Edwin Bendyk i Agnieszka Lichnerowicz w podcaście „Rozumieć Ukrainę”, produkowanym przez Fundację im. Stefana Batorego wspólnie z Tygodnikiem „Polityka”, rozmawiali o sytuacji w Charkowie, rosyjskiej strategii niszczenia ukraińskiego rynku wydawniczego, relacjach polsko-ukraińskich oraz o tym, dlaczego Zachód wciąż unika jasnej odpowiedzi na rosnące ostrzeżenia przed rosyjskim atakiem.
Podróż do Charkowa: zniszczona kolej i codzienność pod ostrzałem
Bendyk zdążył na nagranie odcinka tuż po powrocie z Charkowa, gdzie brał udział w jarmarku literackim. Opisał utrudnioną z powodu rosyjskich ataków na węzły kolejowe podróż — pociąg, którym wracał, był opóźniony o ponad 12 godzin, a pasażerowie czekający na peronie w Chełmie znosili to z zaskakującym spokojem i godnością, oklaskując kolejarzy po przyjeździe pociągu, świadomi, że ponad tysiąc pracowników kolei zginęło od początku wojny. Wyjaśnił, że rosyjskie ataki na infrastrukturę kolejową mają charakter strategiczny — chodzi o niszczenie lokomotywowni i wagonowni w celu utrudnienia logistyki, choć zdarzają się też ataki o charakterze czysto terrorystycznym.
Opisując samo miasto, Bendyk zwrócił uwagę na niemal nieustanny alarm przeciwlotniczy oraz rosyjską taktykę niszczenia stacji benzynowych — odwet za wcześniejsze ukraińskie ataki na rosyjską infrastrukturę naftową. Zaznaczył, że w Charkowie, leżącym 30 kilometrów od granicy, widać już wyraźne przystosowanie miasta do zagrożenia — stacje benzynowe zabezpieczane są workami z piaskiem i systemami mylącymi drony. Jednocześnie opisał paradoksalne piękno miasta — nowo sadzone dęby przy Placu Wolności z indywidualnym systemem nawadniania, zadbane trawniki w Parku Szewczenki — co część obserwatorów odczytuje złośliwie jako zaprzeczenie „wojny pełnoskalowej”, podczas gdy dla Bendyka jest to raczej dowód, że mieszkańcy żyją świadomi, iż każdy dzień może być ich ostatnim.
Śmierć Iki Kożuszko i symbolika miasta
Bendyk przywołał historię Iki Kożuszko, 18-letniej poetki i malarki, uważanej za potencjalną następczynię Serhija Żadana jako ikony charkowskiej i ogólnoukraińskiej kultury, zabitej 30 sierpnia 2024 roku. Jej śmierć, jak ocenił, stała się symbolem nieprzewidywalnej, codziennej straty, jaką ponosi środowisko twórcze miasta.
Charków jako wielokulturowa „powieść” i historia jego obrony
Bendyk opisał Charków jako miasto wielonarodowościowe (Żydzi, Ormianie, Gruzini, Ukraińcy), w którym mimo prawnych wymogów wciąż powszechnie słychać język rosyjski, choć zauważalnie przybywa młodych ludzi mówiących po ukraińsku. Przypomniał, że miasto broni się od 2014 roku i uniknęło losu Doniecka dzięki nieoczekiwanemu sojuszowi środowisk — od ultrasów, przez skrajną prawicę związaną z Andrijem Bileckim (dziś odznaczonym tytułem Bohatera Ukrainy i dowodzącym III Korpusem Armijnym), po lokalny biznes i przestępczy półświatek, który wypierał prorosyjskich prowokatorów. Wspomniał też o powstałym wówczas ochotniczym oddziale, sfinansowanym przez lokalnego przedsiębiorcę Kordzewiaka, z którego wyrósł dzisiejszy Korpus Armijny „Chartia” — jednostka, w której służy sam Serhij Żadan.
Jarmark literacki jako nawiązanie do „Złotej Ery” Charkowa
Bendyk wyjaśnił, że nazwa jarmarku literackiego, na który pojechał, odwołuje się do czasopisma z przełomu lat 20. i 30. XX wieku, z okresu, gdy Charków był stolicą Ukraińskiej Republiki Radzieckiej i przeżywał kulturalny rozkwit w ramach polityki „korenizacji” (ukrainizacji) prowadzonej przez władze radzieckie. Ikonami tamtej epoki byli Mykoła Chwylowy i Hryhorij Skoworoda — dziś rolę tę pełni Serhij Żadan. Charków, jak podkreślił Bendyk, może się poszczycić pierwszym uniwersytetem założonym na ziemiach ukraińskich (z zastrzeżeniem, jeśli nie liczyć Lwowa), Uniwersytetem Karazina.
Rosyjskie ataki na ukraiński rynek wydawniczy
Bendyk i Lichnerowicz omówili narastającą od 2022 roku, a szczególnie brutalną tego lata, falę rosyjskich ataków na drukarnie i magazyny książek w Ukrainie — zniszczeniu uległo, według szacunków, około 13 milionów egzemplarzy, czyli mniej więcej jedna trzecia tegorocznej produkcji wydawniczej, szczególnie dotkliwie w segmencie podręczników szkolnych. Ukraiński PEN Club wydał w tej sprawie apel, a część wydawnictw znajduje się na granicy bankructwa. Bendyk wyjaśnił, że przed wojną Charków odpowiadał za około 80 procent ukraińskiego rynku wydawniczego, choć zniszczenia rozproszyły tę koncentrację.
Bendyk, powołując się na rozmowy z ukraińskimi ekspertami, ocenił, że rosyjska strategia łączy dwa cele: niszczenie ważnego symbolicznie i kulturowo sektora oraz — co istotniejsze finansowo — uderzenie w źródła wpływów podatkowych, kluczowe dla finansowania ukraińskiej armii, skoro zagraniczna pomoc (poza nowszymi mechanizmami europejskimi) nie mogła być bezpośrednio przeznaczana na wojsko. Przywołał tu analogiczny efekt blokady granicy polsko-ukraińskiej w 2023 roku, która zmniejszyła miesięczne wpływy celne o 20 miliardów hrywien. Zaznaczył, że rynek książki zmienił się też strukturalnie — rozwinęła się sprzedaż internetowa za pośrednictwem Nowej Poczty, po tym jak Ukraińcy zniszczyli rosyjską infrastrukturę Wildberries i Ozonu, a teraz Rosjanie odwzajemniają się, niszcząc infrastrukturę Nowej Poczty.
Literatura wojny: poezja, science fiction i dekolonizacja
Bendyk zrelacjonował, jakie książki przywiózł z Charkowa. Ocenił, że obecnie dominuje poezja — piszą ją zarówno cywile, jak i żołnierze (Żadan, Artur Droń, Wałerij Puzik, Kazaryn), a spotkania autorskie wciąż gromadzą tłumy, podobnie jak przed wojną. Wielkiej powieści o wojnie — zdaniem badaczki literatury Wiry Ahejewej, określonej przez Bendyka żartobliwie „ukraińską Marią Janion” — jeszcze nie ma, choć zapowiadane jest dzieło Żadana „Arabeski”.
Bendyk zwrócił uwagę na rozkwit literatury spekulatywnej (zbiór opowiadań „Pisni switanku”) jako wyraz wiary Ukraińców w przyszłość, a także na fascynację historią kozaczyzny jako korzeniami państwowości ukraińskiej. Omówił też nurt dekolonizacyjny, w tym książkę analizującą, jak dyskurs moralny wokół seksualności był narzędziem imperialnej „biopolityki” — nawiązując do pionierskiej pracy Ksenii Zabużko z 1996 roku „Badania terenowe nad ukraińskim seksem” — oraz rosnącą liczbę publikacji feministycznych i biografii kontrowersyjnych postaci historii ukraińskiego nacjonalizmu, w tym Andrija Melnyka, a także krytyczną wobec tego ruchu książkę emigracyjnego historyka Mirosława Szkandrija.
Debata z Wachtangiem Kipianim w Charkowie
Bendyk opowiedział o udziale w publicznej debacie polsko-ukraińskiej z udziałem historyka i żołnierza Wachtanga Kipianiego, którego określił jako ukraińskiego nacjonalistę zradykalizowanego w dużej mierze przez logikę mediów społecznościowych, oraz Wołodymyra Jarmolenki, szefa ukraińskiego PEN Clubu. Bendyk zrelacjonował argument Jarmolenki, że straszenie Ukraińców utratą szans na wejście do UE z powodu np. postaci Bandery jest nieskuteczne, ponieważ Ukraińcy, inaczej niż Polska sprzed dwudziestu lat, nie postrzegają akcesji jako bezalternatywnej — myślą raczej w kategoriach doraźnych sojuszy bilateralnych zapewniających bezpieczeństwo.
Zanikający problem Rosji w polskiej debacie publicznej
Bendyk i Lichnerowicz zgodnie ocenili paradoks: mimo że Rosja pozostaje realnym zagrożeniem, w polskiej debacie publicznej praktycznie zniknęła jako przedmiot poważnej refleksji strategicznej — w przeciwieństwie do koncepcji Jerzego Giedroycia czy Juliusza Mieroszewskiego. Bendyk przywołał niedawny tekst Radosława Sikorskiego dla „The Economist”, w którym minister przyznał się do porażki „resetu” z Rosją i wezwał Europę, by nie dawała się „uwodzić” rosyjskim groźbom.
Ataki na Kijów i widmo rosyjskiego uderzenia na NATO
Rozmówcy odnieśli się do niedawnego, kilkudziesięciogodzinnego ataku na Kijów oraz uderzenia w obwodzie kijowskim w magazyn z bronią, w wyniku którego zginęło kilkadziesiąt osób, co wywołało w Ukrainie dyskusję o odpowiedzialności za lokalizowanie takich obiektów blisko cywilów. Omówili też rosnącą liczbę ostrzeżeń o możliwym rosyjskim ataku na kraje bałtyckie, wiążąc to z tajemniczą wizytą szefa CIA w Moskwie, którą część komentatorów odczytała jako próbę odstraszenia Rosji w oparciu o dane wywiadowcze sugerujące przygotowania do ataku.
Bendyk podkreślił dwa istotne, bieżące problemy Ukrainy: opóźnienie w przygotowaniu obrony przed nowym typem rosyjskich dronów o napędzie odrzutowym (mimo że zagrożenie to było znane od roku, co wywołało krytykę pod adresem byłego ministra obrony Mychajła Fedorowa, świeżo mianowanego doradcą włoskiego ministra obrony) oraz ponowne zablokowanie eksportu przez Morze Czarne, odpowiadające za ponad 10 procent ukraińskiego eksportu — kluczowe dla finansowania produkcji rolnej i metalurgicznej, wspierającej też przemysł obronny. Zaznaczył, że możliwym rozwiązaniem pozostaje nowe porozumienie przy udziale Turcji, choć nie wiadomo, czy ograniczy się ono do kwestii zbożowej, czy stanie się wstępem do szerszych rokowań.
Na zakończenie Bendyk zwrócił uwagę na wciąż aktywną rolę administracji Donalda Trumpa w legitymizowaniu Rosji jako pełnoprawnego uczestnika polityki międzynarodowej — przywołując zaproszenie rosyjskiego ministra finansów na szczyt G20 oraz książkę dziennikarza Luke’a Hardinga opisującą, jego zdaniem, jak Trump „wystawił” Ukrainę, sprzyjając Putinowi.
Debata o gotowości Polski i Europy na wojnę
W końcowej części rozmowy Lichnerowicz i Bendyk podjęli dyskusję o niejasności zachodniej polityki „unikania wciągnięcia w wojnę” wobec narastających ataków hybrydowych (cyber, podpalenia, próby wykolejenia pociągów w Polsce). Bendyk argumentował, że wojna jest kategorią prawną wymagającą formalnego stanu wojennego, i przywołał błąd Polski z 2021 roku, gdy kryzys na granicy z Białorusią pochopnie nazwano „wojną hybrydową”, co niepotrzebnie zmilitaryzowało sprawę, którą można było rozwiązać środkami policyjnymi.
Lichnerowicz podkreśliła jednak, że dualistyczne myślenie o wojnie („albo jesteśmy w niej, albo nie”) utrudnia budowanie odporności społecznej na obecnym etapie zagrożenia. Bendyk zgodził się, że kluczową lekcją z Ukrainy nie jest wyłącznie nauka wojny dronowej, lecz nauka „zarządzania społeczeństwem” w warunkach zagrożenia — Ukraina od 2022 roku zmaga się z problemem najpierw nadwyżki, a potem deficytu ochotników, co wymaga budowania legitymacji politycznej dla ewentualnego przymusu, nie tylko zdolności wojskowych. Ocenił, że celem obecnych przygotowań obronnych Europy jest właśnie to, by dane wywiadowcze przekonały Putina, że koszt ataku byłby zbyt wysoki — „szykujemy się do tej wojny po to, żeby jej nie było”.
Materiał opublikowany w ramach podcastu „Rozumieć Ukrainę”, produkowanego przez Fundację im. Stefana Batorego wspólnie z Tygodnikiem „Polityka”, 2 września 2026 roku.