Wielowieyska i Wieliński w podcaście Gazety Wyborczej: odebranie orderu to gra polityczna, nie dyplomacja. Ukraina bez Polski sobie nie poradzi

Dominika Wielowieyska rozmawiała z Bartkiem Wielińskim w podcaście Gazety Wyborczej 8:10. Rozmowa objęła kryzys polsko-ukraiński, sytuację na froncie i scenariusze zakończenia wojny.

Nawrocki zastawił pułapkę na Tuska — i nic nie ugrał

Wieliński ocenił, że Nawrockiemu nie chodziło o ofiary rzezi wołyńskiej ani o pamięć Polaków zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów. Chodziło o regularną nawalankę z Donaldem Tuskiem — o zastawienie na niego pułapki. Kalkulacja była taka, że Tusk sprzeciwi się decyzji, skrytykuje prezydenta i wyjdzie na obrońcę Zełenskiego. Tusk się w tę pułapkę nie dał wpuścić, a Zełenski odsyłając order kurierem bez czekania na kontrasygnatę premiera, sprawił że Tusk nie musi nic podpisywać. Balon pękł — ale co z niego wyszło, zobaczymy.

Wieliński dodał, że Nawrocki zmarnował cały rok prezydentury. Andrzej Duda w pierwszym roku stworzył inicjatywę Trójmorza — błędną, naiwną, ale był to jednak jakiś pomysł. Nawrocki nie zrobił niczego: pojechał trzy razy do USA, za pierwszym razem przyjęto go standardowo, za drugim Trumpa nie było, za trzecim pogadał przy ringu przez minutę i szesnaście sekund. Dlatego Zełenski go nie słucha — nie ma żadnego kanału komunikacji między Pałacem Prezydenckim a Kijowem. Partnerem dla Ukrainy jest rząd.

Nawrocki strzelił z armaty i naraził order na upokorzenia

Oboje rozmówców ocenili, że Polska powinna była wejść na drabinę eskalacyjną — zacząć od kroków mniejszych, odwracalnych, i stopniowo zwiększać presję. Nawet Morawiecki, tocząc swój czas konflikt z Ukrainą, posługiwał się tym pojęciem. Nawrocki sięgnął od razu po najcięższy kaliber dyplomacji — i naraził najważniejsze polskie odznaczenie na serię upokorzeń. Odesłanie kurierem to było jedno, ale serie zwrotów przez kolejnych ukraińskich polityków to już coś, czego można było uniknąć.

Zełenski też działał z partykularnego interesu

Wieliński ocenił, że Zełenski nie skonsultował nawet decyzji o nazwie jednostki z ukraińską dyplomacją. Wybór akurat tej nazwy był stuprocentową gwarancją problemów — ktoś na to musiał zwrócić uwagę. Kiedy do Warszawy przyjechał Budanow, zobaczył, że Polska jest w tej sprawie zjednoczona — nawet Aleksander Kwaśniewski, który ma duży sentyment do Ukrainy, nie był w stanie rozładować sytuacji.

Temat Wołynia pojawił się po 2014 roku — nie przypadkowo

Wieliński zwrócił uwagę na uderzający fakt: przed 2014 rokiem temat Wołynia praktycznie nie istniał w polskiej debacie publicznej. Wielowieyska potwierdziła, że sprawdzała — nie ma żadnych znaczących wypowiedzi polskich polityków na ten temat przed aneksją Krymu. Rosjanie zaczęli sądować Polskę, czy nie chciałaby zachodniej Ukrainy. Polska odmówiła. I dokładnie wtedy temat wołyński nagle stał się pierwszoplanowy.

Ukraina bez polskiego wsparcia sobie nie poradzi

Wieliński zaznaczył, że Ukraina jest od Polski zależna na wielu poziomach — i bez polskiego wsparcia będzie jej ciężko zarówno wygrać wojnę, jak i się po niej odbudować. Historia pokazuje, że Ukraińcy zawsze woleli rozmawiać z Niemcami i Francuzami niż z Polską. Format normandzki i porozumienia mińskie były efektem takiego podejścia — i nie wyszło im to na dobre.

Konferencja w Gdańsku — włączyły się największe stolice Europy

Wieliński ujawnił, że w przekonywaniu Zełenskiego do przyjazdu na konferencję URC w Gdańsku biorą udział najważniejsi gracze europejscy — Niemcy, Francja, Wielka Brytania, być może Włochy, a także sekretarz generalny NATO Mark Rutte. Nie chodzi już o Polskę ani o Tuska — chodzi o to, że konferencja jest ważna dla całej Europy. Jej celem jest pokazanie, że Ukrainę odbuduje Europa według swoich zasad, a nie Witkoff, Kushner i ich towarzystwo, które wydrenowałyby wszystko i zarabiały miliardy.

Front — Ukraina nie przełamuje linii, ale gnębi Rosję daleko od frontu

Wieliński omówił sytuację wojskową. Nie ma żadnego przełomu na linii frontu na wzór kontrofensywy z 2022 roku. Natomiast Ukraina ma zdolność poważnego gnębienia Rosji daleko za frontem. Krym jest regularnie ostrzeliwany dronami, problemy z paliwem są potworne. Doszło do spektakularnych ataków na Moskwę i Petersburg. Ukraińskie drony dotarły do zakładu pod Czelabińskiem, gdzie serwisowane są głowice jądrowe — to oznacza, że w zasięgu znalazły się strategiczne zdolności nuklearne Rosji. Rok temu w operacji Spider’s Web Ukraińcy zniszczyli kilkadziesiąt rosyjskich bombowców strategicznych.

Rosja ma kłopoty wewnętrzne — po atakach na moskiewskie rafinerie w stolicy brakuje paliwa, które przekierowuje się z jednostek wojskowych do mieszkańców Moskwy, żeby nie dopuścić do buntu. Internet odcina się niemoskwianom, żeby ci nie wzniecili rewolty. Ale kiedy to państwo się rozpadnie — nie wiadomo.

Scenariusz północnokoreański i nowe fronty

Wieliński ocenił, że najbardziej realnym scenariuszem jest zamrożenie konfliktu na linii frontu — wzór północnokoreański z linią demarkacyjną i siłami pokojowymi. W odpowiedzi Putin będzie próbował otworzyć nowy front — mówi się o państwach bałtyckich, liczba ataków hybrydowych w ostatnim miesiącu przekroczyła całoroczny poziom z poprzedniego roku.

Zełenski postawił też ultimatum Łukaszence — żądając demontażu instalacji wspomagających nawigację rosyjskich dronów. Jeśli tego nie zrobi, Ukraina je zniszczy. To oznaczałoby faktyczne uderzenie w terytorium Białorusi. Wieliński ocenił, że atak z Białorusi na Ukrainę jest mało prawdopodobny ze względu na ufortyfikowany teren, bagna i lasy. Natomiast ukraińskie drony mogą działać w drugą stronę.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *