Czy Polska zmarnowała swoją historyczną szansę na rolę głównego partnera Ukrainy, ustępując miejsca Niemcom? O relacjach w trójkącie Polska–Niemcy–Ukraina, słabości polskiej dyplomacji w Waszyngtonie oraz konieczności budowy regionalnej struktury bezpieczeństwa z Igorem Janke rozmawiał prof. Andrew Michta, wykładowca Uniwersytetu Florydzkiego i doradca strategiczny Instytutu Wolności, w programie Kanał Otwarty.
Polska miała wyjątkową pozycję, ale jej nie wykorzystała
Michta ocenił, że nie należy mówić, iż Niemcy „przeskoczyły” Polskę — proces ten wciąż trwa i sprawa pozostaje otwarta. Przypomniał, że w 2022 roku Polska zajmowała wyjątkową pozycję jako kluczowy węzeł logistyczny dla amerykańskiego wsparcia Ukrainy, jednak ten potencjał nie został w pełni wykorzystany. Zwrócił uwagę, że wpływowi przedstawiciele obecnej administracji amerykańskiej, tacy jak sekretarz obrony Pete Hegseth czy Elbridge Colby, preferują opieranie się na najprostszych, historycznie ugruntowanych relacjach z Niemcami — z ich bazami NATO i tradycją współpracy wojskowej — podczas gdy aktywność polskiego rządu w budowaniu takich relacji z USA pozostaje ograniczona. Zauważył, że mimo dobrych relacji prezydenta Nawrockiego z Donaldem Trumpem, w odróżnieniu od liderów Niemiec i Francji, polski premier nie odwiedził jeszcze Waszyngtonu od czasu objęcia władzy przez nową administrację.
Jak Niemcy przeszły od „5000 hełmów” do roli głównego donora
Janke przypomniał początkowy wstyd wywołany symboliczną niemiecką pomocą dla Ukrainy (m.in. przekazanie 5000 hełmów), pytając, co zmieniło się od tamtego czasu. Michta wyjaśnił, że początkowo Niemcy poniosły poważne straty wizerunkowe, ponieważ musiały przyznać się do załamania wieloletniej polityki wschodniej opartej na osi Berlin–Moskwa, prowadzonej od czasów kanclerza Schrödera przez 16 lat rządów Angeli Merkel — w tym rosnącej zależności energetycznej od Rosji sięgającej niemal 60 procent importu gazu. Wskazał na bezpośredni nacisk administracji Joe Bidena, zmuszający Niemcy do jednoznacznego opowiedzenia się po stronie Ukrainy, czego efektem było słynne przemówienie kanclerza Olafa Scholza o „Zeitenwende” — które jednak, poza decyzją o zakupie samolotów F-35, przez długi czas nie przełożyło się na konkretne działania. W tym czasie to Polska, przy istotnej roli prezydenta Andrzeja Dudy, odgrywała kluczową rolę mobilizującą, w okresie, gdy amerykański wywiad nie był pewien, czy Ukraina w ogóle się obroni.
Zmiana administracji Trumpa i starcie Zełenski–Vance
Michta wskazał na dwa czynniki zmieniające dynamikę: początkowe dążenie administracji Trumpa do „resetu” z Rosją (co przełożyło się na presję wywieraną na Ukrainę) oraz głośne starcie prezydenta Zełenskiego z wiceprezydentem J.D. Vance’em w Białym Domu. Ocenił, że w tym czasie Polska nie wykorzystała momentu do budowy struktur politycznych i wojskowych w regionie północno-wschodniego korytarza, które mogłyby zostać zaprezentowane stronie amerykańskiej jako podstawa do negocjowania konkretnych zdolności obronnych — a te wysiłki z czasem wyraźnie wyhamowały.
Czym Ukraina ma być dla Niemiec: rynkiem rolnym i przemysłowym poza reżimem unijnym
Odpowiadając na pytanie, jak Niemcy strategicznie postrzegają przyszłość Ukrainy, Michta wskazał, że Berlin traktuje ją jako potencjalne państwo stowarzyszone z Unią Europejską — partnera handlowego funkcjonującego poza pełnym reżimem regulacyjnym UE, co umożliwiałoby produkcję (w tym rolną) bez konieczności przestrzegania unijnych norm. Przywołał niemiecką umowę z Mercosurem jako przykład podobnej logiki wymiany taniej żywności za niemiecki sprzęt i nawozy. Ocenił, że Niemcy liczą na powtórzenie własnego powojennego „cudu gospodarczego” w wersji ukraińskiej — szybką odbudowę i modernizację zniszczonego kraju od podstaw, co uczyniłoby Ukrainę atrakcyjnym partnerem przemysłowym i technologicznym, zwłaszcza w dziedzinie zbrojeniowej, biorąc pod uwagę doświadczenia bojowe zdobyte podczas wojny.
Niemiecki wymiar bezpieczeństwa: ukraińska armia jako bufor wobec Rosji
Michta zwrócił uwagę na drugi, strategiczny wymiar niemieckiego zainteresowania Ukrainą — mimo deklaracji o odbudowie własnych zdolności bojowych (Michta zwrócił uwagę na symboliczność dat podawanych przez niemieckiego ministra obrony Borisa Pistoriusa, wskazującego rok 2039 jako moment pełnej gotowości), Niemcy zdają sobie sprawę, że przez najbliższą dekadę nie będą dysponować własnym potencjałem wojskowym na wypadek istotnego zmniejszenia amerykańskiej obecności w Europie. W tym kontekście ukraińska armia, licząca — jak wskazał Michta — 110 brygad, staje się kluczowym elementem odstraszania Rosji. Ujawnił, że między Berlinem a Moskwą wciąż toczą się nieoficjalne, zakulisowe negocjacje dotyczące przyszłego kształtu geopolitycznego regionu po zakończeniu lub zamrożeniu wojny — o czym miały poinformować władze Azerbejdżanu.
Polska wciąż ma pole do działania
Mimo to Michta podkreślił, że Polska nadal zachowuje możliwość kształtowania regionalnych struktur bezpieczeństwa, co uznał za kluczowe wobec ryzyka, że w przypadku kryzysu Polska mogłaby ponownie znaleźć się osamotniona — analogicznie do sytuacji z 1939 roku — gdyby doszło do rozpadu struktur NATO, czego nigdy nie można całkowicie wykluczyć.
Polska nie została „ograna” — po prostu przestała grać
Odnosząc się do popularnej tezy, że Niemcy celowo dążyły do zmarginalizowania roli Polski, Michta zdecydowanie ją odrzucił, argumentując, że „żeby być ogranym, trzeba grać” — realnym problemem jest niska aktywność polskiej strony, a nie celowe działanie Berlina wymierzone w Warszawę. Ocenił, że Niemcy patrzą na region Europy Środkowej jako całość, próbując wynegocjować z Rosją przyszły kształt regionu w obu możliwych scenariuszach — utrzymania lub dramatycznego ograniczenia amerykańskiej obecności wojskowej. Skrytykował nadmierne koncentrowanie się polskiej klasy politycznej na Unii Europejskiej kosztem budowy bezpośrednich, dwustronnych relacji z każdym sąsiadem z osobna — w tym z Ukrainą i Niemcami — co skutkuje tym, że kluczowe sprawy regionalne coraz częściej są dziś załatwiane w Berlinie, a nie w Warszawie.
Konstytucyjny paraliż polskiej polityki zagranicznej
Odpowiadając na pytanie o rolę prezydenta Nawrockiego, Michta wskazał na strukturalny problem polskiego systemu politycznego — brak zgodności między prezydentem a rządem prowadzi do wzajemnego blokowania się instytucji, podczas gdy realne kompetencje wykonawcze leżą po stronie rządu. Ocenił, że gdyby prezydent i rząd współpracowali, mogliby zsumować swoje wysiłki dla efektywniejszej polityki zagranicznej. Ponownie podkreślił zaniedbanie polskiej obecności w Waszyngtonie — brak stałego ambasadora (funkcję pełni chargé d’affaires), brak polskich instytucji lobbingowych na miejscu oraz praktykę ogłaszania umów zbrojeniowych zanim zostaną one faktycznie sfinalizowane.
Krytyka negocjacji w sprawie produkcji pocisków Patriot w Polsce
Odnosząc się do niedawnej wizyty wiceminister obrony Cecylii Sopkowiak-Czarneckiej w Waszyngtonie w sprawie ewentualnej produkcji komponentów do systemu Patriot w Polsce, Michta ocenił, że tego rodzaju negocjacje powinny odbywać się w momencie zakupu systemu, nie później. Wskazał na ryzyko, że w razie konfliktu na innym teatrze (np. Półwyspie Koreańskim) produkcja mogłaby zostać w całości przekierowana na potrzeby armii amerykańskiej. Podkreślił, że najważniejszym celem powinno być nie tylko serwisowanie sprzętu, lecz włączenie polskich firm w dalszy rozwój technologiczny platform uzbrojenia — co uczyniłoby amerykańskie korporacje zbrojeniowe naturalnym sojusznikiem lobbującym za polskimi interesami w Waszyngtonie.
Niemcy jako „mniejsze zło” niż Rosja, ale wymagające przepracowania relacji z Polską
Zapytany, czy niemieckie zaangażowanie w Ukrainę stanowi zagrożenie dla polskich interesów, Michta ocenił, że lepiej, by w Ukrainie inwestowały Niemcy niż Rosja, która i tak będzie próbowała oddziaływać na region metodami niekonwencjonalnymi. Podkreślił jednak konieczność zrozumienia, że relacje regionalne przestają być binarną osią Niemcy–Rosja, a stają się trójkątem z asertywną Ukrainą jako trzecim, w pełni podmiotowym graczem. Ocenił, że Polska powinna oferować Ukrainie przede wszystkim bliską współpracę wojskową opartą na wykorzystaniu ukraińskich doświadczeń bojowych — praktykę, którą prowadzą już Amerykanie i inni Europejczycy.
Zmęczenie społeczne obecnością zamożnych Ukraińców
Michta zwrócił uwagę na narastające w Warszawie zmęczenie widocznym bogactwem części ukraińskiej diaspory — drogimi samochodami, wykupywaniem mieszkań za gotówkę — co jego zdaniem różni się od w pełni akceptowanej obecności Ukraińców pracujących np. w gastronomii, ale zaczyna budzić w społeczeństwie polskim poczucie bycia wykorzystywanym przez młodych ludzi unikających służby wojskowej we własnym kraju.
Historia jako „odskocznia”, nie kamień u szyi
Michta zaapelował, by trudna historia polsko-ukraińska (w tym kwestia UPA i rzezi wołyńskiej) nie stanowiła przeszkody blokującej relacje, lecz punkt wyjścia do budowy trwałych mechanizmów zapobiegających powtórce podobnych tragedii — postulując „wielkie pojednanie” na wzór francusko-niemieckiego po II wojnie światowej, oparte na uczciwym rozliczeniu historii, a nie tylko symbolicznych gestach. Ocenił decyzję prezydenta Nawrockiego o reakcji na wcześniejsze działania Zełenskiego jako słuszną i konieczną, zauważając przy tym, że temat Wołynia — wcześniej niedostrzegany przez amerykańskie elity — zaistniał w ich świadomości dopiero po niedawnych debatach w Parlamencie Europejskim.
Głosowanie w Parlamencie Europejskim jako dowód polskiej sprawczości
Janke zwrócił uwagę na niedawne głosowanie w Parlamencie Europejskim, w którym polskiej większości rządowej udało się przeforsować stanowisko krytyczne wobec Ukrainy mimo ogólnoeuropejskiej presji prosolidarnościowej — jako dowód, że Polska dysponuje realnymi „kartami”, z których rzadko korzysta.
Kompleks „biednego państwa” jako źródło polskiej nadwrażliwości
Odpowiadając na pytanie o źródła polskiej nadwrażliwości na krytykę z zewnątrz, Janke wskazał na głęboko zakorzeniony kompleks pokolenia wychowanego w biednym, słabym państwie — obecny, jego zdaniem, zarówno w środowisku dawnej Platformy Obywatelskiej (marzenie o „podczepieniu się” pod bogatszy Zachód), jak i w środowisku PiS (kompensacyjna, obronna asertywność „suwerennościowa”). Ocenił, że młodsze pokolenie — 30- i 40-latkowie, z którymi ma kontakt w prowadzonej przez siebie szkole przywództwa — reprezentuje zupełnie inny sposób myślenia, oparty na pewności siebie i pragmatycznym podejściu do budowania relacji międzynarodowych, bez kompleksów pokolenia dorastającego w PRL-u. Michta zgodził się z tą diagnozą, dodając, że nadwrażliwość jest oznaką niepewności — kontrastując to z oczywistą, niepodważalną pozycją Francji w świadomości własnych elit czy egzystencjalnym poczuciem zagrożenia w krajach bałtyckich, gdzie ewentualna agresja rosyjska oznaczałaby koniec bytu narodowego. Ocenił, że Polska potrzebuje dojrzałego rozliczenia z własną historią — bez wpadania ani w skrajność biczowania się, ani w skrajność bezkrytycznej dumy — analogicznie do tego, jak funkcjonują dojrzałe narody takie jak Amerykanie, ze świadomością zarówno swoich osiągnięć, jak i błędów. Wskazał na wyniszczenie polskich elit międzywojennych po II wojnie światowej jako źródło trwałej traumy, z której płynie jasna lekcja: Polska została pokonana w 1939 roku, ponieważ była osamotniona i nie dysponowała wystarczająco silną armią.
Priorytet: regionalna współpraca wojskowa jako zabezpieczenie na wypadek osłabienia NATO
Michta podkreślił, że nawet w ekstremalnym scenariuszu rozpadu struktur sojuszniczych lub przesunięcia amerykańskiej uwagi na Indo-Pacyfik, regionalna współpraca wojskowa ze Skandynawią i państwami bałtyckimi mogłaby zapewnić realny system obrony — pod warunkiem regularnych, wspólnych ćwiczeń między państwami dzielącymi ten sam poziom zagrożenia. Ocenił, że Polska, jako największe państwo regionu pod względem zasobów ludzkich i potencjału gospodarczego, powinna pełnić rolę regionalnego huba, analogicznie do dawnej roli Niemiec Zachodnich, wykorzystując dobre relacje prezydenckie z Waszyngtonem. Podkreślił, że polityka bezpieczeństwa nie powinna mieć barw partyjnych — Janke zauważył w odpowiedzi, że w polskiej polityce niemal wszystko ma dziś charakter partyjny.
Relacje partnerskie z Niemcami wymagają zdolności do „zadawania bólu”
Michta ocenił, że Niemcy wciąż nie traktują Polski jako pełnoprawnego partnera — częściowo z powodu dysproporcji ekonomicznej, częściowo dlatego, że relacje polsko-niemieckie nigdy nie doczekały się pełnego historycznego rozliczenia analogicznego do pojednania francusko-niemieckiego. Jako przykład wskazał wciąż nierozwiązaną kwestię reparacji wojennych, krytykując pomysł wypłacenia rekompensat ofiarom przez polskie państwo w zastępstwie strony niemieckiej jako rozwiązanie kuriozalne i niegodne poważnej dyskusji. Ocenił, że realny wpływ na Niemcy Polska mogłaby wywrzeć jedynie za pośrednictwem Stanów Zjednoczonych — analogicznie do sposobu, w jaki Izrael historycznie egzekwował reparacje, w tym od Szwajcarii — co ponownie wymaga silniejszej, zinstytucjonalizowanej obecności w Waszyngtonie.
Ukraina po wojnie: poczucie moralnej nadrzędności wobec Polski
Michta ocenił, że po ogromnej ofierze krwi Ukraińcy będą postrzegać siebie jako co najmniej równych, a być może moralnie nadrzędnych partnerów wobec Polski — czemu, jego zdaniem, nie należy się dziwić ani tego kwestionować. Zaznaczył jednak, że aby relacje były rzeczywiście partnerskie, Polska musi dysponować zdolnością do „zadawania bólu” — realnym wpływem, który zapewni jej traktowanie na równi, a nie z góry.
Kto płaci, ten rozdaje karty — ale nie tylko pieniądze się liczą
Odnosząc się do argumentu, że to Niemcy, dysponując większym kapitałem, przejęły rolę głównego donora, Michta przypomniał, że to właśnie polskie wsparcie sprzętowe, logistyczne i łańcuchy dostaw pomogły Ukrainie przetrwać najtrudniejszy okres wojny, doprowadzając Rosję do sytuacji bliskiej patowej — atutu tego jednak Polska w jego ocenie nie zdyskontowała politycznie. Zasugerował, że przekazany Ukrainie sprzęt powinien był zostać potraktowany jako rodzaj inwestycji z perspektywą przyszłych kontraktów przy odbudowie kraju, z korzyścią dla polskiej zbrojeniówki. Podkreślił, że kluczowym atutem Polski pozostaje jej położenie geograficzne — jako „drzwi” do wszelkich relacji ukraińsko-niemieckich — pod warunkiem aktywnego organizowania regionu wokół siebie, we współpracy z państwami nordyckimi i bałtyckimi, zamiast ograniczania się do roli biernego elementu struktur unijnych, w których rolę rozgrywającego pełnią Niemcy.
Amerykański priorytet: utrzymanie struktur NATO przy niższych kosztach
Odpowiadając na pytanie o preferencje Waszyngtonu w kwestii głównego partnera regionalnego, Michta ocenił, że priorytetem USA, wobec czterech potencjalnych frontów konfrontacji na świecie (w tym już toczących się wojen w Europie i Zatoce Perskiej oraz potencjalnych napięć na Indo-Pacyfiku i Półwyspie Koreańskim), jest utrzymanie struktur NATO przy możliwie niskich kosztach własnych. Podkreślił, że Polska ma tu istotny, niewykorzystany atut — zbieżność percepcji zagrożenia z pozostałymi państwami regionu północno-wschodniej flanki, w odróżnieniu od Niemiec, które dysponują strategicznym buforem i już nie są tym, czym była dawna Republika Bońska, a symbolika przeniesienia stolicy do Berlina po zjednoczeniu miała, jego zdaniem, realne znaczenie geopolityczne. Zwrócił też uwagę na rosnącą słabość społecznej kohezji państw zachodnioeuropejskich związaną z migracją, w przeciwieństwie do wciąż spójnego społeczeństwa polskiego — argumentując, że tego rodzaju atuty należy aktywnie komunikować Waszyngtonowi wraz z konkretnymi propozycjami, np. w zakresie programu nuclear sharing.
Listopad jako nieformalny termin na działanie
Zapytany o realność przesunięcia części amerykańskich wojsk z Niemiec do Polski, Michta ocenił to jako wciąż możliwe, ale z coraz węższym oknem czasowym — wskazał na listopadowe wybory w Stanach Zjednoczonych jako potencjalny punkt zwrotny, który w razie zwycięstwa Demokratów w Izbie Reprezentantów mógłby doprowadzić do politycznego paraliżu i przesunięcia priorytetów polityki zagranicznej. Wymienił bieżące działania wpisujące się w budowę regionalnej struktury odstraszania — nowe dowództwo w Finlandii oraz rolę dowództwa w Wiesbaden wspierającego inicjatywę odstraszania na wschodniej flance — podkreślając, że wymagają one systematycznych, regularnych ćwiczeń wojskowych, analogicznych do zimnowojennych manewrów Reforger (Return of Forces to Germany), demonstrujących zdolność do szybkiego przerzutu wojsk.
Jak wyjść z impasu polsko-ukraińskiego
Michta ocenił, że kluczem do przekształcenia obecnego antagonizmu polsko-ukraińskiego w realną kooperację jest zademonstrowanie przez Polskę, że liczy się w regionie poprzez aktywną politykę wobec sąsiadów — Ukraina, widząc zdolność Polski do organizowania współpracy wojskowej i politycznej w regionie, zacznie postrzegać ją inaczej niż jako państwo będące jedynie odbiciem polityki unijnej.
Bezpieczeństwo narodowe nie może być przedmiotem partyjnej rywalizacji
Zapytany o ocenę polskiej klasy politycznej — w tym ministra Radosława Sikorskiego czy kandydata Przemysława Czarnka — Michta unikał bezpośrednich ocen personalnych, podkreślając za to konieczność ponadpartyjnego konsensusu wokół bezpieczeństwa narodowego, krytykując wzajemne przerzucanie się argumentami o wielkości wysłanej pomocy jako działanie szkodzące realnej pozycji Polski. Zauważył jednocześnie ogromny głód autentycznego przywództwa politycznego wśród młodszego pokolenia, z którym ma kontakt — przywołując własny artykuł opublikowany w „Le Figaro” o kryzysie przywództwa rozumianego jako służba obywatelom, a nie przywilej elit, obecnym w wielu zachodnich demokracjach. Jako przykład kohezji społecznej opartej na powszechnej służbie wskazał Finlandię, gdzie obowiązek służby wojskowej dotyczy mężczyzn od 18 do 60 roku życia, opowiadając się za jak najszybszym wprowadzeniem w Polsce Narodowej Służby Wojskowej, argumentując koniecznością zbudowania rezerw na potrzeby milionowej armii na wypadek konfliktu.
Największym ryzykiem jest utrata suwerenności
Na pytanie o obawę utraty przez Polskę historycznej szansy, Michta odpowiedział, że największym zagrożeniem pozostaje ryzyko utraty suwerenności w razie wymuszonego przez inne teatry konfliktu wycofania się USA z regionu, przy jednoczesnym braku europejskiej gotowości do zbudowania własnego trzonu sił konwencjonalnych. Podkreślił jednak ogromny sukces gospodarczy Polski ostatnich dekad — porównując jakość życia w Warszawie korzystnie względem Paryża — argumentując, że ten sukces ekonomiczny powinien zostać przełożony na budowę silnych instytucji państwowych, w tym stałej, dobrze finansowanej placówki lobbingowej w Waszyngtonie, zatrudniającej lokalny personel z sieciami kontaktów w Kongresie i mediach, programów wymiany dla młodych Amerykanów odkrywających Polskę oraz stałych baz wojskowych budujących wieloletnie, organiczne relacje ze społeczeństwem-gospodarzem — na wzór głębokiej integracji społecznej między armią amerykańską a Niemcami.
Ostrzeżenie przed antyamerykańską retoryką
Michta wyraził zaniepokojenie wzrostem, jego zdaniem nietypowych dla Polski, antyamerykańskich wypowiedzi zaobserwowanych podczas ostatniego pobytu w kraju, zaznaczając, że krytyka konkretnej polityki USA jest uzasadniona, ale relacje sojusznicze powinny dotyczyć państwa jako całości, a nie doraźnej administracji. Przywołał przykład Niemiec i Francji jako państw, które mimo publicznej retoryki o „strategicznej autonomii” europejskiej (Emmanuel Macron) czy dystansowania się od administracji Trumpa (kanclerz Friedrich Merz po konferencji monachijskiej), w praktyce podtrzymują bliskie relacje transatlantyckie, czego przykładem miała być wizyta Merza w Białym Domu. Zwrócił uwagę, że europejskie zdolności rozpoznawcze i wywiadowcze, w tym ukraińskie uderzenia dalekiego zasięgu, wciąż w dużej mierze opierają się na amerykańskich satelitach i systemach takich jak Maven, a deklaracje europejskiej autonomii technologicznej (np. niemieckie plany budowy myśliwca szóstej generacji przy nieukończonej piątej) pozostają w jego ocenie mało realistyczne.
Trzy priorytety dla polskiego rządu
Podsumowując, Michta wskazał trzy konkretne priorytety dla polskiego rządu: wzmocnienie obecności instytucjonalnej w Waszyngtonie, budowę regionalnej współpracy wojskowej oraz konsekwentne dalsze wspieranie Ukrainy w wojnie z Rosją — przy jednoczesnym komunikowaniu Kijowowi konieczności rozliczenia z historią, w tym z kwestią Wołynia. Ocenił, że spełnienie tych trzech warunków sprawiłoby, że Polska zaczęłaby być postrzegana w Kijowie jako realnie liczący się gracz regionalny.
Rozmowę przeprowadził Igor Janke z prof. Andrew Michtą, wykładowcą Uniwersytetu Florydzkiego i doradcą strategicznym Instytutu Wolności, w materiale „Czy Niemcy przejmują Ukrainę? Polska straciła wielką szansę? Jesteśmy jeszcze w grze?” na kanale Kanał Otwarty na YouTube, liczącym 221 tys. subskrybentów. Data premiery: 27 lipca 2026.