Iwaniuk w Reset Obywatelski: jak ukraińska społeczność w Polsce przeżywa obecny kryzys

Aleksandra (Sasza) Iwaniuk — adiunktka na Wydziale Artes Liberales Uniwersytetu Warszawskiego, Ukrainka mieszkająca w Polsce od 16 lat — rozmawiała z Iwoną Wyszogrodzką w programie Reset Obywatelski o tym, jak społeczność ukraińska w Polsce odczuwa obecny kryzys, o źródłach narastającej wrogości, o tym czym był i jest Wołyń w ukraińskiej pamięci, o granicy polsko-ukraińskiej jako miejscu upokorzenia, oraz o tym, co Ukraińcy naprawdę myślą o Polakach.

Ukraińcy w Polsce stają się zakładnikami polityki

Iwaniuk opisała sytuację wprost — społeczność ukraińska w Polsce bardzo często staje się zakładnikiem relacji polsko-ukraińskich. To zjawisko trwające od lat. Za każdym razem gdy pojawia się spór czy kryzys w relacjach polsko-ukraińskich, odbija się to natychmiast na społeczności Ukraińców w Polsce. Hejt i frustracja przelewają się na ulicę, do autobusów. Boją się mówić po ukraińsku, nawet akcent wydaje się niosącym zagrożenie — bo łatwo rozpoznać, że nie jest się Polakiem, i na tej podstawie można usłyszeć nieprzyjemne rzeczy. Coraz częściej dochodzi do ataków, pobić, wyzywania.

Na pytanie o częstotliwość takich ataków Iwaniuk potwierdziła, że to się zdarza bardzo często — ale wiele osób boi się to zgłaszać i nagłaśniać. Zmiana nastawienia, fenomen przykładania się polityki na ulicę, na nastawienie w sklepie i autobusie, zaczął się znacznie wcześniej niż obecny kryzys — od roku 2015, kiedy PiS doszedł do władzy i zaczął prowadzić asertywną, nacjonalistyczną politykę pamięci. Iwaniuk nazwała to schizofreniczną polityką — na poziomie gospodarczym ukraińscy pracownicy byli mile widziani, zapraszani, robiono wszystko żeby mogli pracować i płacić podatki, a renoma ukraińskiego migranta jako pracownika wciąż cieszy się wysoką oceną. Ale na poziomie deklaracji politycznych pojawiały się stwierdzenia, że ukraińscy lekarze są niebezpieczni dla polskich pacjentów, że Ukraińcy mają w sobie predyspozycje do brutalności, bo popełnili ludobójstwo na wojnie.

Radykalizacja narracji o Wołyniu — z każdą uchwałą Sejmu rosła liczba ofiar polskich, znikały ukraińskie

Iwaniuk wskazała na konkretny mechanizm radykalizacji. Z każdą kolejną uchwałą Sejmu zwiększała się liczba ofiar polskich cywilów i zmniejszała liczba ofiar ukraińskich cywilów zabitych przez Polaków w ramach odwetów — aż w końcu temat ukraińskich ofiar zniknął z uchwał zupełnie. Narracja coraz bardziej się radykalizowała w doborze słów. Jeśli w 2022 roku Morawiecki mówił o bestialskim działaniu, to rok później pojawiały się głosy, że nawet słowo ludobójstwo czy czystki etniczne nie oddają sedna tego, co się wydarzyło — że potrzebne jest jeszcze inne słowo.

Iwaniuk zaznaczyła jednak, że nie uważa tego za największy problem — bo toczy się wojna tuż za polską granicą i mamy wspólnego wroga. Ale podkreśliła też, że odpowiedzialność strony ukraińskiej za eskalację jest dosyć spora. To, że Ukraińcy stają się od lat zakładnikami polskiej polityki zagranicznej, jest mniejszym problemem niż strategiczny błąd zaostrzenia konfliktu w tle globalnych, geopolitycznych wyzwań dla obu krajów — bo to osłabia Polskę na arenie międzynarodowej. Dla Ukrainy ta sytuacja też nie jest korzystna — Polska jest ważnym partnerem i sąsiadem, a Ukraińcy są bardzo wdzięczni za to jak Polska otworzyła swoje domy w 2022 roku, w przeciwieństwie do zachodnich partnerów liczących godziny do upadku Kijowa.

Konflikt nie pojawił się w próżni — i wybuchłby przy innej okazji

Wyszogrodzka zapytała, czy gdyby nie było sprawy orderu i nadania jednostce imienia UPA, ostatnie pięć dni wyglądałoby inaczej. Iwaniuk odpowiedziała jednoznacznie — ten konflikt na pewno wybuchłby w innym momencie, z innego powodu. Towarzyszyło mu od lat zaostrzenie asertywności i polityki nacjonalistycznej w obu państwach.

Co istotne — Ukraińcy od 2022 roku ostrożnie próbowali robić gesty pojednawcze — pozwolili na ekshumacje, niedawno, w maju tego roku, niecałe dwa miesiące temu, odbył się kongres historyków polsko-ukraińskich w bardzo dobrej atmosferze. Ale strona ukraińska nigdy jednoznacznie nie przeprosiła za Wołyń. Ukraińcy nie debatują o tym zbyt wiele — to nie jest priorytet w ich polityce historycznej. Kiedy Polska wywiera presję, jest to odbierane nie jako spór o historię, lecz jako próba narzucenia własnej narracji — a żądanie przeprosin wiązałoby się w ukraińskim odbiorze z przyjęciem polskiego punktu widzenia na wspólną historię.

Ukraińska perspektywa historyczna — Polska jako kolonizator

Iwaniuk wyjaśniła głębszy kontekst ukraińskiego postrzegania historii Polski. Historia Polski i Ukrainy kojarzy się Ukraińcom przede wszystkim z elementami kolonialnymi — z nacjonalizmem polskim w II Rzeczypospolitej wobec Ukraińców, z prześladowaniem prawosławia w I i II Rzeczypospolitej, z rewindykacją, z zakazem szkół ukraińskich, z brakiem możliwości prowadzenia życia politycznego, z tym jak szlachta polska na prawobrzeżnej Ukrainie była odbierana przez chłopstwo jako niesprawiedliwa i brutalna. Jest tyle etapów historii kojarzących się Polsce jako pan, kolonizator narzucający religię, kulturę i język oraz wyzyskujący ukraińskie chłopstwo — że trudno teraz po prostu rozmawiać tylko o roku 1943.

Iwaniuk nie widzi realistycznej możliwości, żeby Ukraińcy się na to zgodzili teraz — bo są skonsolidowani wokół priorytetu wygrania wojny. Wszystko, co może w tym pomóc — w tym symbolika UPA — odgrywa rolę. Dopiero po Majdanie 2014 roku i w polityce dekomunizacyjnej Poroszenki symbolika UPA zaczęła odgrywać rolę konsolidującą, mocno oderwaną od realiów historycznych tamtego okresu. Mało osób w ogóle wie, gdzie był Bandera, kiedy działa się rzeź wołyńska, i jak zmarł. To dosyć nowy fenomen, nie nastrój narastający przez dekady.

Codzienność Ukraińców — strach przed policją, kurs samoobrony, zmiana atmosfery od roku

Iwaniuk podzieliła się osobistymi doświadczeniami. Bardzo często od Ukraińców wymaga się przyznania do Wołynia jako aktu wdzięczności. To mieszanie pojęć — Ukraińcy nie czują, że mają coś do powiedzenia mimo lat płacenia podatków i pracy w Polsce. Wyczuwalna jest narracja, żeby nie mówić głośno o sobie — kiedy Iwaniuk coś pisze na Facebooku, dostaje komentarze, że trzeba być wdzięcznym, a nie wymagać traktowania jak ludzi, a nie jak siłę roboczą.

Iwaniuk zapisała się na kurs samoobrony w sobotę po tym jak order został odebrany, po usłyszeniu deklaracji o deportacji Ukraińców. Jej koleżanki przestały mówić do dzieci po ukraińsku na przystankach autobusowych — niemal każda znana jej osoba doświadczyła uwag typu „tu jest Polska, mówi się po polsku”. Ukraińcy nie zgłaszają ataków — Iwaniuk sama miała sytuację, gdy ktoś groził jej wezwaniem policji, mimo że to ona miała rację, a jej instynktem było unikanie kontaktu z policją za wszelką cenę. Rok temu opisała na Facebooku atak słowny w tramwaju i wywołało to lawinę podobnych historii od innych Ukraińców.

Wyszogrodzka zwróciła uwagę, że trzeba zgłaszać te ataki jako przestępstwa z pobudek narodowościowych — bo policja czasem nie kwalifikuje ich w ten sposób nawet gdy napastnicy krzyczą „wypierdalaj z Polski”. Iwaniuk opowiedziała o własnym pozytywnym doświadczeniu z policją przy zgłaszaniu ataku słownego — komenda dobrze traktowała osoby pochodzenia ukraińskiego, pomagała z barierami językowymi.

Granica polsko-ukraińska — bllboardy z napisem „Wołyń, pamiętamy” jako powitanie

Iwaniuk opisała bardzo konkretne źródło frustracji. Kiedy wjeżdża się do Polski, na granicy stoją billboardy z napisem „Wołyń, pamiętamy” — pierwsze, co widzi Ukrainiec. Zachowanie polskiej straży granicznej od lat wzbudza wielkie emocje — to jest brak szacunku, bez żadnej granicy przyzwoitości. Mało który Ukrainiec ma podobne doświadczenie przy przekraczaniu innych granic — a ponieważ wcześniej trzeba było mieć wizy do różnych krajów, jest porównanie. Granica polsko-ukraińska wciąż jest piekłem.

To przyzwolenie trwa od lat — i gdyby go nie było, byłyby kary, byłaby reakcja na poziomie państwowym, publicznym, policyjnym, obywatelskim. Rok temu Iwaniuk po raz pierwszy poczuła, że atak na ulicy to już normalność, bo nikt się nie odezwał — wcześniej zawsze ktoś podchodził i pomagał dojść do siebie.

Wielki Głód jako analogia — trauma nie znika po 80 latach

Iwaniuk podała ważną analogię tłumaczącą ukraińską perspektywę. Zawsze próbuje uwrażliwiać swoich znajomych na polską traumę, mówiąc — wielki głód też wydarzył się 90 lat temu, a nam boli jak cholera, ciągle nie jesteśmy w stanie wyrzucić chleba który nie jest już dobry, bo ta trauma jest tak mocno obecna, mimo że o niej nawet w radzieckich podręcznikach nie było mowy. Gdyby ktoś powiedział, że to się wydarzyło w 1932-1933 i po co o tym rozmawiać — byłoby to przerażające. Dlatego Ukraińcy mają pracę do przeprowadzenia w sprawie Wołynia — ale nie dla Polaków, tylko dla siebie samych.

Iwaniuk jest jednak bardzo krytyczna wobec gestów takich jak wysyłanie orderu Nową Pocztą przez Zełenskiego i całą tę kampanię odsyłania orderów — uważa, że to tylko zaostrza konflikt i karmi narrację, że ta wojna jest wymyślona, wyssana z palca, że tylko politycy tym manipulują.

Edukacja w Związku Radzieckim — jeden akapit o Wołyniu, żadnej jasności

Iwaniuk opisała własne doświadczenie edukacyjne. W Związku Radzieckim o Wołyniu praktycznie nie mówiono w podręcznikach. Gdy ona sama poszła do szkoły w niepodległej Ukrainie, temat był przedstawiony jako jeden akapit — Polacy i Ukraińcy mając sprzeczne interesy zabijali się nawzajem w kontekście II wojny światowej, gdzie głównymi winowajcami byli Związek Radziecki i Niemcy, a Polacy z Ukraińcami byli niejako ofiarami tych mocarstw. Iwaniuk pamięta, jak pytała ojca kim była UPA — odpowiedział, że sam nie wie, bo ich tego nie uczono, ale z tego co rozumie, walczyli o niepodległość przeciwko wszystkim, którzy tej niepodległości nie chcieli. Dopiero w Polsce, na studiach, dowiedziała się więcej — i wywołało to u niej najpierw negatywne emocje, bo budowała swoją tożsamość na poczuciu bycia ofiarą, a nie sprawcą.

Iwaniuk ma żydowsko-ukraińskie pochodzenie i zna osobiście rodziny, w których historie wołyńskie odbiły się ogromną traumą — studentów i przyjaciół, którzy przez lata nie mówili jej o historii swojej rodziny, żeby nie sprawić jej przykrości.

Anegdota o windzie — pięć sekund na odpowiedź o Banderze

Iwaniuk przywołała anegdotę byłego deputowanego Mykoły Kniażyckiego, który opowiadał, jak wsiadał do windy w hotelu, a gdy ktoś usłyszał jego akcent przy podawaniu piętra, natychmiast zapytał co myśli o Banderze — i miał pięć sekund, póki jechali windą, żeby na to odpowiedzieć. Iwaniuk doświadczała podobnego — gdy rozmawiała przez telefon po polsku z wyczuwalnym akcentem na przystanku, ktoś koniecznie chciał wiedzieć co myśli o Banderze.

Krytyka polskich ekspertów — postimperializm i traktowanie Ukraińców jak dzieci

Iwaniuk skrytykowała sposób, w jaki wielu polskich ekspertów od lat zajmujących się Ukrainą — z Ośrodka Studiów Wschodnich, Centrum Mieroszewskiego i innych organizacji — opisuje ukraińskie elity. Usłyszała ostatnio o rzekomym postimperializmie Ukraińców, że traktują inne państwa z arogancją jak Rosjanie po Związku Radzieckim — co uznała za zupełnie nieprawdziwy, kolonialny pogląd. Sam Zełenski nie jest nacjonalistą — dla niego UPA jeszcze parę lat temu nie znaczyła nic, bo skończył szkołę radziecką i wyrósł w regionie, gdzie UPA była czymś przeklętym, niebudzącym szacunku.

Iwaniuk odniosła się też krytycznie do Ziemowita Szczerka, którego cytat przywołała prowadząca — że Ukraińcy konsolidują się wokół prostej wizji „nikt nam nie będzie mówił jakich bohaterów wybierać”. Iwaniuk skrytykowała ostatnio także publicystę Czarka za ton, w jakim mówi o Ukraińcach jako o dzieciach, niedojrzałych — porównała to do dyskursu, w jakim mówi się czasem do kobiet.

Co Polacy powinni robić — apel o reagowanie na ulicy

Iwaniuk apelowała o konkretne działanie. Kiedy ktoś jest atakowany, należy zwrócić się do osoby atakowanej, a nie do napastnika — powiedzieć „widzę cię, to jest okropne”. Zachęcała do zgłaszania ataków, mimo strachu przed policją, żeby zjawisko odbiło się w statystykach.

Na pytanie, czego oczekiwałaby od polskiego społeczeństwa i polityków, odpowiedziała — próby bycia dorosłym w pokoju. Tę rolę próbuje teraz pełnić Tusk, podkreślając że Wołyń nie może zawładnąć całą polityką, bo to ślepa uliczka szkodząca polskim interesom strategicznym. Politycy powinni brać pod uwagę, że ich deklaracje przekładają się bezpośrednio na ulicę i na wzrost nienawiści. Wiele rodzin ukraińskich rozważa teraz wyjazd z Polski ze względu na dzieci i mobbing w szkołach — Iwaniuk zna przypadki matek, które wróciły do Ukrainy mimo trwającej wojny, bo dzieci doświadczały tak przykrych sytuacji w polskich szkołach.

Co Ukraińcy myślą o Polakach — sympatia, ale i obojętność

Na koniec rozmowy Iwaniuk odpowiedziała na pytanie o nastawienie Ukraińców do Polaków. Do niedawna Polska była jednym z ulubionych narodów Ukraińców — 58% Ukraińców uważa, że siły zbrojne Ukrainy powinny bronić Polski w razie ataku Rosji. Polscy przyjaciele Iwaniuk opowiadają historie o tym, jak w Ukrainie reagowano wdzięcznością na samą informację, że ktoś jest z Polski.

Z drugiej strony Ukraińców Polska aż tak mocno nie interesuje — kultura i literatura polska nie są dla nich „sexy”, o Polsce mówi się głównie przy okazji kryzysów. Ukraińskie elity polityczne koncentrują się na zachodnich partnerach — Trumpie, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech — przy założeniu, że Polska i tak będzie po ich stronie, bo to kwestia polskiego bezpieczeństwa. Można to nazwać po prostu olewką — nie ma co się specjalnie wysilać w stronę Polski, skoro ona i tak pozostanie partnerem.

Materiał filmowy — głosy Ukraińców w ośrodkach zakwaterowania zbiorowego

Program zakończył się prezentacją krótkiego filmu z wypowiedziami Ukraińców mieszkających w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania w Polsce — w tym dzieci (Michał, lat 9; Kirył, lat 8), wielodzietnej matki Julii z sześciorgiem dzieci, kobiety chorej na nowotwór złośliwy z obwodu zaporoskiego, rodzeństwa z Sum oraz innych osób. Mówili o pierwszych dniach w Polsce — jedzeniu na ognisku, paście do zębów i pieluchach od wolontariuszy, ciepłym przyjęciu — oraz o marzeniach: powrocie do domu, zobaczeniu rodzin, zdrowiu, tym żeby „było więcej śmiechu”.

Prowadząca Wyszogrodzka podsumowała, że materiał dotyczy kilku tysięcy osób, z których połowa to dzieci, mieszkających w wielkich halach zakwaterowania zbiorowego — w sześciu ośrodkach na terenie Polski mieszka łącznie 6 tysięcy ludzi, w tym 3,5 tysiąca dzieci. 1 lipca wygasa instytucjonalna pomoc dla osób, które nie mogą pracować — matek z licznymi dziećmi, osób starszych i chorych — co oznacza zamknięcie tych ośrodków.

Wyszogrodzka zakończyła osobistym komentarzem, krytykując premiera Tuska za to, że jej zdaniem nie łagodzi nastrojów, lecz się wycofuje — sam surfował na fali antyukraińskich nastrojów, wydawał wnioski deportacyjne, zignorował zalecenia raportu o rosyjskiej dezinformacji skupiającej się na wbijaniu klina między Polaków i Ukraińców. Zaapelowała do widzów o reagowanie na ataki na ulicy, nazywanie rzeczy po imieniu i niepozwalanie na poczucie niewidzialności wśród atakowanych migrantów — nie tylko Ukraińców, ale każdego cudzoziemca w Polsce.


Rozmowę przeprowadziła Iwona Wyszogrodzka. Program dostępny na kanale Reset Obywatelski na YouTube, liczącym ponad 93 tysiące subskrybentów. Materiał nadawany na żywo 26 czerwca 2026 roku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *