Robert Mazurek opublikował na Kanale Zero komentarz do kryzysu orderowego i nieobecności Zełenskiego na konferencji URC w Gdańsku, skupiając się na konsekwencjach dla Donalda Tuska, realnym znaczeniu samej konferencji oraz długofalowych skutkach dla Ukraińców mieszkających w Polsce.
Morał na początku: kto pod kim dołki kopie
Mazurek zapowiedział morał swojego komentarza już na wstępie: kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada. Kopaczem jest tu Donald Tusk, który z konferencji w Gdańsku chciał uczynić swój wielki osobisty triumf dyplomatyczny — i dostał kompletną porażkę.
Zełenski zlekceważył order, obraził prezydenta i wykpił Polskę
Mazurek odtworzył chronologię kryzysu. Po nadaniu jednostce nazwy Bohaterów UPA Nawrocki dał Zełenskiemu czas na rozmowę telefoniczną i jakąś formę wycofania się z decyzji. Zełenski ten czas zbagatelizował, uznając że z Polakami liczyć się nie musi. Odesłał order kurierem, a następnie publicznie stwierdził, że Nawrocki zachowuje się jak Orban i też źle skończy, oraz że bez Ukrainy Polska by nie przeżyła. Mazurek ocenił to jako objawienie piramidalnej arogancji, którą polscy politycy znali wcześniej — teraz zobaczyła ją cała polska opinia publiczna.
Tusk chciał triumfu — dostał klęskę
Plan Tuska był czytelny: konferencja w Gdańsku jako jego wielka scena — gospodarz przyjmujący europejskich polityków i Zełenskiego, podczas gdy Nawrocki mógłby sobie pójść na siłownię. 18 czerwca Tusk spotkał się z Zełenskim i Sybichą w Brukseli — komunikat po spotkaniu był ogólnikowy. Plan się nie powiódł. Do Gdańska zamiast prezydenta przyjedzie premier i przewodnicząca parlamentu Ukrainy — w ukraińskiej hierarchii politycznej postacie drugiego szeregu. Tymczasem najważniejsze spotkanie dotyczące Ukrainy odbywa się nie w Gdańsku, lecz w Berlinie — w środę zbiera się tam grupa E5 z przywódcami Niemiec, Francji, Włoch i Polski. Jak zauważył Mazurek — o najważniejszych sprawach zawsze dyskutuje się w Berlinie, nie w Warszawie ani Gdańsku.
Konferencja w Gdańsku — doroczne targi, nie przełom
Mazurek zdementował narrację o historycznym znaczeniu konferencji. To dziewiąte z kolei doroczne spotkanie, odbywające się co roku w innym miejscu — od Kijowa po Toronto, rok temu w Rzymie. Najważniejsze decyzje dotyczące odbudowy Ukrainy zapadną nie na targach biznesowych, lecz w zaciszach gabinetów, i nie wcześniej niż po zakończeniu działań wojennych. Poza tym na Ukrainie wszystko obłożone jest podatkiem korupcyjnym — wielkie deale robi się wiedząc komu i ile zapłacić, a Polacy w tej grze zazwyczaj są na straconej pozycji. Do Gdańska jedzie dwieście polskich firm — jeśli uda im się podpisać kontrakt i faktycznie dostać za pracę pieniądze, Mazurek szczerze gratuluje. Ale nikomu nie należy mydlić oczu, że to wydarzenie przełomowe.
Największymi przegranymi będą Ukraińcy w Polsce
Mazurek zakończył gorzką refleksją. Na tej grze o ukraińską dumę i polskie interesy najwięcej stracą Ukraińcy mieszkający w Polsce. Trudno przewidzieć, że arogancja i buta Zełenskiego nie pogorszą nastrojów Polaków wobec Ukraińców jako takich. W 2022 roku Polacy otworzyli domy, portfele i serca — szczerze i autentycznie. Dlaczego to wszystko miałoby pójść w niepamięć z powodu jednego człowieka i jego brutalnej gry politycznej? Niestety — ocenił Mazurek — polityka czasami wygrywa nad relacjami między zwykłymi ludźmi. I to jest znacznie bardziej gorzka lekcja z tej całej historii niż jakakolwiek porażka Tuska.