Cheda u Pińskiego: Niemcy budują z Ukrainą wspólny projekt dominacji nad Polską
Wspólna, sięgająca korzeniami dwudziestolecia międzywojennego strategia niemiecko-ukraińska wymierzona w polskie interesy, kulisy kwietniowego szczytu Berlin-Kijów, geneza ukraińskiej państwowości jako projektu austro-węgierskiego oraz brak spójnej polskiej polityki zagranicznej — to główne wątki live’a, w którym Jan Piński rozmawiał z majorem wywiadu Robertem Chedą.
Kwietniowy szczyt w Berlinie i cena za niemieckie wsparcie
Cheda rozpoczął od przypomnienia, że w kwietniu tego roku w Berlinie odbył się pierwszy od dwudziestu lat międzyrządowy szczyt niemiecko-ukraiński z udziałem Wołodymyra Zełenskiego i kanclerza Friedricha Merza, podczas którego ogłoszono niemiecko-ukraińskie partnerstwo strategiczne. Wymienił konkretne elementy niemieckiej oferty: wsparcie obrony powietrznej w postaci kolejnych systemów IRIS-T, sfinansowanie kilkuset pocisków do baterii Patriot oraz 50 tysięcy dronów niemieckiej produkcji, a także zapowiedź wspólnej produkcji dronów średniego i dalekiego zasięgu z wykorzystaniem ukraińskich technologii — co Cheda określił jako „broń długiej ręki”. Merz zapowiedział również dostawy amunicji artyleryjskiej kalibru 155 milimetrów, w której produkcji Niemcy są liderem, oraz wymianę cyfrowych danych z pola walki, cenną, jego zdaniem, przede wszystkim dla samych Niemiec. Ustalenia szczytu zwieńczyła umowa o niemieckim udziale w odbudowie Ukrainy — co Cheda skwitował stwierdzeniem, że to właśnie Niemcy będą odbudowywać ten kraj.
Cheda ocenił, że w zamian za to wsparcie Zełenski zobowiązał się przekazywać Berlinowi to, czego nie zamierza przekazywać Polsce, a najważniejszym z punktu widzenia prezydenta Ukrainy elementem porozumienia było zobowiązanie Niemiec do przyspieszenia akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej.
Model stowarzyszenia „tylnymi drzwiami”
Cheda wskazał, że już miesiąc później, w maju, Berlin ogłosił inicjatywę specjalnego modelu integracji ukraińskiej z Unią Europejską — statusu stowarzyszeniowego bez precedensu w dotychczasowej praktyce UE, określonego przez Niemcy jako gest skierowany wyłącznie do Ukrainy. Model ten, jak wyjaśnił, zakłada stałą obecność Ukrainy w unijnych instytucjach, udział w pracach politycznych, szczytach i spotkaniach ministerialnych, jednak bez prawa głosu w głosowaniach. Ocenił, że choć Zełenski publicznie twierdzi, iż Ukrainie nie zależy na wersji „Unia Europejska Light”, to w praktyce z entuzjazmem przyjął to rozwiązanie uzgodnione z Merzem.
Cheda argumentował, że nawet bez formalnej akcesji — na którą i tak nie zgodziłaby się Polska — stała obecność i udział w pracach unijnych instytucji pozwoli Ukrainie budować własne wpływy zarówno w samych instytucjach, jak i w poszczególnych państwach członkowskich, przepychając ukraińskie interesy i budując proukraińską koalicję. Ocenił, że jeśli ten plan się powiedzie, Ukraina osiągnie faktyczne korzyści członkostwa via Berlin, przez co polski sprzeciw wobec oficjalnej akcesji Kijowa straci praktyczne znaczenie — Ukraina będzie miała już załatwione wszystko, na czym jej zależy.
Timing prowokacji wokół UPA
Cheda powiązał te wydarzenia z decyzją Zełenskiego o nadaniu ukraińskiej jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA, którą określił jako prowokację zaplanowaną od początku, a nie spontaniczny incydent bez kontekstu. Postawił pytanie, czy prowokacja ta odbyła się za wiedzą lub zgodą Berlina, i sam na nie odpowiedział twierdząco — jego zdaniem leży to w niemieckim interesie odbudowy dominującej pozycji w Europie, w tym w naszym regionie, zarówno gospodarczo, politycznie, jak i — co nowe w niemieckiej polityce — militarnie.
Ocenił, że tej odbudowie zaczęła zagrażać Polska, między innymi poprzez inicjatywę Międzymorza oraz rosnące zdolności koalicyjne w ramach Unii Europejskiej. Nieprzypadkowo, jak zaznaczył, w momencie finalizowania partnerstwa niemiecko-ukraińskiego Berlin odmówił podpisania polsko-niemieckiego Traktatu Bezpieczeństwa — ponieważ rolę głównego militarnego partnera na wschodniej flance Niemcy przydzielili Ukrainie.
Strategia „dziel i rządź” i niemieckie interesy gospodarcze
Cheda ocenił to jako realizację niemieckiej polityki dziel i rządź — skłócona Europa Środkowo-Wschodnia to, jego zdaniem, powrót do koncepcji niemieckiej Mitteleuropy, regionu będącego zapleczem produkcyjnym i podwykonawczym niemieckiej gospodarki. Wskazał, że Niemcy już inwestują w ukraiński przemysł zbrojeniowy, który w efekcie stanie się de facto przemysłem zbrojeniowym Niemiec, finansowanym niemieckim kapitałem. Ocenił, że to zakrawa na niemiecki monopol militarny w Europie realizowany z udziałem Ukrainy — kraju posiadającego już najsilniejszą armię na kontynencie, do którego dołączy wkrótce rozbudowywana przez Merza Bundeswehra, mająca stać się największą liczebnie i najnowocześniejszą armią w Europie. W efekcie Polska, zdaniem Chedy, znajduje się w politycznych, ekonomicznych, wojskowych i zbrojeniowych kleszczach niemiecko-ukraińskich, będąc zbyt słabą, by samodzielnie przeciwstawić się niemieckiej dominacji.
Międzymorze jako polska odpowiedź
Cheda przedstawił polską inicjatywę Międzymorza — określaną przez prawicę tym mianem, a przez obecną koalicję rządzącą jako „koalicję chętnych” — obejmującą docelowo Skandynawię, trzy państwa bałtyckie, Polskę, Ukrainę, Rumunię i Turcję. Ocenił, że choć formalnie inicjatywa ta skierowana jest przeciwko Rosji, zabezpieczając niezależność energetyczną i kumulując siłę wojskową uczestników, to w praktyce jest wymierzona również przeciwko próbie zdominowania regionu przez Niemcy, ponieważ każda niezależność regionu zwiększa jego zdolność przeciwstawienia się Berlinowi. Zaznaczył, że dziś Niemcy poprzez Ukrainę próbują przejąć ten projekt z rąk Polski, budując swoje „Międzymorze” wokół Kijowa, nie Warszawy.
Ukraina „wchodzi na te same grabie” — powtarzalny wzorzec historyczny
Cheda przedstawił szereg historycznych analogii, w których Ukraina wielokrotnie próbowała budować własną państwowość w oparciu o Niemcy, za każdym razem kończąc się to niekorzystnie. Przywołał rok 1918 i dyktaturę Hetmana Pawła Skoropadskiego, budowaną wyłącznie dzięki obecności kajzerowskiej armii niemieckiej okupującej Ukrainę — projekt ten zakończył się niczym, gdy Niemcy w 1922 roku w Rapallo dogadali się z bolszewikami. Wspomniał również okres międzywojenny i lata wojny, gdy Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, o czym mówił Piński, jednoznacznie opierała się na proniemieckiej frakcji licząca na budowę niepodległej Ukrainy jako satelity III Rzeszy.
Trzecim przykładem, zdaniem Chedy, był rok 2014 — po aneksji Krymu i oderwaniu części obwodów donieckiego i ługańskiego Ukraina, podobnie jak dziś, odsunęła Polskę od pośrednictwa w relacjach z Europą, stawiając na Niemcy, które wraz z Francją tworzyły format normandzki negocjacji z Rosją. Cheda przypomniał, że gwarantem porozumień mińskich był Berlin, a mimo to nic z nich nie wyszło, ponieważ Putin wykorzystał przerwę między 2014 a 2022 rokiem na przygotowanie pełnoskalowej agresji. Ocenił, że w 2026 roku Ukraina ponownie wchodzi na te same grabie, nie zdając sobie sprawy, że jest przedmiotem niemieckiej gry o dominację w Europie Środkowej i normalizację relacji z Rosją — za tę normalizację ostatecznie zapłaci sama Ukraina.
Rozmowy o normalizacji relacji niemiecko-rosyjskich w Baku
Cheda przywołał spotkanie przedstawicieli rządzących Niemcami partii CDU i SPD, które odbyło się w ubiegłym tygodniu w Baku — jego zdaniem poświęcone sondowaniu możliwości normalizacji relacji niemiecko-rosyjskich, w tym powrotu do importu rosyjskiego gazu i ropy naftowej. To właśnie w tym kontekście określił obecną strategię Ukrainy jako powtórkę z historii — próbę budowania swojej pozycji w oparciu o Niemcy, mimo że te równolegle prowadzą rozmowy zbliżeniowe z Moskwą.
Brak polskich zaniedbanych szans w relacjach z Ukrainą
Cheda skrytykował brak polskiej strategii budowania wpływów na Ukrainie w czasie wojny — Polska, jego zdaniem, oddała za darmo całe przekazane uzbrojenie, zamiast krok po kroku budować sieć koncesji gospodarczych, handlowych i inwestycyjnych w zamian za dostawy broni, funkcjonowanie hubu logistycznego czy przyjęcie miliona uchodźców na prawach zbliżonych do polskich obywateli. Ocenił, że rząd PiS niczego takiego nie zrobił, w efekcie czego Polska nie ma dziś ani sieci koncesyjnej na Ukrainie, ani żadnych spisanych zobowiązań ukraińskich, a udział Polski w odbudowie kraju pozostaje mglisty i ograniczony, ponieważ Ukraina oprze swoją odbudowę na Niemczech jako jedynym partnerze dysponującym odpowiednimi zasobami. Nazwał to pragmatyczną, choć wymierzoną w Polskę strategią Kijowa — budowania swojej pozycji w Europie poza formalnymi strukturami integracyjnymi, w oparciu o Berlin.
Podsumowując ten wątek, Cheda zaapelował o odrzucenie złudzeń wobec Ukrainy — wdzięczności, wspólnych wartości czy sporów historycznych, w tym niekwestionowanego jego zdaniem faktu dopuszczenia się przez Ukrainę ludobójstwa na Polakach — na rzecz pragmatycznego założenia, że Ukraina jest najpoważniejszym konkurentem Polski w regionie, zdolnym posunąć tę konkurencję aż do wrogości i konfliktów.
Ukraiński kompleks wobec Polski
Piński uzupełnił tę część rozmowy własną obserwacją, wskazując na trójwarstwowy kompleks Ukrainy wobec Polski: kompleks posiadania słabszej historii i elit, kompleks bycia częścią dawnego państwa polskiego oraz kompleks przegranej wojny o własną państwowość w 1918 roku, po której Ukraińcy budowali państwo jeszcze przez kolejne 80 lat, podczas gdy Polska swoje państwo już wtedy posiadała. Wskazał również na kompleks wynikający z faktu, że w 1991 roku Ukraina była najbogatszym krajem w regionie i nie potrafiła tego wykorzystać, podczas gdy Polska, startując z gorszej pozycji, jest dziś ponad trzy razy bogatsza.
Cheda odniósł się do tej obserwacji, oceniając, że świadome tych kompleksów ukraińskie elity postanowiły nie tylko skanalizować wynikającą z nich wrogość wobec Polski dla uzyskania efektu wyborczego, ale realizują całą strategię niedopuszczenia do nadmiernego wzmocnienia się Polski jako niekwestionowanego lidera regionu. Ocenił, że ponieważ Ukraina jest zbyt słaba, by konkurować z Polską samodzielnie, opiera się na Niemczech — podobnie jak sama Polska jest wciąż zbyt słaba wobec Niemiec, choć coraz groźniejsza dla ich dominacji. Podkreślił jednak, że taka strategia wymaga zgody dwóch stron — bez akceptacji i wizji realizacji niemieckich interesów na Ukrainie Berlin nie zgodziłby się na tego rodzaju partnerstwo.
Austro-węgierskie korzenie współczesnej ukraińskiej państwowości
Piński przeszedł do genezy współczesnej koncepcji państwa ukraińskiego, wskazując, że sama nazwa i idea narodziły się w Wiedniu w XIX wieku, jako element strategii utrzymania spójności monarchii austro-węgierskiej. Wyjaśnił, że Austria, jedno z państw niemieckich obok Prus, nie została objęta zjednoczeniem pod pruskim przywództwem, ponieważ sama konkurowała z Prusami o prymat w zjednoczeniu — po przegranej wojnie z Bismarckiem w 1866 roku, w której kanclerz Prus nie mógł zdobyć Wiednia z powodu braku sfinansowania dalszej kampanii (co Piński powiązał żartobliwie z wprowadzoną wówczas reformą emerytalną Bismarcka, przyznającą świadczenia od 85. roku życia i finansującą, jego zdaniem, późniejsze działania wojenne), Austro-Węgry pozostały odrębnym mocarstwem.
Piński wyjaśnił, że stanowiący zaledwie 16 procent monarchii Austriacy wymyślili wzmocnienie Rusinów jako przeciwwagę zarówno dla Polaków, jak i dla działającej na tych terenach opcji prorosyjskiej, głoszącej, że wszystko, co rusińskie, należy do Rosji. Podkreślił, że nawet sama nazwa „Ukraina” została wypromowana specjalnie po to, by odróżnić się od nazw rusińskich. Cheda uzupełnił tę myśl, przywołując opinię historyka Jarosława Hrycaka, według którego termin ten pierwotnie oznaczał po prostu polską okrainę — kresy, koniec dawnej Rzeczpospolitej.
Represje językowe po obu stronach zaborów
Piński i Cheda zgodnie wskazali, że zarówno Rosja carska, jak i Austro-Węgry prowadziły politykę wymierzoną w polskość na tych terenach, choć w przeciwnych kierunkach. Cheda przypomniał carski dekret emski z lat 70. (a właściwie, jak sprecyzował, lat 60.) XIX wieku, zakazujący uznawania języka ukraińskiego za odrębny język — Rosja postrzegała bowiem Ukraińców jako produkt polskich elit wymierzony w Rosję. Piński dodał, że pierwsze ustawy wymierzone w język rusiński pojawiły się już w XVII wieku, wraz z rozpoczęciem przez Rosję rusyfikacji wschodniej Ukrainy, oferując miejscowym elitom włączenie się w struktury imperialne w zamian za uprzywilejowany status.
Piński przywołał także XVIII-wieczną kolonizację i legendę tak zwanych wiosek potiomkinowskich wzdłuż Dniepru, budowanych przez Grigorija Potiomkina — polskiego szlachcica biegle władającego polskim i uważającego się za Polaka — na pokaz dla carycy podczas jej podróży rzeką. Cheda uzupełnił ten wątek historią hetmana Mazepy, polskiego szlachcica, który po stronie rosyjskiej cieszył się początkowo autonomią kozacką, jednak po zdradzie Piotra Wielkiego i przyłączeniu się do szwedzkiego króla Karola w wojnie północnej doprowadził do zmasakrowania i zburzenia Siczy — część kozaków wylądowała wówczas na terenach dzisiejszego Krasnodaru i przedpola Kaukazu, co później, przy wytyczaniu granic sowieckiej Ukrainy, skłaniało ukraińskich bolszewików do prób włączenia w jej granice terenów aż po Stawropol i Rostów nad Donem.
Hruszewski i sowiecka „ukrainizacja”
Cheda podkreślił, że narodowość ukraińska była tworzona odgórnie, przywołując postać historyka Mychajła Hruszewskiego, uważanego za ojca koncepcji odrębnej, nierosyjskiej ukraińskiej państwowości i narodowości — Hruszewski, uciekając z Kijowa, gdzie był prześladowany, znalazł schronienie na Uniwersytecie Lwowskim, działając pod nadzorem austriackich służb, i to właśnie tam napisał historię Ukrainy wykładającą koncepcję odrębności etnicznej, językowej i kulturowej od Rosji. Cheda ocenił, że stworzone przez niego podwaliny państwowości zrealizowali w dużej mierze ukraińscy bolszewicy poprzez politykę tak zwanej ukrainizacji, akceptowaną do początku lat 30. — budowę własnych kadr narodowych obsadzających stanowiska partyjne i administracyjne oraz tworzenie ukraińskich sił wojskowych, co zakończyło się wraz ze stalinowską unifikacją i czystkami rusyfikującymi całe imperium od lat 30.
Piński dodał, że to Austriacy nie tylko forsowali samą nazwę Ukraina, ale otwierali biblioteki i systemy kształcenia, podczas gdy odpowiedź polska — koncepcja narodowości rusińskiej w ramach polskości, analogiczna do dzisiejszego określenia „Ślązak, ale Polak” — była zbyt słaba. Cheda zaznaczył, że zarówno Austriacy, jak i Rosjanie liczyli, że wzmocnieni przez nich Rusini/Ukraińcy wywołają powstania po drugiej stronie granicy, a Rosja podczas pierwszej wojny światowej dodatkowo opierała się na wspólnej religii prawosławnej jako spoiwie jednoczącym Słowian pod berłem carów.
Krótka dygresja o sprawie Boguckiego
W trakcie rozmowy pojawiło się od widza pytanie dotyczące sprawy określonej jako „śmieciowa oferta” związanej z niejakim panem Boguckim. Piński i Cheda zgodnie ocenili, że temat ten wykracza poza zakres bieżącej rozmowy o Ukrainie i zasługuje na osobny materiał, po czym wrócili do głównego wątku.
Jedyny pomysł PiS na Ukrainę i ucieczka Kaczyńskiego
Piński ocenił krytycznie politykę zagraniczną PiS wobec Ukrainy, twierdząc, że jedynym pomysłem tej partii było wzięcie udziału w faktycznym rozbiorze państwa ukraińskiego w momencie, gdy wydawało się ono skazane na szybki upadek — a gdy „pacjent” okazał się zaskakująco żywy, Jarosław Kaczyński na tydzień zniknął z przestrzeni publicznej. Piński wspominał, jak w tamtym okresie służby bezskutecznie poszukiwały lidera PiS, krążyły plotki, że siedział zrozpaczony, iż los nie pozwolił mu ponownie odegrać roli wielkiego męża stanu.
Cheda potwierdził, że w okresie przed wojną był proszony o opinię na temat ewentualnego wejścia Wojska Polskiego na zachodnią Ukrainę „z bratnią pomocą” — nie w formie ataku, lecz w scenariuszu, w którym Ukraińcy sami mieliby o taką interwencję prosić. Piński dodał, że w styczniu 2022 roku otrzymał informację o wyjeździe premiera Mateusza Morawieckiego do Hiszpanii w poszukiwaniu poparcia dla takiego scenariusza — określił to jako próbę doprowadzenia do sytuacji, w której wszyscy sami prosiliby Polskę o interwencję.
Teoria o planach Putina wobec zachodniej Ukrainy
Cheda przedstawił swoją ocenę — zastrzegając, że opiera się na wieloźródłowych, niepotwierdzonych informacjach — według której Putin, w oparciu o doświadczenia historyczne NKWD i KGB, nigdy nie zamierzał faktycznie zajmować zachodniej Ukrainy, lecz chciał „sprzedać” ten problem Polsce. Piński rozwinął tę myśl, wskazując, że polska obecność wojskowa na zachodniej Ukrainie zostałaby przedstawiona jako okupacja i spotkałaby się z zamachami, początkowo przypisywanymi Rosji, a z czasem faktycznie realizowanymi przez radykalny, szowinistyczny ukraiński nacjonalizm zachodniej Ukrainy — spadkobierców Bandery i UPA. Cheda ocenił, że taki scenariusz zakończyłby się rzezią na wzór konfliktu w Bośni i Hercegowinie, gdyby Polska wkroczyła tam zbrojnie nawet na zaproszenie samych Ukraińców.
Piński przypomniał, że Kaczyński entuzjastycznie zabiegał wówczas o wprowadzenie na Ukrainę wojsk NATO, budując tam natowski przyczółek i hub pomocowy, dopóki Zełenski nie oświadczył mu wprost — jak ustalił, 15 lub 16 marca — że dopóki jest prezydentem Ukrainy, sam decyduje, kto wejdzie na jej terytorium. Piński ocenił, że do dziś Kaczyński pozostaje zakładnikiem obawy przed ujawnieniem szczegółów tamtej rozmowy, przywołując także wypowiedź Viktora Orbána, który miał wypomnieć Kaczyńskiemu wcześniejsze uzgodnienia sprzed wojny. Cheda wyjaśnił, że Węgrzy sami liczyli na udział w rozbiorze Ukrainy, przyłączając do macierzy Ruś Zakarpacką z jej znaczącą mniejszością węgierską — szacowaną według źródeł węgierskich na około 200 tysięcy, a według ukraińskich na około 150 tysięcy osób. Ocenił, że Orbán „dyszał z wywieszonym językiem”, czekając na możliwość takiej okupacji pod pretekstem ochrony mniejszości węgierskiej.
Cheda przypomniał w tym kontekście, że społeczność polska na Ukrainie może liczyć nawet dwa miliony osób o polskich korzeniach lub przyznających się do polskości w różny sposób — jakakolwiek polska obecność wojskowa na zachodniej Ukrainie automatycznie uczyniłaby tę mniejszość zakładnikiem sytuacji. Piński ocenił całą koncepcję Putina jako opartą na całkowitej nieznajomości historii, sprowadzającą się do zajęcia tego, co można zająć, i przekształcenia zachodniej Ukrainy w rozsadnik korupcji i bandytyzmu na wzór połączenia Kosowa z Sudanem.
Metoda kontroli separatystycznych enklaw
Cheda porównał ten hipotetyczny scenariusz do losu innych separatystycznych regionów kontrolowanych przez Rosję — Naddniestrza, oderwanego od Mołdawii i błyskawicznie zamienionego w quasi-państwo mafijne, szlak przemytu wszystkiego, co da się przemycić, a następnie tak zwanych republik donieckiej i ługańskiej po 2014 roku, gdzie Rosjanie początkowo pozwolili działać lokalnym watażkom i przemytnikom, by później fizycznie ich wyeliminować. Jako przykład wskazał zabójstwo separatystycznego dowódcy o pseudonimie Motorola, zlikwidowanego wystrzałem z granatnika termobarycznego przez okno, oraz kolejnego działacza zabitego ładunkiem wybuchowym w windzie — mimo to Rosjanie pośmiertnie uhonorowali Motorolę tytułem bohatera Noworosji, mimo że, jak zauważył Piński, formalnie odpowiedzialność za te zamachy przypisano ukraińskim grupom dywersyjnym.
Cheda wyjaśnił, że taka podwójna gra — państwowe pogrzeby i odznaczenia równolegle z fizyczną likwidacją niewygodnych pseudo-elit separatystycznych — wynikała ze zmiany koncepcji: Rosja przeszła od tolerowania przemytu i gangsterki do budowania kontrolowanych przez służby specjalne przyczółków, przy czym — jak zastrzegł Cheda, nie mając pewności co do dokładnego podziału — donieckim regionem miało zarządzać GRU, a ługańskim FSB, lub odwrotnie.
Niemiecki establishment i presja skrajnych partii
Odpowiadając na pytanie widza, czy niemiecka strategia wobec Ukrainy to decyzja całego establishmentu, czy jedynie jego części, Cheda jednoznacznie stwierdził, że to decyzja całościowa, podejmowana zgodnie ze sposobem funkcjonowania niemieckich elit politycznych, których priorytetem jest utrzymanie Polski w roli „młodszego brata” w niemieckiej orbicie wpływów, a nie samodzielnego gracza na miarę Francji, Wielkiej Brytanii czy nawet Włoch. Ocenił, że Niemcy nie radzą sobie z wizją rosnącej niezależności i potencjału Polski.
Cheda wskazał dodatkowo na presję, jaką na establishment wywierają dwie skrajne siły polityczne, które przebiły się do głównego nurtu — AfD, określaną przez niego, powołując się na opinię Garriego Kasparowa, jako partię utworzoną, finansowaną i sterowaną przez rosyjski wywiad, cieszącą się największymi wpływami we wschodnich Niemczech i głoszącą reset relacji z Rosją, zaprzestanie pomocy Ukrainie, a nawet — w skrajnych przypadkach — postulaty odebrania Polsce ziem zachodnich, co Cheda powiązał bezpośrednio z jej prorosyjskością. Drugą siłą wskazaną przez Chedę jest nowa lewica Sahry Wagenknecht, którą ocenił jako neomarksistowski projekt również wymyślony i sterowany przez Rosję, o programie bardzo zbieżnym z AfD w kwestii importu surowców energetycznych. Ocenił, że establishment niemiecki — CDU, SPD, Zieloni i wolni demokraci — wykorzystuje pretekst radykalizacji społeczeństwa, by z pełną świadomością realizować politykę pokazywania Polsce jej miejsca.
Polska strefa zgniotu i postulat wzajemności
Piński zaproponował doprecyzowanie diagnozy, oceniając, że Polska jest strefą zgniotu nie tyle między Niemcami a Ukrainą, ile między niemiecką dominacją gospodarczą a rosyjską presją militarną. Skrytykował brak sprecyzowanej polskiej polityki, wskazując, że nie miało jej ani PiS, ani nie ma jej prezydent Karol Nawrocki, którego postawę określił jako infantylną i sprowadzającą się do prostych gestów odwetowych. Zaproponował, by każdą polską decyzję w polityce zagranicznej — wsparcie dla Ukrainy czy współpracę z Niemcami — poprzedzać prostym pytaniem o konkretną korzyść wzajemną: militarną, polityczną, gospodarczą lub infrastrukturalną, zamiast opierać relacje wyłącznie na przyjaźni czy solidarności bez żadnych warunków.
Niemiecka odmowa udziału w ćwiczeniach i format G3
Cheda zilustrował rzeczywisty stosunek Niemiec do Polski dwoma konkretnymi przykładami — brakiem traktatu obronnego oraz odmową udziału w jesiennych sztabowych ćwiczeniach koalicji chętnych organizowanych w Polsce. Przypomniał również, że gdy szef MSZ Radosław Sikorski wraz z premierem Donaldem Tuskiem miesiąc wcześniej mocno artykułowali potrzebę włączenia Polski do nieformalnego formatu G3 (Francja, Niemcy, Wielka Brytania) jako G4, Niemcy odpowiedziały, że nie jest to odpowiedni czas i miejsce na taką dyskusję — co Cheda ocenił jako jednoznaczny sygnał, gdzie Berlin widzi miejsce Polski w Europie.
Piński zauważył, że polską odpowiedzią na tę odmowę stało się wyraźne zbliżenie z Francją, które jego zdaniem wywołało w Berlinie spory niepokój — Polska w ten sposób przypomniała Niemcom, że również potrafi grać w geopolitykę, wykorzystując zasadę, według której polska polityka zagraniczna musi utrzymywać dobre relacje albo z Niemcami, albo z Rosją, a skoro Berlin stara się nie dopuścić Polski do żadnej z tych opcji, Warszawa może sięgnąć po alternatywnych partnerów. Cheda przestrzegł jednocześnie przed strategią całkowitej konfrontacji na wzór 1939 roku — hasła „Bóg, Honor, Ojczyzna” i niepodawania niczego w żadnych okolicznościach — oceniając, że próba jednoczesnej konfrontacji z najsilniejszymi graczami uczyniłaby z Polski jedynie największego idiotę w regionie, ponieważ realnie nie da się powstrzymać niemiecko-rosyjskiej normalizacji, jeśli Berlin będzie do niej dążył. Zamiast tego zaproponował strategię wyraźnego określania ceny za polską zgodę na poszczególne działania oraz obronną strategię „jeża” — takiego uzbrojenia armii, by jakiekolwiek wrogie działania ze strony Rosji czy Niemiec wiązały się z ogromnym kosztem dla agresora, a także budowanie sojuszy regionalnych, w tym ze Skandynawią i Turcją, wraz z aktywnym wspieraniem wznowienia procesu akcesyjnego Turcji do Unii Europejskiej.
Afera Volkswagena jako dowód niemieckich wpływów
Odpowiadając na pytanie widza o to, czy Niemcy „wyrolowały” Polskę, dogadując się z Rosją, Cheda przywołał sprawę afery emisji spalin Volkswagena jako dowód głębokiego, w jego ocenie, uzależnienia mentalnego i korupcyjnego polskich elit od Niemiec. Zauważył, że mimo ośmiu lat rządów PiS, deklarującego asertywną, antyniemiecką politykę, nigdy nie wystosowano żądania odszkodowania za działalność koncernu, który na całym świecie wypłacał odszkodowania za sfałszowaną homologację silników — w Stanach Zjednoczonych rzędu 10 miliardów dolarów, co według wyliczeń Pińskiego odpowiadałoby około 200 miliardom złotych, przy czym w USA ktoś za tę sprawę trafił nawet do więzienia. Piński obliczył, że w Polsce dotyczyło to około 179 tysięcy samochodów, za które nałożono karę rzędu nieco ponad 100 milionów złotych — kwotę, jego zdaniem, rażąco niewspółmierną do skali naruszenia, przekraczającego dopuszczalne normy emisji nawet 40-krotnie.
Piński przywołał osobistą anegdotę, wspominając, że gdy publicznie poruszał ten temat, dział marketingu jego redakcji miał prosić go o zaprzestanie, powołując się na groźbę utraty reklam Volkswagena. Zasugerował wprost, że ktoś w Polsce przyjął łapówkę zarówno od niemieckich koncernów, jak i od środowiska związanego z byłym ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą, zaznaczając, że Ziobro — deklaratywnie antyniemiecki — nie mógł nie wiedzieć o sprawie, a mimo to pozostawał w tej kwestii milczący. Zauważył również, że nikt nie wsparł polskich dealerów, którzy sami zostali wprowadzeni w błąd, sprzedając samochody bez odpowiedniej homologacji.
Podsumowanie: Zełenski gra tę samą kartę co Niemcy
Cheda i Piński zgodnie ocenili, że sprawa Volkswagena i szerzej cała postawa PiS wobec Niemiec pokazuje, jak Berlin toleruje działania Kaczyńskiego wymierzone w relacje z Niemcami — na przykład żądania odszkodowań wojennych — ponieważ pomagają one podtrzymywać negatywny stereotyp Polski jako kraju szowinistycznego i niepewnego członka Unii Europejskiej, blokującego korzystne dla wspólnoty decyzje pod pretekstem nieprzestrzegania europejskich wartości. Cheda ocenił, że dokładnie w tę samą grę zaczyna dziś wchodzić Zełenski, przedstawiając Polaków jako antyukraińskich, mimo że Ukraina pozostaje ofiarą rosyjskiej agresji — a Kaczyński, zdaniem obu rozmówców, po raz kolejny nieświadomie w tym pomaga.
Na zakończenie Piński przypomniał wcześniejszą wypowiedź Chedy, że obecnej sytuacji dałoby się uniknąć przy normalnym prezydencie, bez prób wpychania do polityki zagranicznej ludzi ze stronnictwa obecnej głowy państwa. Cheda w pełni to potwierdził, oceniając, że państwo bez jednego, spójnego ośrodka decyzyjnego jest rozgrywane przez wszystkich zewnętrznych graczy — Rosję, Niemcy i, jego zdaniem, także Ukrainę — a celem Rosji jest destabilizacja Polski jako takiej, podczas gdy celem Niemiec pozostaje utrzymanie Polski w roli podwykonawcy niemieckiej gospodarki, bez żadnego awansu w europejskiej hierarchii.
Live poprowadził Jan Piński z gościem Robertem Chedą, majorem wywiadu. Materiał „[LIVE] Ukraińsko-niemiecki spisek. Polska w kleszczach” dostępny na kanale Jan Piński na YouTube, liczącym 365 tys. subskrybentów. Wyemitowany 22 lipca 2026.








