Świdziński w Gońcu: „Katastrofalny błąd Polski. Pomoc dla Ukrainy od początku powinna być transakcyjna, nie emocjonalna”

Albert Świdziński ze Strategy&Future rozmawiał z Januszem Wartnerem o polskiej polityce wobec Ukrainy, kryzysie wywołanym decyzją Zełenskiego o nazwie jednostki wojskowej i o tym, czy Polska wykorzystała swoje lewary w odpowiednim momencie.

Czy Ukraina upadłaby bez pomocy Zachodu

Świdziński ocenił, że sytuacja militarna na froncie zmieniła się na tyle, że Ukraina jest dziś w mniejszym stopniu niż wcześniej zależna od sprzętu dostarczanego przez Zachód. Za utrzymanie patu na froncie odpowiadają w znacznej mierze drony — a te Ukraińcy opracowują głównie sami. Inaczej wygląda kwestia finansowa: budżet ukraiński wisi na pomocy zewnętrznej, a bez niej państwo mogłoby stanąć przed niemożnością wypłaty pensji i obsługi zobowiązań. Implozja finansowa państwa ukraińskiego byłaby realnym zagrożeniem — i to jest główna zależność Ukrainy od Zachodu, nie militarna.

Co by oznaczał upadek Ukrainy dla Polski

Świdziński nie miał wątpliwości: Polska byłaby w najtrudniejszej sytuacji spośród wszystkich państw zachodnich. Rosja udowodniłaby faktami, że ma status wielkiego mocarstwa i prawo do wpływania na rzeczywistość w Polsce. Państwa Europy Zachodniej znalazłyby się w zupełnie innej sytuacji — dla nich koszt byłby nieporównywalnie mniejszy, a argument za znalezieniem modus vivendi z Rosją byłby wtedy bardzo silny. Polska nie może budować bezpieczeństwa w założeniu, że Europa Zachodnia czy Stany Zjednoczone wbrew własnym interesom jej w tym pomogą.

Nastroje antyukraińskie i ryzyko zmiany elit

Świdziński ocenił, że nawet gdyby do władzy w Polsce, Niemczech czy Francji doszli politycy otwarcie antyukraińscy, napotykaliby te same strukturalne ograniczenia co ich poprzednicy. Politycy jako jednostki mają ograniczony wpływ na rzeczywistość — mogą wybrać kąt skrętu, ale nie kierunek. Ponadto globalna gospodarka może znajdować się przed poważnym kryzysem, który sam w sobie mógłby sprawić, że wspieranie Ukrainy stanie się zbyt kosztowne — nawet bez zmiany elit politycznych.

Katastrofalny błąd: pomoc bez warunków

Świdziński ocenił, że Polska od początku prowadziła wobec Ukrainy politykę opartą na emocjach — i to jest katastrofalny błąd w sztuce. Politycy nie mają prawa kierować się emocjami w polityce zagranicznej. Obywatele mogą pomagać Ukraińcom jak im serce zaśpiewa — ale nie politycy. Każda polska pomoc dla Ukrainy powinna opierać się na prostej konstatacji: ich sytuacja bezpieczeństwa jest gorsza niż nasza. Jeśli oni przegrają, my dalej będziemy żyć. W związku z tym możemy ich wykorzystywać — i to jest uczciwa, jasna wymiana handlowa.

Oczekiwanie wdzięczności jest z gruntu błędne. Jeśli gest opisywany jako altruistyczny zakłada oczekiwanie wdzięczności, to nie jest altruizm — to jest wymiana. Polska chciała od Ukrainy czegoś symbolicznego: żeby byli mili, żeby były gesty. To nie jest polityka.

Właściwy moment na lewar — był i minął

Świdziński powiedział wprost, że najlepszy moment na użycie lewara wobec Ukrainy był wtedy, gdy była ona najsłabsza — w drugiej połowie 2022 roku i przez cały 2023. Wtedy zamknięcie Jasionki byłoby niezwykle potężnym argumentem. Wtedy można było zażądać porzucenia narracji o Banderze jako fundamencie tożsamości państwowej. Albo czegoś cenniejszego — na przykład technologii, materiału rozszczepialnego, całego stosu technologicznego ukraińskich dronów. Teraz Ukraina jest mniej zależna od Zachodu niż wtedy, więc siła tego argumentu jest mniejsza.

UPA, polityka historyczna i odebranie orderu

Świdziński przyznał, że osobiście reaguje źle na decyzję Zełenskiego — bo traktuje ją jako brak szacunku. Jednocześnie zaznaczył, że nawet kwestia polityki historycznej mogłaby być elementem transakcji — porzucenie kultu UPA w zamian za coś konkretnego. Problem polega na tym, że każdy lewar ma swoją cenę — jeśli używamy go w sprawie historycznej, nie możemy użyć go w innej.

Odebranie orderu Orła Białego Zełenskiemu nazwał gestem, który raczej nie pozbawi Zełenskiego snu — ma ich za dużo z całego świata. Symboliczne gesty bez realnego wpływu na położenie Ukrainy nie są argumentem, który trafia do przekonania. Zwrócił też uwagę na paradoks: odebrania orderu domaga się prezydent Nawrocki, który przez całą kampanię wychwalał prezydenturę Andrzeja Dudy — a to właśnie Duda ten order nadał.

Polacy w Polsce a Ukraińcy w Polsce

Świdziński ocenił, że Ukraińcy są wartościowym elementem rynku pracy — relatywnie bliscy kulturowo, co jest istotną różnicą w porównaniu z migrantami z odległych kulturowo krajów. Skrytykował politykę poprzedniej ekipy rządowej, która wydawała wizy setkom tysięcy ludzi niebliscy kulturowo z podstępnym celem zatrudniania ich do niskopłatnej pracy — co siłą rzeczy prowadzi do braku szacunku wobec społeczeństwa przyjmującego i do napięć. Dodał, że dopływ taniej siły roboczej trzyma gospodarkę na niskim poziomie przetworzenia i zwalnia z presji na robotyzację i wzrost płac.

Polska polityka historyczna — bez samobiczowania, ale i bez mitów

Świdziński zaznaczył, że nie jest genocide scholarem, ale zbrodnie UPA na Polakach były prawdopodobnie ludobójstwem i nie należy obawiać się używania tego słowa. Jednocześnie skrytykował polską tendencję do otorbiania się mitami własnej niewinności. Sposób traktowania Ukraińców przez kolejne iteracje państwa polskiego bywał bardzo zły — mieszanka arogancji i słabości jednocześnie. Ktoś arogancki, ale jednocześnie zbyt słaby żeby zmiażdżyć opór, wzbudza prawdziwą niechęć — taką, która generuje okrucieństwo. To też należy rozumieć, choć nie oznacza to potrzeby samobiczowania.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *