Prof. Grzegorz Motyka, historyk i dyrektor Wojskowego Biura Historycznego, był gościem Bartłomieja Makowskiego w podcaście Polskiego Radia „Prawda Czasu i Prawda Ekranu”. Rozmowa dotyczyła filmu Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń” z 2016 roku — jego historycznej wiarygodności, przyjęcia po stronie polskiej i ukraińskiej, mechanizmu zbrodni wołyńskiej, roli duchowieństwa, postawy Armii Krajowej oraz aktualności tego konfliktu historycznego w kontekście obecnego kryzysu polsko-ukraińskiego wywołanego decyzją prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek wojskowych imienia bohaterów UPA.
Ocena filmu: bardzo dobre dzieło, zignorowane na Ukrainie
Motyka ocenił, że Wojciech Smarzowski, mimo trudności towarzyszących produkcji, nakręcił bardzo dobry film, umiejętnie łączący wrażliwość kresową (wynikającą z rodzinnych relacji ofiar) z wrażliwością akademicką (opartą na pracach historyków). Podkreślił, że od premiery filmu temat zbrodni wołyńskiej nie może być już traktowany jako zapomniany czy obłożony milczeniem po stronie polskiej — uznał to za osiągnięcie filmu. Zaznaczył jednak, że film został przyjęty bardzo krytycznie przez ukraińską opinię publiczną, ponieważ od 2015 roku na Ukrainie obowiązywały ustawy uznające OUN i UPA za formacje niepodległościowe, nakazujące kultywowanie ich pamięci, co w praktyce oznaczało przemilczanie lub wypieranie popełnionych przez nie zbrodni na Polakach. Zaznaczył, że film, według jego wiedzy, nie miał żadnych pokazów na Ukrainie, a władze ukraińskie zrobiły wszystko, by nie zaistniał w tamtejszej debacie publicznej.
Relacje polsko-ukraińskie przed wojną: złożony obraz
Motyka opisał relacje polsko-ukraińskie na Wołyniu tuż przed wojną jako złożone — konstytucja II Rzeczpospolitej formalnie gwarantowała równość wszystkich obywateli, ale w praktyce Ukraińców często traktowano jako obywateli drugiej kategorii. Przypomniał politykę wojewody Henryka Józewskiego, opartą na koncepcji prometeizmu piłsudczykowskiego i współpracy polsko-ukraińskiej, rozwijaniu ukraińskiej kultury i samorządności — sytuacja diametralnie się zmieniła po jego odwołaniu na rok przed wojną, gdy nastąpiło m.in. niszczenie cerkwi na Lubelszczyźnie oraz przypadki wymuszonego nawracania na katolicyzm. Zaznaczył jednak, że na poziomie sąsiedzkim relacje pozostawały do końca całkiem dobre, o czym świadczy wysoki odsetek małżeństw mieszanych polsko-ukraińskich w Galicji Wschodniej (nawet jedna czwarta zawieranych związków).
Kontekst współpracy OUN z Niemcami przed wojną
Odnosząc się do przedstawionego w filmie toastu za Hitlera wygłoszonego przez ukraińskiego nacjonalistę na weselu, Motyka wyjaśnił, że OUN w ostatnim okresie przed wojną faktycznie liczyła na współpracę z Niemcami, zwłaszcza po zerwaniu przez Niemcy w 1939 roku wcześniej zawieszonych kontaktów z organizacją i udzieleniu zielonego światła na przygotowania dywersyjne wobec II Rzeczpospolitej. Zaznaczył, że do maja 1939 roku, czyli do przemówienia ministra Józefa Becka odrzucającego niemieckie żądania wobec Gdańska, stosunki polsko-niemieckie rozwijały się stosunkowo dobrze, a wśród Ukraińców panowało oczekiwanie na ewentualną wojnę niemiecko-sowiecką, w której Polska stanęłaby po stronie Niemiec, umożliwiając odtworzenie armii petlurowskiej do walki z bolszewicką Rosją.
Antypolska propaganda podczas deportacji sowieckich
Odnosząc się do przedstawionej w filmie postaci ukraińskiego komunisty, który w trakcie akcji deportacyjnej posługuje się argumentacją, jaką równie dobrze mógłby wygłaszać członek OUN, Motyka potwierdził, że sowieckiej polityce do lata 1940 roku towarzyszył zdecydowanie antypolski kurs — władze sowieckie zakładały, że państwo polskie nie istnieje i nie powróci, a deportacje oraz zbrodnia katyńska miały na celu wyniszczenie polskiej inteligencji. Zaznaczył, że dopiero od połowy 1940 roku, w obliczu narastającego zagrożenia konfliktem z Niemcami, Sowieci zaczęli rozważać wykorzystanie Polaków w ewentualnej walce z Niemcami.
Zaplanowany charakter zbrodni wołyńskiej
Motyka potwierdził, że film wiernie oddaje tezę, którą sam rozwijał w swojej książce o zbrodni wołyńskiej z 1943 roku — zbrodnia była od początku zaplanowaną akcją UPA, upozorowaną na spontaniczną chłopską rebelię. Zaznaczył, że mimo zdarzających się indywidualnych mordów sąsiedzkich, nie odnaleziono dotąd żadnego przypadku, w którym polska wioska zostałaby wymordowana w sposób niezorganizowany przez zrewoltowanych chłopów — sam mechanizm masowej, zorganizowanej zbrodni uwalnia, jego zdaniem, morderczy potencjał osób znajdujących się normalnie na marginesie społeczeństwa. Ocenił, że wierne pokazanie zorganizowanego charakteru zbrodni jest właśnie powodem, dla którego film nie mógł zostać dobrze przyjęty przez stronę ukraińską, która do dziś neguje ten aspekt wydarzeń.
Mechanizm terroru: eliminacja elit jako pierwszy etap
Odnosząc się do przedstawionej w filmie scenie zamordowania lokalnego księdza przed pacyfikacją całej wsi, Motyka potwierdził, że jest to typowy scenariusz masowej zbrodni — eliminacja przedstawicieli elit (nauczycieli, księży, leśników) jako pierwszy krok, mający zapobiec organizacji oporu i samoobrony, a jednocześnie maksymalizować strach i atomizację społeczności.
Wpływ zbrodni niemieckich i sowieckich na mechanizm zbrodni UPA
Motyka częściowo potwierdził tezę filmu, że Ukraińcy uczyli się mechanizmu masowej zbrodni od Niemców — doświadczenie egzekucji ludności żydowskiej pokazało członkom OUN, że masowe mordy są fizycznie i logistycznie możliwe do przeprowadzenia. Zaznaczył, że podobny wpływ miały wcześniejsze sowieckie deportacje całych polskich społeczności, które demonstrowały miejscowej ludności, że powszechny terror etniczny jest wykonalny bez natychmiastowych konsekwencji moralnych czy religijnych.
Rola duchowieństwa: spór z twórcami filmu o scenę święcenia narzędzi zbrodni
Odnosząc się do scenki przedstawiającej duchownego prawosławnego święcącego kosy i siekiery przed masakrą, Motyka zadeklarował swój największy spór z twórcami filmu — mimo powszechnego przekonania mieszkańców tych terenów o odbywaniu się takich ceremonii, nie odnaleziono jak dotąd żadnego potwierdzonego przypadku takiego rytuału bezpośrednio poprzedzającego konkretne mordy. Zaproponował, że lepszym rozwiązaniem byłoby przedstawienie tej scenki jako sennego przewidzenia, co oddawałoby fakt, że takie wyobrażenia funkcjonowały powszechnie w świadomości ofiar, bez sugerowania ich faktycznego wystąpienia.
Wyjaśnił, że rzeczywisty obraz postaw duchowieństwa był bardziej zniuansowany — metropolita greckokatolicki Andrzej Szeptycki odmówił dowódcy UPA Romanowi Szuchewyczowi przydzielenia kapelanów do oddziałów UPA, a na początku 1944 roku wydał wraz z innymi biskupami list w obronie zabijanych kapłanów, będący sprzeciwem wobec antypolskich czystek. Zaznaczył jednak, że wśród kilku tysięcy duchownych greckokatolickich kilkudziesięciu zaangażowało się w podziemie banderowskie na własną rękę. W przypadku cerkwi prawosławnej, słabszej organizacyjnie na tym terenie, banderowska partyzantka zamordowała znaczną część duchownych sprzeciwiających się jej działaniom — w tym dwóch prawosławnych biskupów, z których na jednym wykonano formalny wyrok śmierci po schwytaniu.
Postawa Armii Krajowej: strategiczny dylemat
Odnosząc się do wypowiedzianych w filmie słów głównej bohaterki, która z oskarżeniem pyta, jak organizacja przygotowująca się do walki z Niemcami nie jest w stanie obronić ludności cywilnej przed uzbrojonym w widły motłochem, Motyka wyjaśnił, że AK znalazła się w sytuacji strategicznego dylematu — koncentrując się na przygotowaniach do walki z Niemcami i licząc się z możliwym konfliktem z Sowietami, obawiała się, że jakikolwiek konflikt wewnętrzny z ukraińskim podziemiem (formalnie złożonym z polskich obywateli narodowości ukraińskiej) osłabi polskie prawa do ziem wschodnich. Przypomniał, że raport podporucznika Łady o planowanej eksterminacji ludności polskiej dotarł do dowództwa AK już w kwietniu 1943 roku, ale nie został wystarczająco poważnie potraktowany — decyzję o utworzeniu oddziałów partyzanckich AK podjęto dopiero 12 lipca 1943 roku, dzień po kulminacji ataków na polskie miejscowości, a sam Łada zginął już w maju.
Zerwane rozmowy polsko-ukraińskie z lipca 1943 roku
Motyka potwierdził autentyczność przedstawionej w filmie sceny rozmów między delegacją polskiego podziemia a UPA (postać oparta na poecie wołyńskim Zygmuncie Jana Rumlu) — delegacja wysłana 10 lipca 1943 roku została przejęta i zamordowana przez UPA, zgodnie z rozkazem zerwania rozmów wydanym przez wyższe dowództwo organizacji, na dzień przed masowym uderzeniem na polskie miejscowości.
Skala i charakter polskich akcji odwetowych
Motyka precyzyjnie rozróżnił zorganizowany, wydany z góry charakter zbrodni UPA (rozkaz wymordowania lub wypędzenia ponad miliona Polaków z Wołynia i Galicji Wschodniej, z czego zabito około 100 tysięcy, wypędzono 300-400 tysięcy, a kolejne 800 tysięcy wypędzili Sowieci w latach 1944-46) od polskich akcji odwetowych, które — jak podkreślił — podejmowane były przez lokalnych komendantów, kierujących się bądź zemstą, bądź zbrodniczą kalkulacją zastraszenia. Zaznaczył jednoznacznie, że w żadnym wypadku nie należy usprawiedliwiać takich aktów zemsty, gdy dotyka ona niewinnych ludzi, w tym kobiety i dzieci — ale równie mocno podkreślił, że nie można stawiać znaku równości między zorganizowaną operacją czystek etnicznych UPA a lokalnymi, niesystemowymi aktami zemsty polskiego podziemia. Ocenił, że relatywizowanie tej różnicy — praktykowane przez część polskich publicystów — jest niebezpieczne z punktu widzenia przyszłości, niezależnie od narodowości ofiar, ponieważ toleruje precedens dla podobnych zbrodni etnicznych gdziekolwiek na świecie.
Ukraińscy sprawiedliwi: skala sprzeciwu wobec zbrodni
Motyka oszacował liczbę Ukraińców czynnie uczestniczących w zbrodniach na Polakach na 40-50 tysięcy osób z pięciomilionowej ukraińskiej społeczności zachodniej Ukrainy — nie jest to więc, jak zaznaczył, tak powszechna liczba, jak mogłoby się wydawać. Poinformował o ponad tysiącu Polaków uratowanych przez Ukraińców oraz około tysiącu ukraińskich sąsiadów udzielających w różny sposób wsparcia polskiej ludności — zaznaczając, że jest to prawdopodobnie tylko niewielka część rzeczywistej skali tego zjawiska. Mimo że ogólnie zachodnioukraińska społeczność sympatyzowała z celami politycznymi UPA (niepodległym państwem ukraińskim), sama metoda mordowania Polaków budziła zdumienie i niedowierzanie, co potwierdzają nawet niektóre banderowskie dokumenty.
Motyw przewodni filmu: sprzeciw wobec przemocy etnicznej
Motyka podkreślił, że wbrew niesprawiedliwym oskarżeniom o antyukraińskość, głównym motywem filmu jest to, że polska bohaterka ratuje swojego synka z polsko-ukraińskiego związku — zgodnie z kresowym zwyczajem, syn dziedziczył narodowość i religię po ojcu, więc ratuje dziecko o ukraińskiej tożsamości. Ocenił to jako głęboki wyraz sprzeciwu reżysera wobec przemocy motywowanej wyłącznie pochodzeniem etnicznym.
Niemcy jako formalny, ale nierealizowany gwarant bezpieczeństwa
Odnosząc się do ocalenia głównej bohaterki poprzez przyłączenie się do niemieckiej kolumny wojskowej, Motyka wyjaśnił, że Niemcy jako formalny zarządca terytorium ponosili prawną i moralną odpowiedzialność za bezpieczeństwo ludności, której w praktyce nie realizowali, choć czasem przymykali oczy na istnienie polskich samoobron lub — niekiedy nieintencjonalnie — ich obecność wojskowa krzyżowała plany ukraińskich uderzeń na polskie wioski.
Zapowiedź książki „Gry pamięcią” i aktualny spór jako spór dwóch polityk historycznych
Motyka zapowiedział swoją nową książkę, wywiad-rzekę udzielony Andrzejowi Brzezieckiemu pod tytułem „Gry pamięcią”, dotyczącą polityki historycznej Polski, Ukrainy i Rosji. Odpowiadając na pytanie o szanse na rozwiązanie konfliktu pamięci między Polską i Ukrainą, ocenił, że samo rozwiązanie techniczne (zgoda na ekshumacje, pochówki, cmentarze, wzajemne akty potępienia sprawców i uszanowania ofiar) jest w istocie proste i niewymagające skomplikowanych działań. Zaznaczył jednak, że obecny konflikt nie jest już sporem historycznym, lecz w pełni współczesnym starciem dwóch polityk historycznych — i w świetle tej rywalizacji zadeklarował, że nie jest optymistą co do szybkiego rozwiązania sporu.
Rozmowę przeprowadził Bartłomiej Makowski. Podcast „Prawda Czasu i Prawda Ekranu” dostępny na kanale Polskie Radio na YouTube, liczącym 265 tys. subskrybentów. Data premiery: 5 lipca 2026.