Tomasz Żółciak rozmawiał z generałem Mirosławem Różańskim, byłym dowódcą generalnym rodzajów sił zbrojnych RP i przewodniczącym senackiej komisji obrony narodowej, w programie Tłit Wirtualnej Polski. Rozmowa objęła kryzys orderowy, perspektywy deeskalacji, konferencję URC w Gdańsku oraz plany budowy stałej bazy wojsk USA w Polsce.
Opamiętajcie się — ten spór szkodzi Polsce
Różański zaapelował na wstępie o daleko idące opamiętanie ze strony polityków po obu stronach. Politycy nie powinni nakręcać sytuacji, która jest dla Polski bardzo szkodliwa. Sąsiedztwo Ukrainy jest niezwykle istotne — Rosja została uznana za zagrożenie regionalne na szczytach NATO w Madrycie i Hadze i to powinno być punktem odniesienia, nie bieżące emocje. Polityka — jak powiedział generał — to maraton, nie sprint. Odnosi wrażenie, że ktoś myli te kategorie i pochłonięty przez emocjonalne przyspieszenie, podejmuje decyzje, które będą miały długofalowe konsekwencje.
Ocenił, że decyzja Nawrockiego o odebraniu orderu była zbyt emocjonalna i zbyt szybka. Gest Zełenskiego o nadaniu jednostce nazwy Bohaterów UPA był absolutnie naganny i obie strony polskiej sceny politycznej go skrytykowały — ale Polska powinna była być mądrzejsza i rozwiązać sprawę jeszcze wtedy, zanim doszło do publicznej eskalacji. W momencie gdy przedstawiciel prezydenta odwiedził Warszawę i odbywały się rozmowy w BBN, KPRM i Ministerstwie Spraw Zagranicznych — była szansa, żeby sprawę załatwić dyplomatycznie, bez spektaklu. Tej szansy nie wykorzystano.
Efekt kuli śnieżnej i jedyne remedium
Różański opisał obecną sytuację jako efekt kuli śnieżnej — każdy kolejny gest, każdy kolejny komunikat publiczny dokłada do niej nową warstwę. Wskazał, że Zełenski podejmując decyzję o nazwie jednostki, działał przede wszystkim z myślą o polityce wewnętrznej — jego doradcy prawdopodobnie nie docenili wrażliwości Polaków na kwestie historyczne związane z UPA. To był błąd. Ale teraz lawina ruszyła i obu prezydentom coraz trudniej z niej zejść.
Jedynym skutecznym remedium jest bezpośrednie spotkanie obu prezydentów. Dopóki do niego nie dojdzie, eskalacja będzie trwać. Wszelkie publiczne komunikaty — nawet te rzekomo tłumaczące sytuację — tylko ją nakręcają. Relacja rzecznika Leśkiewicza o nieudanych próbach kontaktu jest jego zdaniem kolejnym elementem konfrontacyjnej retoryki pałacu prezydenta wobec rządu, obliczonej na wyniki wyborcze w 2027 roku — nie elementem autentycznej dyplomacji. Całość powinna się odbywać w zaciszach gabinetów, nie na platformie X.
Różański zaznaczył, że Zełenski też jest w trudnej sytuacji wewnętrznej — kraj jest targany wojną i problemami z korupcją, które mogą być przeszkodą w europejskiej akcesji. Wiele decyzji ukraińskiego prezydenta jest nacelowanych na odbiór wewnętrzny, na nastoje wojska i społeczeństwa. To należy brać pod uwagę, myśląc o możliwościach deeskalacji — Zełenski nie może po prostu wycofać się z decyzji pod presją bez poniesienia politycznych kosztów u siebie.
Groźna inicjatywa zablokowana przez Zełenskiego
Żółciak przywołał nieoficjalne informacje Wirtualnej Polski, według których ukraińscy wojskowi mieli kolejną inicjatywę — nadanie imienia Romana Szuchewycza, głównego dowódcy UPA bezpośrednio odpowiedzialnego za ludobójstwo na Wołyniu, kolejnemu oddziałowi. Zełenski miał tę inicjatywę zatrzymać po tym, jak zaczęła być wywierana presja z polskiej strony. Generał Różański przyjął tę informację bez komentarza, wracając do swojej zasadniczej tezy — że problem należy rozwiązywać na szczeblu obu prezydentów, a nie przez publiczne licytowanie się kolejnymi zdarzeniami.
Zełenski powinien pojawić się w Gdańsku
Różański ocenił, że Zełenski powinien przyjechać do Gdańska na konferencję URC — jego nieobecność byłaby dużym błędem. Konferencja to forum międzynarodowe, gdzie dyskutuje się o kluczowych kwestiach powojennych, i ukraiński prezydent jako współgospodarz powinien być tam obecny. Miernikiem sukcesu konferencji będą jego zdaniem przede wszystkim konkretne ustalenia dotyczące tego, kto i w jakim wymiarze deklaruje zaangażowanie w odbudowę — a w najlepszym przypadku podpisane umowy gospodarcze.
Odniósł się też do braku zaproszenia dla prezydenta Nawrockiego. Wskazał na artykuły 126 i 146 Konstytucji, które dają rządowi większe prerogatywy w obszarze polityki europejskiej niż prezydentowi — konferencja gospodarcza leży w gestii rządu. Zaznaczył jednak, że istniało nieformalne porozumienie między premierem a prezydentem o podziale ról — Tusk miał prowadzić politykę europejską, Nawrocki transatlantycką — i to porozumienie powinno być respektowane. Ocenił, że komentarze kancelarii prezydenta deprecjonujące znaczenie konferencji wpisują się w tę samą konfrontacyjną retorykę pałacu wobec rządu.
Stała baza USA w Polsce — to nie będą koszary, to będzie miasteczko
W drugiej części rozmowy generał obszernie odniósł się do planów budowy stałej bazy pięciu tysięcy żołnierzy amerykańskich w okolicach Wrocławia lub Poznania — kosztem szacowanym na 10-12 miliardów złotych. Różański od razu zaznaczył, że ważniejsze od liczby żołnierzy jest pytanie o zdolności operacyjne — czy będzie to komponent lotniczy na wzór Ramstein, czy lądowy na wzór Wiesbaden. Same liczby bez kontekstu zdolnościowego niewiele mówią.
Przestrzegł też przed mylnym wyobrażeniem o tym, czym jest baza w rozumieniu amerykańskim. To nie są koszary z placem apelowym i magazynami sprzętu. To pełnoprawne miasteczko — z osiedlami mieszkaniowymi, szkołami na różnych poziomach, przedszkolami, infrastrukturą rekreacyjną i zapleczem cywilnym. Żołnierze przyjeżdżają z rodzinami, a łącznie z osobami towarzyszącymi to może być nawet dwadzieścia do dwudziestu pięciu tysięcy ludzi. Lokalizacja w pobliżu dużych miast — Wrocławia lub Poznania — jest logiczna: dostępność do szkół, uczelni, węzłów kolejowych i lotnisk jest w przypadku tak dużej społeczności kluczowa.
Generał oparł się na własnym doświadczeniu z negocjacji w 2015-2016 roku dotyczących rotacyjnego rozmieszczenia Brygadowej Grupy Pancernej — samo to przedsięwzięcie wymagało blisko roku intensywnej pracy planistycznej, rekonesansów i uzgodnień ze stroną amerykańską. Stała baza to przedsięwzięcie wielokrotnie bardziej złożone. Polecił lekturę porozumienia z 15 sierpnia 2020 roku między rządami Polski i USA dotyczącego pobytu wojsk amerykańskich — jego szczegółowość pokazuje skalę wyzwania. Budowa nie stanie się faktem z dnia na dzień, nie z tygodnia na tydzień — to wieloletni proces.
Stany Zjednoczone — turbulentne, ale wiarygodne
Zapytany o to, na ile Ameryka Trumpa jest przewidywalnym sojusznikiem, Różański odpowiedział ostrożnie. Stany Zjednoczone są krajem demokratycznym z cyklicznymi wyborami, a obecna administracja jest charakterystycznie turbulentna i zmienna — Trump zaskakuje komunikatami, które bywają niekomfortowe dla Europejczyków. Mimo to generał odrzucił scenariusze, w których USA nie stanęłyby w obronie Polski. Artykuł piąty traktatu NATO pozostaje gwarantem bezpieczeństwa, a Stany Zjednoczone jako filar sojuszu transatlantyckiego są elementem, na którym opiera się polska strategia bezpieczeństwa.