Piotr Zychowicz, publicysta i autor książek historycznych, komentował na żywo decyzję prezydenta Nawrockiego o odebraniu Orderu Orła Białego Zełenskiemu i reakcje obu stron.
Operetkowy gest, ale konieczny
Zychowicz ocenił, że odebranie orderu jest gestem symbolicznym — i to w jego ocenie słabym. Zażartował, że Zełenski pewnie nawet nie wiedział, że ten order ma, skoro nadał mu go prezydent Duda. To nie są realne środki nacisku. Realne lewary to byłoby zasugerowanie zablokowania ukraińskiego akcesji do Unii Europejskiej, wstrzymanie Starlinków, utrudnienia z dostawami broni przez Rzeszów. To są rzeczy, które Ukraina by poczuła.
Ale — skoro Polska zapowiedziała odebranie orderu i dała Ukrainie prawie dwa tygodnie na reakcję, a Ukraina z tej furtki nie skorzystała — nie było już wyjścia. Nieodebranie orderu w tej sytuacji byłoby jeszcze gorszą katastrofą. Polska okazałaby się totalnymi miękkiszonami. Jak powiedziało się A, trzeba było powiedzieć Z.
Kapituła i procedura
Zychowicz wyjaśnił kulisy decyzji. 8 czerwca zebrała się kapituła Orderu Orła Białego — w jej skład wchodzą Zofia Romaszewska, Michał Kleiber, Bronisław Wildstein i profesor Wojciech Rożkowski. Wbrew wcześniejszym przeciekom o podziale w kapitule, rekomendacja okazała się jednoznaczna: order należy odebrać, chyba że strona ukraińska wykona jednoznaczny gest. Strona polska dała Ukrainie czas i furtkę — mogła zmienić nazwę jednostki na dowolną inną, choćby imienia Petlury czy obrońców Azowstalu. Ukraińcy nie skorzystali. Według źródeł z kapituły Budanow podczas wizyty w Warszawie proponował co najwyżej przemianowanie na bohaterów UPA walczących z Sowietami — co Zychowicz ocenił jako zgniły kompromis, bo ci sami ludzie mordowali Polaków.
Reakcje ukraińskie — Budanow i Jarosz
Zychowicz omówił oświadczenie Budanowa, który oddał Złoty Krzyż Oficerski Orderu Zasługi RP i napisał, że decyzja Nawrockiego jest prezentem dla moskiewskiego agresora. Zychowicz ocenił to ostro: dziwnym trafem Zełenski nie zastanawiał się, że nadając imię UPA jednostce wojskowej, robi prezent Moskwie. Wtedy to nie jest prezent dla agresora — problem jest wtedy, kiedy Polska reaguje.
Budanow argumentował też, że orderu nie odebrano Mussoliniemu. Zychowicz odrzucił tę analogię: Mussolini nie wydał rozkazu wymordowania Polaków. Włosi nie zrobili Polakom żadnej krzywdy. Abisynia mogłaby mieć pretensje do Mussoliniego — Polska nie ma powodów.
Osobno Zychowicz odnotował wypowiedź Dmytra Jarosza — szefa Ukraińskiej Armii Ochotniczej, który zasłynął twierdzeniem, że Ukraińcy mieli prawo zabijać Polaków na Wołyniu, bo byli okupantami. Tym razem Jarosz napisał, że Polacy oślepieni szowinizmem odmawiają pójścia naprzód, a polscy politycy to — użył wulgarnego określenia. Zychowicz pozostawił tę wypowiedź bez komentarza.
Argument Rosji — kto naprawdę robi jej prezent
Zychowicz odniósł się do powtarzanego argumentu, że odebranie orderu działa na korzyść Rosji. Miedwiediew triumfował, Rosjanie się cieszą — to prawda. Ale — podkreślił Zychowicz — to nie Polska wygenerowała ten problem. Nie byłoby awantury, gdyby Zełenski nie podjął decyzji o gloryfikacji UPA. Ukraińcy nie muszą się liczyć z tym, że robią prezent Moskwie — ten argument dotyczy wyłącznie strony polskiej, która zawsze musi się cofać.
Ma też dość tego argumentu: za każdym razem kiedy Ukraina robi Polsce afront historyczny, Polska musi milczeć w imię tego, że Rosja na tym skorzysta. Ukraińcy generują problemy, a Polska musi się zawsze wycofywać.
Kontrasygnata Tuska
Zychowicz ocenił, że jeśli Ukraina nic nie zrobi, Tusk prawdopodobnie podpisze. Bez kontrasygnaty decyzja prezydenta pozostaje tylko deklaracją na papierze. Testem dla premiera będzie właśnie ta decyzja.
Polska i Ukraina — rywale po wojnie
Zychowicz przedstawił szerszą tezę geopolityczną. Cała afera historyczna jest jego zdaniem tylko objawem głębszego zderzenia strukturalnego między Warszawą a Kijowem o to, kto będzie najsilniejszym graczem w Międzymorzu.
Polska ma poczucie, że jest największym, najlepiej zorganizowanym państwem regionu — najbogatszym, z najbardziej spektakularną historią sukcesu po 1989 roku, w top dwudziestu największych gospodarek świata. Ukraińcy z kolei mają poczucie euforii: postawili się Rosji, obronili niepodległość, mają fantastyczne technologie dronowe, armię wielokrotnie silniejszą od polskiej i doświadczenie bojowe. Uważają, że to oni powinni rozdawać karty w regionie, nie Polacy.
W związku z tym — na odcinku antyrosyjskim mamy wspólnotę interesów, ale w wielu innych sprawach będziemy się kłócić. Ukraina z czarnoziemami w Unii Europejskiej zdmuchnie polskich producentów rolnych z europejskich rynków. Branża transportowa — kolejny punkt sporu. Ukraińcy woleliby żeby ich odbudowywały firmy niemieckie, nie polskie — bo po co budować siłę rywala.
Technologie dronowe — rysa na obrazie
Zychowicz wyraził żal, że awantura może pokrzyżować transfer technologii dronowych od Ukrainy. Polska miała przekazać ostatnie 14 MiGów w zamian za ukraińskie know-how w dziedzinie dronów. Ukraina nie wywiązała się z obietnicy — technologii nie przekazała. W interesie każdego kraju jest, żeby sąsiedzi byli słabsi, nie silniejsi — to podstawa realizmu geopolitycznego. Może Ukrainie wcale nie zależy na tym, żeby Polska te technologie dostała.
Konkluzja
Zychowicz podsumował: wkraczamy w erę realizmu i stosunków kupieckich. Ty mi robisz dobrze, to ja tobie, ty mi robisz kuku, ja tobie. Nie ma już miejsca na romantyczną politykę miłości wobec Ukrainy, którą Polska prowadziła przez pierwsze dwa lata wojny, dając sprzęt wojskowy i licząc na przyszłą wdzięczność. To nie działa. Przykro, że polscy politycy uczą się zawsze na żywym organizmie.