Prof. Zoll i dr Kossacki-Lytwyn w „Podróży bez Paszportu”: UPA, Wołyń i impas polsko-ukraiński

Prof. Fryderyk Zoll z Uniwersytetu Jagiellońskiego i dr Łukasz Kossacki-Lytwyn z kancelarii Hanglung Law Biernat & Kossacki rozmawiali z Mateuszem Grzeszczukiem w programie „Podróż bez Paszportu” o kryzysie w relacjach polsko-ukraińskich wywołanym decyzją Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia „bohaterów UPA”.

Dlaczego ukraińskie władze to zrobiły

Prof. Zoll otworzył rozmowę od pytania, które zadaje sobie wielu Polaków: jak to możliwe, że Ukraina — wiedząc, jak głęboko Wołyń porusza polską opinię publiczną — podjęła taką decyzję? Jego odpowiedź była złożona. Zoll przypomniał, że kult UPA na zachodniej Ukrainie ma korzenie sięgające dziesięcioleci — i że paradoksalnie pielęgnowały go osoby najbardziej propolskie i prozachodnie, widzące w UPA przede wszystkim symbol walki z sowiecką Rosją. Studentka z Tarnopola, którą pamiętał z lat 90., niezwykle otwarta na Polskę i na Europę, z wielkim przejęciem opowiadała, jak ukraińscy harcerze szukali w górach zaginionego sztandaru UPA. „My nie bardzo rozumiemy znaczenia tej armii w świadomości Ukraińców” — powiedział profesor.

Podkreślił też, że Wołyń jako zbrodnia na Polakach jest w ukraińskiej świadomości po prostu nieobecny. Ukraińcy znają UPA jako formację, która walczyła mężnie z Sowietami przez kilkanaście lat po wojnie — aż do ostatnich oddziałów likwidowanych w 1960 roku. Zbrodnie na Polakach są poza polem widzenia. Co więcej, decyzja o nazwie jednostki, jak tłumaczył Zoll, wyszła oddolnie od żołnierzy i była skierowana wyłącznie przeciwko Rosji. Zełenski podpisał jeden z dziesiątek dokumentów, które trafiają na jego biurko. „Nie jestem pewien, czy to było w pełni świadome” — mówił profesor, choć jednocześnie zastrzegł, że Zełenski zdążył się dowiedzieć o polskiej wrażliwości.

Dr Kossacki-Lytwyn dodał, że decyzja ta była jego zdaniem również zagrywką na potrzeby wewnętrzne ukraińskiej polityki. Ukraina zbliża się do wyjścia z okresu wojennego, co oznacza nieuchronne wejście w proces wyborczy. Środowiska nacjonalistyczne na Ukrainie rosną w siłę — podobnie jak w Polsce i w innych krajach. Nadanie kontrowersyjnej nazwy mogło być gestem obliczonym na tę część elektoratu.

Wołyń jest złożony — ale zbrodnia była zbrodnią

Prof. Zoll wyraźnie zaznaczył, że nie jest historykiem i nie chce wchodzić w spory metodologiczne. Zwrócił jednak uwagę na złożoność historii Wołynia, który przed wojną był areną wpływów nie tylko ukraińskiego nacjonalizmu, ale też prawosławnego nacjonalizmu moskiewskiego skupionego wokół Ławry Poczajowskiej — ośrodka, w którym na ścianach do dziś wisi święty car Mikołaj II. „Jak to się stało, że tak szybko zbudowała się tam organizacja zdolna do zbrodni na taką skalę?” — pytał. Przypomniał też, że akcja pacyfikacyjna w 1938 roku, podczas której polskie wojsko niszczyło prawosławne cerkwie na Chełmszczyźnie, była potępiana przez znaczną część polskich elit — od konserwatywnych publicystów jak Mackiewicz i Pruszyński po episkopat i Watykan.

Jednocześnie jednak Zoll i Kossacki-Lytwyn byli zgodni: żadne historyczne zaszłości nie tłumaczą zbrodni. „Akcja z 1938 roku była represyjną, bezprawną polityką państwa. Ale rzeź wołyńska to zorganizowane masowe ludobójstwo ludności cywilnej” — powiedział Kossacki-Lytwyn. Zoll dodał, że Kłaczkiewski — Kłym Sawur — był bez wątpliwości zbrodniarzem wojennym.

Odebranie orderu — błąd bez odwrotu

Obaj rozmówcy byli sceptyczni wobec pomysłu odebrania Zełenskiemu Orderu Orła Białego, choć z różnych powodów.

Prof. Zoll przypomniał precedens z lat 60., gdy dyskutowano o odebraniu Virtuti Militari generałowi Szandrukowi — ostatniemu dowódcy jednostki wywodzącej się z SS Galizien, a zarazem bohaterowi kampanii wrześniowej po stronie Polski. Giedroyc napisał wówczas tekst, w którym zaklinał, żeby odznaczenia nie odbierać, i postawił profetyczną tezę: historia polsko-ukraińska jest tragicznie krwawa, wymaga obiektywnego zbadania, ale emocje nie mogą niszczyć stosunków, bo są one kluczowe dla przyszłości Europy Wschodniej. Lech Kaczyński pamiętał o tym, gdy Juszczenko przyznał pośmiertnie tytuł bohatera Ukrainy Banderze — i nie zdecydował się na odebranie odznaczenia. „To zdanie Giedroycia dzisiaj zupełnie zapomnieliśmy” — powiedział Zoll.

Profesor zwrócił też uwagę na prawną stronę sprawy. Order odbiera się, gdy odznaczony wprowadził w błąd dającego odznaczenie lub dopuścił się czynu niegodnego. „Czy to jest czyn niegodny? To jest czyn politycznie błędny, ignorujący naszą wrażliwość. Ale czy niegodny?” — pytał. Odebranie orderu uderzy nie tylko w Zełenskiego, ale w cały naród ukraiński — bo order przyznawano narodowi, nie osobie. Paradoksalnie może wzmocnić Zełenskiego wewnętrznie, wywołując konsolidację wokół niego, podobną do tej po starciu z Trumpem i Vance’em. Skutki długofalowe będą jednak — w jego ocenie — niszczycielskie.

Kossacki-Lytwyn przewidywał, że do odebrania orderu prawdopodobnie dojdzie, bo zarówno Nawrocki, jak i Tusk kierują się bieżącymi sondażami. Ostrzegł, że Ukraińcy się nie cofną i będą eskalować — a entuzjazm, z jakim rosyjski komentariat obserwuje ten spór, jest bardzo wymowny. „To tylko i wyłącznie cieszy stronę rosyjską” — powiedział.

Ukraina nie jest państwem normalnym — i nasze oczekiwania powinny to uwzględniać

Dr Kossacki-Lytwyn bronił tezy, że nie możemy przykładać do Ukrainy miary normalnego państwa. Ukraina od czasu Majdanu balansuje na granicy upadku — w 2022 roku Jasionka miała prawdopodobnie służyć przede wszystkim ewakuacji ukraińskich elit zagrożonych rosyjską pacyfikacją. Elity ukraińskie funkcjonują w permanentnym, wysokim stresie, pod osobistym zagrożeniem, z naleciałościami radzieckiego modelu zarządzania, który nie zniknął wraz z Majdanem. „Wymaganie od nich, że będą się zachowywać uwzględniając interesy państw trzecich, jest zbyt daleko posunięte” — powiedział.

Zoll uzupełnił ten obraz opisem Ukrainy jako państwa historycznie złożonego: na zachodzie — dziedzictwo habsburskie, galicyjska autonomia, silny ruch spółdzielczy i ukraińska obecność na Uniwersytecie Jana Kazimierza; na wschodzie — dziedzictwo rosyjskie i sowieckie. Polacy, jego zdaniem, często widzą Ukrainę przez pryzmat Trylogii i dziewiętnastowiecznych mitów narodowych, nie rozumiejąc tej złożoności. Kossacki-Lytwyn zwrócił uwagę, że współczesna Ukraina łączy aspiracje zachodnie z nawykami oligarchiczno-kupieckiego modelu państwa, który de facto hamował integrację europejską przed wojną.

Ekshumacje — priorytet niezależnie od polityki

Obaj rozmówcy zgodzili się, że kwestia ekshumacji ofiar rzezi wołyńskiej jest fundamentalna i nie powinna być zakładnikiem bieżących napięć politycznych. Kossacki-Lytwyn powiedział wprost, że każda ofiara — po polskiej i po ukraińskiej stronie — zasługuje na godny chrześcijański pogrzeb. Wskazał, że może warto przeprowadzić ekshumacje po obu stronach, a ocenę historyczną zostawić następnemu pokoleniu, które będzie miało większy dystans. „Nie da się budować długotrwałych dobrych relacji bez załatwienia tego” — powiedział.

Prof. Zoll był wobec odebrania orderu sceptyczny właśnie ze względu na ekshumacje — obawiał się, że dramatyczna eskalacja zablokuje ten proces na kolejne lata.

Giedroyc i kultura paryska jako drogowskaz

Kossacki-Lytwyn zakończył odwołaniem do kultury paryskiej. Giedroyc i środowisko paryskiej „Kultury” poświęcali kwestii polsko-ukraińskiej wiele miejsca, doskonale znając skalę wzajemnych krzywd — i mimo to formułowali jeden wniosek: musimy się dogadać, bo w innym przypadku byt obu państw będzie zagrożony. „Chciałbym, żeby nasi politycy czytali kulturę paryską. I chciałbym, żeby elity ukraińskie też to przeczytały” — powiedział. Dodał, że z tego konfliktu cieszy się tylko imperialny projekt rosyjski — i że odpowiedzi na ten projekt muszą mieć horyzont pokoleniowy, nie wyborczy.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *