Karolina Baca-Pogorzelska, dziennikarka „Wprost”, odbyła podróż przez miasta Donbasu — Kramatorsk, Konstantynówkę, Toreck, miejscowość New York oraz Słowiańsk i Sołedar — dokumentując skutki rosyjskich ataków powietrznych i przypominając, że wojna w tym regionie nie zaczęła się 24 lutego 2022 roku, lecz osiem lat wcześniej.
Kramatorsk — miasto, które już raz było pod okupacją
Reporterka rozpoczęła relację od dworca kolejowego w Kramatorsku, który w chwili nagrania nie funkcjonował. Przypomniała, że miesiąc wcześniej informowała o ataku na tę stację — dwie rakiety typu Toczka-U z ładunkami kasetowymi trafiły w infrastrukturę kolejową, zabijając wówczas kilkadziesiąt osób ewakuujących się z Donbasu na początku bitwy o ten region. Podkreśliła, że Kramatorsk już raz, od kwietnia do początku lipca 2014 roku, znajdował się pod rosyjską okupacją, jednak ówczesne zniszczenia były nieporównywalnie mniejsze niż te, które miasto notuje obecnie. Przez osiem lat Rosjanie zmienili taktykę i rodzaj używanej broni — w miastach Donbasu, gdzie nie ma bezpośredniego kontaktu z rosyjską artylerią, głównym zagrożeniem stały się ataki z powietrza.
Reporterka pokazała skutki jednego z większych takich ataków — dwie rakiety trafiły w rejon przy ulicy Jarosława Mądrego, w tym w budynek Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), niszcząc przy okazji sąsiadujące budynki mieszkalne. Wskazała również na zniszczoną szkołę numer 2 w Kramatorsku oraz na to, co pozostało ze szkoły numer 15 przy ulicy Majakowskiego, w pobliżu Parku Puszkina. Jak przekazał jej mer miasta, ponad 80 mieszkań w Kramatorsku wymaga całkowitego remontu, a 75 procent mieszkańców opuściło miasto. Według rozmówców reporterki mieszkańcy i władze Kramatorska nie obawiają się użycia przez Rosję broni chemicznej czy atomowej na terenie, który sami określają jako część „ruskiego miru” — oceniają, że trudno byłoby to politycznie uzasadnić. Największą obawą pozostają ataki lotnicze.
Konstantynówka — zbombardowana szkoła pełniąca funkcję schronu
W Konstantynówce reporterka dotarła dzień po serii nalotów powietrznych. Zniszczona została tamtejsza szkoła, pełniąca jednocześnie funkcję schronu przeciwlotniczego mogącego pomieścić 90 osób. Według oficjalnych danych władz ukraińskich w wyniku ataku zginęły dwie osoby, a dziewięć zostało rannych. Siła wybuchu była na tyle duża, że w sąsiednim, nieuszkodzonym bezpośrednio budynku mieszkalnym powypadały niemal wszystkie okna. Reporterka zaznaczyła, że władze Ukrainy spodziewały się w najbliższych dniach zmasowanych ataków w całym kraju, ponieważ Rosja w ten sposób obchodziła swoje święto zwycięstwa.
Toreck — miasto górnicze na linii frontu
W Torecku, jednym z ośrodków górniczych Donbasu, reporterka opisała działające tam dotąd dwie kopalnie węgla kamiennego, w których wydobycie odbywa się ręcznie, przy użyciu młotów pneumatycznych, bez mechanizacji znanej z polskich kopalni. Miasto, liczące przed wojną ponad 30 tysięcy mieszkańców, w chwili nagrania było niemal całkowicie wyludnione, a linia frontu znajdowała się w odległości około 40–50 kilometrów od okupowanego od 2014 roku Doniecka. W trakcie nagrania słychać było odgłosy walk toczących się w bezpośrednim sąsiedztwie, w tym intensywny ostrzał pobliskiej miejscowości New York, gdzie — jak wskazała reporterka — znajduje się fabryka fenolu oraz ważna linia kolejowa. Opisała rozmowę z mieszkańcami, którzy mimo eskalacji ostrzału zdecydowali się pozostać w swoich domach, wyrażając przy tym własne poruszenie skalą zniszczeń i apelując o jak najszybsze zakończenie wojny.
Słowiańsk — symbol wojny z 2014 roku
Kolejnym punktem relacji był Słowiańsk, miasto, które reporterka określiła jako szczególnie sobie bliskie i które — jak zaznaczyła — było punktem, od którego w 2014 roku faktycznie zaczęła się wojna w Donbasie, pozostając wówczas krótko pod rosyjską okupacją. Tuż przed jej przyjazdem na główny plac miasta spadła rosyjska rakieta, której nie udało się zestrzelić — był to już czwarty udany atak rakietowy na Słowiańsk od początku wojny. W chwili nagrania nie było jeszcze informacji o ewentualnych ofiarach czy zniszczeniach.
Reporterka rozmawiała z merem miasta, Wadymem Lachem, który poinformował, że około 70 procent mieszkańców — z niemal 100-tysięcznej populacji sprzed wojny — opuściło Słowiańsk, a władze odradzają powrót, ponieważ sytuacja bezpieczeństwa pozostaje niestabilna, a według dostępnych informacji wojna może potrwać jeszcze rok. Pokazała też zniszczoną szkołę numer 19 przy ulicy Dworcowej, w pobliżu dworca kolejowego, który wcześniej przyjął na siebie ciężar ewakuacji mieszkańców Donbasu, oraz zwróciła uwagę na powszechne w regionie kolejki do stacji benzynowych, będące skutkiem zbombardowania przez Rosjan rafinerii, między innymi w Krymie.
Sołedar — miasto soli i pracy lekarki, która nie wyjechała
Ostatnim miejscem odwiedzonym przez reporterkę był Sołedar, znany z wydobycia soli kamiennej w tamtejszych kopalniach. Baca-Pogorzelska towarzyszyła tam Darii, lekarce, która pozostała w mieście od marca jako jedyna czynna lekarka opiekująca się miejscową ludnością, mimo że inni lekarze wyjeżdżali i nie chcieli wracać — część z nich, z powodów bezpieczeństwa, otrzymała od kierownictwa placówki zgodę na niepojawianie się w pracy. W mieście regularnie odbywały się naloty, w tym bombardowania okolicznych lasów w celu wznoszenia pożarów. Reporterka wspomniała, że przychodnia w Sołedarze otrzymała wsparcie w postaci insuliny od przeniesionego z Doniecka Centrum Kultury Izolacja, dzięki czemu pacjenci mieli następnego dnia otrzymać potrzebne leki.
Materiał opublikowany na kanale Wprost na YouTube (82,9 tys. subskrybentów). Opublikowany 10 maja 2022.