Ukraińcy w Polsce o decyzji Zełenskiego: „To niekompetencja, nie cyniczny plan”

Mikołaj Susujew, publicysta i dziennikarz urodzony na Donbasie, od lat mieszkający w Polsce, rozmawiał z prowadzącym kanał Filozofia Tak Bardzo o decyzji Zełenskiego w sprawie UPA, kulcie Bandery i sytuacji Ukraińców w Polsce. Obaj rozmówcy określili siebie jako „spolonizowanych Ukraińców” — z krytycznym stosunkiem zarówno do Bandery, jak i do niektórych aspektów ukraińskiej polityki.

Zełenski prawdopodobnie nie wiedział, co podpisuje

Susujew ocenił, że decyzja o nadaniu jednostce imienia „bohaterów UPA” była najprawdopodobniej jedną z wielu codziennych decyzji, bez żadnego wyrafinowanego planu skłócenia z Polską. Powołał się na opinię ukraińskiego historyka Jarosława Hrycaka, który stwierdził wprost: „Mam podstawy sądzić, że wiedza Zełenskiego o Wołyniu i UPA jest bardzo znikoma.” Susujew dodał własne wyjaśnienie: Zełenski pochodzi ze wschodniej Ukrainy, gdzie ta historia nie jest historią rodzinną — ma do niej stosunek czysto instrumentalny, jako narzędzia politycznego, a nie emocjonalny.

Co więcej — zdaniem Susujewa Kijów w ogóle nie rozumie, dlaczego ten temat tak głęboko drażni polskie społeczeństwo. Ukraińcy przez długi czas byli przekonani, że to wyłącznie gra polskiej prawicy przed wyborami. Zaskoczenie, że oburzyła się cała klasa polityczna — od Millera do Brauna — było dla nich autentyczne.

Dowodem na to, że nie było żadnego cynicznego kalkulowania, jest właśnie wysłanie do Warszawy Budanowa — najważniejszej w praktyce osoby w systemie władzy Zełenskiego. Gdyby Kijów świadomie chciał sprowokować Polskę, nie wysyłałby zaraz potem kogoś tej rangi, żeby rozpoznać stanowisko polskiej strony. „To nie jest wyraz planu — to jest niekompetencja” — ocenił Susujew.

Skąd kult Bandery — mit zbudowany na sowieckim antymicie

Susujew przedstawił własną teorię, którą określił jako wynik lat analizy. Bandera nie był postacią szczególnie spektakularną nawet na tle ukraińskiej historii — organizacja, którą reprezentował, miała poglądy totalitarne i antysemickie, projekt jej konstytucji z 1939 roku przewidywał władzę jednej osoby dożywotnio, zakaz partii politycznych, korporatywizm i pozbawienie Żydów jakichkolwiek praw obywatelskich. „Jak coś wygląda jak kaczka i chodzi jak kaczka, to prawdopodobnie jest kaczką” — powiedział wprost.

Kult Bandery wyrósł z dwóch źródeł. Po pierwsze — środowiska emigracyjne związane z OUN były lepiej zorganizowane i bardziej aktywne informacyjnie niż inne ukraińskie środowiska, przez co ich narracja zdominowała obraz tej historii. Po drugie — paradoksalnie — Związek Radziecki sam wypromował ten mit, tworząc z Bandery głównego antybohaterów ukraińskiego, jednocześnie zrównując ideę niepodległości Ukrainy z kolaboracją i faszyzmem. Logika odwrócenia tego mitu była prosta: skoro Rosjanie nienawidzą Bandery, wynosimy go na sztandary. „Walczy się z Rosją i używa się antymitu, który sam pochodzi z Rosji” — podsumował Susujew.

Całe to zjawisko jest według niego przejawem głębokiej ignorancji historycznej. Ukraińcy w większości nie znają własnej historii, a to, co znają, to narracje budowane na potrzeby konfliktu z Rosją. Tymczasem ukraińska historia ma innych, bardziej interesujących bohaterów — choćby tradycję Ukraińskiej Republiki Ludowej — o których nikt nie mówi.

Liberałowie z czerwono-czarną flagą — sowieto-liberalizm w praktyce

Susujew opisał zjawisko, które Parafianowicz nazywa „sowieto-liberalizmem”: ukraińscy eurosceptycy walczą o prawa środowisk LGBT, stają po stronie Komisji Europejskiej w sporach z Kijowem, a równocześnie pojawiają się z flagą UPA i nie widzą w tym sprzeczności. Jego zdaniem to rezultat budowania białego mitu, z którego wycięto wszystkie problematyczne elementy — totalitaryzm, ludobójstwo, antysemityzm — i pozostawiono wyłącznie narrację o walce z Sowietami. Ci ludzie popierają mit, nie wiedzą co popierają.

Polska nie ma polityki wobec Ukrainy

Susujew ocenił ostro, że Polska przez lata nie miała żadnej spójnej strategii wobec Ukrainy — żadnego celu, żadnych narzędzi nacisku, żadnej analityki wyjaśniającej, czego realnie można od Kijowa oczekiwać. Politycy pływali na falach nastrojów — najpierw bezgraniczna miłość, teraz oburzenie — bez żadnego strategicznego myślenia. Niemcy tymczasem nie musieli nic robić szczególnego, bo polskiej polityki po prostu nie było.

Dodał, że narzędzia, które teraz są wymieniane — lotnisko w Jasionce, blokowanie rozmów akcesyjnych, wstrzymanie pomocy — mogły działać skutecznie w 2023 roku. Teraz sytuacja jest zupełnie inna: charakter współpracy Zachodu z Ukrainą zmienił się, Ukraina ma inne zaplecze, a Polska dyskutuje o tych lewarach tak, jakby nic się przez trzy lata nie zmieniło.

Ukraińcy w Polsce są zakładnikami tej sytuacji

Susujew zauważył, że absolutna większość Ukraińców mieszkających w Polsce — w dużej mierze ze wschodniej i południowej Ukrainy, rosyjskojęzycznych — chowa się od tych dyskusji, nie czyta komentarzy i stara się nie wtrącać. Wąskie środowiska warszawskie, które się wypowiadają, nie reprezentują nikogo. Susujew zwrócił uwagę na paradoks: zaostrzenie stosunku Polaków do Ukraińców i ewentualne pogarszanie ich warunków w Polsce odpowiadałoby tak naprawdę interesom ukraińskiego państwa, które chce swoich obywateli z powrotem — ale nie buduje dla nich żadnej pozytywnej oferty powrotu.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *