Jakub Wojaz w specjalnym odcinku „Opowieści Rzeczpospolitańskich Plus” (podcastu Kuriera Historycznego) przeanalizował historię prób podziału ziem ukraińskich między Polskę a Rosję — od XVII-wiecznej ugody hadziackiej i rozejmu andruszowskiego, przez wyprawę kijowską Piłsudskiego i traktat ryski, po współczesne, hipotetyczne rozważania o ewentualnym rozbiorze dzisiejszej Ukrainy. To materiał autorski, prezentujący tezę i interpretację historyczną Wojaza, nie relację z wydarzeń bieżących.
Mit „polskiego kolonizatora” i jego geneza
Wojaz rozpoczął od podważenia funkcjonującego w tradycyjnej historiografii ukraińskiej obrazu Polski jako kolonizatora i okupanta ziem ukraińskich — obrazu, którego korzenie sięgają, jego zdaniem, głębiej niż szkoła sowiecka, aż do samego Mychajła Hruszewskiego, jednego z ojców nowoczesnego narodu ukraińskiego. Autor ocenił tę wizję jako fałszywą: do powstania Chmielnickiego kluczową rolę na Rusi odgrywały miejscowe rody ruskie, które mimo przyjmowania języka i kultury polskiej — jak coraz częściej przyznaje współczesna historiografia ukraińska — nie wyrzekały się swojej ruskiej tożsamości. Podkreślił, że osadnicy napływający na tereny ukraińskie pochodzili głównie z innych obszarów Rusi, a nie z rdzennej Polski, a sami polscy osadnicy w takim otoczeniu ulegali rutenizacji. W jego ocenie nie było to efektem przemyślanej polityki kolonizacyjnej — polonizacja objęła elity, ale nie przenikała do warstwy chłopskiej, pozostającej w większości ruską, a napięcia społeczne koncentrowały się na tle klasowym i religijnym, nie narodowym.
Wojaz wyraził przy tym własną, publicystyczną tęsknotę za taką ekranizacją „Ogniem i mieczem” Sienkiewicza, która ukazywałaby powstanie Chmielnickiego jako wojnę domową — z Kozakami mówiącymi zarówno po rusku, jak i po polsku, ubranymi po szlachecku, oraz postaciami takimi jak Wołodyjowski czy Zaćwilichowski swobodnie posługującymi się językiem ruskim. Podobną, niespełnioną adaptacją byłoby według niego przetworzenie „Wesela” Wyspiańskiego — nie jako ślubu inteligenta z chłopką, lecz Polaka z Ukrainką, co uwypukliłoby analogię między nierozliczoną rabacją galicyjską a nierozliczoną rzezią wołyńską.
Ugoda hadziacka: próba równouprawnienia Kozaków
Autor opisał genezę hetmanatu kozackiego — formy państwowości, do której odwołuje się dziś Ukraina — powstałego w warunkach wojny domowej i charakteryzującego się nieustannym lawirowaniem między Tatarami, Polską, Moskwą i Imperium Osmańskim, co Wojaz określił jako taktycznie skuteczne, ale strategicznie tragiczne. Gdy Rzeczpospolitą osaczyło jednocześnie kilka wojen, po polskiej stronie — za sprawą Stanisława Kazimierza Bieniewskiego — pojawiła się koncepcja przekształcenia ziem kozackich w Księstwo Ruskie, upodmiotowione niemal na równi z Koroną i Litwą. Wojaz przywołał w formie inscenizowanego cytatu przemowę Bieniewskiego z 16 września 1658 roku, wygłoszoną do starszyzny kozackiej po tym, jak Kozacy poddali się w 1654 roku protekcji cara: Bieniewski przekonywał, że po doświadczeniu zarówno polskich, jak i moskiewskich rządów, Kozacy przekonają się, iż władza moskiewska jest gorsza — bo Moskwa, w przeciwieństwie do Polski, wykorzysta ich jedynie do wykrwawienia się w walce, a następnie zasiedli Ukrainę własnymi chłopami.
W efekcie doszło do zawarcia ugody hadziackiej, znanej też jako koncepcja Rzeczpospolitej Trojga Narodów, jednak wielu po stronie polskiej sprzeciwiało się temu projektowi i został on okrojony przez Sejm w 1659 roku, co osłabiło pozycję hetmana Iwana Wyhowskiego — mimo jego zwycięstwa nad Moskwą pod Konotopem, uważanego za największy triumf wojsk kozackich. Wyhowski ostatecznie został obalony przez niechętne porozumieniu z Polakami niższe warstwy kozactwa, a w 1664 roku zginął z rąk polskich pod zarzutem spiskowania z Rosją — podobny los, rozstrzelanie pod zarzutem zdrady, spotkał w tym samym roku innego kozackiego przywódcę, Iwana Bohuna.
Rozejm andruszowski: „ukraińska Jałta”
Wojaz szczegółowo omówił alternatywę wobec ugody hadziackiej, która ostatecznie zwyciężyła — podział ziem ukraińskich między Rzeczpospolitą a Moskwę. Kluczową rolę odegrał oboźny koronny Andrzej Potocki, wysłany ze wsparciem dla Wyhowskiego, który po ocenie sytuacji przekonał króla Jana Kazimierza, że porozumienie z Kozakami jest niemożliwe, bo ci zawsze będą dążyć do niezależności. Wojaz ocenił, że historia w dużej mierze potwierdziła trafność tej diagnozy — Kozacy, stale poszukując lepszej doraźnej opcji, długofalowo jedynie pogarszali swoje położenie.
30 stycznia 1667 roku we wsi Andruszowo zawarto rozejm między Rzeczpospolitą a Moskwą, realizujący koncepcję Potockiego — Ukrainę podzielono wzdłuż Dniepru, prawobrzeżną przyznając Polsce, lewobrzeżną Moskwie. Wojaz określił to porozumienie jako odpowiednik Jałty czy paktu Ribbentrop-Mołotow z perspektywy ukraińskiej, podkreślając, że był to pierwszy od stuleci przypadek, gdy Moskwa zyskała znaczące terytorium kosztem Polski i Litwy — Rzeczpospolita traciła Smoleńszczyznę, Czernihowszczyznę, Siewierszczyznę i lewobrzeżną Ukrainę, choć formalnie Moskwa miała wypłacić odszkodowania za pozostawiony majątek, co upodobniało transakcję bardziej do sprzedaży niż oddania. Kijów, teoretycznie przyznany Moskwie jedynie czasowo na dwa lata, nigdy nie wrócił pod władzę Rzeczpospolitej, a Sicz Zaporoska znalazła się pod wspólnym zarządem obu państw, przy czym Kozaków można było wykorzystywać jedynie w wojnach z Imperium Osmańskim, a obie strony zobowiązały się wspólnie tłumić ewentualne wystąpienia kozackie.
Autor podkreślił, że rozejm zawarty formalnie na 13,5 roku, mimo niezadowolenia szlachty, przetrwał ponad sto lat — aż do rozbiorów Polski. Nie rozwiązał on „problemu kozackiego”, lecz go podzielił między obu sygnatariuszy, co Wojaz zilustrował serią powstań kozackich tłumionych naprzemiennie przez obie strony (Doroszenko, Briuchowiecki, Iwanenko, a później Mazepa szukający sojuszu ze Szwedami podczas wojny północnej). Zaznaczył przy tym, że w tym okresie to raczej Rzeczpospolita usiłowała wykorzystywać sprawę kozacką do osłabiania Moskwy, nie odwrotnie — czego przykładem były próby Jana III Sobieskiego z 1682 roku czy układ Stanisława Leszczyńskiego z Mazepą w czasie wojny północnej, dążący do wskrzeszenia ugody hadziackiej.
Klęska Rzeczpospolitej i narodziny hajdamaczyzny
Wojaz ocenił rozejm andruszowski jako rozwiązanie dobrze skonstruowane na krótką metę — otwierało ono szereg korzystnych konfiguracji, w tym wspólną z Moskwą wojnę przeciw Turcji przy wykorzystaniu Kozaków, co rzeczywiście nastąpiło, choć ceną był traktat Grzymułtowskiego z 1686 roku, sankcjonujący na stałe rosyjskie zdobycze terytorialne i przyznający patriarchatowi moskiewskiemu zwierzchnictwo nad prawosławnymi w Rzeczpospolitej — furtkę do rosyjskiej ingerencji w wewnętrzne sprawy państwa polsko-litewskiego (Sejm nie ratyfikował tego układu aż do czasów stanisławowskich). Po odzyskaniu Kamieńca Podolskiego w 1699 roku zlikwidowano rejestr kozacki, co wywołało powstanie Semena Palija w 1702 roku, stłumione wspólnie przez Polskę i Moskwę po dwóch latach.
Punktem zwrotnym była, według Wojaza, wojna północna — mimo że część polskich elit liczyła na odzyskanie z pomocą Szwedów i Kozaków utraconych ziem, klęska Szwecji w 1709 roku wzmocniła Rosję, a Rzeczpospolitą doszczętnie zrujnowała. Odtąd, jak podkreślił autor, to Rosja mogła dowolnie wykorzystywać „problem kozacki” jako instrument osłabiania słabnącej Polski — na prawobrzeżu pojawiła się nowa formacja, hajdamacy, rozbójnicy destabilizujący region i dający Petersburgowi wygodny pretekst do zbrojnych interwencji w sprawy wewnętrzne Rzeczpospolitej.
Porównanie z rozbiorami Polski i analogia do Niemiec przełomu XIX/XX wieku
Wojaz przeprowadził rozbudowaną analogię między andruszowskim „rozbiorem Ukrainy” a późniejszymi rozbiorami samej Rzeczpospolitej, wskazując na różnicę kluczową: w przypadku rozbiorów Polski Rosja była na tyle silna, że jedynie zrównoważona pozycja Prus i Austrii uniemożliwiała jej zawłaszczenie wszystkich ziem polskich pod własnym berłem — sytuacja zmieniła się dopiero po zjednoczeniu Niemiec, gdy Wilhelm II, w przeciwieństwie do ostrożnego Bismarcka, zdecydował się wykorzystać „sprawę polską” jako instrument w konfrontacji z Rosją. Autor porównał tę dynamikę do sytuacji Rzeczpospolitej i Rosji w latach 1667–1709 — układu sił względnie wyrównanego, dającego Polsce teoretyczny wybór między lojalną współpracą z Moskwą przeciw Kozakom a wykorzystywaniem Kozaków do osłabiania Moskwy. Kluczowym warunkiem powodzenia którejkolwiek strategii było, zdaniem Wojaza, utrzymanie przez Polskę własnej siły zdolnej równoważyć Rosję — warunek, który przestał być spełniony po klęsce w wojnie północnej, gdy to Polska, a nie Rosja, „przejechała się” na tej strategicznej grze.
Piłsudski, Petlura i wyprawa kijowska
Autor przeszedł do XX-wiecznej próby realizacji podobnej logiki równowagi sił przez Józefa Piłsudskiego — postać, jak zaznaczył, także kontrowersyjną w historiografii ukraińskiej, głównie z powodu pacyfikacji Galicji Wschodniej w 1930 roku, lecz zarazem jednego z nielicznych ówczesnych przywódców realnie wspierających budowę niepodległej państwowości ukraińskiej — nie z altruizmu, lecz z rozpoznanego interesu Rzeczpospolitej: Ukraina jako niepodległy, ale ściśle powiązany z Polską bufor przed Rosją.
Wojaz opisał trudności realizacji tej koncepcji — spór terytorialny z Zachodnioukraińską Republiką Ludową (rozpoczętą wojną z Polską już w listopadzie 1918 roku, ostatecznie zmiażdżoną przez siły polskie) oraz zawiązanie w 1920 roku sojuszu między atamanem Symonem Petlurą a Piłsudskim, którego kulminacją była wiosenna wyprawa kijowska. Mimo zajęcia Kijowa nie udało się rozbić armii bolszewickiej, a przełamanie frontu przez konną armię Siemiona Budionnego zmusiło siły polsko-ukraińskie do odwrotu aż pod Warszawę. Wojaz podkreślił, że Petlura dotrzymał wówczas sojuszu, nie wycofując swojej armii mimo namów części współpracowników, a ukraińskie oddziały pod dowództwem generała Marka Bezruczki wraz z Polakami broniły Zamościa przed Armią Budionnego. Po odparciu bolszewików spod Warszawy wojska polskie znalazły się jesienią 1920 roku około 100 kilometrów od Kijowa, jednak zawarty rozejm wymusił wycofanie.
Traktat ryski jako „drugie Andruszowo”
Wojaz ocenił bardzo krytycznie postawę polskich negocjatorów w Rydze — strona polska uznała sowieckie władze na Ukrainie wbrew wcześniejszemu układowi sojuszniczemu z URL, nie uzyskując w zamian żadnej realnej rekompensaty za porzucenie sojusznika. Próba wykorzystania sił Petlury do wywołania powstania na Ukrainie w ramach tzw. drugiego pochodu zimowego 1921 roku zakończyła się całkowitym fiaskiem, a wycofujące się oddziały ukraińskie zostały internowane po przekroczeniu granicy z Polską. Ostatecznie Ukraińska Republika Ludowa została wchłonięta przez sowiecką Rosję, a sam Piłsudski, jak zaznaczył autor, przepraszał Ukraińców za niepowodzenie swojej koncepcji.
Wojaz podkreślił paradoks traktatu ryskiego: Polska formalnie otrzymała od URL zrzeczenie się na swoją rzecz zachodniego Wołynia oraz terytorium dawnej ZURL już w kwietniu 1920 roku, oferując w zamian Ukraińcom ziemie kontrolowane wówczas przez bolszewików, o które strony wspólnie, lecz nieskutecznie, walczyły w kolejnych miesiącach — po czym Polska zerwała sojusz. Z perspektywy ukraińskiej, jak ocenił autor, wydarzenie to zostało odebrane jako zdrada porównywalna do „drugiego Andruszowa” — Polacy chcieli ukraińskiej ziemi, po czym porzucili sojusznika na pastwę wroga. Wojaz przywołał przy tym własną ocenę moralną tego wydarzenia, cytując słynne sformułowanie Talleyranda: to było gorsze niż zbrodnia — to był błąd, zaznaczając również, że przekazywana Ukraińcom pomoc wojskowa nie była bezinteresowna, lecz opłacana sowitymi rekompensatami ściąganymi podczas sojuszniczej, lecz de facto okupacyjnej obecności polskiej nad Dnieprem wiosną 1920 roku.
Warunki trwałości podziału i klęska II RP
Autor rozwinął analogię do rozejmu andruszowskiego, wskazując, że traktat ryski teoretycznie miał szansę się utrzymać, pod warunkiem utrzymania przez II Rzeczpospolitą wystarczającej siły militarnej, by powstrzymać sowiecką agresję — na wzór roli, jaką w XVII wieku odgrywały wobec Rosji Prusy. Warunkiem tego scenariusza była jednak trwała słabość Niemiec, co zaczęło się załamywać już w latach 20., prowadząc w kolejnej dekadzie do sytuacji, w której Polska znalazła się między dwoma zbrojącymi się potęgami — sytuacji, którą Wojaz określił obrazowo jako bycie zgniecionym między dwoma kołami młyńskimi.
Autor rozważył hipotetyczną alternatywę — koncepcję federacyjną Piłsudskiego, zakładającą, że silniejsze, wielonarodowe państwo polskie z głębią strategiczną na wschodzie mogłoby odwrócić przeciw Sowietom argument o konieczności zjednoczenia ziem ukraińskich, choć zastrzegł, że gwarancji sukcesu nie było.
Współczesne implikacje: koncepcja ULB i pułapka rozbioru
Wojaz przywołał sformułowaną przez Jerzego Giedroycia wraz z Juliuszem Mieroszewskim koncepcję ULB (Ukraina–Litwa–Białoruś) jako przetworzenie idei federacyjnej Piłsudskiego dostosowane do realiów drugiej połowy XX wieku — wspieranie niepodległości wschodnich sąsiadów jako sposobu osłabiania Rosji, zaznaczając krytycznie, że w III RP koncepcja ta bywała realizowana w formie jednostronnych, niewzajemnych ustępstw, czego twórcy koncepcji nie postulowali.
Autor rozważył też odwrotny scenariusz — potencjalne dążenie Ukrainy do osłabiania Polski poprzez zbliżenie z Niemcami przy jednoczesnym oporze wobec Rosji, oceniając taką strategię jako naturalną, lecz obarczoną fundamentalną słabością: brakiem trwałego niemieckiego interesu strategicznego na Ukrainie porównywalnego z polskim.
Przechodząc do rozważań czysto hipotetycznych, Wojaz przywołał fakt, że rosyjskie media co pewien czas publikują mapy projektowanego rozbioru Ukrainy, w których Polska miałaby otrzymać ziemie po dawną granicę II RP, a także wspomnianą przez Radosława Sikorskiego sugestię podziału Ukrainy, jaka miała paść ze strony Władimira Putina podczas rozmowy z Donaldem Tuskiem na sopockim molo w 2009 roku. Autor przeanalizował jednak, dlaczego taki scenariusz byłby dla Polski wyraźnie niekorzystny: najbardziej patriotyczna i nacjonalistycznie nastawiona zachodnia Ukraina byłaby dla Rosji bezwartościowa, ale dla Polski stanowiłaby poważne obciążenie — dodatkowe mniejszości narodowe, zapóźnienie gospodarcze regionu, pogorszenie międzynarodowej pozycji Polski, przy czym Rosja starałaby się skierować gniew Ukraińców głównie przeciw Polsce. Wojaz podkreślił też, że w odróżnieniu od epok wcześniejszych, gdy przesunięcia ludności miały ograniczone znaczenie, dziś świadomość narodowa po obu stronach obejmuje całe społeczeństwa, co czyni ideę jakiegokolwiek rozbioru pozbawioną sensu praktycznego, a ewentualne masowe deportacje — niewykonalnymi wobec polskiego kryzysu demograficznego.
Konkluzja: istnienie Ukrainy jako polski interes strategiczny
Wojaz jednoznacznie skonkludował, że sama obecność niepodległej Ukrainy — nawet potencjalnie rywalizującej z Polską — jest dla polskich interesów strategicznych korzystniejsza niż jej brak, głównie ze względu na wydłużenie linii granicznej (potencjalnej linii frontu) dzielącej Polskę od Rosji oraz absorbowanie części rosyjskich zasobów przez konflikt z ukraińskim nacjonalizmem. Zaznaczył, że nawet gdyby terytorium Ukrainy skurczyło się do linii Dniepru lub dalej, nadal stanowiłoby to strategiczne utrudnienie dla ewentualnej rosyjskiej agresji na zachód.
Autor przywołał obserwowaną na Ukrainie prawidłowość historyczną — podział Ukrainy z Rosją w 1667 roku poprzedził rozbiory Polski sto lat później, a podział z 1921 roku poprzedził kolejny rozbiór w 1939 roku — zastrzegając jednocześnie, że nie jest to reguła bezwzględna, a kluczowym czynnikiem pozostaje siła i potencjał samej Polski, nie automatyczna zależność od losów Ukrainy. Ocenił krytycznie ambicje prezydenta Zełenskiego dotyczące uczynienia z Ukrainy „Izraela Europy”, wskazując na fundamentalne różnice w zapleczu demograficznym, gospodarczym i dyplomatycznym między obu państwami (m.in. brak porównywalnego lobby politycznego, jakim dysponuje Izrael w USA). Zakończył konkluzją, że najkorzystniejszym dla obu stron scenariuszem pozostaje partnerska, propolska i antyrosyjska Ukraina, a błędem historycznym — powtarzanym od XVII wieku — było zawsze lawirowanie Kozaków/Ukraińców między mocarstwami bez jednoznacznego opowiedzenia się po którejś stronie, co ostatecznie prowadziło do ich pochłonięcia.
Odcinek nagrał i poprowadził Jakub Wojaz. Materiał „ROZBIÓR UKRAINY MIAŁ SENS? Opowieści Rzeczpospolitańskie Plus” opublikował kanał Kurier Historyczny na YouTube, liczący 119 tys. subskrybentów, we współpracy z wydawnictwem Fabryka Słów jako partnerem odcinka. Data premiery: 24 czerwca 2026.