, a były czasy, gdy pierwszą rzeczą po przebudzeniu było sprawdzanie notowań. Dziś siada rano z żoną przy kawie i lekkim śniadaniu i rozmawiają o planach na kolejne dni.
Zapytany, czy chciałby Konfederacji w przyszłym rządzie, odpowiedział, że z punktu widzenia pomysłów na gospodarkę, wolny rynek i liberalną gospodarkę Konfederacja się przyda. Zdecydowanie zaprzeczył, że Grzegorz Braun jest agentem wpływu Rosji. Nie akceptuje jego poglądów, ale skoro Braun ma solidną bazę w Polsce, to nie może powiedzieć, że wszyscy popierający go Polacy to agenci rosyjscy. Zaproszenia na listę Brauna by nie przyjął, tak jak żadnego zaproszenia na żadną listę, bez wyjątków. Oświadczył, że nie startuje na żadne posady ani z żadnej listy, bo jego kariera polityczna się skończyła. Na pytanie o Viktora Orbána jako sekretarza generalnego ONZ odpowiedział, że jest za, bo Orbán to polityk o wielkim doświadczeniu, który nikomu nie przeszkadzał, gdy był członkiem Europejskiej Partii Ludowej, kierowanej wówczas przez Tuska.
Spór o Trybunał Konstytucyjny i propozycja kompromisu z prezydentem Nawrockim
Zapytany o Trybunał Konstytucyjny, Miller nazwał to bardzo ciężkim problemem. Krytycznie ocenił pomysły marszałka Sejmu, by sędziowie składali ślubowanie nie wobec prezydenta, lecz wobec marszałka, bo nie ma do tego podstawy prawnej. Skoro ustawa mówi o ślubowaniu wobec prezydenta, to trzeba wykazać podstawę prawną zastosowania innej procedury, a bezczynność jednego organu nie tworzy automatycznie kompetencji drugiego. Rymanowski przypomniał, że strona rządowa uważa ślubowanie w obecności marszałka za reakcję na bezczynność prezydenta, który ma obowiązek przyjąć ślubowanie od wszystkich sędziów wybranych przez Sejm. Miller powtórzył, że organ, który chce działać zgodnie z prawem, musi mieć podstawę prawną. Zapytany, czy wobec tego sędziowie nie są sędziami i czy rację ma prezes Święczkowski, odpowiedział, że są sędziami, bo wybrał ich Sejm, w tym Macieja Berka, tylko nie złożyli ślubowania, więc nie można powiedzieć, że nie są sędziami.
Jego propozycja kompromisu brzmi „wasze ambasady, nasze trybunały”. Prezydent miałby głos decydujący w sprawach mianowania ambasadorów, a strona rządowa w sprawie obsadzenia Trybunału Konstytucyjnego, Trybunału Stanu i innych organów sądowniczych. Drugim punktem tego układu miałaby być gwarancja, że sędziowie nie będą odgrywać się na prezydencie. Miller przyznał, że nie wie, czy prezydent by się na to zgodził, ale coś trzeba próbować, bo taka bezczynność nie wróży niczego dobrego. Obrazek policji pomagającej sędziom zainstalować się w Trybunale uznał za marny. Napięcie może być jeszcze wyższe, a jeśli rząd chciał to zrobić, powinien był zrobić to w ciągu pierwszych trzech miesięcy rządzenia, a nie tuż przed wyborami, bo będzie to odebrane jako rozpaczliwa próba wzmocnienia pozycji.
Rymanowski zapytał, ile lat Miller jest w polityce i czy naprawdę jest tak naiwny, by sądzić, że do takiego układu dojdzie. Miller odpowiedział, że rozpaczliwie szuka wyjścia, bo szkoda mu kraju. Nawrocki nie jest jego prezydentem, ale jest prezydentem jego kraju, a wszystkie niepotrzebne napięcia go bolą i czuje się osobiście niekomfortowo. Tusk i Nawrocki powinni się dogadać, podobnie jak Wałęsa z Jaruzelskim, bo inaczej konflikt będzie narastał i szkodził państwu. Nie mogą jednak okładać się inwektywami i porozumiewać za pomocą Twittera czy platformy X, tylko przygotować rozsądny kompromis. Rymanowski zauważył, że ustępstwo może być odebrane jako słabość. Miller odpowiedział, że jako uczestnik Okrągłego Stołu pyta, dlaczego dziś nie można się porozumieć, skoro dało się wtedy, gdy podział był zdecydowanie głębszy, bo decydowano o zmianie ustroju. Kompromis jest wyznacznikiem kultury politycznej każdej demokracji, a rozmówcy zachodni mówili mu jako premierowi, że w Polsce kompromis traktuje się inaczej niż u nich. Dożyjmy czasu, powiedział, kiedy i w Polsce będzie coś godnego szacunku.
Czarzasty, Nawrocki, Trump i amerykańska baza
Rymanowski przytoczył apel marszałka Czarzastego do Nawrockiego, że jeśli ma dobre relacje z Donaldem Trumpem, to niech pomoże w sprawie bazy USA, a jeśli nie, to niech nie podlizuje się bez przerwy prezydentowi USA. Miller uważa, że najlepiej byłoby, gdyby Czarzasty zamilkł, bo właśnie on powoduje napięcia polsko-amerykańskie. Skoro Polska stara się, by Trump zainstalował u nas bazę, to mówienie, że jest niepewny, działa na szkodę kraju, a w Waszyngtonie wiedzą, że to marszałek Sejmu. Jest najwyższy czas, żeby Tusk powściągnął swojego giermka, powiedział, oceniając, że Czarzasty wszystko zawdzięcza Tuskowi. Rymanowski zwrócił uwagę, że marszałek ma pozycję dzięki poparciu dla Lewicy i umiejętnościom negocjacyjnym. Miller odparł, że wynika to z arytmetyki sejmowej, a nie z poparcia społecznego, a arytmetyka jest królową Sejmu.
Zapytany, czy Trump jest stabilny, odpowiedział, że można o nim myśleć różnie, ale druga osoba w państwie musi gryźć się w język, bo nie można antagonizować się z amerykańskim prezydentem, a wszystko jest notowane i może dojść do tego, że bazy nie będzie. W takiej sytuacji odpowiedzialny będzie między innymi Czarzasty. Rymanowski przypomniał, że o bazie z Pentagonem rozmawia Kosiniak-Kamysz, a Nawrocki z Trumpem. Miller przywołał słowa amerykańskiego ambasadora, że nie życzy sobie kontaktu z Czarzastym. Rymanowski odparł, że to przeszłość i ambasador gościł niedawno w Sejmie. Miller powiedział, że ambasador to jednak powiedział i zostało to zanotowane w Waszyngtonie, a marszałek rozpuszcza usta i opowiada rzeczy, które nie mogą się podobać, więc byłby pierwszym na liście osób obwinianych, gdyby bazy nie było. Na pytanie, czy mamy traktować Amerykanów jak wielkiego brata, odpowiedział, że można mówić różne rzeczy, ale nie atakować prezydenta niezależnie od tego, kto nim jest, bo prezydent USA ma o wiele szerszą władzę niż w Polsce i od niego zależą sprawy ważne dla nas. Jeśli Czarzasty mówi o klęczeniu przed Trumpem, zamienia poważny problem międzynarodowy w prostacką krajową zaczepkę. Rymanowski zapytał też o wybory połówkowe na początku listopada, po których władza Trumpa może się zmniejszyć, a Miller odpowiedział, że zobaczymy za chwilę.
Zamieszki we Francji i spór o migrację w Europie Zachodniej
Rymanowski zapytał o trwające od trzech lub czterech tygodni zamieszki we Francji, protesty we Włoszech i Portugalii oraz szykowany wielki protest w Niemczech. Miller uważa, że to nie odosobniony wybuch gniewu, tylko symptom głębokiego kryzysu państw Zachodu, który w dużej mierze zapoczątkował niekontrolowany napływ imigrantów. To, co dzieje się we Francji, jest jego zdaniem zapowiedzią wojny religijnej między islamem a chrześcijaństwem. Rymanowski zauważył, że protesty zaczęły się od licealistów. Miller odparł, że szybko przerodziły się w coś innego, w czym nielegalni migranci odegrali niszczycielską rolę, pod hasłem Allah Akbar. Przyznał się do poglądów Oriany Fallaci, żałuje, że w Polsce politycy jej nie czytają, a on sam czyta ją od dawna i był na jej grobie we Florencji. Bardzo mu żal, że ówczesna lewica europejska tak ją niszczyła.
Domański, patriotyzm i pytania słuchaczy
Rymanowski zapytał, czy dobrym pomysłem jest to, żeby Andrzej Domański, minister finansów, został wicepremierem. Miller uznał, że tak naprawdę jest to bez znaczenia, a Tusk robi to w celach propagandowych, w związku z wnioskiem o dymisję ministra. Chce pokazać opozycji, że nie tylko nie jest w stanie odwołać ministra finansów, ale że on jeszcze mianuje go wicepremierem. Na pytanie, kto jest większym patriotą, Tusk czy Nawrocki, odpowiedział, że obaj są patriotami, tylko rozumieją patriotyzm inaczej. Rymanowski dopytywał, do kogo jest mu dziś bliżej. Miller początkowo odpowiedział, że do siebie, a później przyznał, że kiedyś był mu bliższy Tusk, ale ma teraz więcej rezerwy, a jakim prezydentem będzie Nawrocki, zobaczymy po zakończeniu kadencji.
W pytaniach słuchaczy wymienił Cimoszewicza, Kwaśniewskiego i Millera jako trzech najwybitniejszych polskich polityków po 1989 roku, a na uwagę Rymanowskiego o skromności zapewnił, że mówi prawdę. Zapytany o poparcie dla inwazji na Irak, odpowiedział, że decyzję o udziale polskiego wojska za granicą podpisuje prezydent, czyli Kwaśniewski, ale on też był za i postąpił słusznie, bo wybór był taki, czy przyłączyć się do koalicji Francji, Niemiec i Rosji, czy Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Włoch i Danii. O Macieju Berku powtórzył, że jest sędzią, ale nie złożył ślubowania. O forum Koliber w Karpaczu, na którym ma być Janusz Korwin-Mikke, powiedział, że czuje się konserwatywnym liberałem niezależnie od spotkań z Konfederacją, a raczej tam nie będzie.
Zapytany o Lecha Wałęsę i atak prokuratury, Miller powiedział, że jest zdumiony tym, co zrobił prokurator. Jego zdaniem ugodził w godność wybitnego człowieka, a nawet jeśli Wałęsa miał w życiorysie krótką współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa, nie wolno tego rozciągać na jego całkowite dokonania. Ma dosyć ataków na Wałęsę i czynienia z niego analfabety, a prokuratura wyrządziła mu potworną krzywdę. Na pytanie słuchacza, co stoi za jego przemianą i jak przejść na jasną stronę mocy, odpowiedział, że nie wie, czy to jasna strona, ale chodzi o intelektualną dojrzałość. Rymanowski zauważył, że dojrzał w wieku około 80 lat, a Miller odparł, że cały czas dojrzewa i jeszcze nie wiadomo, kim będzie.
Live przeprowadził Bogdan Rymanowski. Materiał „Miller: Pełczyńska „jest humorzasta” i strzeliła focha. Polska „jak rozmemłana baba” wobec Ukrainy?” dostępny na kanale „Radio ZET” na YouTube, liczącym 734 tys. subskrybentów, w cyklu „Gość Radia ZET”. Nadawany na żywo 26 października 2026.







