Zagadki Historii: obrońcy Przebraża odparli w 1943 roku szturm 6 tysięcy żołnierzy UPA
Kanał „Zagadki Historii” opublikował obszerny materiał dokumentalny poświęcony historii Przebraża – polskiej wsi na Wołyniu, która w 1943 roku stała się symbolem zorganizowanego oporu ludności cywilnej wobec ludobójczych działań Ukraińskiej Powstańczej Armii. Materiał łączy narrację historyczną z cytowanymi fragmentami wspomnień Anny Kownackiej-Góry, ocalałej mieszkanki regionu.
Geografia i historia Wołynia przed rozbiorami
Autor rozpoczął od nakreślenia geograficznego kontekstu Wołynia – krainy w dorzeczu Górnego Bugu oraz dopływów Dniepru, Prypeci i Styru. Przywołał dwie konkurencyjne etymologie nazwy: według polskiego kronikarza Jana Długosza pochodzi ona od zamku Wołyń nad Bugiem, natomiast według historyka Nestora wywodzi się od słowiańskiego plemienia Wołynian. Trwałą polską obecność na tych terenach datował od 1366 roku, gdy król Kazimierz Wielki rozpoczął zajmowanie terytorium podzielonego wcześniej między Polskę a Wielkie Księstwo Litewskie.
Wskazał na kluczowe wydarzenia historyczne regionu: bitwę pod Beresteczkiem, gdzie wojska koronne rozbiły zbuntowane siły kozackie hetmana Bohdana Chmielnickiego wspierane przez Tatarów, określaną jako największą bitwę wojsk lądowych w XVII-wiecznej Europie, oraz zwycięstwo pod wodzą Józefa Poniatowskiego pod Zieleńcami 18 czerwca 1792 roku – pierwsze od czasów odsieczy wiedeńskiej samodzielne zwycięstwo Polski nad najeźdźcą, upamiętnione ustanowieniem przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego orderu Virtuti Militari.
Autor opisał następnie okres zaborów, naznaczony represjami carskimi wobec ludności polskiej: zamykaniem szkół, klasztorów i parafii, wywózkami na Sybir oraz wynarodowieniem dziesiątek tysięcy polskich rodzin. W okresie I wojny światowej Wołyń wielokrotnie przechodził z rąk do rąk między Austrią a Rosją, a na jego terenie działały Brygady Legionów Polskich walczące przeciwko Rosji, które po podpisaniu przez Niemcy Traktatu Brzeskiego oddającego Wołyń Ukrainie wypowiedziały posłuszeństwo zarówno Austrii, jak i Niemcom. Jako ciekawostkę autor wspomniał, że w 1916 roku w Kościuchnówce na Wołyniu założono klub piłkarski Legia Warszawa.
Wołyń w II Rzeczpospolitej – polityka Józefskiego
Po zakończeniu I wojny światowej, na mocy Traktatu Ryskiego, zachodni Wołyń wrócił w granice odradzającej się Polski. Autor scharakteryzował region jako rolniczy, określany mianem spichlerza Europy, gdzie 87 procent ludności mieszkało na wsi, a aż 70 procent było niepiśmiennych, choć do 1931 roku liczba analfabetów spadła o 20 procent. Podkreślił, że 70 procent mieszkańców Wołynia w latach 20. i 30. XX wieku stanowili Ukraińcy.
Kluczową rolę w kształtowaniu stosunków polsko-ukraińskich odegrał dwukrotny wojewoda wołyński Henryk Józefski, który prowadził politykę zgodnego współżycia obu narodów, rozwijał samorząd lokalny oparty na urzędnikach ukraińskich, wprowadził obowiązkowy język ukraiński w szkołach dwujęzycznych oraz popierał rozwój organizacji ukraińskich i polsko-ukraińskich. Równolegle prowadzono jednak intensywną kolonizację przy pomocy osadników wojskowych – w całym okresie międzywojennym na Kresach powstało blisko 8 tysięcy polskich osad, zasiedlanych przez byłe wojsko, przesiąknięte patriotyzmem i doświadczeniem militarnym. Autor zaznaczył, że to właśnie ci osadnicy w późniejszych latach trafiali na szczyty sowieckich list do eliminacji lub wywózki, co osłabiło polską zdolność do samoobrony, gdy nadeszła rzeź wołyńska.
Narodziny ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego
Autor opisał rodzącą się na Wołyniu świadomość narodową ukraińską i powstające organizacje polityczne: umiarkowane Wołyńskie Zjednoczenie Ukraińskie oraz Ukraińskie Zjednoczenie Narodowo-Demokratyczne, opowiadające się za współpracą z Polską, w kontraście do skrajnej Ukraińskiej Organizacji Wojskowej, odpowiedzialnej między innymi za nieudane zamachy na Józefa Piłsudskiego w 1921 roku i prezydenta Stanisława Wojciechowskiego w 1924 roku.
Szczególną uwagę poświęcił powstałej w 1929 roku w Wiedniu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), dążącej do utworzenia niepodległego, etnicznie jednolitego państwa ukraińskiego poprzez usunięcie wszystkich uznanych za okupantów – Polaków na terenie II Rzeczpospolitej i Rosjan w Ukraińskiej SRR. Do wybuchu wojny OUN prowadziła akcje terrorystyczne, zamachy, sabotaże i agresywną propagandę wzywającą do nienawiści wobec Polaków. Stepan Bandera, przyszły przywódca organizacji, miał zorganizować 11 zamachów, wymierzonych najczęściej w Polaków lub Ukraińców dążących do porozumienia polsko-ukraińskiego.
Autor szczegółowo opisał zabójstwo ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego, zorganizowane mimo nacisków Niemiec na jego odwołanie ze względu na ocieplenie relacji polsko-niemieckich, ponieważ OUN obawiała się, że zbliżenie polsko-ukraińskie zagrozi jej konfrontacyjnej polityce. Za organizację zamachu Bandera został skazany 13 stycznia 1936 roku na karę śmierci przez Sąd Okręgowy w Warszawie, zamienioną w drodze amnestii na dożywocie, co – jak zauważył autor – uczyniło go niemal idolem młodego pokolenia Ukraińców, mimo moralnej odpowiedzialności za śmierć wielu niewinnych ludzi.
Zmiana polityki po odwołaniu Józefskiego
Po śmierci Piłsudskiego pozycja wojewody Józefskiego osłabła, a on sam został odwołany pod zarzutem nadmiernego faworyzowania Ukraińców – decyzję tę autor ocenił jako błąd, który mógł zaważyć na życiu dziesiątek tysięcy Polaków na Kresach. Jego następca, mianowany w 1938 roku Aleksander Hałkiewicz, diametralnie zmienił politykę: rozpoczęto szeroko zakrojone represje wobec Ukraińców, ponowną polonizację urzędów oraz przejmowanie cerkwi prawosławnych i zamienianie ich na świątynie katolickie. Autor zaznaczył, że choć z jednej strony wynikało to z kojarzenia prawosławia z rosyjskim zaborcą, z drugiej zapominano o tradycji religijnej tolerancji dawnej Rzeczpospolitej. Kolonizacja i represje wywoływały narastające niezadowolenie na wsiach ukraińskich, a działacze ukraińscy trafiali do obozów odosobnienia, w tym do Berezy Kartuskiej.
Wybuch wojny, okupacja sowiecka i niemiecka
17 września 1939 roku, po agresji sowieckiej realizującej postanowienia paktu Ribbentrop-Mołotow, Wołyń trafił pod okupację sowiecką i został przyłączony do Ukraińskiej SRR. Już od lutego 1940 roku rozpoczęły się masowe wywózki ludności polskiej uznanej za element wywrotowy. Rok później region stał się terenem okupacji niemieckiej, podczas której w miastach takich jak Łuck, Równe i Kowel Niemcy przy współudziale ukraińskich formacji policyjnych i wojskowych przeprowadzali masowe egzekucje ludności żydowskiej.
Podział OUN i powstanie UPA
Autor wyjaśnił, że we wrześniu 1939 roku OUN uległa podziałowi, gdy część działaczy odmówiła wywołania powstania antypolskiego jako dywersji na rzecz Niemiec. W 1940 roku powstały dwie frakcje: umiarkowana OUN-M (melnykowcy, od nazwiska Andrija Melnyka), która choć pozostawała wroga wobec Polski, sprzeciwiała się fizycznej eksterminacji ludności cywilnej i otwarcie potępiła metody banderowców, oraz radykalna OUN-B (banderowcy). Banderowcy rozbili organizacje melnykowców, uwięzili ich kadrę oficerską w obozach o zaostrzonym rygorze, a tych, którzy odmówili podporządkowania, rozstrzelali.
Od 1942 roku OUN-B zaczęła tworzyć bojówki wojskowe, z czasem przekształcone w Ukraińską Powstańczą Armię. Początkowo dochodziło do pojedynczych zabójstw Polaków wyróżniających się pozycją społeczną czy zdolnością do organizowania konspiracji. Od lutego 1943 roku rozpoczęło się systematyczne niszczenie polskich osad, a pierwszą masową zbrodnią – swoistym testem zdolności UPA do pacyfikacji większej polskiej kolonii – było wymordowanie mieszkańców wsi Parośla 9 lutego 1943 roku. Autor ocenił, że gdyby Armia Krajowa, dysponująca wówczas przeważającą siłą, wykazała inicjatywę, można było zatrzymać rozkręcającą się spiralę mordów, ale meldunki docierające do Warszawy traktowano jako wyolbrzymione, a struktury AK na Wołyniu były wówczas jedynie szczątkowe.
Do końca czerwca 1943 roku udokumentowano mordy na 9130 Polakach – liczbę daleką od rzeczywistej skali, choć wciąż istniały obszary Wołynia, do których fala mordów jeszcze nie dotarła. W czerwcu 1943 roku Dmytro Kłaczkiwski, pseudonim „Kłym Sawur”, członek centralnego kierownictwa OUN i komendant UPA na Wołyniu, wydał ustną dyrektywę o powszechnej fizycznej likwidacji całej ludności polskiej, rozpoczynając rzeź wołyńską na wielką skalę.
Wspomnienia Anny Kownackiej-Góry: życie przed wojną i nadejście Niemców
W tym miejscu autor oddał głos cytowanym fragmentom wspomnień Anny Kownackiej-Góry, pochodzącym z artykułu „Przeżyłam w Przebrażu” opublikowanego w Kresowym Serwisie Informacyjnym nr 7 z lipca 2013 roku. Kownacka-Góra opisała swoje rodzinne strony – kolonię Popowinę w powiecie łuckim, zamieszkaną niemal wyłącznie przez Polaków, z jedną rodziną ukraińską o nazwisku Bortnik, otoczoną sadami i lasem. Relacjonowała spokojne, rodzinne życie sześcioosobowej rodziny przerwane wybuchem wojny.
Opisała wkroczenie Niemców pod koniec czerwca 1941 roku, którym towarzyszyło entuzjastyczne powitanie ze strony miejscowych Ukraińców, „omamionych wizją samostijnej Ukrainy” – rozbrajali i mordowali wycofujących się żołnierzy sowieckich, budowali bramy triumfalne przystrojone kwiatami i masowo wstępowali do niemieckiej policji.
Eskalacja przemocy wiosną 1943 roku
Autor przeniósł narrację o dwa lata do przodu, do wiosny 1943 roku, gdy Kownacka-Góra relacjonowała serię lokalnych mordów: zastrzelenie męża jej kuzynki na leśnej ścieżce, wymordowanie całej sześcio-ośmioosobowej polskiej rodziny we wsi Motyl, a także brutalne zabójstwo jedynej ukraińskiej rodziny (Kwaczów) w kolonii Glinne, która sprzeciwiła się mordowaniu Polaków – mężczyznę z żoną związano drutem kolczastym i powieszono, córkę zamordowano i okaleczono, tylko synowi udało się uciec w chwili, gdy zdzierano mu skórę; tego dnia zginęło łącznie 15 Polaków i 3 Ukraińców.
Kownacka-Góra opisała docierające w maju 1943 roku wieści o organizującej się samoobronie w Przebrażu, narastający strach skłaniający okoliczną ludność do nocowania w lesie oraz decyzję jej matki o pozostaniu w domu, przekonanej, że dzięki dobrym relacjom z sąsiadami nic jej nie grozi. Opisała zorganizowany na początku czerwca 1943 roku transport ewakuacyjny dla ludności polskiej z Kołek i okolicznych kolonii do Przebraża, a także dramatyczne ostrzeżenie od jedynej ukraińskiej sąsiadki, która – ryzykując życiem własnym i całej rodziny – poinformowała rodzinę Kownackiej-Góry, że piętnastu banderowców szykuje się do ich zamordowania, co pozwoliło im uciec w ostatniej chwili. Rodzina schroniła się najpierw w polskiej kolonii Chmielówka, skąd również musiała uciekać po ataku banderowców, docierając ostatecznie do Przebraża.
Historia i struktura społeczna Przebraża
Autor przedstawił szczegółową charakterystykę samego Przebraża – wsi w województwie wołyńskim, do 1923 roku noszącej nazwę Przebrudź, zamieszkanej przed wojną głównie przez potomków drobnej szlachty zagrodowej osiadłej na tych ziemiach od XVII wieku, szczególnie świadomej narodowo i kultywującej polskie tradycje wojskowe i polityczne. Według spisu z 1921 roku wieś liczyła 54 zagrody i 329 mieszkańców narodowości polskiej, a w 1938 roku już 200 domów i 1150 mieszkańców. Razem z okolicznymi koloniami tworzyła sołectwo liczące około 2000 osób, wyposażone w siedmioklasową szkołę, kościół katolicki, klub sportowy, sklepy i warsztaty rzemieślnicze – autor określił je jako „wyspę na morzu wsi ukraińskich”.
Jesienią 1942 roku do Przebraża zaczęły docierać wieści o mordach na Polakach w innych rejonach Wołynia, w tym o wymordowaniu wsi Parośle w lutym 1943 roku, którym jednak początkowo nie dawano wiary. Autor zacytował narastające podczas ukraińskich uroczystości hasła w stylu „skończyliśmy z Żydami, teraz zaczniemy z Lachami” oraz przerażające relacje napływających do Przebraża uciekinierów z terenów wschodniego Wołynia.
Organizacja samoobrony
Pod koniec lutego 1943 roku w Przebrażu odbyła się narada starszyzny, na której podjęto decyzję o utworzeniu samoobrony, początkowo liczącej 25-30 osób, wspieranej przez grupy obronno-alarmowe w okolicznych koloniach. W marcu 1943 roku powołano dowództwo.
Autor przedstawił obszerną biografię Henryka Cybulskiego, pseudonim „Har”, dowódcy wojskowego samoobrony od kwietnia 1943 roku – urodzonego w 1910 roku w pobliskiej kolonii Dermance, zesłanego przez Sowietów pod Archangielsk, skąd uciekł i w ciągu ośmiu tygodni dotarł z powrotem na Wołyń, ukrywającego się przed dekonspiracją, a następnie pracującego jako leśniczy w Karasinie, gdzie ukrywał Żydówkę Dwojrę Black oraz uratował swojego podkomendnego, ukraińskiego gajowego Mielnika, oskarżanego przez Niemców o współpracę z partyzantką.
Drugim dowódcą, odpowiedzialnym za sprawy porządkowe, aprowizacyjne i zakupy broni, został Ludwik Malinowski, były legionista pierwszego pułku ułanów krechowieckich, cieszący się wielkim autorytetem i biegle władający językiem niemieckim, co miało kluczowe znaczenie dla dalszych losów samoobrony. Autor zaznaczył, że po latach, gdy Cybulski wydał książkę „Czerwone noce”, rozgorzał spór o to, kto był rzeczywistym dowódcą obrony, oceniając jednak, że obaj skutecznie uzupełniali się w swoich rolach.
Zdobywanie broni i budowa fortyfikacji
Największym problemem młodej samoobrony był brak uzbrojenia – początkowo warty pełniono z siekierami, kosami, widłami i nożami, odgrzebywano schowaną broń sowiecką i poniemiecką. Ponieważ brakowało formalnego zezwolenia Niemców na posiadanie broni, delegacja pod przewodnictwem Ludwika Malinowskiego udała się do władz niemieckich w Kiwercach, argumentując petycję potrzebą ochrony kobiet i dzieci pracujących na roli przed „bandami leśnymi” – nie wspominając o Ukraińcach, gdyż wzajemne walki polsko-ukraińskie były Niemcom na rękę. Petycję wzmocniono jedzeniem i alkoholem, a Kreislandwirt zgodził się wydać piętnaście sztuk przestarzałej broni – kluczowy był jednak sam podpisany dokument, który umożliwił legalizację dalszego pozyskiwania uzbrojenia ze skrytek, zakupów od Niemców, Węgrów i samych Ukraińców (czasem za wiadro jabłek), a także uruchomienie własnej rusznikarni pod kierownictwem Kazimierza Olszewskiego.
Wybudowano linie obronne o łącznej długości około 20 kilometrów, rowy, stanowiska ogniowe, w tym z użyciem odzyskanych z wraków dwóch sowieckich czołgów i dwóch dział kalibru 45 mm, oraz prowizoryczne bunkry otoczone drutem kolczastym. Zorganizowano cztery kompanie ochotnicze, a także zwiad pieszy i konny mogący pełnić funkcję kawalerii.
Masakra wielkanocna i napływ uchodźców
8 kwietnia 1943 roku, w Wielkanoc, grupa około 20 mężczyzn z Przebraża udających się na rezurekcję do pobliskiego kościoła wpadła w ukraińską zasadzkę niedaleko wsi Dobra – żaden z nich nie przeżył, a ciała zostały okrutnie zmasakrowane i celowo wystawione na widok publiczny, by zademonstrować skalę okrucieństwa. Autor podkreślił, że to wydarzenie ostatecznie uświadomiło mieszkańcom Przebraża koniec dotychczasowego, pokojowego współistnienia z ukraińskimi sąsiadami.
Od marca 1943 roku do Przebraża napływały fale uchodźców z coraz odleglejszych rejonów Wołynia, w tym ocaleni z pogromów wsi Dobra, Aleksandrówka i Balarka, a także z gmin Kołki, Trościaniec, Silno, Kiwerce, Poddębice i Ołyka. Samoobrona organizowała także chronione konwoje ewakuacyjne, dzięki którym do Przebraża sprowadzono między innymi 3 tysiące Polaków z Kołek. Przeludnienie prowizorycznych baraków, szałasów i ziemianek prowadziło do epidemii, którym częściowo przeciwdziałał prowizoryczny punkt sanitarny prowadzony przez lekarza Piotra Błażejczyka i pielęgniarkę Walentynę Jacewicz, wspierany przez dojeżdżającego z Kiwerc dyrektora tamtejszego szpitala, doktora Henryka Kałużyńskiego, dla którego każdy taki wyjazd wiązał się z ryzykiem. Dla utrzymania porządku wśród napływających, których tożsamości nie sposób było skontrolować, utworzono sąd wiejski i prowizoryczne więzienie. Głównym pożywieniem były ziemniaki i chleb, niemal bez tłuszczu, gdyż Niemcy regularnie rekwirowali masło i drób.
Autor omówił rozbieżności w szacunkach liczby osób przebywających w Przebrażu – Cybulski podawał 18 tysięcy w czerwcu 1943 roku, inne źródła nawet 20 tysięcy, podczas gdy Władysław i Ewa Siemaszko szacowali liczbę w szczytowym okresie na 10-12 tysięcy, częściowo tłumacząc rozbieżność praktyką wywożenia części uchodźców do bezpieczniejszych miast z niemieckimi garnizonami.
Masakra pod Czetwertnią i gest miłosierdzia
6 maja 1943 roku dwudziestodwuosobowa grupa mieszkańców Przebraża udała się po zakup ziemniaków do ukraińskiej wsi Czetwertnia. W drodze powrotnej transport zaatakowała banda UPA – wszystkich Polaków zagnano do opuszczonej chałupy, a następnie wymordowano parami w stodole; zginęło 19 osób. Kilka dni później czterdziestoosobowy oddział samoobrony dotarł do Czetwertni, zastając jedynie starsze osoby (młodzi Ukraińcy, obawiając się odwetu, ukryli się w lesie), które wskazały miejsce pochówku ofiar i pomogły w ekshumacji. Mimo że konwój był ostrzeliwany w obie strony, nie doszło do strat wśród Polaków. Kiedy zwłoki ponownie wystawiono publicznie w Przebrażu, wśród płaczu i nawoływań do zemsty komendant Malinowski wypuścił wolno przyprowadzonych z Czetwertni Ukraińców, mówiąc, że Polacy nie mordują dzieci, kobiet i starców, ale nie będą mieli litości dla bandytów.
Pierwszy wielki atak – 5 lipca 1943 roku
Od początku lipca zauważono narastającą koncentrację oddziałów UPA w okolicznych wsiach ukraińskich, przygotowujących uderzenie na Przebraże na szeroką skalę. O trzeciej nad ranem 5 lipca 1943 roku banderowcy przeprowadzili pierwszy rozpoznawczy atak z północnego wschodu. W tym miejscu autor ponownie oddał głos wspomnieniom Anny Kownackiej-Góry, która opisała paniczną ucieczkę mieszkańców widzących płonący pierścień okolicznych wsi otaczający Przebraże, walki w rejonie wsi Zagajnik, spalenie licznych okolicznych miejscowości (Czornica, Tworymer, Wincentówka, Majdan Jezierski, Dermanka, Budy) oraz makabryczne relacje uciekinierów, którzy dotarli do Przebraża często w samej bieliźnie i boso, opisujących, że banderowcy strzelali do uciekających, a schwytanych mordowali okrutnie.
Autor uzupełnił relację Kownackiej-Góry szczegółami militarnymi: atak nie był całkowitym zaskoczeniem dzięki widocznym przez całą noc pożarom, ale jego gwałtowność zaskoczyła obrońców. Ukraińcy próbowali wbić klin w obronę przez wieś Zagajnik, zmuszając Polaków do taktycznego wycofania, jednak kontratak plutonu odwodowego pod osobistym dowództwem Cybulskiego odbił stracone pozycje. Kolejne ataki z innych kierunków powstrzymano ogniem karabinów maszynowych. W ataku UPA wzięło udział około 1000 żołnierzy oraz uzbrojonych chłopów. Po nieudanej pierwszej fali banderowcy o godzinie 11:00 ponowili atak, ostrzeliwując z moździerzy, ale bez powodzenia, a polski zwiad konny sam zaatakował grupujące się siły ukraińskie, zmuszając je do ucieczki. Bilans nocy był tragiczny – spalono praktycznie 20 polskich wsi, a straty ludności cywilnej oszacowano na około 550 zamordowanych; ocaleni schronili się w Przebrażu. Skala i determinacja polskiego oporu zaskoczyła Ukraińców na tyle, że zrezygnowali z rzucenia do walki głównych sił i wycofali się w stronę Kołek.
Wnioski z pierwszego ataku i akcja odwetowa pod Trościańcem
Pierwszy atak uświadomił dowództwu samoobrony skalę zagrożenia oraz niedociągnięcia systemu obronnego, co pozwoliło na budowę nowych bunkrów, powiększenie zasieków i zwiększenie zasięgu patroli. Dowództwo doszło do wniosku, że nie można się ograniczać wyłącznie do obrony biernej. Wywiad ustalił, że siły UPA po akcjach wycofują się często do oddalonej o 7 kilometrów wsi Trościaniec. 12 lipca 1943 roku Cybulski, prowadząc trzy kompanie, przeprowadził tam prewencyjny, zaskakujący atak, rozbijając zgromadzone siły ukraińskie, paląc część zabudowań i nakazując pozostałej ludności cywilnej przesiedlenie się w celu powiększenia bezpiecznej strefy buforowej wokół Przebraża. Autor ocenił, że upadek Trościańca miał kluczowe znaczenie psychologiczne, podnosząc morale mieszkańców po traumatycznym ataku z 5 lipca i uświadamiając stronie ukraińskiej zdolność Polaków do skutecznych działań ofensywnych.
Bitwa o chleb – 31 lipca 1943 roku
Problemem obok ataków ukraińskich stało się zapewnienie żywności rozrastającej się społeczności – transport mąki wysłany przez AK z Łucka nie rozwiązywał narastającego kryzysu. Wraz z nadejściem żniw dowództwo zaczęło wysyłać chronione konwoje po zboże z opuszczonych, spalonych polskich pól, na co swój sposób próbowali też wpaść okoliczni chłopi ukraińscy wspierani przez UPA, znający harmonogram polskich wypraw dzięki własnemu rozpoznaniu.
31 lipca 1943 roku żniwiarzy osłanianych przez III kompanię niespodziewanie zaatakował silny oddział UPA. Żniwiarze wycofali się z zebranym zbożem, a osłona okopała się do obrony, wkrótce otoczona przez narastające siły ukraińskie liczące w końcu kilka tysięcy ludzi. Bitwa przeniosła się w rejon lasu graniczącego z Przebrażem, a Ukraińcy podjęli trzy kolejne ataki, na tyle groźne, że dowództwo nakazało stawić się na pole walki wszystkim posiadającym broń – siły atakujące liczyły wówczas około 3000 osób wobec 800 obrońców zdolnych do walki. Walki trwały do wieczora, aż celny ogień z dwóch dział czołgowych spowodował wybuch ukraińskich wozów z amunicją i wymusił pospieszny odwrót banderowców. Od tego momentu, choć wciąż pod osłoną, zbieranie zboża z opuszczonych pól stało się możliwe bez większych przeszkód, a uruchomione w Przebrażu prowizoryczne młyny konne mogły pracować.
Przygotowania do decydującego szturmu
Istnienie skutecznej samoobrony stało się dla dowódców UPA poważnym problemem strategicznym. Pod koniec sierpnia zaplanowano generalny szturm, poprzedzony mobilizacją mężczyzn w wieku 16-50 lat w okolicznych wioskach, szkoleniami wojskowymi oraz agitacją wśród chłopów ukraińskich obietnicami łupów. O determinacji UPA świadczyło ściągnięcie doborowych oddziałów z Małopolski Wschodniej, liczących około 3000 doświadczonych bojowników. Łącznie siły ukraińskie skoncentrowały około 6000 żołnierzy oraz drugie tyle uzbrojonych chłopów, wspartych 66 ciężkimi i 26 ręcznymi karabinami maszynowymi, moździerzami i dwoma działami. Polska strona mogła wystawić cztery kompanie liczące łącznie 600-800 ludzi, oddział odwodowy ponad 200 osób oraz mniejsze placówki samoobrony w Rafałówce (170 osób) i Komarówce (30 osób).
Autor podkreślił kluczowe znaczenie sojuszy zewnętrznych: współpracy z inspektoratem AK w Łucku, dostarczającym pomoc materialną i dane wywiadowcze, współdziałania z oddziałem partyzanckim AK podporucznika Jana Rutki „Drzazgi” liczącym około 100 żołnierzy, a przede wszystkim strategicznej współpracy z oddziałem partyzantki sowieckiej pułkownika Mikołaja Prokopiuka, liczącym 150 żołnierzy i 60 kawalerzystów, z którym ustalono system wzajemnej pomocy, spotykając się w opuszczonej wsi Hermanówka. Dodatkowym, cichym sojusznikiem była graniczącą z Przebrażem na odcinku niemal 3 kilometrów ukraińska wieś Jeziorno, z którą zawarto umowę o nieagresji, obejmującą przekazywanie informacji o planowanych atakach UPA i udzielanie schronienia uciekającym Polakom – umowa ta była kluczowa, gdyż przez tę wieś prowadziła strategiczna droga z Przebraża do Łucka, a strona ukraińska, jak zaznaczył autor, wywiązała się z niej w pełni.
Ostateczny szturm – 30 sierpnia 1943 roku
Atak zaplanowano na 30 sierpnia 1943 roku, licząc na zaskoczenie mimo dobrze spenetrowanej wywiadowczo, sięgającej nawet 10 kilometrów głębokości linii obronnej Przebraża. Plan zaskoczenia jednak się nie powiódł, gdyż przedpole wsi było stale patrolowane, a atak spodziewano się lada dzień. O świcie, przed godziną 5 rano, Ukraińcy rozpoczęli ostrzał moździerzowy od strony Wincentówki, wywołując pożary kilku budynków, ale bez paniki wśród mieszkańców. Po krótkim ostrzale nastąpił szturm od zachodu, mający związać główne siły obrońców, podczas gdy decydujące uderzenie planowano od strony południowo-wschodniej i wschodniej. Autor odnotował makabryczny szczegół przygotowań ukraińskich – stacjonujący nieopodal tabor wozów przeznaczonych do wywiezienia mienia pomordowanych Polaków oraz obecność prawosławnych popów mających odprawić modły dziękczynne na zgliszczach Przebraża.
W miarę trwania całodziennych walk liczebna przewaga Ukraińców zaczęła dawać się we znaki obrońcom, coraz bardziej brakowało sił do łatania linii obrony. Dowództwo zdecydowało się prosić o pomoc partyzantkę sowiecką – jedyną drogą przez otoczenie były Błota Warchowskie, przez które przedarł się kilkunastoletni ochotnik Witalis Olszewski, docierając do stacjonującego kilka kilometrów dalej pułkownika Prokopiuka. Ustalono skoordynowany atak na tyły głównych sił ukraińskich, wspierany przez wysłany przez błota polski oddział liczący 120 żołnierzy piechoty i 30 kawalerzystów. Ukraińcy, nie spodziewając się nadejścia jakiejkolwiek odsieczy ani ataku od tyłu, znaleźli się w chaosie, gdy sztab wschodniego odcinka z głównymi siłami nagle znalazł się w okrążeniu – drogi ucieczki zablokowały jednocześnie oddział konny samoobrony oraz kawaleria Prokopiuka. Atak ukraiński ostatecznie się załamał, przechodząc w niekontrolowany odwrót; na polu bitwy pozostawiono około 400 ciał poległych, 40 osób wzięto do niewoli, zdobyto też znaczne zapasy broni. Był to ostatni atak na Przebraże – Ukraińcy nie ponowili już prób zdobycia polskiego obozu.
Ofensywne działania samoobrony po zwycięstwie
Po klęsce sierpniowej dowództwo Przebraża przeszło do ofensywy. We wrześniu 1943 roku ponadstuosobowy oddział zaatakował stanowiącą stałe zagrożenie bazę UPA we wsi Chałczyce, rozbijając ją, paląc wieś i nakazując przesiedlenie ludności cywilnej. 5 października wraz z partyzantami sowieckimi zlikwidowano szkołę oficerską UPA w Ołowie – niedoszłych oficerów rozgoniono, placówkę rozbito, a Ukraińcy stracili kolejnych 10 żołnierzy. W tym samym miesiącu zaatakowano wieś Słowatycze, gdzie Ukraińcy stracili kilkudziesięciu zabitych, a wspomagający oddział Prokopiuka wziął do niewoli 100 Uzbeków, którzy mieli wcześniej przyłączyć się do UPA.
W listopadzie 1943 roku wywiad doniósł, że we wsi Żurawicze Ukraińcy przetrzymują 1000 sztuk bydła zrabowanego zamordowanym Polakom. Wysłany oddział samoobrony przejął całe bydło oraz spore zapasy mąki i zboża, zapewniając niezbędną przed zimą żywność.
Wyzwolenie i powojenne losy mieszkańców
2 lutego 1944 roku w rejon Przebraża dotarły oddziały 6. Korpusu Kawalerii generała majora Baranowa w składzie 13 Armii sowieckiej. Stosunki frontowych jednostek sowieckich z polskimi partyzantami i samoobroną były na ogół poprawne, w przeciwieństwie do relacji z późniejszymi jednostkami NKWD. Dowódcy samoobrony, Malinowski i Cybulski, zagrożeni aresztowaniem przez Sowietów, musieli się ukrywać, następnie działali w partyzanckiej brygadzie „Grunwald”, a po jej rozwiązaniu wstąpili do Ludowego Wojska Polskiego. Ludność Przebraża w 1945 roku, w ramach fali powojennych wysiedleń, została zmuszona do wyjazdu na tereny Polski, w tym do Niemodlina i Malborka. Autor zaznaczył, że po samym Przebrażu obecnie nie ma śladu – wieś na terenie Ukrainy nazywa się dziś Hajowe.
Współczesny spór o pamięć: ukraińska kontrnarracja
Kilometr od ostatnich zabudowań dawnego Przebraża znajduje się cmentarz wojskowy odnowiony siłami polskich organizacji w listopadzie 2001 roku. W 2015 roku Ukraińcy odsłonili w tym miejscu krzyż upamiętniający, według umieszczonej na nim tabliczki, „ofiary masowego zniszczenia Ukraińców, którzy zginęli w 1943 roku z rąk polskich i rosyjskich okupantów”. Jak podawał ukraiński portal Wołyn News, krzyż odsłonięto na miejscu rzekomego masowego rozstrzelania dwóch tysięcy Ukraińców w sierpniu 1943 roku, z czego dwie trzecie miało stanowić mieszkańców okolicznych wsi. Według przedstawianej podczas uroczystości wersji wydarzeń, upowcy przybyli w rejon Przebraża, by chronić okoliczną ludność ukraińską przed napadami rabunkowymi, doszło do starć z polskimi partyzantami, którzy wezwali na pomoc sowiecką partyzantkę, a ta zaszła Ukraińców od tyłu, otwierając ogień w plecy – w rezultacie, według cytowanych przez portal ocen, zginęło ponad 430 ukraińskich powstańców i blisko 1500 bezbronnych Ukraińców z miejscowej ludności. Autor skomentował tę wersję ironicznie jako „alternatywną wersję historii”.
W 2017 roku doszło do kolejnej uroczystości upamiętniającej, w której udział wzięli lokalni przedstawiciele partii Swoboda wraz z weteranami UPA, określający wydarzenia jako zbrodnię dokonaną przez polską Armię Krajową w zmowie z rosyjskimi partyzantami na bezbronnych Ukraińcach, postulując budowę pomnika z inskrypcją opisującą, ich zdaniem, prawdziwy przebieg wydarzeń. Z polskiej strony w tym samym roku na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie umieszczono dwie tablice pamiątkowe poświęcone obrońcom polskich miejscowości na Wołyniu, z których jedna wymienia Przebraże 1943-44, co wzbudziło kontrowersje po stronie ukraińskiej.
Pozytywne gesty pojednania
Autor przywołał również pozytywne przejawy współpracy polsko-ukraińskiej: w 2022 roku, w przededniu Wielkanocy, ukraińscy wolontariusze z Wołynia uporządkowali polskie cmentarze w Hołobach, Żurawiczach i Rokitnie, a akcja objęła również Polski Cmentarz Wojskowy w dawnym Przebrażu, gdzie wraz z okolicznymi mieszkańcami pracowali także wolontariusze z Łucka, usuwając opadłe liście i malując nagrobki – w ramach odwdzięczenia się za pomoc, jaką Polacy okazali cywilom ukraińskim uciekającym przed rosyjską agresją. Autor ocenił, że tego rodzaju oddolne gesty są znacznie cenniejsze niż odgórnie narzucona polityka historyczna. Zaznaczył też, że nekropolią w Przebrażu opiekują się Polacy zrzeszeni w Stowarzyszeniu Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej na Wołyniu, harcerze Chorągwi Łódzkiej ZHP oraz Chorągiew Wołyń Harcerstwa Polskiego na Ukrainie.
Przebraże nie było jedyne – Zasmyki, Pańska Dolina i Rybcza
Autor podsumował, że samoobrona w Przebrażu przetrwała dzięki odwadze i konsekwentnie prowadzonej obronie, nie zamykając się przy tym w izolacji – starała się aktywnie pomagać innym, ratując zagrożonych z okolicznych miejscowości mimo tragicznych warunków bytowych. Zaznaczył, że Przebraże nie było jedynym ocalałym ośrodkiem samoobrony na Wołyniu – podobną rolę pełniły mniejsze lub większe skupiska takie jak Zasmyki, Pańska Dolina czy Rybcza, choć ostatecznie wszyscy mieszkańcy musieli opuścić te tereny po wojnie, gdy ustanowiono na nich granice Ukrainy.
Autor skomentował krytycznie próby przedstawiania przez stronę ukraińską historii Wołynia w odmienny sposób, zaznaczając, że choć sam fakt istnienia takiej narracji go nie interesuje, dziwi go brak zdecydowanych reakcji na zjawisko nazywania sprawców ofiarami. Podkreślił jednak wagę tego, że po latach milczenia wydarzenia na Wołyniu są ponownie przedmiotem debaty publicznej.
Na zakończenie polecił literaturę tematu: wspomnienia dowódcy obrony Przebraża Henryka Cybulskiego „Czerwone noce, krwawe Wołyń 43″, określone jako podstawowa pozycja, a także prace Józefa Sobiesiaka „Przebraże”, Tadeusza Dudka „Przebraże 43″ oraz Władysława Filara „Przebraże, bastion polskiej samoobrony na Wołyniu”.
Materiał „Przebraże: Wołyńska Twierdza, Która Przetrwała Piekło Ludobójstwa!” opublikowano na kanale Zagadki Historii na YouTube, liczącym 2,54 tys. subskrybentów, 10 czerwca 2025 roku.










