Mentzen w Mentzen Grilluje: decyzja Nawrockiego była jednoznacznie pozytywna. Polskie firmy i tak nie odbudują Ukrainy

Sławomir Mentzen, lider Konfederacji, poświęcił 95. odcinek swojego programu Mentzen Grilluje między innymi kryzysowi orderowemu i jego konsekwencjom dla relacji polsko-ukraińskich oraz dla polskiego biznesu.

Decyzja słuszna — jedyny zarzut to spóźnienie

Mentzen ocenił odebranie Zełenskiemu Orderu Orła Białego jako bardzo dobrą decyzję, która powinna zapaść dużo wcześniej. Tydzień wcześniej publicznie zastanawiał się, dlaczego prezydent tyle czeka — skoro już zapowiedział odebranie orderu, zwlekanie groziło poważną utratą wiarygodności. Na szczęście dłużej to nie trwało.

Formalnym pretekstem do odebrania orderu było nadanie jednostce wojskowej nazwy Bohaterów UPA, ale Mentzen podkreślił, że to tylko jedna część problemu — i bynajmniej nie najważniejsza. Dużo poważniejszy jest fakt, że cała Ukraina jako państwo oficjalnie czci Banderę, UPA i zbrodniarzy wojennych oraz ludobójców. Dzieje się to od lat i za rządów Zełenskiego ten kult jeszcze się nasilił. W związku z tym Polska nie miała żadnego powodu, żeby wręczać Zełenskiemu jakikolwiek order — niezależnie od tego, czy cofnąłby decyzję o nazwie jednostki, czy nie. Powody do odebrania odznaczenia istnieją dużo głębsze i dużo poważniejsze.

Podział polskiej opinii publicznej

Mentzen skomentował podział w debacie publicznej po decyzji Nawrockiego. Większa część Polaków jest zadowolona — każdy rozumie, dlaczego Zełenski nie powinien mieć polskiego orderu. Natomiast część komentatorów i polityków, przede wszystkim związanych z Platformą Obywatelską, jest oburzona. Mentzen ocenił to jako przykład trwałego polskiego problemu: w sporach międzynarodowych dotyczących wspólnej historii i faktów z XX wieku część opinii publicznej staje po stronie obcego państwa, a nie własnego. To dziwne i niestety niezaskakujące zarazem.

Na Ukrainie tymczasem dzieje się coś zupełnie innego. Tam w zasadzie wszyscy popierają decyzję Zełenskiego — do tego stopnia, że swoje polskie ordery zaczęli zwracać wszyscy poprzedni prezydenci Ukrainy: Kuczma, Poroszenko, Juszczenko. Ordery zwróciły też inne ważne osoby — były premier Hrojsman, szef MSZ Sybicha, ambasador Ukrainy w Polsce Bodnar, szef Gabinetu Prezydenta Budanow, zastępca biura Prezydenta Żowkwa. To skłoniło Mentzena do refleksji: czemu oni wszyscy w ogóle mają polskie ordery?

Rozumie jeszcze tradycję nadawania orderów głowom państw, ale dlaczego polskie odznaczenia trafiają do ambasadorów, szefów gabinetów i zastępców szefów biur? Polityka orderowa byłego prezydenta Andrzeja Dudy wobec Ukrainy — zdaniem Mentzena — spektakularnie bankrutuje właśnie na oczach opinii publicznej. To będzie jedna z największych, jeśli nie największa porażka jego prezydentury. Duda pod koniec kadencji sam poczuł się zdradzony przez Zełenskiego, ale wtedy już nic od niego nie zależało.

Argument o radości Rosji — odrzucony

Mentzen odrzucił argument, że odebranie orderu jest błędem, bo cieszy Rosję. Jako dowód radości Rosjan przytaczany jest wpis Miedwiediewa na Twitterze — co Mentzen uznał za zrozumiałe: oczywiście Rosja cieszy się ze sporu polsko-ukraińskiego, skoro Polska wspiera Ukrainę w wojnie z Rosją. Ale przyczyną sporu była decyzja Zełenskiego o nadaniu jednostce nazwy Bohaterów UPA — to on uruchomił tę sekwencję zdarzeń. Jeśli Miedwiediew się cieszy, to cieszy się z decyzji Zełenskiego, na którą Polska nie mogła nie zareagować.

