Jan Piński rozmawiał z Tomaszem Pichurem, znanym z Kanału Głównego i Kanału Historia, o genezie powstania Chmielnickiego, ugody perejasławskiej i długofalowych konsekwencjach Unii Lubelskiej dla upadku I Rzeczpospolitej oraz dla współczesnej wojny Rosji z Ukrainą.
Rocznica Beresteczka i geneza konfliktu
Piński otworzył rozmowę, przypominając, że w dniu nagrania przypadała rocznica bitwy pod Beresteczkiem (1651) — wielkiego zwycięstwa korony nad Bohdanem Chmielnickim, które jednak nie rozwiązało „problemu Chmielnickiego”: kilka lat później, przegrywając wojnę z Polską, poddał on wschodnią Ukrainę carowi Aleksemu I Romanowowi, co doprowadziło do gwałtownej rusyfikacji tych ziem już w XVII i XVIII wieku — zakazów nauczania języka rusińskiego (dzisiejszego ukraińskiego) i tępienia wszelkich symboli odrębności Rusinów od Rosji.
Przypomniał też drugą rocznicę: 1569 rok, czyli ponad 400 lat od ratyfikowanej przez Zygmunta Augusta Unii Lubelskiej, która uczyniła Polaków właścicielami Podola, a później wschodniej Ukrainy jako części korony — i z tego, jego zdaniem, wzięły się wszystkie późniejsze problemy.
Pytany o to, kogo obarczyć winą za ten łańcuch wydarzeń, Piński wyjaśnił, że Chmielnicki stał się przywódcą Kozaków niejako przez przypadek. Podkreślił, że Kozacy nie byli Ukraińcami, lecz subkulturą porównywaną czasem do „śródlądowych piratów z Karaibów”, skupiającą też Polaków i ludzi wyjętych spod prawa. Opisał, jak król Władysław IV, marząc o odbiciu Konstantynopola z rąk „niewiernych”, zebrał 50 tysięcy Kozaków, ale sejm Rzeczpospolitej odmówił zgody na wyprawę i nakazał rozpuszczenie wojska — na służbę przyjęto jedynie 5 tysięcy, resztę odesłano do pańszczyzny, co dało początek wojnie kozackiej. Ocenił, że problem i tak by się pojawił, bo Rzeczpospolita, nie chcąc budować imperium, miała zbyt słabą władzę wykonawczą, by utrzymać status quo na tak rozległych ziemiach.
Unia Lubelska jako „moment zerowy” upadku
Pichur zauważył, że trudno wskazać jeden moment narodzin kryzysu — polska ekspansja na wschód trwała organicznie od czasów Chrobrego i Kazimierza Wielkiego, ale kluczowym punktem było powstanie Wielkiego Księstwa Litewskiego, sięgającego w szczytowym okresie „od morza do morza”. Wskazał na Unię Lubelską jako moment, który zapoczątkował późniejsze porażki Polski, przywołując anegdotę o rozmowie z nienazwanym wybitnym historykiem specjalizującym się w XVIII wieku, który — zapytany prywatnie o „moment zerowy” nieodwracalnego upadku Rzeczpospolitej — wskazał właśnie na zawarcie Unii Lubelskiej, zastrzegając, że nigdy nie powiedziałby tego publicznie.
Pichur wyjaśnił mechanizm: Wielkie Księstwo Litewskie od dziesięcioleci toczyło, ze zmiennym szczęściem, wojny z Moskwą, w które zaczynała się angażować korona. Powstanie wspólnego państwa oznaczało, że korona przejęła odpowiedzialność za bezpieczeństwo Litwy, a w efekcie w ciągu kolejnych dziesięcioleci zaangażowanie na wschodzie zaczęło „wysysać wszelkie soki” z Polski, która kompletnie zaniedbała zachodnie kresy. Cały wiek XVII, gdy Rzesza była rozdrobniona na 300 państewek i faktycznie bezbronna, Polska nie prowadziła wobec niej żadnej polityki — przebudzenie nastąpiło dopiero w połowie XVIII wieku.
Piński przypomniał w tym miejscu o Polakach pozostawionych bez opieki państwa na Śląsku i we Wrocławiu, którzy jeszcze na początku XIX wieku stanowili tam znaczącą grupę, mimo braku polskiej państwowości — co zapoczątkowało proces ich wynarodowienia. Doprecyzował też, że realne zaangażowanie korony na Podolu (powstanie województwa bracławskiego) nastąpiło dopiero po Unii Lubelskiej, choć wcześniej, za Kazimierza Wielkiego, zachodnia część Podola z Kamieńcem była lennem korony.
Litewska „wolność szlachecka” i słabość władzy
Piński ocenił, że elity polskie były rozsądniejsze od litewskich, które — przyzwyczajone wcześniej do władzy cara — źle wykorzystały otrzymaną wolność szlachecką, prowadząc do swoistej anarchii i faktycznej abdykacji słabej władzy królewskiej. Jako koronny dowód tej słabości wskazał to, co Moskwa zrobiła podczas potopu — wydarzenie znane w Polsce niemal wyłącznie z relacji Sienkiewicza, kojarzone głównie ze Szwedami, podczas gdy to właśnie Rosjanie „zaczęli” i dokonali zniszczenia Wilna (miasto po najeździe moskiewskim liczyło już tylko ok. 4 tys. mieszkańców), mordując lub biorąc w niewolę rzemieślników i wymuszając przejście na prawosławie.
Pichur nie zgodził się z oceną wyższości elit polskich nad litewskimi, argumentując, że Litwini byli „bystrzejsi”, skoro przez całą historię wspólnego państwa zazdrośnie strzegli autonomii swojego księstwa — przywołał, za historykiem Henrykiem Wisnerem, nieudaną próbę Zygmunta Augusta, by przy okazji Unii Lubelskiej uczynić wszystkich urzędników, polskich i litewskich, urzędnikami koronnymi, z czego ostatecznie zrezygnowano dopiero za Zygmunta III. Wskazał też na ugodę w Kiejdanach Janusza Radziwiłła (poddanie Litwy Szwedom) jako faktyczne zerwanie Unii Lubelskiej oraz na próby braci Kossakowskich w czasie Targowicy, by wyprowadzić Litwę z upadającej Rzeczpospolitej i dogadać się osobno z Rosją. Ocenił, że cały projekt unii był przejawem polskiego „chcielstwa” — chęci wzmocnienia korony, która zamiast tego coraz mocniej angażowała się militarnie i politycznie na wschodzie, broniąc stanu posiadania Wielkiego Księstwa Litewskiego.
Śmiertelny błąd testamentu Jagiellonów
Piński podsumował ten wątek, nazywając całą sytuację „testamentem Jagiellonów” — obawą, że dorobek dynastii rozpadnie się po śmierci ostatniego z Jagiellonów, co doprowadziło do przejęcia gigantycznego, niestabilnego terytorium. Ocenił, że Polska, będąca od czasów Kazimierza Wielkiego zwartym, dobrze zorganizowanym „tygrysem gospodarczym”, mogła zamiast tego z łatwością sięgnąć po Śląsk, a wybrała obronę słabo zaludnionych ziem ruskich i wojny z Tatarami, niedające proporcjonalnych korzyści ekonomicznych do kosztów obrony — stając się w efekcie „żyrantem” istnienia wielkomocarstwowego państwa litewskiego, niezdolnego samodzielnie się utrzymać. Ocenił, że wprowadzenie wspólnego sejmu i liberum veto w tak zróżnicowanym etnicznie i kulturowo państwie było katastrofą.
Pichur zilustrował to anegdotą od historyka Pawła Jasienicy, który zauważył, że żaden poseł z Poznańskiego nigdy nie zerwał sejmu — zrywali go zawsze posłowie z Kresów, co pokazuje odmienny stosunek do prawa i wspólnych instytucji wynikający z odmiennych interesów politycznych ziem koronnych i kresowych.
Koszt wschodnich wojen i utracona szansa na Śląsk
Piński wskazał, że wojny smoleńskie, powstanie Chmielnickiego oraz wojny z Turcją i Tatarami były bezpośrednim skutkiem włączenia ziem ruskich do korony i były niezwykle kosztowne, uniemożliwiając Polsce normalny rozwój w czasie, gdy bogacił się Zachód. Ocenił, że gdyby Polska pozostała w swoich wcześniejszych granicach, naturalnie sięgnęłaby po polskojęzyczny Śląsk, a ryzyko upadku Rzeczpospolitej praktycznie by nie istniało — do upadku doprowadziła kompletna degrengolada państwa, które stało się „chorym człowiekiem Europy”.
Pichur dodał, że w XVIII wieku zachodni podróżnicy po Rzeczpospolitej porównywali ją do Rzeszy — państwo przestało istnieć jako realny organizm, stając się luźną federacją niepodległych faktycznie państewek magnackich, przy czym zaznaczył, że owe „państewka” to przede wszystkim ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego, a nie Wielkopolska czy Mazowsze.
Piński podsumował, że Polska w ten sposób odpuściła własne etniczne terytoria i ludność — przypomniał, że w XIX wieku większość mieszkańców Śląska mówiła po polsku, a plany germanizacyjne wdrożone przez Prusy po zdobyciu Wrocławia metodycznie polonizowaną wcześniej ludność wynaradawiały. Pichur uzupełnił to ciekawostką o największym polskim wydawnictwie sprzed 1800 roku, prowadzonym przez Bogumiła Korna właśnie we Wrocławiu, które wysyłało książki po polsku w najdalsze zakątki dawnej Rzeczpospolitej — dowód na istnienie tam polskich czytelników.
Chmielnicki jako zdrajca — i sojusz z Cromwellem
Piński przeszedł do głównego tematu programu, zaznaczając, że celowo „ściągnął” widzów, by porozmawiać o Chmielnickim jako zdrajcy zarówno Polski, jak i Ukrainy. Podkreślił, że Rusini w państwie polskim nie byli wynaradawiani — polonizacja elit, jak w przypadku rodu Wiśniowieckich, odbywała się w pełni dobrowolnie i była traktowana jako awans społeczny, bez przymusu ze strony Polski.
Ocenił, że Ukraińcy uczynili Chmielnickiego swoim bohaterem narodowym poniekąd „z braku laku” — mimo że był on w istocie postacią, która planowała rozbiór Polski, zanim stało się to modne. Wskazał na jego korespondencję z Oliverem Cromwellem, angielskim Lordem Protektorem odpowiedzialnym za obalenie monarchii i śmierć Karola I Stuarta, który pisał do Chmielnickiego, licząc na pokonanie katolicyzmu — sojusz, który Piński określił jako „sojusz wyrzutków”, bo republikańskie rządy Cromwella były nie do pomyślenia w ówczesnej monarchicznej Europie (o czym świadczy szybkie przywrócenie monarchii w Anglii po jego śmierci). Przywołał też, że Cromwell nazywał Chmielnickiego „burzycielem papieskich błędów i biczem bożym na Polaków”.
Pichur ocenił, że Chmielnicki jest zdrajcą przede wszystkim dlatego, że „podminował” państwo polskie, wprowadzając Rosję na Ukrainę poprzez przyjęcie zwierzchnictwa carskiego w ramach ugody perejasławskiej — co jego zdaniem czyni dzisiejszą wojnę Ukrainy z Rosją swoistym „chichotem historii”, bezpośrednim skutkiem decyzji Chmielnickiego. Piński dodał, że Władimir Putin wprost powołuje się na ugodę perejasławską jako historyczny tytuł Rosji do zarządzania ziemiami po Dniepr (tzw. Ukrainą Zadnieprzańską).
Pichur przypomniał ponadto, że plany Cromwella i Chmielnickiego dotyczące podziału Polski faktycznie się częściowo ziściły kilkanaście lat później — ich koncepcja zakładała udział Siedmiogrodu (księcia Rakoczego) oraz Ukrainy jako trzeciego uczestnika rozbioru Rzeczpospolitej. Ocenił, że odpowiedzialność za to, że Polska stała się „żyrantem” cudzych interesów, spoczywa ostatecznie na Unii Lubelskiej — mimo że stworzona przez nią wielokulturowa Rzeczpospolita, jak zauważył z pewną ambiwalencją, dała też ciekawe „mieszanki genetyczne” i barwną kulturę.
Wąska elita rządząca całym państwem
Pichur zwrócił uwagę na różnice społeczne między ziemiami koronnymi (zdominowanymi przez średnią szlachtę) a litewskimi (zdominowanymi przez wielką magnaterię) — ilustrując to anegdotą o zdziwieniu Napoleona, który wkraczając do Wielkopolski, spodziewał się magnaterii na miarę indyjskich nababów, a zastał jedynie „półpanki”.
Rozwijając ten wątek, porównał sytuację dawnej Rzeczpospolitej do toczącej się dziś w Wielkiej Brytanii dyskusji o kolonializmie — Brytyjczycy zaczynają dostrzegać, że imperium budowano w interesie wąskiej grupy kilkuset rodzin. Podobnie, jego zdaniem, wyglądała sytuacja na Ukrainie, gdzie szlachta (w większości pochodzenia rusińskiego, stopniowo polonizująca się i katolicyzująca — ostatnim wielkim rodem ruskim, który przeszedł na katolicyzm, byli Wiśniowieccy) stanowiła zaledwie 2-3 proc. społeczeństwa, a całe państwo funkcjonowało w interesie tej wąskiej grupy. Jako dowód przywołał początek potopu szwedzkiego w 1655 roku, gdy znaczna część polskich wojskowych — głównie zubożałych właścicieli ziemskich z Kresów, których majątki zostały spacyfikowane przez Kozaków, Moskali i Tatarów — przeszła na stronę szwedzką, licząc na wykorzystanie inwazji do przywrócenia status quo i odzyskania majątków.
Zmarnowane okna historyczne: dymitriady i wojna trzydziestoletnia
Piński wskazał na kolejną zmarnowaną szansę — okres tzw. dymitriad (interwencji w Moskwie), określając to jako „gigantyczne okno”, którego Polska nie wykorzystała. Odniósł się też do prywatnej natury tej operacji, przywołując zachowane rozmowy Jana Zamoyskiego z osobami planującymi interwencję, którym odpowiedział, że „ich pogrzało”, po czym ci zdecydowali się działać na własną rękę, zapewne z możliwością późniejszego wyparcia się przez koronę odpowiedzialności.
Piński wskazał na drugie zmarnowane okno — wojnę trzydziestoletnią, toczącą się głównie na terenach sąsiadujących z Rzeczpospolitą w czasie gigantycznego osłabienia Habsburgów, gdy Polska realnie mogła zająć Śląsk od Austrii. Zamiast tego udostępniono cesarzowi lisowczyków — nieformalną, samofinansującą się z łupów formację, porównaną przez Pińskiego do „polskiego Blackwater”, na tyle niesforną, że polskie prawo pozwalało bezkarnie ich odstrzeliwać, gdy grasowali wewnątrz kraju (Pichur porównał ich do kompanii Kmicica z „Potopu” Sienkiewicza). Pichur potwierdził, że Rzeczpospolita praktycznie nie brała udziału w wojnie trzydziestoletniej poza użyczeniem lisowczyków cesarzowi, co ostatecznie zakończyło się tym, że nieużywana przez Szwedów w innym celu wielka armia szwedzka najechała Prusy Królewskie, wywołując trzyletnią wojnę będącą preludium do potopu — Szwedzi, przejmując kontrolę nad ujściem Wisły, faktycznie „chwycili Polskę za gardło”.
Pichur ocenił, że odwrócenie się Polski od Zachodu i Rzeszy szybko pokazało swoje konsekwencje, gdy zaczęło powstawać państwo pruskie — proces stopniowy, symbolizowany przez to, że pierwszy koronowany w 1701 roku „król w Prusach” (a nie „król Prus”) musiał używać tego ograniczonego tytułu, bo formalnie pozostawał elektorem brandenburskim podległym cesarzowi. Zaznaczył, że próba przeciwdziałania temu przez Jana III Sobieskiego poprzez traktaty polsko-francuskie, mające podporządkować Prusy, zakończyła się fiaskiem.
Ugoda perejasławska i geneza powstania Chmielnickiego
Piński wrócił do sedna sprawy — ugody perejasławskiej, zawartej trzy lata po Beresteczku, tłumacząc, że Beresteczko było szczytem militarnego odwrócenia sytuacji na korzyść korony, ale nie rozwiązało pierwotnego problemu: kompletnego braku pomysłu Polski na zarządzanie ziemiami ukraińskimi. Koncepcja narzucenia tam takiej samej pańszczyzny, jak w części koronnej, okazała się nie do przyjęcia. Wyjaśnił, że bunty kozackie wzięły się naturalnie z napływu na te ziemie osadników z Wielkopolski i innych regionów, którzy stopniowo się rusyfikowali (podczas gdy elity się polonizowały), a punktem zapalnym stało się kończenie się 25-letnich okresów zwolnienia z pańszczyzny („wolnizny”) i wjazd kolejnych kontyngentów pańszczyźnianych — w czasie, gdy reszta Europy odchodziła od pańszczyzny, w Rzeczpospolitej rozwijano ją jako „know-how” taniej produkcji zboża, opartej na maksymalnym wyzysku chłopa i odcięciu mu drogi ucieczki do miasta.
Powstanie styczniowe, wojna krymska i „zemsta cara”
Piński zakończył program zapowiedzią kolejnych materiałów na Kanale Historia, w tym o powstaniu styczniowym i jego prawdziwych twórcach według Jędrzeja Giertycha, a wcześniej przywołał materiał o zemście Aleksandra Walewskiego, syna Napoleona, który jako francuski negocjator wynegocjował traktat kończący wojnę krymską (1853-1856) z pokonaną Rosją — wojnę, w której koalicja Turcji, Francji i Anglii pokonała Rosję, a która, jak zaznaczył, jest bardzo dokładnie analizowana przez sztabowców ukraińskich, mimo że w Polsce pozostaje niedoceniana.
Piński powiązał to wydarzenie ze współczesnością, przywołując tegoroczne spotkanie Trumpa z Putinem na Alasce jako bezpośrednie nawiązanie do wydarzeń sprzed 165 lat: pokonana w wojnie krymskiej Rosja wysłała w czasie amerykańskiej wojny secesyjnej flotę na pomoc Północy, co odstraszyło Anglię i Francję od interwencji po stronie Południa — Piński ocenił to jako swoistą zemstę cara, obawiającego się, że po ewentualnym pokonaniu Stanów Zjednoczonych mocarstwa zachodnie „dokończyłyby zabawę” z osłabionym Cesarstwem Rosyjskim. Wyjaśnił genezę sprzedaży Alaski jako formy zapłaty za tę pomoc — decyzję tak niepopularną w ówczesnej amerykańskiej prasie, że sekretarza stanu Williama Sewarda (autora transakcji) chciano wręcz powiesić za „kupno paru skał”.
Pichur skomentował ten wątek ironicznie, zwracając uwagę na hipokryzję Rosji, która oficjalnie broniła „wolności” Północy w wojnie secesyjnej, sama będąc państwem, w którym dominowała wówczas pańszczyzna — instytucja niewiele różniąca się w praktyce od niewolnictwa, przeciw któremu walczyła Unia. Piński dodał, że rosyjska pańszczyzna została formalnie zniesiona dopiero trzy lata później, w 1864 roku — jak żartobliwie ujął, „w prezencie” dla uczestników powstania styczniowego.
Na zakończenie Piński zaprezentował widzom książkę Tomasza Pichura „Największi zdrajcy Polski” oraz zapowiedział jego kolejną, przygotowywaną do druku pozycję „Jak Polacy bili Ruskich”, polecając też jego materiały na Kanale Historia.
Tomasz Pichur był gościem Jana Pińskiego na jego kanale YouTube (365 tys. subskrybentów). Odcinek opublikowano 7 lipca 2026.