Ukraina rozpoczynała transformację ustrojową w lepszej sytuacji gospodarczej niż Polska, ale przegrała ten wyścig głównie z powodu klasy oligarchów, którzy przez ponad trzy dekady traktowali państwo jak prywatny folwark — wynika z materiału opublikowanego na kanale „Nie wiem, ale się dowiem”.
Kołomojski i jego „prywatna armia”
Autor materiału otworzył narrację pytaniem, kto tak naprawdę rządził Ukrainą — i wskazał, że obok Wołodymyra Zełenskiego kluczową rolę od lat odgrywają w tym kraju oligarchowie. Jako pierwszy przykład przywołał Ihora Kołomojskiego, ukraińskiego przedsiębiorcę, który w trakcie transformacji ustrojowej dorobił się fortuny w branżach medialnej i naftowej, na tyle dużej, że przez wiele lat znajdował się w gronie trzech najbogatszych ludzi na Ukrainie. Wskazał, że pozycja Kołomojskiego w sektorze energetycznym była na tyle silna, iż za czasów prezydentury Wiktora Janukowycza władza unikała konfliktu z tym biznesmenem — ukraiński establishment miał ostrzegać prezydenta, że Kołomojski jednym przełącznikiem może odciąć dopływ energii do całego kraju.
Autor przypomniał, że po rosyjskiej agresji na Ukrainę w 2014 roku Kołomojski zaangażował się w tworzenie tzw. batalionów ochotniczych — oddziałów sponsorowanych przez oligarchów, funkcjonujących w praktyce jak ich prywatne armie. Przywołał głośną aferę z 2015 roku, gdy jeden z ukraińskich posłów upublicznił nagranie, na którym Kołomojski miał grozić wysłaniem takich batalionów na Kijów w odpowiedzi na groźbę odłączenia od sieci energetycznej należącej do niego, zadłużonej elektrociepłowni. W materiale przywołano też opinię, że tego rodzaju oligarchowie — bogaci, powiązani z korupcją i podejrzewani o wieloletnie sympatie prorosyjskie — są znienawidzeni przez zwykłych Ukraińców, którzy przez ich działania stracili dorobek życia.
Autor przedstawił dalsze wątki związane z Kołomojskim — poza interesami energetycznymi i medialnymi kontrolował on również jeden z największych banków na Ukrainie, PrywatBank. Wskazał, że oprócz obywatelstwa ukraińskiego Kołomojski posiada także obywatelstwo izraelskie i cypryjskie, a na Cyprze między 2006 a 2016 rokiem miał wraz ze wspólnikiem wyprowadzić z banku środki szacowane na około 470 miliardów dolarów — kwotę dwukrotnie przewyższającą ówczesne PKB samego Cypru. Poinformował, że w 2023 roku Kołomojski został aresztowany w związku z tymi malwersacjami, a w 2024 roku pojawiły się wobec niego dodatkowo podejrzenia o zlecenie zabójstwa szefa kancelarii prawnej — obecnie oligarcha nadal przebywa w areszcie.
Achmetow, „Król Donbasu”
Autor przeszedł do sylwetki najbogatszego Ukraińca, Rinata Achmetowa, powiązanego z polityką od wczesnych lat dwutysięcznych. Wskazał, że dzięki fortunie zbudowanej wokół biznesów na wschodzie Ukrainy, Achmetow — określany mianem „Króla Donbasu” — wspierał niektórych polityków, w tym Wiktora Janukowycza w 2004 roku, a sam później zasiadł w parlamencie z list finansowanej przez siebie Partii Regionów. Zaznaczył, że choć Achmetow zawsze unikał medialnego rozgłosu, jego wpływy pozwalały mu oddziaływać na obsadę istotnych stanowisk państwowych oraz na korzystne dla niego przepisy dotyczące polityki energetycznej. Autor zwrócił uwagę na dwuznaczną postawę Achmetowa w początkowej fazie niepokojów na wschodzie Ukrainy — miał wspierać zarówno dążenia unitarne Ukrainy, jak i prorosyjskich separatystów, dopóki w maju 2014 roku separatyści nie przejęli części jego majątku w Donbasie, co skłoniło go do twardego opowiedzenia się po stronie władz w Kijowie. Autor zaznaczył jednak, że wizerunek Achmetowa jako osoby bliskiej rosyjskim separatystom pozostaje żywy, zwłaszcza po ujawnieniu przechwyconych rozmów, w których separatyści mieli stwierdzać, że bez zgody Achmetowa nic nie da się załatwić w Donbasie.
Złoczewski i Burisma
Autor przywołał również postać Mykoły Złoczewskiego, który w odróżnieniu od Achmetowa najpierw został politykiem, a dopiero później oligarchą — od lat 90. współpracował politycznie z Janukowyczem, a gdy ten objął stanowisko premiera, Złoczewski stanął na czele Komitetu Zasobów Naturalnych, decydując o przyznawaniu koncesji na wydobycie gazu. Zaznaczył, że równolegle Złoczewski prowadził firmę Burisma Holdings, zajmującą się właśnie wydobyciem gazu ziemnego na Ukrainie. Opisał, że gdy ukraińskie służby zaczęły interesować się domniemanymi malwersacjami finansowymi Złoczewskiego, ten zaproponował przedstawicielowi antykorupcyjnego biura prokuratorskiego rekordową jak na tamten czas łapówkę w wysokości 6 milionów dolarów w zamian za szybkie zamknięcie toczących się przeciw niemu spraw karnych. Według przywołanych w materiale doniesień prasowych Złoczewski nie przebywa obecnie na Ukrainie, a w ramach kary ma zapłacić wielomilionowe grzywny na rzecz ukraińskiego wojska — jego biznes formalnie prowadzą dziś członkowie rodziny, którym przepisał niemal cały majątek.
Rozpasanie ukraińskich oligarchów
Autor podsumował ten wątek szerszą refleksją — zauważył, że w wielu krajach funkcjonuje przekonanie, iż najbogatsi i najbardziej wpływowi mogą uniknąć konsekwencji, których nie uniknąłby przeciętny obywatel, i że jest to niestety często prawdą, ale niewiele państw może się pod tym względem równać z Ukrainą. Ocenił, że ukraińscy oligarchowie stali się już wręcz „memiczni” w sposobie, w jaki sprawnie wykorzystują system kosztem reszty społeczeństwa — w niektórych przypadkach, jego zdaniem, wygląda to tak, jakby to państwo funkcjonowało dla nich, a nie oni żyli w państwie. Podkreślił, że ogromne majątki, zdobyte najczęściej na nieuczciwej prywatyzacji, pozwalały im budować sieć znajomości w klasie politycznej, a czasem wprost do niej dołączać, co dawało im możliwość kształtowania całego kraju pod własne interesy niemal w nieskończoność. Ocenił, że tego rodzaju rozpasanie ukraińskich elit jest dowodem na to, iż rosyjska inwazja nie jest jedynym problemem trawiącym Ukrainę — przez lata elita tego kraju, jego zdaniem, traktowała państwo jak prywatny folwark, w którym bogaci żyją niczym udzielni książęta, podczas gdy reszta społeczeństwa na każdym kroku napotyka problemy systemowe.
Skąd wzięła się ukraińska oligarchia — punkt startowy lepszy niż Polska
Autor podkreślił, że losy Polski i Ukrainy potoczyły się skrajnie odmiennie, mimo że oba kraje rozpoczynały transformację ustrojową z bardzo zbliżonego punktu po upadku komunizmu — Ukraina była wówczas nawet zamożniejsza od Polski: w momencie rozpadu ZSRR PKB per capita Ukrainy było o około 800 dolarów wyższe niż w Polsce. Wskazał, że wynikało to przede wszystkim z rozwoju przemysłowego — w 1991 roku przemysł stanowił ponad 42 procent struktury ukraińskiego PKB, a kraj był znaczącym producentem wyrobów metalurgicznych, sprzętu energetycznego i precyzyjnych maszyn, dysponując takimi zakładami jak wytwórnia samolotów Antonow, Motor Sicz czy jedna z największych hut byłego ZSRR — Azowstal, która później stała się polem walk podczas rosyjskiej inwazji. Zwrócił też uwagę na ogromny potencjał rolniczy Ukrainy — kraj dysponował około 28 milionami hektarów gruntów rolnych, z czego niemal połowę stanowiły żyzne czarnoziemy, podczas gdy Polska posiadała jedynie 14,5 miliona hektarów gruntów o statystycznie niższej jakości. Wskazał również na przewagę demograficzną — na początku lat 90. Ukraina liczyła ponad 50 milionów mieszkańców wobec około 38 milionów w Polsce.
Autor zaznaczył jednak, że sam potencjał przemysłowy, rolniczy i demograficzny nie gwarantuje sukcesu gospodarczego — kluczowe znaczenie mają też stabilność polityczna, przewidywalne prawo i sprawnie działające instytucje.
Dlaczego ukraińska transformacja się nie udała
Autor postawił pytanie, dlaczego mimo lepszego punktu startowego Ukrainie nie udała się transformacja, którą względnie skutecznie przeprowadziła Polska — i wskazał na kilka przyczyn. Po pierwsze, na różnicę historyczną: Ukraina, w odróżnieniu od Polski, nie miała długiej tradycji niepodległej państwowości i przez 25 lat dłużej niż Polska pozostawała pod bezpośrednim wpływem ZSRR, co odcisnęło trwałe piętno na tamtejszych elitach. Po drugie, na niższy stopień upaństwowienia sektora prywatnego w Polsce, zwłaszcza w rolnictwie, co ułatwiło Polsce przejście na system wolnorynkowy. Po trzecie, na chętniejsze lokowanie zachodnich inwestycji w Polsce zaraz po rozpadzie ZSRR. Najważniejszą różnicą pozostała jednak, jego zdaniem, znacznie lepiej przeprowadzona w Polsce transformacja polityczna — ukraińskie elity, jak ocenił, lepiej czuły się kontynuując wyuczone w czasach komunistycznych schematy niż budując nowy system, a polityczna niestabilność, częste zmiany ordynacji wyborczej i brak jasnego podziału władzy doprowadziły do powstania środowiska sprzyjającego narodzinom klasy oligarchów, wykorzystujących instytucjonalną słabość dopiero co niepodległego państwa.
Ekspert komentujący w materiale dodał w tym kontekście, że wśród pierwszych ukraińskich oligarchów, takich jak Julia Tymoszenko — handlująca w tamtym czasie m.in. magnetowidami — dominowały osoby wywodzące się z dawnej nomenklatury partyjnej lub ze środowiska tzw. komsomolców, które kapitał zgromadzony jeszcze w drugiej połowie lat 80. wykorzystały do szybkiej ekspansji gospodarczej zaraz po uzyskaniu przez Ukrainę niepodległości w 1991–1992 roku.
Mechanizm prywatyzacji na przykładzie Krzyworiżstalu
Autor opisał typowy mechanizm działania przyszłych ukraińskich oligarchów — wykupowali oni po zaniżonych cenach dotąd państwowe przedsiębiorstwa, a następnie czerpali zyski ze sprzedaży wytwarzanych w nich dóbr po zawyżonych cenach, nie inwestując w rozwój ani innowacyjność firmy, licząc w razie problemów na pełne wsparcie polityczne zaprzyjaźnionych, często przez siebie samych finansowanych, polityków. Jako modelowy przykład wskazał przypadek zakładu metalurgicznego Krzyworiżstal, poddanego prywatyzacji w 2004 roku — prawo do jego wykupu, dzięki znajomościom na szczytach władzy, otrzymał wspomniany wcześniej Rinat Achmetow wraz z zięciem ówczesnego prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy, płacąc za zakład zaledwie 800 milionów dolarów. Autor zaznaczył, że w tym przypadku Achmetow ostatecznie się przeliczył — w 2005 roku nowa ekipa rządząca pod przewodnictwem Wiktora Juszczenki, kierując się względami politycznej rywalizacji, a nie interesem państwa, unieważniła tę prywatyzację, a zakład został ponownie sprzedany, tym razem międzynarodowemu koncernowi, za znacznie wyższą kwotę 4,8 miliarda dolarów.
Pomarańczowa Rewolucja i Euromajdan — niedokończone rozliczenie
Autor podkreślił, że zwykli Ukraińcy przez lata dostrzegali problem oligarchii i reagowali na dużą skalę — jako przykład wskazał Pomarańczową Rewolucję z 2004 roku, wywołaną bezpośrednio sfałszowanymi wyborami prezydenckimi, ale wyrastającą też z ogólnego zmęczenia nieładem pozwalającym elicie bogacić się kosztem zwykłych obywateli, a także Euromajdan z 2014 roku, który doprowadził do ucieczki z kraju Wiktora Janukowycza. Zaznaczył jednak, że oba te zrywy społeczne, mimo częściowej realizacji swoich politycznych celów, niewiele zmieniły w zakresie faktycznego usunięcia oligarchii — Euromajdan odsunął od władzy jedynie klan samego Janukowycza, podczas gdy Rinat Achmetow, mimo swojej roli w destabilizacji Donbasu, nadal ma się dobrze: nowe władze potraktowały go łagodnie, przymykając oko na prywatyzacje po 2010 roku, na których głównie skorzystał, co pozwoliło mu dalej dywersyfikować wpływy w telekomunikacji i rolnictwie, poza dotychczasową energetyką.
Ustawa o oligarchach i obecny stan rzeczy
Autor wskazał, że w ostatnich latach sytuacja zaczyna się stopniowo zmieniać — w 2022 roku Achmetow został zmuszony do zamknięcia swoich kanałów telewizyjnych i portali internetowych na mocy ustawy o oligarchach, przygotowywanej przez władze ukraińskie jeszcze przed pełnoskalową rosyjską inwazją, choć jej wdrożenie zostało wstrzymane przez wybuch wojny. Wyjaśnił, że zgodnie z nowymi przepisami status oligarchy może zostać formalnie nadany przez państwo osobie spełniającej jednocześnie trzy warunki: posiadanie aktywów o wartości przekraczającej 100 milionów dolarów, udział w procesie politycznym oraz znaczące wpływy na działalność mediów — po wpisaniu do rejestru oligarchów taka osoba traci prawo do finansowania partii politycznych oraz udziału w prywatyzacjach. Autor zaznaczył, że udział oligarchów w strukturze ukraińskiej gospodarki spadł z 14 procent przed rosyjską agresją do obecnych 10 procent — co wciąż uznał za wysoki poziom, choć wskazujący na wyraźną tendencję spadkową.
Ekspert komentujący w materiale ocenił jednak, że sama ustawa o statusie oligarchy ma charakter dość populistyczny, jest prawdopodobnie niezgodna z konstytucją i nie ma odpowiednika w żadnym innym cywilizowanym państwie — zasugerował, że zachodni eksperci i doradcy woleliby, aby Ukraina zamiast tego sięgnęła po bardziej systemowe narzędzia, takie jak zmiana polityki regulacyjnej czy wykorzystanie komitetu antymonopolowego, ponieważ biznes oligarchów jest, jego zdaniem, bardzo wrażliwy na tego typu działania państwa.
Rola Unii Europejskiej
Autor podsumował, że według ekspertów obecne działania władz ukraińskich wobec oligarchów wynikają nie tyle z Pomarańczowej Rewolucji czy Euromajdanu, ile z presji Unii Europejskiej — dążenie Ukrainy do członkostwa w UE napotyka na szereg przeszkód, wśród których kwestia oligarchów pozostaje jedną z kluczowych, a państw unijnych nie da się przekonać do akcesji samymi deklaracjami zmian, co zmusza ukraiński rząd do realnego zajęcia się tym tematem. Ocenił, że mimo ponad 30 lat transformacji oligarchowie wciąż stanowią na Ukrainie istotną siłę, co z polskiej perspektywy wydaje się kuriozalne — Ukraińcy, jego zdaniem, przez długi czas byli po prostu przyzwyczajeni do takiego, typowo postsowieckiego modelu funkcjonowania państwa, powielając mniej lub bardziej świadomie wzorce rosyjskie. Zaznaczył, że choć pod naciskiem Zachodu władza zaczęła ograniczać wpływy oligarchów, a to, czy będzie to skuteczna próba, pokaże dopiero dłuższa perspektywa czasowa, dziś wiadomo już, że Ukraina wciąż pozostaje podatna na ich wpływy, choć poczyniono w tym zakresie kroki w dobrym kierunku.
Materiał opublikowany na kanale „Nie wiem, ale się dowiem!” na YouTube, liczącym 915 tys. subskrybentów, pod tytułem „Jak Ukraina przegrała drogę na Zachód?”. Opublikowany 26 lipca 2026.