Poza tym — dodał Mentzen — politycy powinni podejmować decyzje korzystne dla Polski, a nie zastanawiać się, kto się z nich ucieszy lub nie. Kto się cieszy to kwestia zupełnie drugorzędna.

Argument o historii — odrzucony

Mentzen odrzucił też argument, że Polacy za bardzo żyją historią i że poważne narody tak nie robią. Zwrócił uwagę na asymetrię: zarówno decyzja Zełenskiego, jak i decyzja Nawrockiego dotyczyły polityki symbolicznej i historycznej. Nie było tak, że Zełenski wykonał gest symboliczny, a Polska odpowiedziała jakimś realnym posunięciem — zamknięciem lotniska, wstrzymaniem przebudowy linii kolejowej czy nałożeniem sankcji. W odpowiedzi na gest symboliczny padł gest symboliczny. To adekwatna, proporcjonalna odpowiedź.

Polskie firmy i tak nie odbudują Ukrainy

Mentzen zanegował argument, że kryzys zablokuje udział polskich firm w odbudowie Ukrainy. Stwierdził wprost: polskie firmy prawdopodobnie i tak nie odbudowywałyby Ukrainy — i to niezależnie od całej afery orderowej.

Pierwszy sygnał pojawił się dawno temu, gdy Ukraina opublikowała mapę stref odbudowy przypisanych poszczególnym państwom. Polska flaga umieszczona jest na Donbasie — regionie zajętym przez Rosję. Żeby polskie firmy mogły tam pracować, Ukraina musiałaby najpierw odzyskać te tereny. Na razie prawdopodobieństwo tego jest niewielkie, więc polskich firm tam w przewidywalnej przyszłości i tak nie będzie.

Niezależnie od tego Mentzen wskazał trzy strukturalne powody, dla których polskie firmy nie chcą inwestować na Ukrainie. Pierwsza to korupcja na niespotykaną w Polsce skalę. Polskie firmy wprost przyznają, że nie wiedzą komu i jak płacić łapówki, a spółki giełdowe w ogóle nie są w stanie ich zaksięgować. Jeden z przedsiębiorców powiedział wprost: jestem spółką giełdową, jak mam zaksięgować korupcję dla ukraińskich polityków i urzędników? Polscy przedsiębiorcy z lat dziewięćdziesiątych pewnie lepiej by sobie z tym poradzili niż ci obecni, nastawieni na uczciwy biznes.

Druga to zasada wzajemności — Ukraina oczekiwałaby otwarcia polskiego rynku dla ukraińskich firm w zamian za dostęp do rynku ukraińskiego, a Polska się na to nie zgodzi, bo nie zamierza otwierać swojego rynku dla wielkich koncernów ukraińskich oligarchów. Trzecia to trwająca guerra — pracownicy po prostu nie chcą jeździć do stref aktywnych działań zbrojnych, bo są bezpieczniejsze miejsca na prowadzenie interesów.

Sprawa Control Process — ostrzeżenie dla polskiego biznesu

Mentzen przytoczył szczegółowo sprawę polskiej firmy Control Process, która budowała we Lwowie zakład przetwarzania odpadów za ponad trzydzieści milionów euro, sfinansowany częściowo przez Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju. Przy 95-procentowym stopniu ukończenia Ukraińcy zaczęli robić problemy, odmówili zapłaty i zaczęli wymuszać zmianę warunków kontraktu. Kiedy polska firma się nie zgodziła, została wyrzucona z placu budowy. Nie pozwolono jej nawet zabrać sprzętu wartego prawie dziesięć milionów euro. Firma wygrała siedem arbitraży. Ukraińska instytucja antykorupcyjna NABU przeprowadziła kontrolę i stwierdziła, że Lwów łamie ukraińskie przepisy. Lwów zignorował wszystkie te rozstrzygnięcia. Straty firmy szacowane są na około osiemnaście milionów euro.

Mentzen ocenił, że mając tego rodzaju przykłady — gdzie wyroki arbitrażowe nic nie znaczą, własna instytucja antykorupcyjna potwierdza nieprawidłowości, a i tak nic się nie dzieje — trudno się dziwić polskim firmom, że nie chcą wchodzić na Ukrainę. Ani Ukraińcy nie potrzebują polskich firm, ani polskie firmy nie palą się do inwestowania na Ukrainie. Z całej historii o odbudowie Ukrainy przez Polskę prawdopodobnie nic nie będzie — i decyzja Nawrockiego w tym sensie niczego nie zmieniła.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *